Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jezuici. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jezuici. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2025

Jezuici i franciszkanie

Dziś wspomnienie japońskich męczenników, Pawła Miki i towarzyszy. Paweł był jezuitą, jego towarzyszami byli dwaj jezuiccy katecheci. Tymczasem umęczono wraz z nimi kilku franciszkanów, z Piotrem Chrzcicielem, kapłanem, na czele. Dlaczego więc w Kościele rzymskim ich się nie wspomina, czy chociażby samego Piotra obok Pawła, wraz z resztą towarzyszy? Dlaczego ten dzień ma być zjezuitowany? Swoją drogą, czy ktoś kiedyś policzył, ilu świętych wydał zakon jezuitów?

niedziela, 2 lutego 2025

A mówiłaś, że on skończył konserwatorium (Hiacynta do Elżbiety)

Jezuita, profesor teologii (nazwisko przez litość pominę), mówił dziś w radiu, że dzisiejsze święto, w odróżnieniu od wielu innych w roku liturgicznym Kościoła, ma korzenie w Nowym Testamencie. Tak! Czyli np. Wielkanoc albo Zesłanie Ducha Świętego, albo Objawienie Pańskie, czy Narodzenie św. Jana Chrzciciela, i wiele innych, w Nowym Testamencie korzeni nie mają. To gdzie?

piątek, 3 grudnia 2021

Pomódl się za nich

Święty Franciszku Ksawery, módl się za jezuitów, aby byli mądrzejsi Bożą mądrością, odważniejsi Bożą mocą, i w ogóle bardziej ewangeliczni i ludzcy wobec tych, co są w jakiejkolwiek udręce.

Nie znam chyba nikogo, kto by lubił jezuitów. A sam się przez nich wiele nacierpiałem.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

środa, 3 grudnia 2014

Św. Franciszek Ksawery

Franciszek Ksawery to jedyny jezuita, którego jestem w stanie lubić. W jakiś sposób pasuje do jego osoby i działalności misyjnej cytat z psałterza sprzed kilku dni: Non dereliquisti quaerentes te, Domine (Ps 9:11b).

św. Franciszek Ksawery

niedziela, 25 grudnia 2011

Wzruszenie, a z jezuitami do Tybru!

Dostałem od chłopców z nowicjatu opłatek. Właściwie nic dziwnego, dostawałem zawsze i od nowicjuszy, i od braci z kolegium, niemal dziesięć lat już będzie. Ale ten opłatek był szczególny, chociaż dopiero wczoraj, przy wigilii, to zauważyłem. Każdy służewiecki opłatek ma dołączoną kartkę, z wydrukowanymi życzeniami dla wiernych. Ten nie był wyjątkiem, ale z drugiej strony, którą zobaczyłem dopiero wyjmując opłatek z folii, na kartce były podpisy wszystkich braci. Życzenia stały się bardziej osobiste, i bardziej trwałe dla mojej dziurawej pamięci: są już nie tylko 'ustne', składane po zajęciach, ale i pisane...

Papieska pasterka zaczęła się, jak zawsze, śpiewem Dominus dixit ad me. W tym roku ten śpiew był wyjątkowo piękny: nie tylko antyfonę, ale i psalm śpiewano chorałowo, nie polifonicznie (co zwykle dawało efekt wycia). W zeszłym roku w czasie procesji wejścia śpiewano Tu es Petrus, a Dominus dixit zaśpiewano dopiero, kiedy papież już okadził ołtarz. W tym roku, jak Pan Bóg przykazał, antyfona z psalmem były rzeczywiście introitem, śpiewem na wejście. (Nawiasem mówiąc, tegoroczne śpiewy papieskich chórów kojarzyły mi się z tradycją chórów angielskich.)

Po homilii, jak już od dwóch chyba lat się zdarza, papież napił się trochę wody; celebracja liturgii, głoszenie homilii, to jednak wielki wysiłek, duchowy i fizyczny, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Podano papieżowi wodę jeszcze przed modlitwą eucharystyczną (jeśli dobrze pamiętam: kamerzysta dyskretnie, szybko zmienił obraz). W pewnym momencie, przy ołtarzu, papież spojrzał w górę, na krzyż... Bardzo to było poruszające: chór śpiewał Sanctus, papież w milczeniu spojrzał na Ukrzyżowanego...

Jedna tylko rzecz, jak zawsze, zakłóca odbiór papieskiej liturgii w telewizji: jezuiccy komentatorzy. W czasie procesji wejścia informują nas, ile osób bierze udział w liturgii, jak stare są figury w szopce na placu św. Piotra, etc., etc. Po homilii mówią, że jest chwila milczenia na osobistą modlitwę i rozważanie Słowa Bożego, w czym, oczywiście, muszą nam pomóc swoim komentarzem. Chór śpiewa graduał, antyfonę na Komunię: muszą przetłumaczyć, co śpiewają, jakby nie można było dać tego w napisach na dole obrazu. Takie samo tłumaczenie przy czytaniach, prośbach modlitwy wiernych, co więcej: kolekcie, modlitwie nad darami, modlitwie po Komunii, prefacji, wreszcie i przy Kanonie... Bogu dzięki, że chociaż słów konsekracji nie czytają. Na litość Boską! Przy niedzielnym Anioł Pański polskie tłumaczenie słów modlitwy pojawia się w napisach na dole ekranu, nikt nie zagłusza słów modlącego się papieża. Czy nie można tak zrobić i w transmisji pasterki? Niech powiedzą: teraz jest śpiew na wejście, teraz chór śpiewa antyfonę – koniec! Dajcie im teraz śpiewać, a tekst dajcież na dole! Tak samo z papieskimi modlitwami: odmawia je celebrans, nie komentator... Jeśli więc mogę składać świąteczne życzenia wielebnym jezuitom-komentatorom, to życzę im lepszych pomysłów przy transmitowaniu papieskiej liturgii, mniej gadania, więcej milczenia.

sobota, 10 września 2011

O jezuitach i szerzeniu świętej wiary

Czytając „Mistyków i mistrzów zen” Mertona, dowiedziałem się ciekawej rzeczy. Otóż w styczniu AD 1615 Święte Oficjum wydało trzy pozwolenia dla jezuitów, pracujących misyjnie w Chinach. Pozwolono im odprawiać mszę świętą z zakrytą głową, jako że głowa odkryta dla Chińczyków wyrażała brak szacunku. Pozwolono im zrobić przekład Biblii na język chiński. I wreszcie, pozwolono chińskim jezuitom (jak rozumiem z dalszej części książki Mertona – Chińczykom, wyświęconym na kapłanów w zakonie jezuitów) odmawiać brewiarz i odprawiać mszę świętą – w całości! – po chińsku, w literackiej chińszczyźnie. Zezwolenia nigdy nie uchylono, ale wskutek różnych komplikacji polityczno-kongregacyjnych i międzyzakonnych, nie skorzystano też z niego. Pierwszego Chińczyka wyświęcono w 1644, nie wiem, jak wyglądała kwestia tłumaczeń ksiąg liturgicznych. W każdym razie, kongregacja Pro propaganda fide nie była jezuitom przychylna, i cała sprawa ugrzęzła w martwym punkcie. Szkoda.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

O komentarzach bez komentarza

Przekleństwem telewizyjnych transmisji papieskich mszy są komentatorzy. Bogu dzięki, że już nie tłumaczą Modlitwy Eucharystycznej, ale i tak skutecznie zagłuszają, co się da. Przecież można by podać tłumaczenia tekstów mszalnych w postaci napisów na dole ekranu... Chór śpiewa wielkanocną sekwencję, komentator zagłusza, szybko czytając polską parafrazę. Piękno sekwencji rytualnie zabite...

Do tego komentują, a właściwie tłumaczą, zupełnie bezmyślnie, z błędami – i na jaw wychodzi nieznajomość łaciny...

Chór śpiewa antyfonę na wejście: Resurrexi et adhuc tecum sum, alleluia – komentator wyjaśnia: Chór śpiewa psalm 139 – (tu umknął mi fragment) prowadź mnie drogą odwieczną. Owszem, antyfona na wejście zaczerpnięta jest z tego psalmu, ale akurat te jego słowa do niej nie należą, pojawiają się później, jako fragment śpiewany po antyfonie.

Kantor śpiewa: Haec dies quam fecit Dominus, exsultemus et laetemur in ea. Komentator „tłumaczy”: W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy.

Po Przeistoczeniu wierni śpiewają: Mortem tuam annuntiamus, Domine, et tuam resurrectionem confitemur, donec venias. Komentator: Panie, Ty nas wybawiłeś przez krzyż i zmartwychwstanie swoje, Ty jesteś Zbawicielem świata.

Nie warto komentować.

PS Chociaż, może nie powinienem narzekać... W transmisji z mszy rozpoczynającej pontyfikat Jana Pawła II komentator wyjaśniał, że okadzenie ołtarza służy odpędzeniu złych duchów. W porównaniu z tamtymi czasami zaszła niewątpliwie znaczna poprawa, mamy, dzięki (nad)gorliwości jezuickich komentatorów, mały wykład z teologii w czasie transmisji papieskiej liturgii. A że sama liturgia gdzieś pod tym znika...

czwartek, 30 lipca 2009

OP vs SI

Podobno dominikanie nie lubią jezuitów, a jezuici – dominikanów. (Swoją drogą, niektórzy księża diecezjalni na pewno nie lubią dominikanów, po przykrych doświadczeniach próby współpracy.) Jezuici bywają kapelanami karmelitanek, w Warszawie mają niemal całodzienną spowiedź na Starym Mieście, prowadzą bardzo dobre wydawnictwo. Emilia, moja przyjaciółka, jeździ co roku na ignacjańskie rekolekcje. Mimo to, nie zdołałem się do nich przekonać.

Mogę się pocieszać, że s. Hieronima z Lasek też jezuitów nie lubi, i głośno się do tego przyznaje. Ja próbowałem z jezuitami kilka razy, i czasami wydawało się nawet, że będzie dobrze. Za każdym razem jednak kończyło się źle. Nie będę wnikał w szczegóły, rzecz dotyczy przede wszystkim spowiedzi i duchowego kierownictwa, więc pozostać musi tajemnicą. Po ostatniej „przygodzie”, kiedy jezuicki spowiednik po prostu zniknął (przestraszył się?) w momencie naprawdę dla mnie trudnym, fizycznie i psychicznie, postanowiłem: koniec z SI! Widać nie tędy dla mnie droga.

Ale żeby nie było tak ponuro i przygnębiająco, i posępnie: Kiedyś słyszałem dowcip o jezuitach i dominikanach: Który z zakonów jest lepszy? Oba powstały w czasach trudnych dla Kościoła, oba miały zajmować się walką z herezją: dominikanie – z albigensami, jezuici – z protestantami. I tu się okazuje, że dominikanie są lepsi. Dlaczego? A widział ktoś ostatnio jakiegoś albigensa?