Popłakałem się, że skończył się Okres wielkanocny. Przypomniałem sobie jego początek w świętą Noc i słowa Pana, i pokropienie wodą chrzcielną. A teraz nawet liście straciły swój pierwotny bladozielony urok...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamięć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamięć. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 maja 2024
Nie wszystkie łzy są złe
sobota, 13 kwietnia 2024
Śpiesz się, Kopciuszku
Czytać Spe salvi, dopóki jest to dozwolone.
Wielkanoc. Pascha. Święte Triduum. Wrócą dopiero za rok, i przez ten rok muszą nam wystarczyć, i musimy żyć tymi, które dopiero co obchodziliśmy. W ten sposób Wielkanoc będzie dla nas ośrodkiem całego roku, nie tylko liturgicznego. Żyć uobecnionym wspomnieniem tego, co kilka tygodni temu obchodziliśmy i przeżywaliśmy. Rozważać i wspominać słowa i znaki, i czyny.
środa, 13 września 2023
Ten pamięta lepiej, czyja mniejsza dawka
Pozostając przy 300 mg, zwiększamy o 50 mg l. Prawdopodobne skutki uboczne: nagłe problemy z pamięcią. Nie wiem tylko, czy odwracalne.
piątek, 1 maja 2020
Trochę folk(lor)u, czyli pierwszy dzień maja
Na dzisiaj, już tradycyjnie, ta piosenka, bo jakżeby
inna...
A podstępna pamięć podsuwa mi piosenkę, której uczyliśmy się w pierwszej klasie podstawówki
(że też nie podsuwa mi np. gockich czasowników...):
Jasio przez okienko sztandary zobaczył.
Czemu ich tak dużo? Bo dziś Święto
Pracy.
Wyszli robotnicy z fabryk i z
warsztatów,
że są wszyscy braćmi, głoszą
dzisiaj światu.
Idą ulicami i śpiewają pieśni.
„Czemu przez okienko nie wyjrzałem
wcześniej?”
niedziela, 22 grudnia 2019
środa, 28 listopada 2018
Uciekło
W nocy miałem pomysł na wpis blogowy, ale rano już go nie pamiętałem. Niedobrze. Chodziło o coś z brewiarza chyba... Nawet nie jestem pewny.
sobota, 21 stycznia 2017
Pamięć chrzcielna
Z Księgi Powtórzonego Prawa: Abyś pamiętał o dniu wyjścia z ziemi egipskiej po wszystkie dni swego życia (16:3).
Liturgia Wielkiej Nocy przedstawia chrzest jako wyjście z Egiptu i przejście przez Morze Czerwone: te wydarzenia, o których czytamy w Świętą Noc, były typem chrztu świętego. Wyjście z Egiptu, z domu niewoli, z krainy bogów o zwierzęcych głowach, to porzucenie grzechu. Od samego początku Kościół widział w tym wydarzeniu, w tym paschalnym wydarzeniu, obraz sakramentu chrztu (wystarczy uważnie przeczytać chociażby I List św. Piotra). Dzień wyjścia z niewoli i wejścia do nowego życia, to nasz chrzest. Pamiętać o nim trzeba przez wszystkie dni życia: Abyś pamiętał, mówi Pan, Bóg nasz.
Chrzest ciągle w nas „tkwi”, chociaż nie zawsze o tym pamiętamy, nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Abyś pamiętał o dniu wyjścia z ziemi egipskiej po wszystkie dni swego życia. Chrzest nosimy jako niezatarte i niedające się zatrzeć znamię. Można chrzcielne źródło przywalić kamieniami, ale ono wciąż pod spodem bije.
Może bardziej pasowałby ten wpis do Wielkanocy, ale kto wie, czy jej dożyjemy, a poza tym czytanie z Pwt akurat dziś jest w liturgii.
piątek, 22 maja 2015
sobota, 1 sierpnia 2009
Złapani w sieć, czyli znowu o pamięci
Kiedyś papirolodzy czytali papirusy, mawiała pani Świderkówna. Teraz mają wszystko w komputerach i uważają, że nie muszą czytać, bo komputer wszystko im znajdzie, każde potrzebne słowo. A kiedyś wiedziało się, gdzie ono się pojawia, z samodzielnej lektury.
Nie jest to problem tylko papirologów. Twarde dyski zastępują ludzką pamięć, czas płynie szybko, coraz szybciej, nie można go tracić na czytanie książki, bo w internecie można znaleźć wszystko (?) to, czego chcemy się z niej dowiedzieć. Niczego nie trzeba pamiętać, wszystko pokażą Google.
Þæs oferēode, þisses swā mæg...
Nie jest to problem tylko papirologów. Twarde dyski zastępują ludzką pamięć, czas płynie szybko, coraz szybciej, nie można go tracić na czytanie książki, bo w internecie można znaleźć wszystko (?) to, czego chcemy się z niej dowiedzieć. Niczego nie trzeba pamiętać, wszystko pokażą Google.
Þæs oferēode, þisses swā mæg...
piątek, 19 grudnia 2008
Pamięć
Pisząc komentarze do „wielkich antyfon” dla Internetowej Liturgii Godzin uświadomiłem sobie, jak daleko jesteśmy od znajomości Biblii i liturgii.
Bo właściwie i jedną, i drugą, powinno się znać na pamięć, jak chociażby w moich czasach, czyli w Anglii wczesnośredniowiecznej (a dokładniej w Northumbrii). Takie np. „wielkie antyfony” powinny odruchowo wywoływać skojarzenia biblijno-liturgiczne, i to bez używania wyszukiwarek, konkordancji etc. Przy śpiewie oficjum w czasach Bedy księga liturgiczna była tylko pomocą: śpiewało się z pamięci. (Mnie się to czasami udaje, ale ciągle za mało. Może dlatego, że do niektórych psalmów jestem bardziej przywiązany niż do innych, co zdecydowanie zawęża pole pamięci. W poniedziałek moi uczniowie w kolegium dominikańskim bardzo się rozczarowali, kiedy powiedziałem, że nie znam na pamięć Wulgaty.) O Wilfridzie (+709) wiadomo, że nauczył się na pamięć dwóch wersji psałterza, gallikańskiej i rzymskiej, kiedy zmienił miejsce zamieszkania, a tym samym – użycie wersji psałterza.
Albo taki np. kanon po łacinie. Wyrecytować z pamięci nie umiem, ale kiedy słyszę go w czasie mszy, potrafię „przewidzieć”, jakie będą następne słowa. Czyli w jakiś sposób tkwi on w mojej pamięci. „Mój” profesor, JRR Tolkien, w jednym z listów do syna, Christophera, napisał, że dobrze jest znać na pamięć, między innymi, kanon mszalny, bo to wspaniała modlitwa.
I to w gruncie rzeczy nie chodzi o to, żeby siedzieć i wkuwać na pamięć. Takie rzeczy się zapamiętuje przez częste z nimi obcowanie. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie, dotyczące nie tylko liturgii, ale i literatury. Ale we współczesnych czasach ludzie wolą ufać tonom papieru i dyskom (i jakimś innym rzeczom, których nawet użyć nie potrafię, jak np. pendrive; ja się zatrzymałem na etapie dyskietek, co i tak uważam za sukces; tak samo jak nauczenie się obsługi tego blogu). I dlatego bardzo mi się podoba to, co mówił o sobie i sobie podobnych CS Lewis: I am an Old Western Man, one of the few left (jeśli mnie moja pamięć nie zawodzi...)
Bo właściwie i jedną, i drugą, powinno się znać na pamięć, jak chociażby w moich czasach, czyli w Anglii wczesnośredniowiecznej (a dokładniej w Northumbrii). Takie np. „wielkie antyfony” powinny odruchowo wywoływać skojarzenia biblijno-liturgiczne, i to bez używania wyszukiwarek, konkordancji etc. Przy śpiewie oficjum w czasach Bedy księga liturgiczna była tylko pomocą: śpiewało się z pamięci. (Mnie się to czasami udaje, ale ciągle za mało. Może dlatego, że do niektórych psalmów jestem bardziej przywiązany niż do innych, co zdecydowanie zawęża pole pamięci. W poniedziałek moi uczniowie w kolegium dominikańskim bardzo się rozczarowali, kiedy powiedziałem, że nie znam na pamięć Wulgaty.) O Wilfridzie (+709) wiadomo, że nauczył się na pamięć dwóch wersji psałterza, gallikańskiej i rzymskiej, kiedy zmienił miejsce zamieszkania, a tym samym – użycie wersji psałterza.
Albo taki np. kanon po łacinie. Wyrecytować z pamięci nie umiem, ale kiedy słyszę go w czasie mszy, potrafię „przewidzieć”, jakie będą następne słowa. Czyli w jakiś sposób tkwi on w mojej pamięci. „Mój” profesor, JRR Tolkien, w jednym z listów do syna, Christophera, napisał, że dobrze jest znać na pamięć, między innymi, kanon mszalny, bo to wspaniała modlitwa.
I to w gruncie rzeczy nie chodzi o to, żeby siedzieć i wkuwać na pamięć. Takie rzeczy się zapamiętuje przez częste z nimi obcowanie. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie, dotyczące nie tylko liturgii, ale i literatury. Ale we współczesnych czasach ludzie wolą ufać tonom papieru i dyskom (i jakimś innym rzeczom, których nawet użyć nie potrafię, jak np. pendrive; ja się zatrzymałem na etapie dyskietek, co i tak uważam za sukces; tak samo jak nauczenie się obsługi tego blogu). I dlatego bardzo mi się podoba to, co mówił o sobie i sobie podobnych CS Lewis: I am an Old Western Man, one of the few left (jeśli mnie moja pamięć nie zawodzi...)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

