Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2026

Głowa i szyja

Zaobserwowałem, że kiedy jest duży mróz – który lubię – to miewam zawroty głowy. Może krew nie dopływa do mózgu? Albo czapka za bardzo uciska? Ktoś ma coś podobnego?

wtorek, 1 kwietnia 2025

Naprawdę

Nie lubię słońca, wolę księżyc. Nie lubię czasu letniego, wolę zimowy. Owszem, lubię wiosnę, bo przynosi kolory piękne, ale staram się lubić każdą porę roku, w każdej znaleźć coś dobrego, w ich cyklu się odnaleźć. Nie przeszkadza mi, że ciemno się robi o 15, może trochę szkoda mi bezlistnych drzew (the bare and leafless day, jak śpiewała Galadriela) i żal, że nie ma już śniegu w naszym klimacie. 15 stopni uważam już za gorąco, w minusowych temperaturach lepiej funkcjonuję psychosomatycznie. Tak po prostu mam. Takim mnie stworzono.

sobota, 4 stycznia 2025

Opowiadanie czynów dokonanych przez Pana jest wysławianiem Boga (Kasjodor)

Kolędy są swego rodzaju modlitwami. Ale nie zawierają one, poza nielicznymi wyjątkami, błagań i próśb, które jakże często kojarzą się nam z modlitwą. Są one raczej czystym uwielbieniem tajemnicy Wcielenia: godnie wysławiamy tę tajemnicę, jak mówi jedna z modlitw mszalnych. Opowiadamy, co się ponad 2000 lat temu wydarzyło w Betlejem, i widzimy w tym działanie Boga, a opowiadając o tym, śpiewem i wierszem, wysławiamy Go. Tak samo teraz przy Magnificat skupiamy się, jak pisał Beda Czcigodny, na wspomnieniu Wcielenia, które dokonało się w Maryi Dziewicy. Bóg uczynił Jej wielkie rzeczy, czyniąc Ją Matką Zbawiciela, a przez Jego Wcielenie wziął w obronę pokornych i głodnych.

Śpiewając kolędy, uwielbiamy Boga. U mnie w domu nie ma tradycji śpiewania kolęd, więc śpiewam je najczęściej w czasie spacerów z Huanem, który dzisiaj dostał swój pierwszy sweterek. Daje go sobie założyć, ale chyba nie jest najszczęśliwszy nosząc go. Chociaż nie wiem, to pies bardziej niż kot ciepłolubny, więc może i jest szczęśliwy. Trzeba tylko taki sweterek podwinąć, żeby pies mógł sikać, bo producent jakoś o tym nie pomyślał. Albo dostaliśmy za duży rozmiar.

poniedziałek, 16 grudnia 2024

Creature of winter

I wrote a poem amicis meis


I am a creature of winter

I thrive in the dark and the cold

Empty eyes

Empty mouth

Empty heart

Winter dark, I call you winter dark

I call you through the wind


They say I am mad and insane

But it is wind that is mad

Empty ears

Empty hands

Empty mind

Winter dark, O winter, winter dark,

I call you through the wind

piątek, 22 grudnia 2023

Zimowa zima w kościele

Piątek suchych dni zimowych, to znaczy dni postu, składającego się z środy, piątku i soboty w trzecim tygodniu Adwentu. Post, przez który chcemy błagać Boga o miłosierdzie, o to, by pobłogosławił zimę, by uczynił ją dla nas bezpieczną, wolną od wszelkiej szkody. Ciekawym, jak obchodzono suche dni w krajach na drugiej półkuli.

wtorek, 13 grudnia 2022

Bałwanek? Obsikany

Huan zauważył bałwanka już z daleka, podbiegł do niego szybko, powąchał, podniósł nogę i obsikał. I tak bałwanek stał się dwukolorowy, biało-żółty (nie kojarzyć z flagą Watykanu). Z jaką radością pies zauważa elementy pionowe, które można obsikać!

piątek, 10 grudnia 2021

I am light, I am one too strong to fight

No więc tak: ja naprawdę lubię, kiedy jest ciemno i zimno, nie przeszkadza mi to, że słońce wcześnie zachodzi, i nie potrzebuję żadnych lampeczek, światełek i tym podobnych. I to by było tyle. Dziękuję państwu za uwagę.

PS Mój ulubiony napój o tej porze roku to mrożona herbata.

sobota, 7 stycznia 2017

Pogodowe poplątanie

Bardziej niż Vox Domini super aquas z dzisiejszej liturgii Chrztu Pańskiego odpowiadałby pogodzie za oknem cytat z psalmu wigilijnego Bożego Narodzenia: Mittit crystallum suam sicut buccellas, ante faciem frigoris eius quis sustinebit?

Czy to tylko zdradliwa pamięć podsuwa obrazy mroźnego i śnieżnego Bożego Narodzenia?

chrzest Jezusa: Teofania i uświęcenie stworzenia

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Kennedy (sic, nie 'Kalendy') i Nowy Rok

W jednej ze swoich książek Joseph Campbell opisuje pogrzeb prezydenta Kennedy'ego jako przykład swoistego rytuału, współczesny rytuał, odpowiednik dawnych rytuałów i mitycznych wierzeń.

Przypomniałem sobie podobny rytuał z czasów, kiedy chodziłem do przedszkola (a było to w minionym tysiącleciu). Było to przedstawienie o narodzinach Nowego Roku. Na tle zimowych dekoracji szły dziewczynki, przebrane za choinki (jaki niezręczny, wsiowy rym...), zdaje się, że nawet udawały czy ciągnęły jakiś pojazd (?). (Widać renifery były jeszcze nieznane.) Między nimi szła inna choinka, która trzymała w rękach lalkę, niemowlaka, czyli Nowy Rok.

Dziadka Mroza nie było. Więcej nie pamiętam.

wtorek, 14 grudnia 2010

(Nie)cierpliwość

Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem medycyny. Wieczorem z kolei przewróciłem się na ulicy, i trochę trwało, zanim dotarłem do gorącej, mocno osłodzonej herbaty, która doskonale się sprawdza w takich szokowych sytuacjach (oczywiście, jeśli nie ma pod ręką koniaku). W rezultacie wpis jest spóźniony i niekompletny – chciałem napisać o wierszu na najkrótszy dzień w roku, który, według Johna Donne’a i jemu współczesnych, przypada(ł) na św. Łucję. Będzie zatem tylko o cierpliwości – w gruncie rzeczy, nawet dobrze się składa, patientia, od tego pacjent...

In tua patientia possedisti animam tuam, Lucia, sponsa Christi, śpiewa Kościół 13 grudnia. W niedzielę Benedykt XVI mówił o wartości stałości i cierpliwości, il valore della costanza e della pazienza. Kiedyś były one standardowym „wyposażeniem” człowieka, obecnie są o wiele mniej popularne. Myślę, że po części wynika to z tempa obecnego życia: wszystko ma być „na cito”, od razu, jak najprędzej – jeśli zaś tak nie jest, człowiek zaczyna się denerwować. Komputer musi być jak najszybszy, jeśli zwalnia chociażby o sekundę – to niedobrze. Wiadomości muszą docierać do człowieka jak najszybciej, jeśli tak nie jest, człowiek zaczyna się niecierpliwić. Kolejka – niedobrze, trzeba czekać, człowiek zaczyna się denerwować, popędzać, narzekać. Etc., etc., etc.

In tua patientia possideas animam tuam.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Andreas ho apostolos, czyli braterstwo krzyża

Bardzo lubię św. Andrzeja, obok Tomasza jest mi najbliższy wśród Apostołów. Strzeże Europy od Wschodu, w Konstantynopolu, i od Zachodu, w Szkocji. Andrzej jest pierwszym z powołanych, przyprowadził do Jezusa swego brata, Szymona Piotra. Chyba tylko raz odzywa się w Ewangelii, przy rozmnożeniu chleba, kiedy mówi (jak pewien Andrzej zauważył – pesymistycznie): Jest tu chłopię, które ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, ale co to jest dla tak wielu? Potem jeszcze raz się pojawia, kiedy razem z Filipem (z którym chyba się przyjaźnił) idą do Jezusa jako „posłańcy” chcących Go zobaczyć Greków. Nota bene, i Andrzej, i Filip to greckie imiona.

Taka była prefacja na jego dzień w Sakramentarzu Gelazjańskim, z którego trafiła m.in. do mszału z Exeter (11. wiek):

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, przez Chrystusa, naszego Pana. Ty sprawiłeś, że Twój Kościół trwa na fundamencie Apostołów. Do ich grona należy święty Andrzej, którego uroczystość dziś obchodzimy, nie przestając, o Panie, Ciebie sławić.


Captator olim piscium,
iam nunc piscator hominum,
tuis, Andrea, retibus
mundi nos rape fluctibus.


Taki hymn sławi go w Liturgii Godzin. Andrzej przedstawiony jest w nim jako brat Piotra, przy czym ważniejsze od więzów pokrewieństwa jest tu braterstwo w wierze i w męce za Chrystusa: braterstwo krzyża. Bardziej ich łączy krew przelana za Pana niż to, że mają tę samą matkę. Prawdziwa rodzina, ta najważniejsza, jest we wspólnocie wierzących.

Beda także napisał hymn o św. Andrzeju – popularny to był święty we wczesnym średniowieczu w Anglii. Jak się zdobędę na wydobycie spod stosu książek kartonu, w którym mam teksty Bedy, to spróbuję przetłumaczyć.

Pada śnieg. Na oknie mam już 41 cm. Jest minus sześć stopni. Super! Wreszcie jakaś sensowna pogoda! Nessa kocha śnieg, chociaż martwię się, że w taki głęboki się  zapada, to trochę zdrowotnie niedobrze (pęcherz etc.). A Phoebe siedzi na oknie i dziwi się, że nic nie widać.

sobota, 23 stycznia 2010

Temporum das tempora

Na warszawskim placu Konstytucji ustawiono namiocik z napisem W środku lato. (To się chyba nazywa instalacja artystyczna.) W środku jest podobno 35st. C, i oglądać można kolorowe obrazki z cieplejszej pory roku.

Współcześni ludzie to dziwne stworzenia. Dziwią się, że o tej porze roku jest zima – jakby było się czemu dziwić. Dziwią się, że taka ostra ta zima – gdzie tam jej do ostrej, kiedy to saniami można było przejechać z Polski do Szwecji po Bałtyku.

Myślę, że to miejska cywilizacja, ogarniająca zresztą i pozamiejskie obszary, sprawia, że człowiek traci (stracił?) kontakt z rytmem natury, ustanowionym przez Boga. Noc i dzień, pory roku – wszystko to się rozmyło. Noc już nie służy do snu i odpoczynku, ale do pracy i (całonocnej) rozrywki. Elektryczność sprawia, że noc stała się niemal niezauważalna. Pory roku, tak naturalne w swej kolejności, też już naturalne się nie wydają. Dla wielu ludzi powinno ciągle być lato; niemal każdy mówi, że chciałby, aby temperatura oscylowała około 25st.C. Nienormalne się wydaje, że po jesieni przychodzi zima, że dni muszą się skracać, aby mogły się potem wydłużyć, że dla zimy naturalny jest śniegi i mróz. Po zimie przyjdzie wiosna, po niej lato, i znowu jesień, znowu zima. Cykl ustalony przez Boga, o którym także przypomina liturgia – przynajmniej temu, kto potrafi to dostrzec i usłyszeć.

Człowiek ciągle jest niezadowolony, i chciałby, żeby wszystko było po jego myśli. Przecież byłby lepszym bogiem od Boga. Lepiej by wszystko urządził.

Come, all you lads and lasses, I’d have you give attention
To these few lines I’m about to write here.
‘Tis of the four seasons of the year that I shall mention,
The beauty of all things doth appear.
(tradycyjna kolęda angielska)

piątek, 15 stycznia 2010

Nihil novi sub sole liturgico

Na dworze śnieg i mróz. Śnieg miejscami niemal po kolana, mróz dochodził do minus siedemnastu stopni. Taka pogoda sprawia, że czuję się lepiej, i zupełnie nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy idiotycznie dziwią się, że o tej porze roku jest mróz i śnieg. Co w tym dziwnego? Normalna kolej rzeczy. Ale cóż, czasy teraz takie, że wszędzie oczekuje się tropikalnych plaż i lazurowych ciepłych mórz.

Śnieg i mróz kierują też moje myśli ku praojczystej Północy, ku zimnej Northumbrii, i ku czasom, które pseudo-oświeceni nazwali i nazywają Ciemnymi Wiekami. Widać prawdziwej ciemności nigdy nie widzieli, albo też oślepia ich światło. A szkoda, bo warto czasami sięgnąć w przeszłość dalszą niż sto lat.

Na dalekiej Północy, w wieku ósmym, Beda pisał do biskupa Yorku, Ecgberhta: Jakże zbawienne jest dla każdego chrześcijanina codzienne przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskiej! Zauważmy: Beda, mnich, pisze tu także o wiernych świeckich – kilka linijek dalej wymienia chłopców i dziewczęta, młodzieńców i panny, starców i staruszki, którzy bez żadnej przeszkody powinni komunikować przynajmniej w każdą niedzielę, i święta apostołów i męczenników.

W swojej Historii opatów wspomina Beda niejakiego Wigharda, który w Rzymie miał przyjąć święcenia biskupie z rąk papieża. Wysłał go do Wiecznego Miasta Egbert, król Kentu, świadomy, że dzięki biskupowi, pochodzącemu z angielskiego rodu, znającemu język swoich wiernych, będą oni mogli głębiej wniknąć w kościelne nauczanie i w święte misteria, poznając je nie przez tłumacza, lecz przez człowieka z własnego swego narodu i języka. (Niestety, Wighard w Rzymie zachorował i zmarł, a do Anglii, jako arcybiskupa Canterbury, wysłano Teodora, mnicha z greckiej wspólnoty w Rzymie.)

I wreszcie, w tzw. Staroangielskim Martyrologium, z nieco późniejszego okresu, znaleźć możemy odniesienia do starych/starszych i nowych/nowszych sakramentarzy (czyli, można rzec, ówczesnych mszałów). Jak widać, współistnienie dwóch wersji tego samego rytu znano już przed wiekami.