wtorek, 3 stycznia 2017

Królewskie Dzieciątko

Dziś urodziny Tolkiena. Może znał dobrze tę angielską kolędę z 19. wieku, dla mnie najpiękniejszą ze wszystkich kolęd, przez swą cichość i głębię. Kolęda mistyczna.


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Czajnik

Czajnik się rozwalił, odpadł uchwyt. Nie mam zamiaru iść za sugestią ojca i bawić się w wiercenie i nitowanie, żeby przywrócić go do użytku. Trzeba kupić nowy. A póki co, trzeba było wyjąć staroświecki czajnik radziecki (ale się zrymowało...), na prąd. Wygląda jak prawdziwy czajnik, nie jak dzbanek, i trzeba go pilnować, bo sam się nie wyłącza, kiedy woda wrze. Ileż on ma już lat... Pamiętam, jak wziąłem go w IV klasie liceum do szkoły, na klasową wigilię. To była najpełniejsza z wigilii, jakie robiliśmy w klasie co roku, bo nie tylko z ciastem, ale i z kapustą z grzybami, i z herbatą, do zrobienia której potrzebny był ów czajnik. Wtedy jeszcze czajniki elektryczne, te dzbankokształtne, były rzadkością, był chyba taki w pokoju nauczycielskim, ale nie wchodziło w grę wypożyczenie, a bieganie ze szklankami trzy piętra w dół nie wchodziło w rachubę. Dumnie oznajmiłem, że mam w domu duży czajnik elektryczny, i że mogę go przynieść. Czajnik mieści raptem nieco ponad litr wody, i pamiętam, jak Kasia D., zobaczywszy go, powiedziała z przekąsem: Mówiłeś, że ten czajnik jest duży... Ale wystarczył, dał radę, i nawet pożyczyła go inna klasa, organizująca wigilię później. Zatem czajnik jest zasłużony, licealnie i domowo także, bo już nieraz ratował herbatę, kiedy czajnik gazowy się spalił lub rozleciał.

Priony

Rozmowy przy świątecznym stole bywają jak priony. Zgąbczenie mózgu gwarantowane.

niedziela, 1 stycznia 2017

Czas i czasy

Ci, którzy chcą żyć liturgią, powinni patrzeć na czas z perspektywy roku liturgicznego, i początek roku widzieć w I niedzieli Adwentu, a nie 1. stycznia, kiedy w liturgii jest oktawa Narodzenia Pańskiego, nie nowy rok. Nowy Rok jako taki jest raczej smętny, ludzie się obżerają, vapide se habent, w jakichś posylwestrowych podrygach się miotają, i już myślą, że po świętach, a następnego dnia trzeba iść do pracy. Poza tym, dowiadują się o podwyżkach za wodę i gaz albo prąd, i nie wiedzą, co jeszcze ten rok przyniesie, ale oszukują się, że może jednak będzie lepszy od poprzedniego. Trochę jak Babilończycy, o których pisał prorok (Iz 47). Tymczasem, jeśli skupimy się na oktawie Narodzenia Pańskiego, usłyszymy radosne Verbum caro factum est, alleluia, alleluia, które śpiewać będziemy jeszcze przez kilka dni w nieszporach, płynnie przejdziemy w dalszą część okresu Narodzenia, w kolejne dni, uświęcone obecnością Wcielonego Słowa, które mieszka wśród nas. Skłonimy się przed pełną chwały Maryją, zawsze Dziewicą, Matką naszego Boga i Pana, i ujrzymy w Niej krzew gorejący, w którym Bóg się objawił. Pomyślimy o tidings of comfort and joy, i spokojnie ruszymy naprzód.

A księża, ci śpiewający w czasie liturgii, powinni wiedzieć, że msza to nie opera lub operetka. Chociaż może taki śpiew lepszy niż charczące jęki, jakie wydobywam z siebie na nieszporach.

Powinienem dostrzec dobrą stronę tego-co-lekceważy-liturgię: spowalnia Ojcze nasz, które organistka śpiewa (i gra) z szybkością karabinu maszynowego. I, dobry Boże, niech wreszcie zaśpiewa jakieś inne kolędy.

Sent from my tablet. We are Borg. You will be assimilated.

Zobaczyli Słowo Pana

Dziś, w dzień świętej Bożej Matki, Maryi, czytamy na mszy Ewangelię o pasterzach, którzy w Betlejem znaleźli Dzieciątko w żłobie i Jego Matkę. Mogliby wtedy zaśpiewać tę kolędę:
Jak prorok powiedział: Panna zrodzi Syna;
dla ludu całego szczęśliwa nowina,
nam zaś radość w tej tu chwili,
gdyśmy Pana zobaczyli
w szopie przy Betlejem.

(A tak zupełnie przy okazji, i bez żadnych skojarzeń: jaką ta Madonna ma piękną broszę!)