poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Podarunek Stwórcy

Na pożegnanie – każdy musi przecież czasami odpocząć i mieć wakacje – zostawię coś do poczytania...

Nie będzie to jednak mój tekst, ale słowa Ojca św. Benedykta XVI – o podarunku Bożym, jakim jest całe stworzenie, i o trosce o nie; o nas jako o stróżach stworzenia; i o ochronie środowiska i ekologicznej trosce o klimat na Ziemi.

Tutaj można znaleźć tekst przemówienia papieskiego z audiencji generalnej 26 VIII.

piątek, 28 sierpnia 2009

Jan, Poprzednik Twój i Chrzciciel

Jutro, 29. sierpnia, wspominać będziemy świętego Jana Chrzciciela. Ze względu na wielką cześć, jaką mam dla tego świętego, chciałem o wspomnieniu jego męczeństwa napisać, ale nie dam rady... Na szczęście mogę zamieścić tu tekst, który kiedyś napisałem na 29 sierpnia. Być może, drogi czytelniku, znajdziesz ten tekst w innych miejscach internetowej sieci - niedawno odkryłem, że moje teksty, pisane np. dla Ośrodka Liturgicznego, pojawiają się i na innych stronach bez mojej wiedzy, ale taki chyba urok internetu.

Jan Chrzciciel, największy spośród narodzonych z niewiasty (por. Mt 11:11), w Kościele zachodnim przyćmiony został przez św. Józefa. W Kościele wschodnim wciąż odbiera szczególną cześć, której ślady dostrzec można, jeśli spojrzeć z uwagą na wciąż używane teksty, i w liturgii zachodniej. W Kanonie rzymskim, w modlitwie Communicantes („Zjednoczeni z całym Kościołem”) wymienia się najpierw chwalebną Bogurodzicę Dziewicę, a po niej świętych Apostołów;  następnie zaś, już po Przeistoczeniu, w modlitwie Nobis quoque („Również nam”) pojawia się Poprzednik Pański, Jan. W pewien sposób tekst ten jest odbiciem ikony Deesis, gdzie po prawej i lewej stronie Chrystusa Pantokratora stoją właśnie Maryja Dziewica i Jan Chrzciciel.


W Liturgii Godzin wspominamy Jana codziennie w pieśni Zachariasza; w hymnie z jutrzni uroczystości Wszystkich Świętych jego wstawiennictwo jest przyzywane zaraz po aniołach, a przed Apostołami. Postać Jana szczególnie często przywoływana jest w Adwencie. Wreszcie obchodzimy dwa osobne święta – dzień jego narodzenia i jego śmierci. Narodzenie świętego Jana jest jedną z sześciu uroczystości, które zachowały po Soborze Watykańskim II wigilię, dzień przygotowania do święta, co też podkreśla wielką cześć, jaką Kościół żywił dla Chrzciciela. Dzień jego męczeńskiej śmierci już nie jest tak uroczysty, chociaż niesie ze sobą głębokie treści.

W swojej homilii Beda Czcigodny podkreśla, że Jan cierpiał za prawdę, a więc za Chrystusa, który przecież o sobie powiedział, że jest Prawdą. Ta sama myśl powraca w modlitwie tego dnia: Jan jest nazwany męczennikiem prawdy i sprawiedliwości, za nie oddał życie. Hymn nieszporów, również autorstwa Bedy, ukazuje Jana jako Poprzednika Pana pod każdym względem: Uprzedził swym narodzeniem zrodzenie Pana doczesne, swym chrztem zapowiedział chrzest udzielany w imię Chrystusa, wreszcie przez swą śmierć męczeńską zapowiedział śmierć Pańską. Liturgia bizantyńska idzie jeszcze dalej: kontakion na ten dzień głosi: Chwalebne ścięcie Poprzednika było Bożym zamysłem, aby przebywającym w Otchłani zwiastował przyjście Zbawiciela. A troparion zwraca się do świętego Proroka: Cierpiałeś za prawdę z radością, i będąc w Otchłani zwiastowałeś wcielonego Boga, który gładzi grzech świata i okazuje nam wielkie miłosierdzie. W ten sposób podkreślone jest wyjątkowe posłannictwo Jana, jedynego, który szedł bezpośrednio przed Panem.

W mszale biskupa Leofrica, pochodzącym z 10. wieku, znaleźć możemy błogosławieństwo na dzień męczeństwa Jana Chrzciciela:

Bóg, który daje wam obchodzić uroczystość świętego Jana Chrzciciela, niech wam pozwoli świętować ją pobożnie, i udzieli darów swego błogosławieństwa. Amen.
Jan, który za głoszenie Prawa Bożego został zamknięty w ciemnościach więzienia, niech przez swoje wstawiennictwo uwolni was od skłonności do uczynków ciemności. Amen.
Jan nie wahał się oddać głowy za prawdę, którą jest Bóg; przez swe wstawiennictwo niech was doprowadzi do Chrystusa, który jest naszą Głową. Amen.

PS Beda napisał też hymn na Narodzenie św. Jana, chociaż nie ma go w brewiarzu; jest też autorem hymnu na Narodzenie Bożej Rodzicielki, na dzień świętych Apostołów Piotra i Pawła, i aż dwóch hymnów ku czci św. Andrzeja Apostoła. Myślę, że te hymny w jakiś sposób odzwierciedlają jego nabożeństwo do świętych.

środa, 26 sierpnia 2009

Zgorszenia pełni

W dniu, w którym cześć oddajemy jasnogórskiej ikonie świętej Dziewicy Maryi, czytamy Ewangelię, w której Chrystus Pan mówi do swojej Matki: Daj Mi spokój, kobieto! Czego Ty ode Mnie chcesz? (J 2:4). Można to też przetłumaczyć jeszcze dosadniej: Odczep się ode Mnie, kobieto!

Pobożni tłumacze uznali jednak, że takich gorszących słów nasz Pan powiedzieć nie mógł, i uznali, że trzeba je złagodzić – tak więc mamy: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Ciekawe jednak, że w innych miejscach Ewangelii, gdzie tak samo zwracają się do Jezusa złe duchy, nie mamy już tak kulturalnego zwrotu (vide Mk 1:24; Mt 8:29; Łk 8:28).

Sierpień w Kościele polskim jest miesiącem trzeźwości (z tego względu jedna z moich ciotek nawet na kupno butelki wina na prezent nigdy się w sierpniu nie odważyła). Prawdopodobnie dlatego czytamy w Ewangelii 26 VIII: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze (J 2:10). A tak naprawdę weselny wodzirej mówi do pana młodego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się upiją, wówczas gorsze. Można się zastanawiać, jakie tłumaczenie postawili przed nami tłumacze. Gorsze, żeby nie zgorszyć? Lepsze, żeby przedobrzyć?

wtorek, 25 sierpnia 2009

In illo tempore, czyli: drzewiej to bywało super i w ogóle the best

Jedynym lekiem na słabnącą wiarę jest komunia. Choć niezmiennie jest samym sobą, doskonałym, pełnym i nietkniętym, Przenajświętszy Sakrament nie działa całkowicie i raz na zawsze dla nikogo z nas. Podobnie jak akt Wiary, musi być ciągły i wzrastać przez praktykowanie.

Częstość przynosi najlepsze efekty. Siedem razy w tygodniu jest bardziej pokrzepiające niż siedem razy z przerwami. Mogę także polecić Ci jako ćwiczenie (do którego, niestety, bardzo łatwo jest znaleźć sposobność): przyjmuj komunię w okolicznościach obrażających twój smak. Wybierz sapiącego lub bełkoczącego księdza albo dumnego i pospolitego zakonnika. A także kościół pełen zwykłego mieszczańskiego tłumu, źle wychowanych dzieci – od tych, które wrzeszczą, po te wytwory katolickich szkół, które siadają i ziewają, gdy tylko zostanie otwarte tabernakulum – brudnych młodzieńców bez krawatów, kobiet w spodniach i często z włosami w nieładzie i niczym nie przykrytymi. Przystąp do komunii razem z nimi (i módl się za nich). Będzie tak samo (a nawet lepiej), jak na mszy pięknie odprawionej przez wyraźnie świętego człowieka i wysłuchanej przez kilka pobożnych i schludnych osób. (Nic nie może być gorszego od bałaganu, jaki został po nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi – po którym nasz Pan zapowiedział nakarmienie mające dopiero nadejść).*)

Tak w 1963 roku pisał do swojego syna głęboko wierzący i znający doskonale liturgię profesor Oksfordu. Chodzi, oczywiście, o J.R.R. Tolkiena. To czasy jeszcze „mszy trydenckiej”, którą Tolkien doskonale znał – często do niej służył, nie tylko jako dziecko. Jak widać, nawet wtedy można było ostro skrytykować liturgiczną celebrację: sam ryt nie wystarcza, aby liturgia była piękna, święta i godna. Ryt nie sprawi, że kapłan będzie godniej celebrował Eucharystię, a wierni – i, zwróćmy uwagę, mowa jest o „wytworach katolickich szkół”, a więc ludziach jakoś uświadomionych w kwestiach wiary i liturgii – godniej w niej uczestniczyli. Ryt nie sprawi, że jest piękniej i wznioślej, jeśli zawiodą celebrans i wierni. Nihil novi sub sole. Parafrazując Homera: hemon en gounasi keitai, to od nas (i mam tu na myśli nie tylko świeckich, ale i kapłanów) zależy – dosłownie: na naszych kolanach leży – piękno i godność liturgii świętej. W najczcigodniejszym rycie można ją sprawować byle jak i niedbale.


__________________________________________
*) J.R.R. Tolkien „Listy”, tłum. A. Sylwanowicz; Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2000, s. 505 - 506.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Harry Potter, Sasowie i liturgia

Wielu opuściło swe zwykłe orbity i gwiazdozbiory, i pognało co pociąg/autobus/samochód wskoczy do Jarosławia, aby się uduchowić kulturalnie i ukulturalnić duchowo. A ty, Lómendilu, trwaj na blogowym posterunku, bo: (i) stabilitas loci; (ii) gardło, nos i gorączka. No i jeszcze (iii) – książki – można sobie w spokoju i bez pośpiechu czytać Richarda Dance’a o słowach w średnioangielskim, albo o słowach i frazach we „Władcy Pierścieni”  (Parma Eldalamberon XVII), albo o kolektach do psalmów. Można się też zabrać za napisanie tekstu, który napisany miał być kilka miesięcy temu. O zaklęciach mszalnych.

A właściwie o jednym tylko. Co do formy – na 100% zaklęcie. Tacy np. Sasowie, siłą nawracani przez Karola Wielkiego, uznaliby za zaklęcie tę modlitwę mszalną, o której chcę napisać. Oczywiście, światli współcześni teologowie ze wzgardą, pogardą i politowaniem prychną nad jakimiś barbarzyńskimi Sasami, którzy – jak o tym świadczy poemat Heliand, opowiadający po saksońsku świętą Ewangelię – w działaniu wszechmogącego Boga dostrzegali magię. W Kanie Galilejskiej Jezus zamienia wodę w cydr znakiem krzyża, polecenia wydając sługom ściszonym głosem. Jakież potężne musiały być Jego słowa, myśleli ci, którzy poematu słuchali, skoro miały moc zamienić wodę w wino z jabłek! Na początku Helianda, jego autor przedstawia Ewangelię jako giruni, tajemne słowa, runy, które są nie tylko nauką, ale mają też moc przemiany rzeczywistości. Dla ludzi Północy – to była potężna magia, wszak najwyższy z bogów, których czcili, był ojcem magii, mistrzem pieśni i zaklęć, a dogłębną ich wiedzę zyskał wisząc dziewięć dni i dziewięć nocy na drzewie, sam sobie złożony w ofierze.

Prychających teologów zostawmy, niech się krztuszą, dla nas ważne jest zrozumienie mocy Słowa, Słowa Potęgi, które swą mocą utrzymuje wszystko, co istnieje (Hbr 1:3), zrozumienie, jakie mieli mieszkańcy północnej Europy w tamtych czasach. Potrafili w jakiś sposób uchwycić tajemnicę, nad którą teologowie się głowią. (Może dlatego ci ostatni tak niechętnie patrzą na biednych Sasów, bo im zazdroszczą tego zrozumienia?) Wróćmy zatem do mszalnego zaklęcia. Większość z czytelników pewnie nigdy go nie słyszała, gdyż wypowiada je kapłan tak, jak nasz Pan w Heliandzie – po cichu. I musi być wypowiedziane po łacinie, aby brzmiało jak zaklęcie: Per evangelica dicta deleantur nostra delicta. Tak mówi kapłan, całując Ewangeliarz po odczytaniu świętej Ewangelii. (W polskim mszale: Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy.) Po łacinie, jak można zauważyć, formuła się rymuje, i dla przyjmujących wiarę chrześcijańską mieszkańców Saksonii brzmieć musiała jak zaklęcie. Słowa Ewangelii – owe giruni, jak na początku poematu nazywa Ewangelię autor Helianda – gładzą grzechy; jak wielką mają moc, jaka w nich potęga! Może warto o tym pomyśleć, kiedy kapłan ze czcią całuje księgę Ewangelii, w obłokach kadzidła i blasku świec. (Ze czcią. Czasami mam wrażenie, że z obrzydzeniem, albo przynajmniej z całkowitym niezrozumieniem, byle szybciej, bo to takie dziwne, całować książkę...) Słowo Boże jest Wszechmogące (Mdr 18:15). Trzeba tylko uwierzyć...

PS A przy okazji mocy Ewangelii: w jednej z angielskich kronik (nigdy nie pamiętam, w której) jest wzmianka o mnichu, którego gnębiły demony. Ulgę mu przynosiło położenie na piersi Ewangelii według św. Jana. Kiedyś przez pomyłkę położono mu inną księgę... ale to już inne historia.
PPS Ech, Harry Potter tylko w tytule, przepraszam zawiedzionych; nie mogłem się oprzeć.

sobota, 22 sierpnia 2009

Nowe szaty chłopaków

Induit me Deus vestimentis salutis, mówi dziś w jutrzni, słowami proroka (Iz 61:10), Najświętsza Dziewica, Bóg odział mnie szatami zbawienia. Dziś także, po mszy południowej, nowicjusze na Służewie obloką się w habity, w nowe szaty.

Smutno mi, że nie mogę tam być, zbuntowane gardło i nos uniemożliwiają mi podróż do służewieckiego klasztoru. Ale wierzę, że Matka Króla, która jest i naszą Matką, zaniesie swemu Synowi także moje, odległe przestrzennie, ale bliskie duchowo, modlitwy za tych czternastu, za całą tę załogę, która w białych habitach wyrusza w drogę swego powołania. A na tej drodze spotka m. in. i mnie ;-)

Ech, ostatnie obłóczyny, jakie widziałem, były u franciszkanów, w 1985 chyba; wtedy naiwnie myślałem, że i ja kiedyś będę OFM, ale Ktoś inny pomyślał inaczej.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Po raz kolejny

Po raz kolejny, acz zupełnie przypadkowo, oglądałem zdjęcia z tegorocznych święceń kapłańskich moich uczniów. I po raz kolejny się zdziwiłem nad zmianą, jaka w nich zaszła, a dokonała się przecież poprzez proste znaki: wezwanie wszystkich Świętych, włożenie rąk, namaszczenie, dotknięcie pateny i kielicha. I przypomniała mi się pieśń, przypisywana Rabanowi Maurowi, o poświęceniu Krzyżma, śpiewana w Wielki Czwartek.

Stans ad aram imo supplex infulatus pontifex – biskup w infule pokornie się modli, stojąc przy ołtarzu...
Consecrare tu dignare, Rex perennis patriae [...] ut novetur sexus omnis unctione Chrismatis, ut sanetur sauciata dignitatis gloria – Królu ojczyzny wiecznej, racz poświęcić [...] aby każdy człowiek się odnowił przez namaszczenie Krzyżmem, aby uzdrowienia doznała chwalebna godność, [przez grzech] zraniona...
Lota mente sacro fonte aufugantur crimina, uncta fronte sacrosancta influunt charismata –  po obmyciu duszy  w świętym źródle do ucieczki zmuszone są grzechy, po namaszczeniu czoła najświętsze dary łaski są wlewane [w duszę]
Corde natus ex Parentis, alvum implens Virginis, praesta lumen, claude mortem Chrismatis consortibus – Ty, coś zrodzony z Ojcowskiego łona, łono dziewicze wypełniłeś, udziel światła, od śmierci wybaw tych, którzy uczestniczą w darze Krzyżma...

środa, 19 sierpnia 2009

Trzy wersy

Dziś byliśmy na cmentarzu. Mijaliśmy nagrobek, na którym napisane były trzy wersy.

Żyłem, boś chciał.
Umieram, bo każesz.
Zbawisz, bo możesz.

Amen.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Na sztuki czy na kilogramy?

Generalnie unikam prasy, ale czasami zdarza mi się zajrzeć do jakiegoś tygodnika czy dziennika. Akurat trafiłem na relację z jednej z pielgrzymek na Jasną Górę. I przeczytałem: Codziennie rozdawano 6 tysięcy Komunii świętej.

Podziwiam tych, którzy liczyli. Jednocześnie jestem – zaszokowany? zgorszony? zdumiony? – tą wiadomością. Komunia święta, Ciała naszego Pana, liczona na sztuki. Tak jak bilety, ulotki, próbki kosmetyków, szczepionki, bezpłatne gazety, chorągiewki, cukierki – czy nawet, żeby nie było zbyt banalnie, krzyżyki albo pobożne obrazki, rozdawane przechodzącym ludziom... Może gdyby napisano, że codziennie 6 tysięcy osób przyjmowało Komunię świętą, nie odczuwałbym szoku/zgorszenia/zdumienia?

Dla mnie – może jestem po prostu nadwrażliwy? – takie określenie jest, delikatnie mówiąc, niewłaściwe, brak w nim szacunku wobec Najświętszego Sakramentu. Tak jak za niewłaściwe uważam przesypywanie świętych Hostii z jednego cyborium do drugiego, zamiast delikatnego ich przekładania.

Zbliżam się w pokorze i niskości swej, wielbię Twój majestat, skryty w Hostii tej...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Królowe i boginie

Zamieszanie z powodu koncertu Madonny. Protesty z ikoną Madonny Jasnogórskiej i protesty z koszulkami, na których Madonna ma twarz Madonny z Ameryki. Przekrzykiwanie się, która z nich dla kogo jest królową.

Zasłyszana rozmowa, już nie związana z koncertującą Madonną, ale z polskimi rocznicami sierpniowymi: A pod pomnikiem Nike chyba teraz wieńców nie składają? – Chyba nie... Ta Nike to taka Żydówa obrzydliwa.
Hmmm. Pewnie w domu tej osoby wisi jakiś obraz Matki Bożej: Jasnogórskiej czy Ostrobramskiej, Karmiącej czy Bolesnej... Obraz Żydówki, najprawdziwszej Żydówki, która jest Królową – także Polski.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Pascha wśród przyimków

Rok temu przeszłaś z tego świata do Pana. W szpitalu, nad ranem – kiedy pielęgniarka przyszła o świcie, ciebie już nie było; zostały tylko zwłoki –  jak sama tyle razy mówiłaś, to, co zostało z człowieka zwleczone. Czasami w nocy się dziwię – jak to, nigdy już nie usłyszę twojego, tak charakterystycznego, głosu w słuchawce telefonu? Nie będziemy jeść odgrzanego obiadu, który pani Krysia zostawiła w lodówce? Nie będziemy opowiadać sobie o naszych psach? Nie będziemy sprawdzać, gdzie w psalmach jest hesed we’emet?

Nie będziemy rozmawiać o przyimku dia, który pojawia się w dzisiejszej Ewangelii... Kathos apesteilen me ho dzon pater kago dzo dia ton patera, kai ho trogon me kakeinos dzesei di’ eme (J 6:57).

Ja żyję przez Ojca i dla Ojca, mówi Pan, bo takie znaczenia może mieć przyimek dia. I dalej: Ten, kto Mnie je, będzie żył przeze Mnie i dla Mnie.

Boże, Ojcze wszechmogący, wierzymy, że Twój Syn umarł i zmartwychwstał, spraw łaskawie, aby mocą tej tajemnicy Twoja służebnica, która zasnęła w Chrystusie, przez Niego dostąpiła radości zmartwychwstania.

Anna Świderkówna
5 XII 1925 – 16 VIII 2008

Węgieł i węgiel

Panie, niech czcigodna uroczystość dnia dzisiejszego zapewni nam Twoją nieustanną pomoc; dziś bowiem święta Boża Rodzicielka poddała się doczesnej śmierci, a jednak nie mogła w więzach śmierci pozostać Ta, która sama zrodziła Twego Syna, naszego Pana, w ludzkim ciele.

Tak w najstarszych sakramentarzach brzmiała kolekta 15. sierpnia, a wigilijna modlitwa po Komunii wyraźnie wspominała requiem, spoczynek śmierci, Najświętszej Maryi. Bliskie to spojrzenie Kościołowi wschodniemu (jeszcze wtedy nie oddzielonemu przez schizmę od Rzymu), który ze czcią wspomina Zaśnięcie, koimesis, Najświętszej Dziewicy. Jej odejście poprzez śmierć jest jednocześnie Jej wejściem, z duszą i ciałem, do chwały nieba, chociaż – jak pisze starożytny autor, cytowany przez Piusa XII w jego apostolskiej konstytucji, ogłaszającej dogmat o wzięciu Maryi do nieba – sam tylko Pan wie, w jaki sposób to się stało.

Na bizantyjskich ikonach Zaśnięcia Dziewicy można dostrzec postaci z kadzielnicą – czasami tylko jedną, czasami dwie. Często jedną z nich jest św. Piotr Apostoł. Święta Maryja spoczywa na marach, wokół stoją Apostołowie, z nieba wychylają się na Jej przyjęcie aniołowie, a nad nią stoi Pan, Wcielone Słowo, i na rękach trzyma duszę Najświętszej Panny. Maria Evangelatou w swoim artykule dokładnie objaśnia symbolikę ikony Zaśnięcia. Zwraca uwagę, że w tradycji bizantyńskiej, w pismach Ojców, Odejście Dziewicy powiązane jest zawsze z Jej rolą we Wcieleniu Słowa, i z Jej szczególnym wstawiennictwem za zbawienie świata: W zrodzeniu Syna zachowałaś dziewictwo, w Zaśnięciu świata nie opuściłaś, Bogurodzico; przeszłaś do życia, będąc Matką Życia, i swymi błaganiami wybawiasz od śmierci nasze dusze.

Chrystus Pan trzyma na rękach duszę swej dziewiczej Matki: odwracają się niejako role Matki i Syna. Gdy On był dzieckiem, Ona trzymała Go na rękach. Teraz On, który stał się dzięki Niej człowiekiem, trzyma na rękach Jej duszę, której odejście z tego świata jest narodzeniem do życia w niebie.

Kadzielnice, pojawiające się w scenie Zaśnięcia, mają podwójne znaczenie. Po pierwsze, symbolizują wstawiennictwo Bożej Rodzicielki, wstawiennictwo, które po Jej Odejściu nabiera, jak podkreślają Ojcowie, większej jeszcze mocy. Woń kadzidła, wznosząca się ku niebu, jest symbolem modlitwy, jak to poświadczają zgodnie Psalmista (Ps 141:2) i Jan Apostoł (Ap 8:4). Na ikonach ten, kto trzyma kadzielnicę, często w nią dmucha, aby bardziej rozżarzyć węgle, i tym samym wzmocnić wonny dym, wznoszący się ku Bogu. Po drugie, kadzielnice są symbolem samej świętej Dziewicy*). W jednej ze swoich homilii Andrzej z Krety pozdrawia Maryję: Witaj, złota kadzielnico prawdziwie duchowych wonności, w której Chrystus, kadzidło duchowe, powstałe dzięki zjednoczeniu Boskiej i ludzkiej natury, ogniem swego Bóstwa wzniecił miły zapach swego ciała. Gdzie indziej ten sam autor pisał: Stałaś się złotą kadzielnicą, gdyż Słowo, przez tchnienie Ducha Świętego, rozpaliło w Twym łonie ogień, i przyjęło widzialną postać, o Matko Boga przeczysta. Jan Damasceński, mój ukochany Ojciec wschodni,  tak pisał o Odejściu błogosławionej Maryi: Ten grób jest bardziej błogosławiony niż Mojżeszowa Arka, gdyż zawierał nie cienie i zapowiedzi rzeczy przyszłych, ale samą prawdę: dlatego przyjął złotą kadzielnicę, Dziewicę, która poczęła Boski Węgiel, i całe stworzenie uczyniła wonnością [dla Boga]. German z Konstantynopola, w swoich objaśnieniach Boskiej liturgii wyjaśniał, że kadzielnica wskazuje na człowieczeństwo Pana, a ogień – na Jego Bóstwo. Wnętrze kadzielnicy oznacza łono Dziewicy Bogurodzicy, która zrodziła Boski Węgiel, Chrystusa. I wreszcie, Józef Hymnograf modlił się: Maryjo, kadzielnico złota, usuń smród moich cierpień.

Może komuś dziwne wydają się takie porównania, ale warto pamiętać, że w śpiewanym i w naszych kościołach starożytnym hymnie eucharystycznym, Pan jest nazywany Płonącym Węglem (z wizji Izajasza), w cieniu którego śpiewają Serafiny, zaś jeden z hymnów Kościoła zachodniego głosi, że w łonie Dziewicy ożyła ognista Miłość (in utero virgineo / amor revixit igneus), w której cieple niebiańskie (a więc pewnie wonne) kwiaty zaczęły na ziemi się rozwijać. Wielokrotnie Pismo nam przypomina, że Chrystus jest węgłem, kamieniem węgielnym, głowicą węgła: odrzucony przez ludzi, przez Boga wybrany, jest podstawą tej budowli, którą jest Kościół. Ale jest też nasz Pan węglem, płonącym ogniem samego Boga, ogniem, który – jak sam powiedział – przyszedł rzucić na ziemię (Łk 12:49), węglem, dzięki któremu cały świat napełnia wonność (2 Kor 2:15).

Tak więc uroczystość dnia dzisiejszego przypomina zarówno rolę Maryi we Wcieleniu Boskiego Słowa, jak i Jej nieustanne i zawsze skuteczne – bo miłe Bogu – wstawiennictwo za cały świat (cf. także hymn jutrzni). Przesławna zawsze Dziewico, Matko Chrystusa Boga, zanieś naszą modlitwę Twemu Synowi, a Bogu naszemu, aby zbawił przez Ciebie nasze dusze (z liturgii bizantyjskiej).

Ufff, ciekawe, czy ktoś doczytał aż dotąd.

PS Nie mogę nie dodać, iż w modlitwie na poświęcenie ziół i kwiatów, jest mowa o roślinach, które służą pomocą i ludziom, i zwierzętom!
______________________________
*) Warto też wspomnieć, że w Akatyście Najświętsza Panna nazwana jest „kadzidłem wstawiennictwa”, presbeias thumiama (piąta strofa).

sobota, 15 sierpnia 2009

Przeszłaś do życia, będąc Matką Życia

Dziś o zmierzchu rozpocznie się wigilia Odejścia Najświętszej Maryi – wigilia święta, które Wschód nazywa Zaśnięciem, a Zachód – Wzięciem (do nieba) Bogurodzicy. Teksty liturgiczne tego dnia są właściwie czystą poezją, tak jak czysta jest Ta, o której mówią, Ta, która jest poematem samego Boga (cf. Ef 2:10).

Czcigodne święto Zaśnięcia Bogurodzicy Maryi – w tradycji Kościoła zachodniego zwane Wniebowzięciem – jest obecnie w liturgii rzymskiej jednym z sześciu świąt, które mają swoją wigilię, a więc dzień przygotowania. (W tradycji prawosławnej poprzedza to święto 14-dniowy post, tzw. post uspieński.) To już jest znak, że chodzi o święto naprawdę wielkie i niezwykłe. W liturgii godzin pierwsze nieszpory wiążą się z wigilią przez swoją modlitwę końcową, taką samą, jak w mszy wigilijnej: wspominamy, że Bóg wyniósł Maryję do godności (w tekście łacińskim: do łaski) Matki swego Jednorodzonego Syna – z Niej bowiem się Chrystus według ciała zrodził, jak mówi tekst łaciński tej modlitwy – i uwieńczył Ją najwyższą chwałą. Prosimy, aby i nas Bóg zechciał wywyższyć, wynieść do chwały (znowu – wg tekstu łacińskiego), poprzez błagania Najświętszej Dziewicy.

Całe pierwsze nieszpory pełne są radości, i to radości paschalnej: w antyfonach pojawia się ‘alleluja’, jak w okresie wielkanocnym, jako że wniebowzięcie jest Paschą błogosławionej Maryi, Jej przejściem z tego świata do Boga – nie darmo apokryficzne teksty, mówiące o tej tajemnicy, noszą często tytuł transitus Mariae, przejście Maryi.

W antyfonach pierwszych nieszporów pojawia się też nawiązanie do Wniebowstąpienia naszego Pana, który wstąpił ponad wszystkie niebiosa, i tam też zabrał swoją przeczystą Matkę. Ten motyw nieskalaności Maryi pojawia się też w drugim czytaniu oficjum czytań, z konstytucji apostolskiej Piusa XII; papież cytuje Ojców Kościoła, którzy uważali, iż uwielbienie ciała Maryi Dziewicy to nie tylko skutek Jej Bożego Macierzyństwa, ale i dziewiczości Jej ciała, całkowicie oddanego Bogu.

Przez Nią – przez Jej oddanie się Bogu – mamy udział w owocu życia: tak dosłownie brzmi antyfona z drugich nieszporów, per te fructum vitae communicavimus (polski przekład nieco zaciera tę myśl: przez Ciebie otrzymaliśmy Dawcę życia). Owoc życia – Jezus – jest jednocześnie owocem łona błogosławionej Maryi, jest nawiązaniem do owocu z rajskiego drzewa życia. Odniesienia do raju pojawiają się znowu u Ojców Kościoła, cytowanych przez Piusa XII, i w starej antyfonie z pierwszych nieszporów: Brama życia przez Ewę zamknęła się dla wszystkich, a przez Dziewicę Maryję została na nowo otwarta. Święta Dziewica jawi się, jak to postrzegali już Ojcowie, jako nowa Ewa, towarzyszka nowego Adama, Chrystusa. Ma Ona udział w Jego triumfie: zwyciężyła śmierć, grzech i otchłań, jak radośnie głosi to hymn z jutrzni.

Hymny na tę uroczystość przypisywane są św. Piotrowi Damianowi (1007-72). W hymnie z nieszporów Dziewica Bogurodzica jest porównana do drabiny*) (polski przekład zrobił z tego ‘stopień łaski’), po której Najwyższy zszedł do tego, co najniższe. Ona rzeczywiście stała się – poprzez swoje ciało – drabiną dla Boga, umożliwiła Mu zejście do nas. Dlatego aniołowie i wszyscy zbawieni Jej cześć oddają jako pierwszej po Bogu. Hymn z godziny czytań jeszcze niezwyklej oddaje tę myśl: cuncta sanctorum merita / transcendit una femina, jedna Kobieta przewyższa wszystkie zasługi świętych - jako Matka Tego, który zrodził się przed jutrzenką. W tym samym hymnie mamy też nawiązania do Pieśni nad pieśniami, a pojawiają się też one w antyfonie do pieśni Zachariasza: piękno Maryi jest porównywane do słońca, blasku księżyca i jutrzenki (por. Pnp 6:10). Te „astronomiczne” opisy kierują naszą myśl ku czytaniu z Apokalipsy, które pojawia się w mszy tego dnia i w modlitwie południowej. Niewiasta obleczona w słońce – znak bliskości naszego Pana, który jest Wschodzącym Słońcem (por. Łk 1:78), uwieńczona gwiazdami, depcząca księżyc, znak zmienności i przemijania, staje się obrazem świętej Maryi, Królowej nieba i ziemi, która jest ‘wszechmocą błagającą’ – omnipotentia supplex – który to tytuł słusznie przypisuje Jej tradycja Kościoła.

To Jej błaganie i wstawiennictwo, skierowane do Syna, tak wyraża Piotr Damian: przez Ciebie Pan przyjął to, co nasze – czyli ludzką naturę – błagaj Go więc, aby przez Ciebie dał nam to, co jest Jego – czyli naturę Boską i nieśmiertelną (hymn oficjum czytań, przedostatnia strofa).

Warto zwrócić jeszcze uwagę na jeden element dzisiejszej liturgii: aniołowie. Oni radują się z wzięcia Maryi Dziewicy do nieba, jak to podkreślają responsoria i antyfony. Czyż to niezwykłe: potrafią się cieszyć z czyjejś chwały, cieszą się, że Bogurodzica została wyniesiona ponad nich, że jest tak blisko Boga! Oby i nam ta radość została dana!

W zrodzeniu Syna zachowałaś dziewictwo, w Zaśnięciu świata nie opuściłaś, Bogurodzico; przeszłaś do życia, będąc Matką Życia, i swymi błaganiami wybawiasz od śmierci nasze dusze. (z liturgii bizantyjskiej)
________________________
*) Por. Rdz 28:12. W pochodzącym z 6. wieku hymnie – obecnie w jutrzni tekstów wspólnych o NMP – Matka Boża jest nazwana „oknem do nieba”, caeli fenestra. W późniejszych przeróbkach tego hymnu zmieniono to określenie, ale stara forma pozostała w wielu zakonnych brewiarzach przedsoborowych, m. in. u dominikanów i u cystersów: Th. Merton żartował, że u cystersów wciąż się wchodzi do nieba przez okno, a nie, jak reszta Kościoła, przez bramę. Coś w tym jest!

czwartek, 13 sierpnia 2009

Święci zapoznani, święci nieznani (ii)

O królu Edmundzie miałem napisać wcześniej, ale okoliczności były niesprzyjające, stąd opóźnienie. Edmund, kolejny król i męczennik, tym razem ze wschodniej Anglii.

Wiemy, że wychował się w rodzinie chrześcijańskiej, i ok. 865 objął władzę nad mieszkańcami wschodniej Anglii – czyli Anglami. Tak jak Oswald, Edmund musiał stanąć do walki z pogańską armią, ale nie byli to już mieszkańcy Brytanii, lecz najeźdźcy ze Skandynawii, wikingowie. Niestety, wojska Edmunda poniosły klęskę pod Hellesden, on sam zaś dostał się do niewoli. Ingwar, wódz wikingów, nakłaniał go do porzucenia wiary, obiecując, że Edmund zachowa władzę nad Anglami jako jego wasal. Edmund odmówił. Nie do końca wiadomo, jak zginął. Hagiograficzne opowieści mówią o jego biczowaniu, przeszyciu strzałami i, w końcu, ścięciu. Ale bardziej prawdopodobne jest, że – tak jak wcześniej Oswald – został on złożony w ofierze zwycięskim bogom Asgardu, w rycie krwawego orła. (Uwaga! Osoby wrażliwe proszone są o pominięcie następnego zdania!) Otóż żywej wciąż ofierze rozrywano na boki żebra i wyrywano płuca, i w ten sposób uzyskiwano kształt zbliżony do orlich skrzydeł. (Niektórzy uczeni uważają jednak, że nie ma pewności co do tego rytu, i być może chodziło tylko o wycięcie na plecach ofiary kształtu orlich skrzydeł. Ale np. Snorri wyraźnie opisuje wbicie miecza tuż przy kręgosłupie, usunięcie żeber i wyciągnięcie płuc.)

Według tradycji, odciętą głowę Edmunda znaleziono dzięki wilkowi, który jej strzegł, a w końcu przyprowadził do niej ludzi – stąd wilk często pojawia się w ikonografii Edmunda, razem ze strzałą, która – według tradycyjnych przekazów, jak wspomniałem wyżej – miała być przyczyną jego śmierci.

Śmierć męczeńską poniósł Edmund w 869 roku – nie panował więc długo, tak jak i Oswald. I jak Oswald jest królem męczennikiem, świętym wojującym w obronie wiary i swojego chrześcijańskiego królestwa. Jego wspomnienie przypada 20 XI, i na ten właśnie dzień hymnarz z Durham ma aż trzy hymny: na nieszpory, oficjum nocne i jutrznię. W tych hymnach pojawia się wilk, strzegący głowy świętego (trux lupus, dziki wilk), jak też i dosyć drastyczny opis męki Edmunda. Król, przywiązany rzemieniami do słupa, zbroczony krwią, szydzi z wikingów i ich boga, Odina; barbarzyńcy przebijają go oszczepami i piją jego krew.

Laus et corona militum,
Iesu, tibi certantium,
Huius triumpho subditis,
Intende regis martyris.



poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Kiedy rano idę do kościoła

Rankiem, po drodze do kościoła, pewne rzeczy są stałe, dzień w dzień idą tym samym rytmem. Np. kot z Cheshire. Przechodzę pod oknem, w którym rano siedzi duży, rudy kot. Badawczo mi się przygląda, i nieodmiennie wywołuje skojarzenie z owym słynnym kotem, którego spotkała Alicja.

Dalej mija sklep z dewocjonaliami, na którego wystawie można zobaczyć kiczowate figurki o. Pio i kolorowe aniołki, antyaborcyjne bibeloty (czy to może biżuteria?) i pamiątki I Komunii świętej. W kościele jest pan w kamizelce, który przekazuje znak pokoju tylko wybranym. Dziwna pani z włosami wyglądającymi jak zaniedbana peruka spóźnia się dwie minuty.

Dziś było trochę inaczej. Po drodze mogłem zobaczyć na trawie ulotki z wierszami, pozostałość po wczorajszym „Deszczu Wierszy” – helikopter krążył nad dachami i zrzucał kartoniki z wierszami. Nie znam się na nowoczesnej poezji, więc pewnie nie potrafię docenić jej wielkości... Taki np. wiersz można przeczytać na jednej z ulotek (autor – Maciej Malicki):

Kanon
Wyłażą dżdżownice
I robaki
Czekają na nie szpaki
Na szpaki czyhają koty
Na koty polują psy
Na psy zasadzają się rakarze
Na rakarzy czekają grabarze
I robaki
Wiosna
Lato

Jesień
Zima
Trzyma


Niewątpliwie, jest w tym wielka głębia, której nie jestem w stanie pojąć. Cóż, nie te czasy, nie ta poetyka.

A czasy obecne odezwały się też w czasie mszy. Bogu Najwyższemu dzięki, że ksiądz, znany ze swego gadulstwa i dodawania własnych wstawek przed i po błogosławieństwie, dziś ich nam oszczędził. Za to w kazaniu powiedział myśl bardzo głęboką: Już Czesław Niemen śpiewał: „Dziwny jest ten świat”.

Mój Boże, pomyślałem, JUŻ Czesław Niemen. Do tej pory spotykałem się ze zwrotami typu „już starożytni Babilończycy, czy Egipcjanie lub Grecy”, a tutaj... Ciekawa perspektywa czasowa. Nie wiedziałem, że Czesław Niemen dokonał tak niesamowitego odkrycia co do natury świata. Poczułem się bardzo stary i nie na miejscu.

Widać dzisiaj taki nowoczesny dzień. Może to i dobrze, inaczej wpadłbym w porankową rutynę.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Goły święty

W hymnie, jaki „Liturgia Horarum” podaje na jutrznię i nieszpory dnia dzisiejszego, św. Dominik na golasa biegnie naprzeciw wrogom: nudus occurrens hostibus.

Zaniepokojonych i pobożnych czytelników*) pragnę uspokoić: tak, wiem, że nie należy tego rozumieć dosłownie. Dominik był przyzwoity i nosił habit (chociaż spodni pod nim pewnie nie nosił), a hymn przedstawia go po prostu jako zawodnika, atletę – tak przecież brzmią jego pierwsze słowa: Novus athleta Domini. Musiał pisać ten hymn ktoś, kto miał całkiem dobre pojęcie o starożytności, gdyż, jak wiadomo, w czasach antycznych stroje sportowe nie istniały (nie można więc było reklamować firm, zajmujących się ich produkcją – żadnych ‘Nike’, ‘Adidas’ etc.) i zawodnicy walczyli nago. W przypadku Dominika podkreślenie owej nagości wobec wrogów (heretyków?) ma jeszcze głębsze znaczenie. Otóż kolejny wers hymnu – tuż po owym przytoczonym na wstępie nudus occurrens hostibus – brzmi: Christi suffultus gratia, wsparty łaską Chrystusową. Pobiegł naprzeciw wrogom wsparty łaską Chrystusa Pana. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia,  pisał Apostoł (Flp 4:13). Wieńcząc świętych za ich zasługi, pisał św. Augustyn, Pan wieńczy własne swe dary – bo tylko dzięki Jego łasce można osiągnąć świętość. Goły święty liczy w walce nie na siebie, ale na Chrystusa.

____________
*) a zwłaszcza łatwo ulegających zgorszeniu synów św. Dominika

piątek, 7 sierpnia 2009

Audite sapienter!

Kiedy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza, i powiedział: Czy rozumiesz, co czytasz? (Dz 8:30) Tak w Dziejach Apostolskich opisano spotkanie Filipa z etiopskim*) dworzaninem. (Filip mógł usłyszeć, że dworzanin czyta, gdyż wtedy czytano tylko na głos, nawet dla samego siebie.) Przypomniał mi się ten fragment Pisma, kiedy patrzyłem na siedzących wokół mnie słuchaczy koncertu.

Ponieważ jedna z moich przyjaciółek, Emilia, wyjechała w góry (w celach rekreacyjnych), a druga – Movena – do Paryża (w celach religijnych), poszedłem na koncert z moim hiszpańskim znajomym, Rubenem. Koncert odbył się w zeszłą sobotę, w warszawskiej archikatedrze. (Nie wiem, czy mnie ktoś widział, bo byłem dyrne cræfte.)

Po koncercie przez chwilę spacerowaliśmy z Rubenem  po Krakowskim Przedmieściu i zastanawiali się, czy słuchacze rozumieli to, czego słuchali. Śpiewy były po łacinie, z wigilijnej mszy bożonarodzeniowej i z samego dnia Pańskiego Narodzenia. Być może było to opisane w programie, którego nie nabyliśmy; ale nawet jeśli było – czy ludzie, siedzący w katedrze, rozumieli śpiewane słowa? Rozpoznawali fragmenty psalmu 2. i 110? Cytaty z Księgi Wyjścia, z proroka Daniela? Może prolog Ewangelii według św. Jana kilka osób zrozumiało?

Logike latreia (Rz 12:1). Na ile ten śpiew było logikos dla słuchających?

Oczywiście, zaraz wszyscy się oburzą, że wymagam znajomości łaciny, bo jestem filologiem, etc., a przecież bez tego też da się żyć, jak triumfalnie zauważył kiedyś któryś z moich czytelników. W odpowiedzi, mógłbym zacytować 18-wieczne przysłowie polskie, które dosadnie określa, czym powinny zajmować się osoby, które łaciny nie znają. (Słynnej sentencji Cycerona o znajomości łaciny nie zacytowałbym, bo byłaby... po łacinie, więc podniosłyby się krzyki, iż jestem bardzo złośliwy.) Ale tu chodzi nie tylko o filologię.

Być może niektórym wystarcza samo słuchanie śpiewu, bez konieczności rozumienia tego, o czym jest ów śpiew. Dziwak filolog tak nie potrafi, musi rozumieć słowa, niezależnie od tego, czy to oficjum, czy celtycka piosenka, czy to oratorium, czy pioseneczki, jakie można usłyszeć z głośników w supermarkecie. Taki odruch, każdy filolog tak ma. Jestem w stanie przyjąć, że dla cieszenia się operą, nie trzeba koniecznie rozumieć słów arii, słuchając jakichś tam Beatlesów nie trzeba koniecznie znać angielskiego, można cieszyć się samą muzyką i pięknem głosu. Ale czy można nie rozumieć słów liturgii? Siedzieć tylko i słuchać, i nie wiedzieć, o czym śpiewają? Owszem, w katedrze byliśmy na koncercie, nie na liturgii. Ale zdarza się przecież, że ktoś uczestniczy – czy jako śpiewak, czy jako zwykły wierny – w liturgii, na której śpiewany jest gregoriański chorał. Czy rozumiesz, co śpiewasz, czy rozumiesz, czego słuchasz – mógłby zapytać Filip.
____________________
*) Po grecku Aithiops, dosł. spalony – w odniesieniu do koloru skóry. Starożytni Grecy sądzili, że Etiopa wybielić się nie da, ale wtedy jeszcze nie było M. Jacksona...

wtorek, 4 sierpnia 2009

Święci zapoznani, święci nieznani (i)

Zginął w wieku trzydziestu ośmiu lat, w walce z Pendą, władcą Mercji. Jego ciało okaleczono, głowę, ramiona i ręce zawieszono na palu, jako ofiarę dla Hangatyra – boga powieszonego, Herföðra –  ojca zbrojnych oddziałów, Sigtýra – boga zwycięstwa, czyli – dla Wodena (Odina).

Jego święto, obchodzone od 8. wieku, przypada 5. sierpnia; dlaczego więc piszę o nim już dzisiaj? Uważano bowiem, że kto post zachowuje 4. sierpnia, w wigilię, wcześniej pozna dzień swojej śmierci. (Już widzę, jak współcześni, oświeceni, inteligentni [czy raczej: yntelygentni?] ludzie obruszają się, że to jakiś zabobon, a pobożni, mdli i nudni teologowie oraz duszpasterze ostrzegają, że taka wiedza może spowodować, iż ktoś będzie zuchwale grzeszył, licząc na to, że zdąży się wyspowiadać przed śmiercią.)

Beda wiele o nim pisał. Chodzi o św. Oswalda, króla Northumbrii, syna Ethelfritha. Przyjął on chrzest na wyspie Iona, gdzie schronił się jako wygnaniec, gdy królestwo zawłaszczyli najpierw Edwin, a potem poganin, Cadwalla. Tego ostatniego Oswald pokonał pod Hevenfelt. Beda pisze, że przed bitwą król wzniósł na polu drewniany krzyż, zgromadził wokół swoje wojsko i błagał Boga o zwycięstwo. Pan wysłuchał jego modlitwy. Objąwszy władzę, Oswald zwrócił się do mnichów z Iona z prośbą o przysłanie misjonarza. Tak do Northumbrii trafił wielki św. Aidan. Oswald podarował mu wyspę Lindisfarne – właściwie to przypływ robi z niej wyspę; urocze miejsce, jeśli ktoś miałby okazję tam pojechać, serdecznie polecam – i towarzyszył mu w kaznodziejskiej pracy, często sam tłumaczył kazania Aidana na dialekt northumbryjski. Jak czytamy w „Historii kościelnej narodu angielskiego”, Oswald był pokorny i miłosierny, zawsze troszczył się o biednych i chorych.

Panował zaledwie osiem lat. Beda opisuje jego śmierć w walce: kiedy wrogowie powalili go już na ziemię, Oswald modlił się za swoją przyboczną straż, za swój comitatus, za ludzi, którzy – zgodnie z germańskim heroicznym ideałem – zginęli, broniąc swego pana, do samego końca stojąc przy nim.


Dziwne się wydaje, że dzisiaj to święty właściwie nieznany: w średniowieczu był świętym jak najbardziej europejskim, jego kult rozwijał się i w Szkocji, i w Portugalii, w Czechach i w Austrii, w Holandii i w Szwajcarii. W żadnym z dostępnych mi średniowiecznych hymnarzy angielskich nie znalazłem hymnu ku jego czci: używano w jego święto hymnów o męczennikach. Dlatego sam w końcu napisałem dla niego hymn*), z bardzo kulawą metryką, raczej średniowieczną niż klasyczną, i mało zgodną z metrycznymi naukami Bedy, ale oparty na jego opisie życia króla Oswalda.

Aeternae Regi gloriae
Hymnum iucundum canimus,
Oswaldum ducem inclytum
Colentes atque martyrem.


Regni evectus culmine
Misericors et humilis,
Benignus et largus fuit,
Opem ferens pauperibus.


Crucis vexillum sustulit,
Sanctamque fidem confessus,
Cum bella iusta suscepit
Suae gentis pro salute.


Circumseptus ab hostibus,
Cum vulneratus cecidit,
Dei misericordiam
Oravit pro comitibus.

Summo Parenti gloria,
Natoque sit victoria
Et Flamini laus debita
Per saeculorum saecula. Amen.


_________________________________
*) Za wyjątkiem doksologii, którą wziąłem z jednego z istniejących już hymnów.

niedziela, 2 sierpnia 2009

Regina Angelorum

Franciszkanie oddają dziś cześć Najświętszej Maryi, Królowej Aniołów. To także dzień odpustu Porcjunkuli, o który prosił naszego Pana św. Franciszek, a który potwierdził apostolską powagą Honoriusz III.

W londyńskiej National Gallery znajduje się tajemnicze malowidło – tzw. Wilton Diptych – przy którym zawsze spędzam trochę czasu, za każdym razem, kiedy jestem w Londynie. Tajemnicze, bo nie wiadomo, kto jest jego autorem, czy obraz powstał w Anglii czy we Francji, etc. Wiadomo, że związany jest z Ryszardem II, którego herb można zobaczyć na dyptyku. Po jednej stronie mamy św. Jana Chrzciciela, św. Edmunda, króla i męczennika ze wschodniej Anglii, i św. Edwarda Wyznawcę. Przy nich klęczy Ryszard II, adorując Najświętszą Maryję z Dzieciątkiem, która znajduje się na drugiej części dyptyku. Święta Dziewica otoczona jest przez jedenastu aniołów - można więc powiedzieć, że to właśnie Regina Angelorum, Królowa Aniołów.


sobota, 1 sierpnia 2009

Złapani w sieć, czyli znowu o pamięci

Kiedyś papirolodzy czytali papirusy, mawiała pani Świderkówna. Teraz mają wszystko w komputerach i uważają, że nie muszą czytać, bo komputer wszystko im znajdzie, każde potrzebne słowo. A kiedyś wiedziało się, gdzie ono się pojawia, z samodzielnej lektury.

Nie jest to problem tylko papirologów. Twarde dyski zastępują ludzką pamięć, czas płynie szybko, coraz szybciej, nie można go tracić na czytanie książki, bo w internecie można znaleźć wszystko (?) to, czego chcemy się z niej dowiedzieć. Niczego nie trzeba pamiętać, wszystko pokażą Google.

Þæs oferēode,     þisses swā mæg...

Rudy jak...?

Każdy, kto czyta teksty, napisane w językach, których prawie nikt już nie używa, wie doskonale, ile kłopotu sprawia określenie koloru*). Można by nawet przypuszczać, że nasi przodkowie inaczej patrzyli na kolory, zupełnie inaczej je widzieli. Dla nas blond i rudy wydają się dwoma różnymi barwami, ale po grecku określono by je jednym słowem: ksanthos. Taki kolor mają włosy Achillesa, ale ten sam przymiotnik oznacza też barwę kłosów pszenicy, oliwy, wina, piasku, pszczół, rozjaśnianych włosów kobiecych... Jeden z boskich koni Achillesa nosi imię Ksanthos, tak też nazywana jest przez bogów rzeka, którą śmiertelni zwą Skamandrem (jak wiadomo, bogowie i ludzie mają inne nazwy dla tych samych rzeczy).

Podobnie jest z innymi kolorami. Np. khloros – zielony, zielonkawy, bladozielony, żółty, żółtawy. To zarówno kolor świeżej trawy czy lasu, jak i morskiej wody, miodu, piasku, stali (?); oznacza kolor skóry człowieka przerażonego, ale też zażółcone białka oczu chorych, którzy mają problemy z wątrobą. Glaukos – generalnie: jasny, połyskujący – morze, ale też księżyc i gwiazdy; w dalszych znaczeniach: modry, niebieskawo-zielony, szarawy – jak beryl czy liście winorośli; a może też być po prostu niebieski: glaukopis Athene, mówi Homer o oczach bogini.

W Ewangelii kolorów jest niewiele. Często pojawia się biały – leukos – zwykle w odniesieniu do szat, czy to aniołów, czy przemienionego na wysokiej górze Chrystusa. Nasz Pan mówi też o włosach na głowie: mogą być białe (siwe?) lub czarne. Bieleją też pola dojrzewającego zboża. Wspomniany wyżej khloros pojawia się u Marka (6:39), gdy mowa o trawie, na której siadają słuchający Jezusa ludzie. Mamy jeszcze złoto – rzeczownik, a więc oznaczający metal (są języki, które rozróżniają złoty w odniesieniu do metalu, i złoty jako kolor niezwiązany z metalem) – i srebro; to drugie najczęściej oznacza po prostu pieniądze. I to właściwie wszystko: nie ma żółtego, niebieskiego, czerwonego...

Dopiero Apokalipsa przynosi nam bogactwo kolorów. Czterej jeźdźcy jadą na koniach o różnych kolorach: białym (leukos), ognistoczerwonym (purrhos), czarnym (melas) i – no właśnie, jakim? Czwarty bowiem koń jest określony jako khloros. Ognistoczerwony jest też atakujący Niewiastę Smok. Wreszcie, w opisie niebiańskiego Jeruzalem pojawiają się drogocenne kamienie o różnych barwach. Tu dopiero mamy błękit (szafiru), żółć (topazu), fiolet (ametystu), czerwono-pomarańczowy (karneolu). Szmaragdowa zieleń pojawiła się już wcześniej, w opisie Bożego majestatu (Ap 4:3). Marbodowi z Rennes (+1123) przypisuje się poemat, objaśniający mistyczne znaczenie poszczególnych kamieni i ich barw.

I jeszcze na koniec: czerwony, eruthros. Pokrewny jest, etymologicznie, z naszym rudym. W Nowym Testamencie pojawia się tylko dwa razy. Najpierw w Dziejach Apostolskich (7:36), gdzie jest mowa o Morzu Czerwonym, a później w Liście do Hebrajczyków, także w odniesieniu do Czerwonego Morza.
___________________________________
*) C.P. Biggam napisała dwie fascynujące książki, jedną o niebieskim, drugą – o szarym w staroangielskim. Szary okazuje się być niesamowitym kolorem, o wielu, wielu odcieniach!