środa, 30 czerwca 2010

Finis coronat opus

Ostatnie zajęcia. Było ciasto z łacińskim napisem, i zdjęcia, i melon, i orationes.

Piotrze, Pawle i Krzysztofie,
Mateuszu wraz z Łukaszem,
Pawle, Piotrze i Andrzeju,
I Grzegorzu, i Dawidzie;

Wojtku, ciebie nie uczyłem;
Wy, Robercie i Macieju
Oraz Jarku – wyście tutaj
Nieco krócej przebywali:

Tempus fugit, tempus perit,
Ludzka moc go nie zatrzyma:
Koniugacyj czas skończony,
Już za nami deklinacje.

Wasze żarty w tłumaczeniu
I pytania osobliwe
Umilały te zajęcia,
Których dzisiaj nadszedł koniec.

Uczyć was radością było,
Miejsce w sercu moim macie,
Bom pokochał was serdecznie
I pamiętać będę zawsze.

Pan połączył nasze drogi
W miłosierdziu niepojętym;
Ojcu z Synem oraz Duchem
Dzięki wszyscy złóżmy korne.

Apostolorum certamen

Ut Petrus clave, Paulus verbo, ope intercessionis uterque in illam patriam nos certent inducere, ad quam meruerunt illi, alter cruce, alter gladio, feliciter pervenire. Amen.

Vel antiquior versio, genuina scribendi ratione:

Quatenus petrus claue, paulus sermone, utrique intercessione ad illam uos certent patriam introducere, ad quam illi alter cruce alter gladio, hodierna die peruenerunt. Amen.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Zjadłbym karpia!

Tłumaczenia, robione przez studentów, są albo poprawne, albo błędne. Błędne dzielą się z kolei na takie, które wynikają z niewiedzy bądź głupoty (czego na ogół biedny student sobie nie uświadamia), oraz na takie, które wynikają z poczucia humoru (i wtedy student wie, że tłumaczenie jest niepoprawne, ale wie też, że można się z niego pośmiać).

Julian Tuwim zabawiał się w takie właśnie łacińskie tłumaczenia, jak ostatnie z wymienionych wyżej. Opierał je zazwyczaj na dźwiękowych skojarzeniach z polskim czy francuskim. I tak, caveant consules miało znaczyć: czy państwo konsulowie napiją się kawy? Z kolei carpe diem (niezbyt poprawnie tłumaczone jako „chwytaj dzień”) – to u Tuwima zjadłbym karpia. Per aspera ad astra – ojciec ma nadzieję na medal. Ius civile – czyli po odbyciu służby wojskowej. Moje ulubione to hora canonica – żona księdza kanonika niedomaga.

Dziś w nowicjacie mieliśmy takie właśnie żartobliwe tłumaczenie a là Tuwim. Zapisałem je sobie, jako że pamięć coraz bardziej szwankuje (i wielu już nie pamiętam, a mieliśmy ich sporo w ciągu roku), gdyż warte jest zapamiętania, tak jest cudowne. Oto i ono: mille clypei pendent ex ea – opierając się na skojarzeniach, otrzymujemy: żołnierze z klipsami*) zwisają z niej.

Wróćmy jednak na chwilę do tłumaczeń, wynikających z niewiedzy lub głupoty studenta. Najłatwiej dostrzec to w tłumaczeniach pisemnych, gdzie student nie ma możliwości żartowania z przekładu, jak w czasie zajęć czy odpowiedzi ustnej. Tam także czasami zdarzają się skojarzenia, jakich nie powstydziłby się Tuwim: XL naves – bardzo duże statki; quid times? – która godzina. Tu przynajmniej można się roześmiać, gorzej, kiedy tłumaczenie jest zupełnie idiotyczne, i nic zupełnie nie znaczy – a i takie, niestety, się zdarzają...

Ale pewnie mało kto zrozumiał, o co tu chodzi – a miał być wpis o św. Paulinie, który jednak nie był Walijczykiem. Innym razem. Teraz trzeba się zająć przygotowaniem pożegnalnego bankietu vel rautu. 
_________________
*) Jam myślał, że chodziło o takie w uszach; po zajęciach mnie uświadomiono, że to miały być takie do papieru.

czwartek, 24 czerwca 2010

Urodziny

Cieszcie się i radujcie z narodzenia wielkiego Proroka! Dziś Bóg swojemu Kościołowi udziela duchowych radości, bo świętujemy urodziny Pańskiego Poprzednika, Pańskiego Chrzciciela, Pańskiego Męczennika! On palcem wskazał Baranka Bożego, którego wszyscy przepowiadali prorocy, on Go zobaczył na własne oczy.

Inter natos mulierum non surrexit maior Ioanne Baptista.


I jeszcze bardzo stara modlitwa z nieszporów dzisiejszych (jedna z trzech do wyboru): Boże, Ty widzisz, że zasmucają nas nasze grzechy*, rozraduj nasze serca poprzez tego, który był Poprzednikiem radości.
_________________
*Można też przełożyć: nasze nieszczęścia.

środa, 23 czerwca 2010

Wigilia św. Jana

Uroczystym postem poprzedzamy narodzenie św. Jana Chrzciciela, głosi prefacja w mszale biskupa Leofrica. Jego ojciec, wątpiąc w narodzenie syna, utracił zdolność mówienia, lecz gdy Jan się narodził, i mowę odzyskał, i dar pozyskał proroctwa. Matka Jana, podeszła w latach, przez jego cudowne poczęcie nie tylko przestała być niepłodną, płodność pozyskawszy, ale i Ducha Świętego otrzymała, dzięki któremu rozpoznać mogła Matkę Pana i Zbawiciela.

PS Wczoraj w TV widziałem katolicki program, w którym mówiono o uroczystości narodzenia św. Jana, podkreślając, że wyjątkowo świętujemy doczesne narodzenie świętego, podczas gdy inni święci wspominani są w dniu swych narodzin dla nieba. W tym samym programie, kilka minut później, ks. dr (!) Niewęgłowski powiedział, że 24. VI świętujemy dies natalis św. Jana Chrzciciela, dzień jego narodzin dla nieba, czyli męczeńskiej śmierci. Bez komentarza.

wtorek, 22 czerwca 2010

Dwaj panowie z więzienia

Tomasza poznałem, gdym lat miał trzynaście, i pokochałem od razu. Przyjaźnimy się nieprzerwanie.

Zachwycił mnie swoją żywiołowością, podziwiałem jego znajomość greki i łaciny, jego szerokie zainteresowania i śmiałe poglądy – chociażby w sprawie wykształcenia kobiet. Wiedziałem, że napisał kilka książek, a i poezja całkiem dobrze mu wychodziła. W swoim gościnnym domu zawsze trzymał jakieś zwierzęta.



Jan, przyjaciel i mentor Tomasza, wydawał mi się z początku oschły i surowy. Ale kiedy zacząłem czytać to, co pisał o Psalmach, poczułem, że jest mi bliski. Mniej znany niż Tomasz, bardziej w ukryciu, czy nawet w jego cieniu, chyba niedoceniony. O Tomaszu wszyscy mówią, wychwalają jego poczucie humoru i cieszenie się urokami życia; nic dziwnego, że Jan, samotnik, przy nim wydaje się surowy i oschły.

Tomasz kiedyś napisał: Nie może się zdarzyć nic, czego nie zechciałby Bóg.

Urodziny obaj obchodzą razem, właśnie dzisiaj, 22 czerwca, chociaż tak naprawdę to urodziny Jana, Tomasz urodził się dwa tygodnie później.

Sanctorum meritis inclita gaudia
pangamus, socii, gestaque fortia;
nam gliscit animus promere cantibus
victorum genus optimum.

Quae vox, quae poterit lingua retexere
quae tu martyribus munera praeparas?
Rubri nam fluido sanguine laureis
ditantur bene fulgidis.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Mnemeion

Pan dał Hiobowi nowe dzieci, siedmiu synów i trzy córki, w miejsce tych, którzy zginęli, gdy Pan pozwolił szatanowi dotknąć Hioba.

Stojąc nad grobem zastanawiam się, czy te nowe dzieci Hioba mogły rzeczywiście zastąpić te, które umarły. Czy patrząc na nie, nie myślał o tych poprzednich, nie czuł w sercu bólu, żalu i smutku, których ukoić nie można.

Pan dał, i zabrał Pan, i znowu dał Pan, ale przecież nie to, co zabrał.

Straszne słowo na „s”

Najłatwiej ocenić szybko – i negatywnie. Przypisać egoizm, tchórzostwo, cynizm. Zgorszyć się.

Kiedyś samobójcom odmawiano katolickiego pogrzebu. Uznawano ich za grzeszników, którzy nie zasługują na przebaczenie. Dante umieścił ich chyba w siódmym kręgu Piekła.

Kiedyś czytałem książkę o św. Janie Marii Vianneyu. Przyjechała do niego kobieta, której brat popełnił samobójstwo, skacząc z mostu do rzeki. Kobietę dręczyła myśl, że jej brat może być potępiony na wieki. Św. Jan Maria spojrzał na nią i powiedział: Matka Boża uprosiła mu łaskę żalu w sekundach między mostem a wodą.

Kiedyś inaczej patrzono na choroby psychiczne, często widziano w nich tylko działanie diabła czy influencję planet. Teraz wiemy, że pewne schorzenia mogą zachwiać w człowieku naturalnym instynktem zachowania życia. Mogą ograniczyć, i to poważnie, świadomość, osąd rzeczywistości. Można powiedzieć, że to tylko opinie psychiatrów, że człowiek pozostaje odpowiedzialny za swoje czyny. Ale czy można powiedzieć, że wiemy, co się dzieje w człowieku, który chce sam zakończyć własne życie? Czy mamy prawo go osądzać? (Pomijam tu sprawę samobójstwa – jak je określa Katechizm – z zamiarem dania przykładu – KKK 2282.) Czy on rzeczywiście myśli – z pełną świadomością – tylko o sobie? Brakuje mu odwagi do życia? Co może o tym powiedzieć ktoś z zewnątrz?

Nic.

Tylko Bóg ma prawo zabrać tutaj głos, Ten, którego Słowo przenika tak, jak nikt przeniknąć nie jest wstanie (cf. Hbr 4:12).

piątek, 18 czerwca 2010

Na przyszły czwartek

Zbliża się uroczystość narodzenia świętego Jana, Pańskiego Poprzednika i Chrzciciela.

Ten wielki święty nie ma własnych pieśni, które można by zaśpiewać w czasie mszy w jego uroczystość – znalazłem w śpiewniku tylko jedną, Zwiastun wschodzącego słońca, ale nigdy nie słyszałem jej w kościele. Jest jeszcze sławny hymn Pawła Diakona, używany w liturgii godzin – Wyjednaj naszym wargom oczyszczenie – ale tylko raz go słyszałem w czasie mszy, wieki temu. Postanowiłem zatem sam napisać pieśń ku czci jednego z najdroższych mi świętych. Może kiedyś ktoś do niej melodię ułoży... Póki co, można ją śpiewać – tak mi się wydaje – na melodię Dziękujemy Ci, Ojcze nasz. W trzeciej zwrotce nawiązałem do apokryficznych obrazów, które wciąż przechowuje Kościół wschodni w swej liturgii i ikonografii, a które były obecne i na Zachodzie, w pierwszym tysiącleciu przynajmniej: Jan poprzedził naszego Pana także w Otchłani, w świecie zmarłych. Dla ostatniej zwrotki inspiracją jest ikona Deesis. Król dzierżący świat w dłoni – to Pantokrator (greckie krateo znaczy:  dzierżyć, trzymać w ręku).

Boży Proroku, o Janie Chrzcicielu,
Tyś Poprzednikiem jest Pana nazwany;
W dzień ten świąteczny sławimy cię pieśnią:
Módl się za nami!

Radość przynosi nam twe narodzenie,
Pana sławimy z weselem hymnami;
Tyś jest największy wśród z niewiast zrodzonych:
Módl się za nami!

W twym narodzeniu, w twej śmierci męczeńskiej,
W twoim zstąpieniu w głębiny Otchłani
Pana-ś poprzedził, Baranka bez skazy;
Módl się za nami!

W wodach Jordanu ochrzciłeś Chrystusa,
Ducha ujrzałeś, gdy zstąpił na Niego;
Pan swych tajemnic uczynił cię świadkiem;
Módl się za nami!

Stoisz przed Królem, co świat dzierży w dłoni,
Z Matką Dziewicą zanosisz błagania;
Ufnie prosimy o twe wstawiennictwo:
Módl się za nami!

czwartek, 17 czerwca 2010

Habent sua fata lectores, seu de gustibus non est disputandum

Zacząłem się zastanawiać, czy wartościowe i ciekawe książki czytam.

Aby nie polegać na własnej opinii, spytałem trzech znajomych, co ciekawego i wartego polecenia czytają. „Herbert nieznany”. „Być kapłanem dzisiaj”. „Rodowody niepokornych”. Czeska fantastyka. Nie czytałem. Wygląda na to, że ciekawych książek nie czytam, i polecać na blogu nie mam czego.

Mogę najwyżej napisać o Petroniuszu, czytanym na zajęciach, ale to utwór nie do końca przyzwoity*). Za to cytowany chętnie przez chrześcijańskich pisarzy późnej starożytności i wczesnego średniowiecza. Ot, taka ciekawostka. (Ale cytowany bynajmniej nie z powodu treści.)

Albo o tym, jak Culhwch jechał zdobyć za żonę Olwen(ę). Ładne opisy, ale do wzrostu pobożności czy, w ogóle, do szeroko rozumianej kultury chrześcijańskiej, nijak się mają. O „Preiddeu Annwn” już kiedyś pisałem, więc powtarzać się nie będę.

Jeszcze jest „New Latin Grammar”, ale tam tylko kawałek czytałem ostatnio, o metryce, bo był mi potrzebny do wiersza.

O, to może będzie ciekawe: dzisiaj z nowicjuszami czytaliśmy ogłoszenia w Metrze. Np.: Metro Wierzbno, 2 pokoje, meble, balkon po remoncie. Zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie jest balkon na stacji Wierzbno, i czy bilet dobowy wystarczy na zamieszkanie tam. Albo inne: Zamienię Ursynów – tu jakieś cyferki – na Ursynów z dopłatą. A to było w ramce, wielce tajemnicze: Kupię stan, marka nieistotna. (Tylko spacji nie było po przecinku, ale wstawiłem, bo wyglądałoby brzydko.) Albo: 46m blisko metra. W gruncie rzeczy, 46 metrów to nie tak daleko, prawda? Ale to jest najlepsze: Wyburzę*Wykopię*Wyrównam. Trzy razy W.

Ale chyba też i nie o takie lektury chodzi... Trudno, przy nich jednak pozostanę, bo to, co dla większości jest ciekawe, dla mnie jest nudne – i vice versa.
________________________
*) Swoją drogą, studenci miewają różne skojarzenia. Powiedzieć im o rekcji czasownika, to pytają, co to ma wspólnego z erekcją. Zacząć tłumaczyć, że czasownik wchodzi z rzeczownikiem w związek rządu – i skojarzeń się robi coraz więcej.

niedziela, 13 czerwca 2010

Irrealistycznie

Kilkanaście (czy kilkadzieścia?) miesięcy temu pisałem o zdaniach warunkowych w „hymnie o miłości” z Pierwszego Listu do Koryntian.

Przypomina mi się to dzisiaj wieczorem, przy Ewangelii niedzieli, która już się – nieszpornie – zaczęła. Św. Łukasz wstawił w opowiadanie o kobiecie, która w mieście była grzesznicą, podręcznikowy wręcz przykład zdania warunkowego, które gramatycy nazywają*) modus irrealis.

On, gdyby był prorokiem, poznałby, co to za jedna, ta kobieta, która się Go dotyka – że to grzesznica (Łk 7:39). Tak mówi sam do siebie faryzeusz Szymon, który zaprosił Jezusa na przyjęcie. Szymon jest przekonany, że Jezus nie jest prorokiem – uważa, że jest zupełnie niemożliwe, aby nim był, zupełnie nie zgadza się to z rzeczywistością. I taki właśnie okres warunkowy jest tu na miejscu, wyraża dokładnie poglądy faryzeusza. Gdyby był prorokiem – ale nie jest.

Łukasz nie bał się wstawić takiego warunkowego zdania do swojej Ewangelii, a przecież wiedział – i my wiemy – że Jezus jest prorokiem. Nawet więcej: Jezus jest Prorokiem – tylko poprzez wielką literę mogę próbować oddać grecki rodzajnik, podkreślający, że nie chodzi o jakiegokolwiek proroka, ale o tego, którego zapowiedział Mojżesz (Pwt 18:18).
____________________
*) Czy może raczej: nazywali. Bruce Mitchell, którego nieraz tutaj wspominałem, kiedy pisał swoją monumentalną pracę o składni staroangielskiej, opierał się na gramatyce łacińskiej.  Uważał, że to najlepszy wzorzec dla opisu składni.  Ale teraz już mało kto o tym pamięta.

sobota, 12 czerwca 2010

Ile godzin jest w wieczności?

Czasami w kościołach śpiewa się ku czci Najświętszego Sakramentu: Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności, tylekroć bądź pochwalon, Jezu, ma miłości.

Czy wieczność ma godziny? Jeśli tak, to nie jest wiecznością, tylko czasem. Czym różniłaby się zatem od świata, w którym żyjemy? Można by ją sobie wyobrazić, straciłaby całą tajemniczość.

Plutarch w swoich Moraliach pisał o Bogu: Jedyny, który jest, sam wypełnia wieczność jednym teraz.

Plutarch był kapłanem Apollona, ale nie o Apollonie tu pisał. Nie pisał wprawdzie i o Bogu Jedynym, Bogu Objawienia; szedł raczej za naukami Platona i jego następców. Niemniej jednak napisał coś niesłychanie ważnego, przeczuł coś, czego nie zdołał przeniknąć autor nabożnej pieśni, cytowanej przeze mnie na początku.

Teraz – greckie nun, polskie ninie.

piątek, 11 czerwca 2010

Amor artifex, sive de divini officii congruentiis

Centesimo quadragesimo quinto psalmo, iuxta Vulgatae versionis, pulcherrime aptatur hymnus vespertinus hodiernae sollemnitatis Cordis Iesu Sacratissimi.

Divino enim Spiritu ductus Propheta canit: [Dominus] qui fecit caelum et terram, mare et omnia quae in eis sunt (145:6). Haec psalmistae verba, quae ad primas Vesperas nosque canimus, incerti auctoris hymno, quo incipitur officium, congruunt: divinus enim amor ita collaudatur: Ille amor, almus artifex / terrae marisque et siderum.

Lectio de beati Pauli epistula ad Ephesios precibus vespertinis aptari potest et in eis resonat: nam docet gentium Apostolus Ecclesiam Christi esse sponsam, a Domino dilectam et in lavacro baptismatis consecratam, ut sancta sit et immaculata (Eph 5:25b.27). Ideo rogamus Dominum, preces offerentes: Iesu, cuius cor lancea est perforatum, sanguinem et aquam effundens, ut sponsa tibi nasceretur Ecclesia, eam sanctam fac et immaculatam.

środa, 9 czerwca 2010

Taka sobie parafraza w żarze z nieba dokonana

Jak okrutnie i zuchwale
Naszych grzechów mnogość rani
Boże Serce miłosierne,
Które źródłem jest zbawienia.

Nasze zbrodnie naostrzyły
Ostrze włóczni, co przebiła
Święty Zbawcy bok na krzyżu,
Nasze ją powiodły winy.


Z przebitego Serca Kościół
Chrystusowy się narodził;
Do Przybytku tam jest wejście,
Dla zbawienia nam otwarte.

Z Niego wieczna płynie łaska,
Strumień siedmiorakich darów,
Tam skalane grzechem szaty
W Krwi Baranka wybielimy.


Jezu, niech Ci będzie chwała
Za Twe Serce, źródło łaski;
Ojca z Duchem niech wysławia
Cały odkupiony wszechświat.

*   *   *

Moi nowicjusze są już zmęczeni. Czekają ich egzaminy przed dopuszczeniem do ślubów, a tu jeszcze łacińskie ćwiczenia*). Ja też jestem zmęczony – upałem. Ciężko uczyć i się uczyć. Ale jakoś nam idzie. Ze wszystkich zajęć, jakie w tym roku prowadzę, te są najprzyjemniejsze. I nie z powodu ciastek i herbaty.
___________________________
*) Np. takie: Znajdź błędy w poniższych zdaniach:
Omnia generationes ancillam Domini laudabunt.
Multos libros a Petro lecti sunt.
Matrum cum pueris in luco ambulare vides.
In Spiritui Sancto baptizati sunt fratres nostri.
Civi de victoria regis gaudent.
A carnifice martyres occīdunt.

sobota, 5 czerwca 2010

Samozwańczy Jeremiasze

Skarży się prorok, że ilekroć zabiera głos, musi zawodzić i obwieszczać gwałt i ruinę (Jr 20:8). Coraz częściej odnoszę wrażenie, że wielu spośród tych, którzy zabierają głos w dyskusjach o liturgii – o liturgii obecnych czasów – uzurpuje sobie rolę Jeremiasza.

Gwałt i ruina, oto jak wygląda liturgia od kilkudziestu lat. Wszystko zniszczone, jest rozpaczliwie źle, nic dobrego dostrzec nie można. Widać Pan odwrócił się od swojego Kościoła, skoro na to pozwala, i brzydzi się swoim posoborowym ludem (cf. Jr 14:19). Nic innego nam nie pozostaje, jak tylko rozpaczać, zawodzić, użalać się, opowiadać bez końca o zniszczeniach – i wspominać stare dobre czasy, kiedy wszystko było idealne. (Tak, tak, wiem, zaraz mi ktoś napisze, że wcale tak idealnie nie było – ale czytając wypowiedzi liturgicznych tradycjonalistów można odnieść wrażenie, że jednak było. Wprost może tego nie napiszą, ale wyziera to przekonanie z każdej linijki ich tekstów.)

Jeremiasza powołał Pan Zastępów. Być może krytycy liturgiczni także rozmawiali z Panem pod „drzewem czuwającym” – nie wiem. Może swoje mistyczne przeżycia i Boże powołanie pokornie skrywają. Ale Jeremiasz nie był prorokiem tylko zagłady i zniszczenia: w jego Księdze pojawiają się radosne obietnice odkupienia, wiara w Bożą miłość, która dokonuje cudów, pewność nowego przymierza, którego nic i nikt nie złamie. Egzegeci nazywają nawet 30. i 31. rozdział jego Księgi „księgą pocieszenia”.

Nikt nie twierdzi, że reforma była doskonała. Z czasem widać, jak wiele popełniono przy niej błędów. Ale czy ktokolwiek z krytykantów ma prawo – i (wszech)wiedzę – aby stwierdzić, że przyniosła ona tylko zło? Nie tylko tradycjonaliści dostrzegają złe strony liturgicznej reformy. Niestety, tylko tradycjonaliści nie chcą – nie potrafią? – dostrzec jej dobrych stron. Dla nich wszystko, co zdarzyło się po Vaticanum II, jest złe.

Czy samo wytykanie zła wystarczy? Samo mówienie o nim, załamywanie rąk i rozdzieranie szat? Czy to coś zmieni? Czy tak robił Jeremiasz? Dlaczego tak trudno dostrzec ciągłe działanie Boże, dobro, które się dokonuje pod Jego tchnieniem? Dlaczego tak trudno zakasać rękawy i, zamiast siedzieć i się użalać (po części nad sobą...), żyć życiem Kościoła, wyjmować z jego skarbca rzeczy tak stare, jak i nowe?

Napisałem, że nieznane mi są duchowe przeżycia i doświadczenia tradycjonalistów. Nie chcę ich osądzać, bo nie jestem bez grzechu. Czasami mam jednak wrażenie, że ich osądzanie i krytykowanie staje się faryzejskim odcedzaniem komara, a połykaniem wielbłąda (cf. Mt 23:24). Da Bóg, abym się mylił.

Panie, Ty działasz zawsze i wszędzie, a dla Twojego Ducha nie ma żadnych granic. Spraw, aby nasi bracia i siostry potrafili dostrzec Twoją wszechmocną obecność w Kościele. Otwórz ich oczy na Twoje światło. Skrusz odrzwia ich zamkniętych serc, jak skruszyłeś bramy krainy śmierci. Tchnij w nich Twojego Ducha, aby żyli. Usuń z ich serc gorycz i kwas złości, aby mogli się cieszyć Tobą, który jesteś naszą Paschą. Amen.

Zielone kalendarze

Dwie humorystyczne historyjki - aczkolwiek poczucie humoru względna rzecz, a mnie w tej chwili na więcej (humoru) nie stać.

(i) Rozmowa zasłyszana przez znajomego jakieś dwa tygodnie temu: młody człowiek mówi do drugiego: A kto to w ogóle jest ten Zielony Świątek, że mi przez niego zamykają siłownię i sklepy?

(ii) Ktoś z rodziny mojego ojca tłumaczył swojej kuzynce: W tym roku Zielone Świątki były w niedzielę, więc Boże Ciało wypadło w czwartek. Dodam, że ów pan bardzo czynnie działa w swojej parafii, służy co niedziela do mszy, ogląda regularnie telewizję TRWAM i czyta katolicką prasę.

piątek, 4 czerwca 2010

Quia parata sunt omnia

Od niepamiętnych czasów Boże Ciało kojarzy mi się z wersetem Quia parata sunt omnia, śpiewanym przez chór archikatedralny przy jednym z procesyjnych ołtarzy. To wers z responsorium Homo quidam fecit cenam magnam: Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę, i wysyła sługę, aby powiedział zaproszonym: Wszystko już przygotowane. Parata sunt omnia.

Myślę dzisiaj o dwóch eucharystycznych pieśniach, które teraz, niestety, rzadko słyszę w kościołach: U drzwi Twoich i Twoja cześć, chwała. Zawsze były śpiewane na procesji Bożego Ciała. Pamiętam mojego śp. proboszcza, o. Czesława, jak zwracał się do ludu z monstrancją i intonował na początek procesji właśnie Twoja cześć, chwała. To naprawdę piękna pieśń, tak rzadko teraz śpiewana. Może po prostu stała się niemodna, za stara? Teraz są inne komunijne „szlagiery”, do znudzenia śpiewane, jak chociażby Panie dobry jak chleb czy Dzięki Ci, Panie.

Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie, na wieczne czasy niech nie ustanie!
Tobie dziś dajem z rzeszą tych ludzi pokłon i pienie, my, Twoi słudzy.
Dziękując wielce Twej wielmożności za ten dar zacny Twej wszechmocności,
Żeś się darował nam, nic niegodnym, w tym Sakramencie nam tu przytomnym.
Raczyłeś zostać w takiej postaci nie szczędząc siebie dla nas, Twych braci.

A ten fragment lubię szczególnie: Dałeś swe ciało, by krzyżowano, i krew najświętszą, by ją przelano.

I zakończenie: Tobie my, Boże, teraz śpiewamy, przed Twą światłością kornie padamy. Użycz nam łaski, wszechmocny Boże, bez Twej pomocy człek nic nie może.

[Bóg], szczęśliwy i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, On jeden posiada nieśmiertelność, mieszka w światłości niedostępnej, a żaden człowiek Go nie widział ani nie może zobaczyć. Jemu cześć i władza wiekuista. Amen. (1 Tm 6:15-16)

czwartek, 3 czerwca 2010

Wieczne wzgórza

Kiedy Jakub błogosławił swoich synów, szczególnego błogosławieństwa wzywał nad ukochanym – utraconym i cudownie odzyskanym – Józefem.

Ta prastara pieśń, zapisana w 49. rozdziale Księgi Rodzaju, musiała sprawiać wiele trudności dawnym tłumaczom. Grecki przekład Septuaginty i łaciński, Hieronimowy, bardzo różnią się od siebie. W Wulgacie Jakub wzmacnia swoje błogosławieństwo błogosławieństwem swoich przodków: benedictiones patris tui confortatae sunt benedictionibus patrum eius, błogosławieństwa ojca twego zostały wzmocnione błogosławieństwami jego ojców, i dodaje tajemniczo: donec veniret desiderium collium aeternorum, fiant in capite Ioseph, dopóki nie przyjdzie upragnienie odwiecznych wzgórz, niech będą [błogosławieństwa] dla Józefa (Rdz 49:26 Vlg).

Desiderium collium aeternorum – pragnienie, tęsknota, pożądanie odwiecznych wzgórz. Tak w litanii nazwane jest Serce Jezusowe. Pragnienie, które sięga w otchłanie czasu i przestrzeni tego świata.