środa, 30 lipca 2014

Zakończenia

Obejrzałem, po raz kolejny, zakończenie Zemsty Sithów. Zawsze mnie zastanawia wyraz zdumienia, pojawiający się kilkakrotnie na twarzy Palpatine'a w czasie walki z Yodą. Tak jakby się nie spodziewał, że przeciwnik jest taki silny. Zdumienie, kiedy Yoda zastępuje mu (a właściwie, zaskakuje) drogę, kiedy Palpatine próbuje uciec (a właściwie, wyskoczyć) z sali pod Senatem. Pytanie Yody: Jeśli tak potężny jesteś, czemu uciekasz? Zdumienie, kiedy Yoda zatrzymuje lecącą platformę senatorską, rozkręca ją i rzuca w stronę Palpatine'a. Wreszcie, zdumienie na samym końcu, kiedy Yoda odbija błyskawice Mocy, choć w rezultacie, tak jak i Palpatine, wypada z platformy. Ale ten moment widać wyraźnie: najpierw Yoda cofa się przed błyskawicami, odchyla w bok głowę, zamyka oczy, Palpatine śmieje się niemal triumfalnie, ale nagle Yoda otwiera oczy, zaciska wargi i odpycha przeciwnika, któremu śmiech zamiera na ustach, i następuje przeładowanie Mocy, wyrzucające obu poza platformę. Czy kiedy Yoda mówi, że zawiódł, ma na myśli to, że nie może pokonać Palpatine'a, nie może wyjść poza remis, czy może raczej jakiś stalemate?

Ponad rok mi zajęło zdobycie ostatniego tomu Pana Lodowego Ogrodu. Przeczytałem, i jest mi smutno. Smutno pożegnać Nocnych Wędrowców, do tego tak brutalnie oddzielonych od Ulfa. Kilku zginęło, reszta osamotniała. Samo zakończenie wydaje się jakieś... zbyt proste, zbyt szybkie, zbyt blade, zbyt niewyraźne? Czy prorokini zamieniona w drzewo naprawdę umarła? Jak włócznia dostała się na wyspę, skoro nie można by tam miecza przenieść? Martwy śnieg jest smutny, niby pozwolono ludziom zachować część wspomnień, ale jednak wydają się ubożsi, pozbawieni zbyt wielu części siebie. Trochę sprawiają, jak dla mnie, wrażenie zombie. Niby sobie dalej żyją, ale co z tym, co już przeżyli? Zostali w jakimś poszarzałym świecie, i to jest smutne. Niby powinienem przywyknąć do takich zakończeń, przecież i Władca Pierścieni tak się kończy: odejście Eldarów, koniec magii Trzech Pierścieni, panowanie człowieka ogarniające całe Śródziemie... To jest smutne.

Ale nie pomyliłem się co do Kruczego Cienia! Od początku wiedziałem, kim jest.

niedziela, 27 lipca 2014

Jeszcze o udziale we mszy

Kobitka wtoczyła się do kościoła na Ojcze nasz, potem potoczyła się do Komunii, na koniec razem z księdzem zaśpiewała Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, i wytoczyła się z kościoła.

sobota, 26 lipca 2014

Rodzina, ach, rodzina

Znajomi mojej matki są bardzo pobożni, religijnie zaangażowani, głęboko wierzący. Ich bardzo nieletnie dziecko opowiada, że w niedzielę, kiedy wrócą z kościoła, tatuś krzyczy i bije mamusię. Zapytane zaś o zadrapanie czy siniak odpowiada: Tatuś mnie zadrapał, tatuś mnie uderzył.

piątek, 25 lipca 2014

Jakub, brat Jana, syn Zebedeusza

Bina caelestis aulae luminaria,
Iacobe necnon Ioannes theologe,
poscite nobis veniam rogantibus,
quam venit Christus gratis dare miseris.

Annue, Christe, saeculorum domine,
nobis per horum tibi cara merita,
ut, quae te coram graviter deliquimus,
horum solvantur gloriosis precibus.

Jakub pierwszy spośród Apostołów poniósł śmierć za wiarę, ścięty mieczem na rozkaz Heroda.

czwartek, 24 lipca 2014

„On umarł, abym ja mógł żyć”

24. lipca Kościół święty wspomina Charbela Makhlufa (w formie zlatynizowanej: Sarbeliusza), świętego mnicha i pustelnika z Bliskiego Wschodu, z Libanu. Żył w 19. wieku, początkowo w klasztorze z innymi braćmi, potem, przez 23 lata, jako pustelnik. W 1898. roku, czasie odprawiania mszy doznał udaru, a osiem dni potem zmarł. Po jego śmierci zaczęły się cudowne znaki: ciało nie ulegało rozkładowi, wydzielała się z niego czerwona jak krew ciecz, zaczęły się liczne uzdrowienia. Kolekta mszalna na wspomnienie św. Charbela mówi, że Bóg powołał go do szczególnej walki na pustyni, jako pustelnika: Charbel miał doświadczenia podobne do tych, jakie były udziałem św. Antoniego na pustyni w Egipcie, może i do tych, które cierpiał św. Guthlac? Dalej, kolekta wspomina o naśladowaniu Męki Pańskiej, przez które osiągnąć możemy, wsparci modlitwą św. Charbela, królestwo Chrystusa.


św. Charbel

Moje siostry z Karmelu bardzo kochają św. Charbela. Jest on też patronem, o którego wstawiennictwo powinniśmy błagać, kiedy modlimy się za Kościoły Bliskiego Wschodu, i o pokój w tamtym rejonie.

A to jedna z jego modlitw, jak akt strzelisty na mszę, trochę podobna do modlitwy z koronki do Miłosierdzia Bożego: Ojcze prawdy, spójrz na Twego Syna, który składa Ci ofiarę przebłagalną. Przyjmij tę ofiarę: On umarł za mnie, abym ja mógł żyć.

środa, 23 lipca 2014

Ikony i brewiarz

Kard. Hume kiedyś napisał (chyba był już wtedy ciężko chory), że czasami wzięcie krucyfiksu do ręki jest modlitwą. (Są zresztą takie specjalne krzyże, wyrzeźbione z drewna tak, aby pasowały do dłoni.) Spojrzenie na ikonę, połączone ze słowami Pisma czy liturgii, też jest modlitwą. Często patrzę na ikony przy wypowiadaniu pewnych wersów w liturgii godzin. Niektóre z nich zdarzają się codziennie, w jutrzni i w nieszporach. Benedictus, pieśń Zachariasza w jutrzni: kiedy mówimy „a ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi”, patrzę na ikonę św. Jana Chrzciciela, bo to o nim są te słowa. Przy słowach „że naszym ojcom okaże miłosierdzie” i „by oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają”, patrzę na ikonę Zstąpienia do Otchłani – jest na niej Chrystus, jaśniejący Boskim światłem, a wokół niego praojcowie Starego Przymierza. Na tę ikonę patrzę też przy nieszporach, kiedy śpiewamy wraz Dziewicą Maryją, że Pan „strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych”, bo strącony i podeptany przez Chrystusa jest szatan, a pogrążeni w nizinach Otchłani wyciągani są ku górze Jego, Chrystusa Pana, mocną ręką. Ku ikonie Dziewicy zwracam oczy na słowa z Magnificat „bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy, oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”.

Tak samo jest i przy innych tekstach, które się codziennie nie powtarzają. Pisałem niedawno o psalmie 71 [70]:20 i jego zapowiedzi zstąpienia do piekieł i Zmartwychwstania – tu także wzrok podąż ku ikonie Anastasis, Zstąpienia do Otchłani. Wczoraj, w dzień św. Marii Magdaleny, hymn jutrzni mówił o połamaniu bram śmierci, świata zmarłych (mortis refractis postibus), przez Chrystusa, co znowu kieruje oczy ku tej samej ikonie.

Modlitwa Anioł Pański to podążanie wzrokiem od ikony Dziewicy, poprzez krucyfiks, do ikony Anastasis.

Pieśni z nieszporów z kolei często zwracają umysł i oczy ku krucyfiksowi, wtedy, kiedy głosimy, że Chrystus „stał się posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej” (pieśń z Listu do Filipian), albo sławimy odkupienie przez krew Jego (cf. pieśni z Listu do Efezjan – w poniedziałki, z Apokalipsy – we wtorki i czwartki; i z Listu do Kolosan – we środy).

W psalmach, a czasami i w hymnach, błagamy, aby Pan ukazał nam swoje oblicze, i to dla mnie zawsze jest powiązane z ikoną Pantokratora z Góry Atos.


Słowa łączą się z obrazem, głos ze wzrokiem, dzięki łasce Bożej.

Zawłaszczenie

Dlaczego ludziom w tym kraju tak trudno powiedzieć, że zwierzę umarło? Mówią, że zdechło, że odeszło, że się skończyło. O wiele prościej powiedzieć, że umarło.

wtorek, 22 lipca 2014

Na Wschodzie i Zachodzie święta

Czcigodna Mario Magdaleno, tyś podążyła za Chrystusem, zrodzonym dla nas z Dziewicy, i zachowywałaś Jego przykazania, dlatego dziś obchodzimy twe chwalebne wspomnienie. Uzyskaj dla nas odpuszczenie naszych grzechów. (z liturgii bizantyńskiej)

Oto Maria Magdalena, która namaściła Pana olejkiem, a stopy Jego wytarła własnymi włosami; jej bratem był Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Oto Maria, której Pan jako pierwszej ukazał się po swoim zmartwychwstaniu. (z liturgii dominikańskiej)

Szczęśliwa, która jako pierwsza z ludzi mogłaś zobaczyć Zmartwychwstałego! Przez przyjaźń naszą wieloletnią wspomóż mnie swoimi modlitwami.

Powiedz nam, Maryjo, gdzieś Pana widziała. Widziałam Go po męce, trzymał chorągiew w ręce, alleluja. Lipiec pobrzmiewa Wielkanocą, z powodu dzisiejszego wspomnienia św. Marii Magdaleny, i święta Tomasz Apostoła (3.07).

poniedziałek, 21 lipca 2014

Po prostu ładne

Czasami się na coś trafia, co jest po prostu ładne, od pierwszego wejrzenia, w jakiś niepojęty sposób zachwyca swą formą czy barwą etc. Ja dziś trafiłem na to:


Są cudowne!!!

Personalizowanie, czyli komórka umarła, niech żyje komórka

Po siedmiu latach moja ukochana Nokia zaczęła szwankować. Bateria szybko się rozładowywała, klawisze czasami nie wybijały właściwych znaków. Z bólem serca musiałem się z nią pożegnać i kupić nową. Niełatwe zadanie, bo nie chciałem mieć smartfona, tabletu ani nic podobnego, a głównie takie oferowane są w promocjach, zarówno w sklepach internetowych, jak i zwykłych. Ale udało mi się znaleźć Nokię z klawiszami, taki normalny telefon, nie żadne cudo techniki. (Owszem, podobają mi się tabletoidalne urządzenia z Gwiezdnych wojen czy Star Treku, ale one raczej nie służą za telefony czy komunikatory.)

Jednym z uroków nowej komórki jest możliwość spersonalizowania (tak się to chyba nazywa) jej ustawień. Zasób dźwięków ma, niestety, dosyć skromny, a co najgorsze, niektóre z nich są wręcz niesłyszalne dla mojego ucha. Ale odkryłem, że mogę nagrać własne, i ustawiłem sobie jako powiadomienie o nadejściu SMS-u... początek Beowulfa w oryginale. Trzy linijki to trochę za dużo, będę musiał skrócić, albo nagrać coś innego. Np. 'nadeszła wiadomość' po gocku i po grecku. Powinno być dobrze słyszalne. Może Beowulf nadawałby się na dzwonek?

niedziela, 20 lipca 2014

Niedziela pszenicy i winogron

Chleb i wino stają się Eucharystią. Chleb powstaje z wielu ziaren pszenicy, wino z wielu winogron. Z wielu ziaren jeden chleb, z wielu gron jedno wino, które stają się Ciałem i Krwią Chrystusa.

My, którzy uczestniczymy w Eucharystii, włączamy się w jej ofiarę. Chociażby monety, które wrzucamy na tacę, są taką ofiarą, bo przecież za nie kupione będą chleb i wino. Za wiele monet jeden chleb i jedno wino, które staną się Ciałem i Krwią Pana.

Ale też każdy z nas przynosi na mszę swoje własne, codzienne ofiary, swoje modlitwy, radości i cierpienia, które włączamy w jedyną Ofiarę Chrystusa (cf. Lumen gentium 11 i 34).

Wiele ziaren, wiele winnych gron, wiele monet, wiele osób, wszystko to łączy się w jednej ofierze Ciała i Krwi Chrystusa, z której bierze się zbawienie dla całego świata. Dlaczego łączę tę jedność z wielości z dzisiejszą niedzielą? Bo dzisiejsza modlitwa nad darami o tym aspekcie ofiary eucharystycznej mówi: quod singuli obtulerunt ad maiestatis tuae honorem, cunctis proficiat ad salutem. To, co każdy osobno złożył w ofierze na chwałę Bożego majestatu, ma wszystkim posłużyć do zbawienia. Jako jedno, mistyczne Ciało Chrystusa współdziałamy w Eucharystii (cf. Lumen gentium 3), niejako wymieniając się naszymi ofiarami. Nasza radość za czyjś smutek, czyjaś choroba za nasze zdrowie, wszystko to Chrystus Pan łączy i ofiarowuje Ojcu niebieskiemu jako nasz Arcykapłan, w którym całe stworzenie ma zostać zjednoczone na chwałę Bożą (Ef 1:10).

sobota, 19 lipca 2014

Planeta grobów

Kiedyś w powietrzu zguba spotkała tylko Bellerofonta i Ikara, teraz coraz częściej ludzie są na nią narażeni.

Planeta grobów, planeta umarłych, od chwili, gdy praojciec ugryzł owoc z drzewa rajskiego. Póki co, tylko dwa groby puste, reszta czeka.

Hostias et preces tibi, Domine, laudis offerimus; tu suscipe pro animabus illis, quarum hodie memoriam facimus: fac eas, Domine, de morte transire ad vitam, quam olim Abrahae promisisti et semini eius.

piątek, 18 lipca 2014

Zamiast zdjęcia

Skończył się dla mnie kolejny nowicjat, to znaczy skończyliśmy już zajęcia. Jak zawsze, trochę smutno, a ten nowicjat jakoś szczególnie pokochałem. Dwie grupy zupełnie różne, jedna cicha i spokojna, nieśmiała wręcz, druga żywiołowa i kipiąca pytaniami. Co będzie z nimi dalej? Metod ana wat, jak mówili przodkowie z Północy, Bóg jeden raczy wiedzieć; na Jego kolanach leżą, że sparafrazuję Homera.

Nie było w tym roku wspólnego zdjęcia, jakie zwykle miało miejsce na zakończenie zajęć. Dostałem za to koszulkę, na której są zdjęcia nowicjuszy (i chyba nie tylko ich, nie rozszyfrowałem wszystkiego) – bo „chcieliśmy, żeby pan nas zapamiętał”. (Chyba zauważyli moją predylekcję do koszulek z napisami i rysunkami.) Postaram się jak najlepiej! Mam nadzieję, że wy mnie też zapamiętacie, chociaż odrobinę.

czwartek, 17 lipca 2014

Dziwne i durne decyzje

[Hedwigis regina] decima septima Iulii in castro Cracoviensi sub meridianis horis [est] defuncta. Tak zapisał Jan Długosz (Annales, księga X). Królowa Jadwiga zmarła po południu 17. lipca 1399. Po beatyfikacji tego dnia obchodziliśmy jej wspomnienie, w księgach liturgicznych pojawiły się teksty o Jadwidze w dniu jej narodzin dla nieba, czyli 17. lipca. Taka przecież jest najczęściej praktyka Kościoła: dzień śmierci świętego, czyli dzień jego narodzin dla nieba, jest dniem jego liturgicznego wspomnienia. Są, oczywiście, odstępstwa od tej reguły, głównie w tych przypadkach, kiedy jednego dnia wypada wspomnienie kilku świętych. Wspomnienie świętego obchodzone jest wówczas np. w dniu jego święceń czy objęcia urzędu, jak to ma miejsce w przypadku niektórych świętych papieży (np. Grzegorza Wielkiego), czasami świętuje się dzień przeniesienia jego relikwii z jednego kościoła do drugiego (praktyka częsta w średniowieczu). Tymczasem od kanonizacji w 1997 roku, w kraju nad Wisłą Jadwigę wspomina się 8. czerwca, w dzień kanonizacji. Wielokrotnie próbowałem się dowiedzieć, dlaczego wprowadzono taką bezsensowną zmianę: 17. lipca jest wolny, wspomnienie św. Jadwigi nie koliduje z żadnym innym, co więcej, na świecie wciąż może być obchodzone 17. lipca. Dlaczego tu, w tym kraju, tak być nie może, dlaczego bez potrzeby zmieniana jest tradycja Kościoła?

środa, 16 lipca 2014

Szczęśliwa, która przyjęła Słowo Boże

Maryja bowiem była pierwszą, która w sposób niedościgniony uwierzyła i doświadczyła, że Jezus, Słowo Wcielone, jest szczytem, kulminacyjnym punktem spotkania człowieka z Bogiem. Całkowicie przyjmując Słowo, dotarła szczęśliwie na świętą Górę (cf. kolekta z 16. lipca) i żyje z Panem na wieki, z duszą i ciałem. (Benedykt XVI przed modlitwą Anioł Pański, 16. lipca 2006)



Święta Góra, na której następuje spotkanie z Bogiem, tak jak na górze z Bogiem spotykali się Mojżesz i Eliasz, w czasach Starego Testamentu; święta Skała, która jest miejscem schronienia, według zapowiedzi psalmisty, i z której wypłynęła woda do picia dla ludu na pustyni, według objaśnień św. Pawła: a jest nią sam Chrystus Pan. Ku Niemu zdążamy, wsparci modlitwą błogosławionej Maryi.


Carmeli ad altos vertices
gressus feramus; advocat
nos Virgo Mater, gratiae
ditemur inde ut floribus.

Illic Dei mirabilem
fas est tueri gloriam;
firmantur illic pectora
roburque dextris additur.

Hinc et fluenta proruunt,
eremus arens quae bibat;
quibus virescant invia
deserta et almo gramine.

Parens honorans filiam,
Matremque adornans Filius,
sponsamque comens Spiritus,
laudetur usque Trinitas. Amen.

ikona z rzymskiego kościoła Santa Maria in Via Lata

poniedziałek, 14 lipca 2014

In death – at least – to pray – is left

Pan Jezus... Tylko Pan Jezus. Dobry Jezus.

Ty nas odkupiłeś przez krzyż i krew swoją

Język łaciński zna dwa słowa na określenie krwi, sanguis i cruor. Pierwotnie cruor oznaczał tę krew, która wypłynęła, wylała się z ciała na zewnątrz, a sanguis to była krew płynąca w naszych żyłach: tak poucza Beda w jednym ze swoich gramatycznych pism.

W liturgii o krwi Pańskiej najczęściej mówi się, używając słowa sanguis, chociaż wiemy, że zwykle mówimy o krwi, która wypłynęła już z Chrystusa w czasie Jego męki. Czasami jednak i cruor określa krew Pana, jak np. w hymnie Nocy Zmartwychwstania, wielkanocnej Wigilii, w którym śpiewa się, że Pan nasz zmył dług dawnego przestępstwa pio cruore, świętą krwią.

Ta modlitwa jest jak westchnienie: Pie pellicane, Iesu Domine, me immundum munda tuo sanguine... Takiego pelikana, z krwawiącą piersią, można zobaczyć w Warszawie na pl. Zamkowym.

+  +  +

Wiemy, że po swoim zmartwychwstaniu Jezus objaśniał uczniom Pisma, czyli Stary Testament, i pokazywał im, co w nich odnosi się do Niego, do Jego męki, śmierci i zmartwychwstania (cf. Łk 24:44). Rzadko o tym pamiętamy, kiedy czytamy Stary Testament, a przecież czasami bardzo wyraźne są te zapowiedzi męki i zmartwychwstania Chrystusa, czyli Mesjasza, jak chociażby dzisiaj, w psalmie 71 [70], w którym czytamy: Jakże wiele ciężkich utrapień mi ukazałeś, ale znowu przywróciłeś mnie do życia, i z głębin ziemi znowu mnie wywiodłeś (Ps 71 [70]:20). Utrapienia to męka i śmierć, głębiny ziemi to złożenie do grobu i zstąpienie do krainy zmarłych, a ożywienie i wyprowadzenie z otchłani to zmartwychwstanie. Tajemnica paschalna wciąż rozbłyskuje w modlitwie Kościoła, także w okresie zwykłym.

niedziela, 13 lipca 2014

Odrobina szowinizmu i wspomnienie o Elizie, zwanej Elżbietą

W niejednym już kościele chleb jadłem i muszę powiedzieć, że, jak dla mnie, w 99% kobiety nie nadają się na organistki. Przede wszystkim dlatego, że nie potrafią śpiewać do organów, ich głosy zupełnie nie pasują do tego czcigodnego instrumentu, a wszelkie wysiłki kończą się śpiewaniem w stylu, który nazywam stylem Elizy. Tu muszę wyjaśnić, a może przypomnieć, kimże była owa Eliza, zwana też Elżbietą. Otóż była to kobieta regularnie uczęszczająca do jednego z warszawskich kościołów, obdarzona zdumiewającą skalą głosu. Na nabożeństwach majowych śpiewała jedno wezwanie z litanii sopranem przechodzącym w alt, potem baryton, i znowu sopran, a czasami może i wyżej. Kiedyś siedziała kilka ławek przede mną, a obok mnie usiadło starsze małżeństwo. W pewnym momencie, kiedy wznosiło się do góry wielce rozbudowane głosowo módl się za nami Elizy, starszy pan powiedział do żony: Boże, jak ta baba fałszuje! Od tamtej chwili, za każdym razem, kiedy zobaczyłem w ławkach przed sobą Elizę (zwaną też Elżbietą), musiałem chować się pod ławkę, dusząc się ze śmiechu (Boże, zmiłuj się nade mną, nędznym!). I o niej myślę, kiedy słyszę zawodzenia, dudnienia i burczenia 99% organistek w kościołach. Co te kobiety robią ze swoimi gardłami, strach pomyśleć. A co robią z mikrofonami, też jest przerażające.

Został 1%, a są to organistki związane z franciszkankami służebnicami Krzyża. Potrafią jakoś dopasować się do organów i dysonansów nie tworzą, może dlatego, że nie śpiewają z wysokości chóru? Nie wiem, a może po prostu mają dobre głosy, potrafią dobrze śpiewać i odpowiednio do tego grać?

sobota, 12 lipca 2014

Prawie wakacje

O, gdyby można było popłynąć...

Let me sail, let me sail, let the Orinoco flow,
Let me reach, let me beach on the shores of Tripoli.
Let me sail, let me sail, let me crash upon your shore,
Let me reach, let me beach far beyond the Yellow Sea.

Sail away, sail away, sail away...

From Bissau to Palau – in the shade of Avalon,
From Fiji to Tiree and the Isles of Ebony,
From Peru to Cebu, hear the power of Babylon,
From Bali to Cali – far beneath the Coral Sea.

Sail away, sail away, sail away...

From the North to the South, Ebudae unto Khartoum,
From the deep Sea of Clouds to the Island of the Moon,
Carry me on the waves to the lands I've never been.
Carry me on the waves to the lands I've never seen.

piątek, 11 lipca 2014

Śmierdź wrogom

Plakat antynikotynowy zobaczony z tramwaju: kobieta z papierosem i napis: Palę, więc śmierdzę. Wreszcie ktoś zwrócił na to uwagę, na ten smród palaczy! Swoją drogą, na lekcjach religii mnie uczono, że palenie to grzech przeciwko piątemu przykazaniu, i to nie tylko na zasadzie zabijania, powolnego, samego siebie, ale też i tych wokół. Chociaż są wyjątki (potwierdzające regułę), jeśli chodzi o zabójcze właściwości papierosów: ciotka ze strony ojca, która nigdy nie paliła, miała raka, a ciotka ze strony matki, zwana w rodzinie ciotką k...wiastą, kopci jak komin elektrociepłowni i ma tylko reumatyzm.

niedziela, 6 lipca 2014

O przeżywaniu mszy

Babeczka w kościele, kiedy ksiądz mówił Pan z wami, rozkładała ręce. Tak się wczuwała!
*  *  *
W mszałach są formularze mszy o deszcz, o zatrzymanie deszczu, jest msza dla odpędzenia burzy (taką mszę prawdopodobnie trzeba było szybko odprawiać), a nie ma mszy o oddalenie upału. A przecież w Piśmie świętym tak często Bóg jawi się jako Ten, który chroni od upalnego słońca, od skwaru i gorąca, a i Ducha Świętego, Dającego życie, jako takiego przyzywamy w modlitwach. Chociaż, jeśliby taką mszę ułożyć, to trzeba by też ułożyć mszę o oddalenie mrozów, chociaż tutaj trudniej byłoby znaleźć biblijne teksty.

Porządny facet

Czytając w tych dniach w brewiarzu historię Dawida, Batszeby i jej męża, Uriasza Hetyty, myślę, że tego ostatniego określić najlepiej można dwoma słowami: porządny facet. Bardziej to do niego pasuje niż 'porządny człowiek', zbyt wymuskane i wyszukane dla prostego (a przecież nie prostackiego!) i przywykłego do twardego życia Uriasza. Szkoda, że tak szybko zniknął z powierzchni ziemi, wskutek machinacji Dawida. I szkoda, że miał taką głupią żonę. Porządny facet, któremu nawet przez myśl nie przeszło, że król Dawid mógł się wobec niego tak ohydnie i podle zachować.

Na pociechę można powiedzieć, że przez jego śmierć jego żona mogła wejść do rodowodu Chrystusa. Może Pan uścisnął mocno jego rękę i uśmiechnął się do niego, kiedy przyszedł w Wielką Sobotę do Otchłani, aby wyzwolić uwięzionych tam praojców.

sobota, 5 lipca 2014

Ideał serca

Tak się złożyło, że w dwie soboty pod rząd wspominamy Niepokalane Serce Maryi. Ideał, do którego wzdychamy, serce idealne, czyste, wypełnione światłością, wypełnione Szechiną, Obecnością Boga. Cudowny ideał kontemplacji, Boży przybytek, Boża świątynia, jaką jest święta Dziewica przepełniona Bogiem, w duszy i w ciele, tak całkowicie na Niego otwarta, każdą cząstką siebie. Ona jedna, jedyna czysta, jedyna błogosławiona.

piątek, 4 lipca 2014

Igraszki z diabłem

Mignął mi szyld: Studio tatuażu Azazel. I przeszły mnie ciarki.

Eheu i eho

Zadziwiające, jak często miłośnicy, i to zagorzali, dawnej liturgii lekce sobie ważą znajomość łaciny, tak przecież przy tejże rzymskiej liturgii istotną. Ot, dał mi ktoś do przejrzenia świeżo przez takowych miłośników wydaną książeczkę, Liturgia a osobowość Dietricha von Hildebranda. Przejrzałem, literówek łacińskich sporo. Przykłady:
strona 19.: jest etexaudiri zamiast et exaudiri;
strona 27. i 28., cytat ze św. Augustyna, dwa razy błędnie podany: jest vocabimus zamiast vacabimus (cytat z De civitate Dei XXII, 30), zupełna zmiana znaczenia przy tej pomyłce; w przypisie tłumaczenie „będziemy świętować”, co nijak się ma do błędnego vocabimus; poprawną formę, vacabimus, przełożyłbym raczej jako „będziemy odpoczywać”; videbimus w tym samym cytacie to raczej „będziemy oglądać” [Boga], a nie „będziemy poznawać”; widzenie jest ważne dla Augustyna: Videntem videre, to jego pragnienie, widzieć Widzącego, Tego, który nas widzi, czyli Boga;
strona 55., cytat z sekrety, modlitwy nad darami na Boże Ciało:  jest bezsensowne unitatis in pacis zamiast unitatis et pacis, które trzeba połączyć z dona; strach pomyśleć o mszy odprawianej przy takiej znajomości łaciny;
strona 158., tłumaczenie beata ubera, quae lactaverunt Christum Dominum to nie tyle „błogosławione piersi, które ssał Chrystus Pan”, co „błogosławione piersi, które karmiły mlekiem Chrystusa Pana” (werset równoważny do viscera, quae portaverunt; ubera, quae suxit Christus Dominus, to by znaczyło „piersi, które ssał Chrystus Pan”, cf. Łk 11:27), ale to akurat małe piwo;
w kilku miejscach Dominus (w odniesieniu do Chrystusa) i Pater (w odniesieniu do Boga Ojca) pisane małą literą.

Pewnie więcej takich drobiazgów można znaleźć, jeśli ktoś ma więcej czasu i ochoty. Może wyjdzie niebawem jakieś poprawione wydanie?

czwartek, 3 lipca 2014

Tomasz Apostoł, (per)lustrator Chrystusa Pana

Dziś święto Tomasza Apostoła, który raz na zawsze dla wszystkich chrześcijan sprawdził rany Chrystusa Pana po zmartwychwstaniu, i wszystkich na wieki zapewnił, że to naprawdę żywy i prawdziwy Chrystus, Pan i Bóg. Kościół przywdziewa szaty czerwone, gdyż święty Tomasz, jak każdy z Apostołów (oprócz św. Jana), poniósł śmierć męczeńską za wyznawanie wiary w Chrystusa Jezusa. W ten radosny, pachnący i jaśniejący Wielkanocą, dzień błagamy o jego chwalebne wstawiennictwo:

O Thoma, Christi perlustrator lateris,
per illa sancta te rogamus vulnera,
quae mundi cuncta deluerunt crimina:
nostros reatus terge tuis precibus.

Annue, Christe, saeculorum domine,
nobis per huius tibi cara merita,
ut, quae te coram graviter deliquimus,
huius solvantur gloriosis precibus.

środa, 2 lipca 2014

Manipulacje i ich obserwacje

Jacek Gądek: Decyzja Watykanu wobec ks. Wojciecha Lemańskiego znów jest nie po jego myśli.
Halina Bortnowska: Głęboko nad tym ubolewam i mam nadzieję, że nie okaże się ostateczna.

Tak rozpoczyna się rozmowa na temat ks. Lemańskiego, którą można tutaj przeczytać. Nie wiem, czy to tylko niezręczne sformułowanie, czy świadomie wyrażona opinia – że decyzja Watykanu nie jest po myśli ks. Lemańskiego. Co to znaczy, że opinia Stolicy Apostolskiej ma być po czyjejś myśli? Decyzja jest od nas niezależna, nie my pociągamy za sznurki, do nas należy ją przyjąć, tak bym rozumiał odwoływanie się do Watykanu. Poddajemy się osądowi najwyższej instancji, i trzeba to zrobić w szczerości i pokorze serca, a nie z dążeniem do spełnienia się naszych życzeń. Chyba że to taka polska tradycja, w końcu kard. Dziwisz też kiedyś powiedział, iż chce, aby Ojciec święty wiedział, że naszym życzeniem jest, aby kanonizacja Jana Pawła II odbyła się jak najszybciej. To może być nasze pragnienie, ale nie życzenie, papież i Watykan nie są od spełniania życzeń.

Nie jestem za ks. Lemańskim, nie jestem też za abp. Hoserem, uważam, że jeden i drugi popełnili wiele błędów i wykazali się brakiem dobrej woli i chociaż chęci zrozumienia drugiej strony. Ks. Lemańskiego pamiętam z telewizyjnego programu w czasie konklawe, kiedy mówił różne bzdury na temat przebiegu konklawe i ogłaszania nowego papieża (np. że to kardynał dziekan ogłasza Habemus papam), czytałem też artykuł (mam nadzieję, że rzetelny) o jego manipulowaniu ludźmi w parafii. Abp Hoser z kolei kryje się za rzecznikiem kurii, jak niedostępny władca, a jego decyzja o zamknięciu kościoła w Jasienicy na czas świętego Triduum – ale z zapewnieniem poświęcenia pokarmów w Wielką Sobotę! – wykazuje zupełny brak zrozumienia życia Kościoła, zwłaszcza w tak ważnym, najważniejszym w całym roku, tygodniu. Myślę, że trochę pokory ze strony ks. Lemańskiego i trochę ludzkiej życzliwości, otwartości ze strony abp. Hosera sprawiłoby, że cała sprawa potoczyłaby się inaczej.

O decyzji Watykanu w sprawie ks. Lemańskiego „Nasz Dziennik” pisze na pierwszej stronie (1. lipca 2014), rozwijając temat na stronie dziewiątej: trzy kolumny tekstu. O wydaleniu abp. Wesołowskiego ze stanu duchownego tenże „Nasz Dziennik” pisze na stronie dwudziestej czwartej w mikroskopijnej notce (28-29. czerwca 2014). Przypadek? A przecież ta sama gazeta wiele miejsca poświęciła bluźnierczemu i pornograficznemu spektaklowi Golgota Picnic, czemu więc tak pokątnie pisze o ukaraniu abp. Wesołowskiego za jego seksualne nadużycia, za to tyle miejsca poświęca wyrokowi w sprawie ks. Lemańskiego? Dziwny brak równowagi, jak dla mnie, zwłaszcza wobec tak zdecydowanych działań Kościoła wobec pedofilii.

wtorek, 1 lipca 2014

Kimono i krzyż

Jeśli się nie mylę, dzisiaj przypada wspomnienie błogosławionych męczenników japońskich, wśród których wymienia się Piotra Kasui Kibe (+ 4.07.1639) i Leona Zaisho Shichiemon (+ 17.11.1608, 4 miesiące po chrzcie). Kasui Kibe wstąpił do zakonu jezuitów, wyruszył z Japonii do Europy, studiował w Rzymie, wrócił do Japonii i tam zginął męczeńską śmiercią. Zaisho Shichiemon z kolei był samurajem, który zakochał się w Chrystusie. Kiedy przyjmował chrzest, kapłan ostrzegł go, że to może doprowadzić go do męczeństwa, ale samuraj nie zawahał się. Kilka miesięcy później zginął na rozkaz swego władcy, nie chcąc wyrzec się Chrystusa Pana. Beatyfikowani zostali ci Japończycy późno, dopiero w 2008 roku. 

Od wschodu aż do zachodu słońca imię Pana jest pochwalone, alleluja.


Pozdrowienia dla Nelle.