wtorek, 24 maja 2011

ΠAPAΔOΞA

Gdyby ludzie pozbawieni byli wad i nie popełniali żadnych błędów, nie mielibyśmy wielu dzieł literackich. Ot, chociażby uprzedzenia: gdyby ich nie było, nie powstałaby przynajmniej jedna z książek Jane Austen. A gniew? Gdyby nie było zaciętego gniewu, nie miałby o czym pisać Homer. Gdyby czasami ktoś kogoś przemyślnie nie mordował, Agatha Christie nie napisałaby żadnej książki, a i autor Beowulfa musiałby jakiś zastępczy temat wynaleźć. Etc., etc.

Jedną z najbardziej zastanawiających rzeczy jest to, że ludzie często domagają się od innych tego, czego sami nie robią. Do tolerancji wzywają ci, którzy sami tolerancyjni nie są, do pokoju ci, którzy szykują wojnę, do braku uprzedzeń ci, którzy są uprzedzeni do wielu, do mówienia prawdy ci, którzy nagminnie kłamią. Etc., etc. Ale, jak ponoć napisał jakiś wybitny filozof, nikt nigdy nie widział drogowskazu, idącego wskazywaną przez siebie drogą.

poniedziałek, 23 maja 2011

Image demoniczny

Jedna z najgorętszych dyskusji wśród fanów Tolkiena dotyczy skrzydeł Balroga: czy ogniste demony miały skrzydła, czy też nie? I w ogóle, jak taki Balrog wyglądał? Opis, jaki pojawia się we „Władcy Pierścieni”, w słynnej scenie na moście w Morii, pozostawia wiele możliwości interpretacji. Do tej pory nie spotkałem się z takim przedstawieniem Balroga, które byłbym w stanie zaakceptować. (Swoją drogą, spośród mnóstwa ilustracji tolkienowskich najbardziej lubię te samego Tolkiena, potem jest Cor Blok, Anke Eissman, i to właściwie wszystko, może jeszcze kilka prac Alana Lee jestem w stanie zaakceptować. Przy okazji warto dodać, że w fandomie tolkienowskim istnieje swoisty kanon, czy może raczej: salon; pewne ilustracje po prostu wypada, czy nawet: należy lubić. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie, spotyka się z natychmiastowym ostracyzmem: been there, felt that.)

Ale o czym to ja... Aha, o Balrogu. Podobnie jest z Grendelem: autor Beowulfa nie podaje dokładnego opisu, wiemy, że Grendel jest człekokształtny (w końcu pochodzi od Kaina), ale jak mógł wyglądać? Jakiego, chociażby, był wzrostu? A jego żyjąca pod wodą mamusia? Nie wiadomo. Pomysłów, jak w przypadku Balroga, jest wiele. Zastanawia mnie nieustannie fakt, czemu i tolkienowski demon, i ten beowulfiański, tak często przedstawiani są z rogami. Widać autorzy mają jakieś diaboliczne i diabelskie skojarzenia... Swoją drogą, kiedy po raz pierwszy przedstawiono diabła jako rogatego stwora?

Oglądałem niedawno rysunkowy film o Beowulfie, bardzo dobry, i Grendel wyglądał tam trochę jak Buka, ta od Muminków. Jego matka zresztą też, tyle że z rozwianym włosem. Ciekawie to wyglądało, ciekawy pomysł.

Na zakończenie – uroczy obrazek Beowulfa i Grendela, znaleziony w otchłaniach internetu. Prawda, że miło wyglądają? Jeśli dobrze widzę, Grendel ma jeszcze rękę na swoim miejscu...


niedziela, 22 maja 2011

Żyć przyjemnie pośród trybów

Św. Piotr (1P 2:5) mówi o ofiarach przyjemnych Bogu, po grecku θυσίας εὐπροσδέκτους θεῷ. Przymiotnik εὐπρόσδεκτος pochodzi od czasownika δέχομαι, który znaczy przyjmować. Tak samo jest po polsku: przyjemny od przyjmować. Przyjemna ofiara to ta, którą Bóg przyjmuje.

Początek 14. rozdziału Ewangelii według św. Jana daje niesamowite możliwości popisu dla tłumacza. Otóż πιστεύετε εἰς τὸν θεόν καὶ εἰς ἐμὲ πιστεύετε można przetłumaczyć aż na cztery sposoby, wszystkie poprawne gramatycznie, chociaż nie wszystkie dadzą się zastosować w tym fragmencie Ewangelii:

(i) wierzycie w Boga i we Mnie wierzycie
(ii) wierzcie w Boga i we Mnie wierzcie 
(iii) wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie
(iv) wierzcie w Boga i we Mnie wierzycie

Znaków interpunkcyjnych w oryginale nie ma, wprowadzić je może tłumacz, jak chociażby w przekładzie Biblii Tysiąclecia zrobiono (Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!), ale jest to zawsze własna interpretacja tłumacza. Co tak naprawdę powiedział wtedy Jezus, tekst Ewangelii jednoznacznie nie stwierdza.

sobota, 21 maja 2011

Tolkien's Double Worlds and Creative Process

Zacząłem czytać kilkanaście dni temu nową książkę o Tolkienie, napisaną przez Arne Zetterstena, jednego z jego współpracowników przy badaniach nad Ancrene Riwle. Ale odeszła nieco w cień, w związku z pewną dwutomową gramatyką, która po kilku miesiącach i licznych perturbacjach wreszcie do mnie dotarła. Poza tym, jeśli się przyznam, że tę książkę przeczytałem, to niektórzy będą chcieli recenzji, a na to mnie w tej chwili po prostu nie stać. Póki co, przeczytałem, jak Zettersten spotkał Tolkiena po raz pierwszy... Podtytuł książki jest dosyć znaczący: Language and Life. Mówiąc o Tolkienie, nie można nie mówić jednocześnie o języku; kto tak robi, po prostu nie zrozumiał nic z Tolkiena i jest żałosnym dyletantem.

piątek, 20 maja 2011

Józef z Egiptu, Maria z Nazaretu

Dziś nikt już nie obchodzi święta Matki Boskiej, Pośredniczki wszelkich łask. Nawet tzw. tradycjonaliści nie mają go w swoim kalendarzu, 31 maja. A mówią, że świat idzie ku lepszemu...

To święto miało bardzo ciekawe antyfony do Magnificat (I i II nieszpory) i do Benedictus. Wszystkie trzy zaczerpnięte z historii Józefa, syna Jakuba - Józefa egipskiego.

W pierwszych nieszporach antyfona składa się ze słów Józefa, które wypowiedział do... żony Putyfara, proponującej mu seks: Oto mój pan przekazał mi wszystko, i nie ma niczego, co nie byłoby w mojej władzy, lub czego nie przekazałby mi. (I tu jeszcze alleluja). To Księga Rodzaju 39:9, w wersji Wulgaty.

W jutrzni z kolei czytamy słowa, jakie faraon skierował do Józefa: Bez twego pozwolenia nikt nie ruszy ręką ani nogą na całej ziemi. (I znowu alleluja). To Księga Rodzaju 41:44.

Wreszcie, w drugich nieszporach, pojawiają się słowa Egipcjan, którzy mówią do Józefa: Ocalenie nasze jest w twym ręku, wejrzyj na nas tylko, a będziemy z radością służyć królowi - i tu liturgia dodaje jeszcze, oprócz alleluja: Panu (laeti serviemus Regi Domino). To Księga Rodzaju 47:25.

Po chwili zastanowienia muszę jednak dodać, że w obecnej liturgii jest jakieś dalekie echo święta Maryi Pośredniczki: w nieszporach 31 maja, w dzień Nawiedzenia NMP, hymn głosi: Ludy (...) wierzą, że jesteś służebnicą łask Pańskich, Domini favorum ministra. Ta, która rozdziela łaski Pana, jak egipski Józef rozdzielał głodującym zboże.

czwartek, 19 maja 2011

Pentheus w menu

Tebańskiego Pentheusa, jak wiadomo, rozszarpały bachantki, wśród których była i matka jego, Agaue. Wszystko to kara i zemsta Dionizosa, którego matka, nieszczęsna Semele, była siostrą Agaue.

Petroniusz podaje, że od imienia biednego Pentheusa pochodzi nazwa potrawy z siekanego mięsa, penthiacum. Smacznego!

οὐ βέβρωκα

Poprzedni nowicjat dokarmiał mnie tak obficie, że niektóre ubrania stały się na mnie za ciasne. Obecny nowicjat jest zdecydowanie bardziej powściągliwy, raz tylko zaproponowano mi kawałek ciasta, a i z herbatą różnie bywa, chociaż ona wiele kalorii raczej nie posiada. Niektórzy z dawnych nowicjuszy snuli przypuszczenia, że, być może, obecny nowicjat dostaje mnie słodyczy w trakcie formacji. Okazuje się jednak, że tak nie jest: szukając samodzielnie mleka (do herbaty) w lodówce nowicjackiej, odkryłem w niej ogromne zapasy wszelakich ciast. Zapach był kuszący. Ale, pomyślałem, bez słodyczy żyje się zdrowiej, może w końcu przestanę wyglądać jak pan Kuleczka, i zacznę się mieścić w ubrania, które kiedyś na mnie pasowały...

środa, 18 maja 2011

O byciu filologiem (v)

Tym razem cytat z profesora Toma Shippeya – and, Chris, that's something for you, since you called me romantic when I started learning Sanskrit! Fragment pochodzi z 'Fighting the Long Defeat: Philology in Tolkien's Life and Fiction'. Podkreślenie Shippeya, nie moje.

(…) [T]hat is how philologists worked: subjunctives and the classes of strong verbs were bound in their heads with (in Bilbo's phrase, Hobbit, 7) “dragons and goblins and giants and the rescue of princesses and the unexpected luck of widows' sons.” And they (or some of them) saw no discrepancy between the two. But this is what they failed to make clear. In the end, and in the hands of duller scholars than Tolkien, the strong verbs and the sound-shifts and the pedantic (but vital) details lost contact with the poems and the romances and the myths and the stories, to the detriment of both sides of the subject. This was the start of “the long defeat”, the exile of the subject (comparative philology, and especially comparative Germanic philology) from all but a very few university departments of English, which the early philologists themselves had been instrumental in founding. Yet one of the great advantages of comparative philology was that it could wake romance from almost anything, even from a single word – as said very clearly by Tolkien himself.

niedziela, 15 maja 2011

Sielanka duchowa, czyli: owcą być

Pan jest moim pasterzem, czyli psalm 23, jest chyba jednym z najpopularniejszych psalmów. Wdzięczne obrazy zielonych pastwisk, dobrego jedzenia i wonnego olejku na głowie (każda owca z olejku zwłaszcza będzie się cieszyć), sielanka wręcz idealna.

Pamiętam jednak, jak wieki temu o. Augustyn Jankowski powiedział mi: Trzeba mieć naprawdę wielką wiarę i wielką odwagę, aby móc naprawdę szczerze wymówić pierwsze słowa tego psalmu, Dominus reget me et nihil mihi deerit. Niczego mi nie braknie, bo Pan jest moim pasterzem, niczego, naprawdę niczego. Czy potrafimy tak powiedzieć w szczerości serca?

sobota, 14 maja 2011

Krucjata?

Krzyże stały się modnym bardzo elementem biżuterii, co więcej, pojawiają się w różnych ofertach (chociażby na Allegro czy Ebay) jako talizmany. Oferowane zwykle przez sprzedawców, którzy w swoich sklepach mają też mnóstwo innych talizmanów, od tych z Atlantydy poczynając, przez egipskie, chińskie, wikińskie, aż do wikańskich. Czy nad krzyżami, sprzedawanymi w takim towarzystwie, ktoś odprawiał jakieś rytuały, przyzywał nieznanych mocy? Czy też uznane zostały za talizmany, bo związane są w jakiś sposób z religią, i to ma nadawać im jakieś tajemne znaczenie? 

Co z takimi krzyżami robić? Uznać za skażone ciemnymi mocami? A może wykupić z tej swego rodzaju niewoli, i poprosić księdza o ich poświęcenie? Nie wiem. Chris mówi, że wszystko, co przychodzi z celtyckiego półmroku*), jest podejrzane – to przy okazji rozmowy o tzw. celtyckich, irlandzkich krzyżach, niezwykle popularnych jako amulety. Ale czy tym bardziej nie należałoby ich wyrwać z mocy nieprzyjaciół?

Oczywiście, nie chodzi o to, żeby zacząć odwiedzać okultystyczne sklepy, w sieci czy w świecie realnym, i wykupywać hurtowo krzyże. Mało realne, z różnych względów. Ale warto pomyśleć przez chwilę o tym, do czego używany jest ten znak Chrystusa Zbawiciela. A taki jego użytek chyba bardziej niepokoi niż przepychanki różnych politycznych partii na Krakowskim Przedmieściu.

Salva nos, Christe Salvator, per virtutem crucis.

PS W telewizji pewna pani tłumaczyła, że jeśli nie ma się w domu wody święconej, potrzebnej do rytuału oczyszczenia, można zwykłą wodę, przy pełni Księżyca, poświęcić, prosząc Najwyższą Istotę (sic!) o uświęcenie wody...
_____________________________
*) Nie zgodzę się z tym. Nie wszystko, co celtyckie, jest złe. W końcu gdyby nie Aidan, irlandzki mnich, nie udałaby się chrystianizacja Northumbrii.

piątek, 13 maja 2011

Jeszcze o Achillesie (dla philippów zwłaszcza)

Ale o tym z Iliady. Miał on w swoim rydwanie dwa nieśmiertelne rumaki, dar wszystkich bogów dla jego ojca, Peleusa. W 19. księdze Iliady białoramienna bogini, czyli Hera, pozwala jednemu z owych rumaków, Ksanthosowi, przemówić.

Ksanthos wieści Achillowi śmierć: jeszcze teraz cię ocalimy (Achilles wyrusza na walkę z Hektorem), ale nadejdzie dzień, kiedy Mojra się dopełni, i zginiesz, Achillu, z ręki boga i człowieka, a my, twoje konie, nie zdołamy cię ocalić (19:408-417)

W Żywocie św. Kolumby, pióra Adamnana, czytamy o koniu, który, przeczuwając śmierć świętego, przyszedł do niego, oparł o niego swą końską głowę (nie podoba mi się słowo 'łeb') i zaczął płakać. Próbowano go odciągnąć od Kolumby, ale ten zabronił: Ten koń przeczuł moją śmierć, Bóg mu pozwolił...

Czasami (bezrozumne ponoć) zwierzęta są bardziej otwarte na Boże słowo i Boże natchnienie niż jakże rozumni ludzie.

czwartek, 12 maja 2011

Mitologia, moja miłość

Nowicjusze, w czasie skomplikowanego wykładu z psychologii na temat, nazwijmy to, wężyka, dowiedzieli się o tzw. kompleksie Adonisa. Wyjaśniać musiałem, kto to był Adonis. Kto zna mitologię, ten wie.

Święci męczennicy dnia dzisiejszego, Nereus i Achilles, doczekali się dwóch historii: według jednej, byli żołnierzami, według drugiej – eunuchami. W każdym razie, kult ich jest starożytny w Rzymie.

Mnie natomiast interesują ich imiona. Jeśli ktoś czytuje Homera, będzie wiedział, że Nereus był dziadkiem Achillesa. Matka bowiem Achillesa, Tetyda (nazywana czasami Srebrnostopą, co dla tolkienisty jest wielce znaczące), była córką, a dokładniej – jedną z pięćdziesięciu córek, Nereusa, morskiego starca, który z kolei był najstarszym synem Pontosa, czyli Morza, który był synem Gai, czyli Ziemi.

Ciekawi święci, z tak starożytnymi imionami prastarych bogów i bohaterów. Tak oto i Homer znalazł swoje miejsce w Kościele.

środa, 11 maja 2011

Triumf i rozpacz, rozpacz i triumf

Było to jeszcze w poprzednim tysiącleciu. Chodziłem wtedy do szkoły podstawowej. Pewnego razu dwie praktykantki, przyszłe polonistki, zabrały nas pod pomnik warszawskiej Nike, abyśmy go sobie obejrzeli, a potem opisali. Staliśmy pod pomnikiem, a panie praktykantki starały się nam podpowiadać, na co zwrócić uwagę w opisie Nike. Oczywiście, ważna jest twarz. I właściwie pamiętam z tamtej lekcji tylko to, w jaki sposób owe panie określiły twarz Nike na pomniku: Jej twarz ma wyraz triumfu i rozpaczy. Opis pomnika sprawdzała już nasza nauczycielka, i bardzo się zdziwiła, kiedy przeczytała w mojej pracy, iż triumf i rozpacz jednocześnie malują się na twarzy bogini. Zastanowiliśmy się wspólnie (była to bowiem naprawdę dobra nauczycielka, która starała się uczyć, a nie tylko podawać wiadomości), i doszedłem do wniosku, że jednak albo triumf, albo rozpacz.

Przypomniały mi się te rozważania dzisiaj, kiedy spojrzałem na pomnik warszawskiej Nike. W innym stoi już miejscu niż wtedy, ale twarz bogini zwycięstwa została ta sama. (Jak i reszta; zadziwiające jest zwłaszcza to, w jaki sposób ta olbrzymka utrzymuje równowagę, leżąc w tak mało komfortowej pozycji.) I przypomniałem sobie pewną opowieść, w której pojawia się także swego rodzaju bogini, a właściwie Czarownica, która przez długie wieki panowała w Narni. Tuż po stworzeniu Narni przez Aslana widzimy ją w tajemniczym ogrodzie, jedzącą zakazane jabłko. Do tego ogrodu dociera Digory, i widzi na jego bramie dziwny napis, niejako słowa samego ogrodu. Czytamy tam: (...) ci, co owoc kradną, lub przez mur mój skaczą, znajdą to, czego pragną, ale wraz z rozpaczą. W ogrodzie Digory spotyka Czarownicę, i w jakiś sposób pojmuje, że ona nie weszła do ogrodu przez bramę. A na jej twarzy - właśnie, na jej twarzy był swego rodzaju triumf, ale też kryła się w niej jakaś tajemnicza rozpacz. Czarownica dostała to, czego chciała, zdobyła to, ale, banalnie mówiąc, szczęścia jej to nie dało. Została rozpacz. Nasycenie, kończące się rozpaczą.

Jak było z warszawską Nike (z jakiejż ona może być mitologii, z greckiej z pewnością nie jest), w jaki sposób poznała i triumf, i rozpacz - nie mam pojęcia. Może też wskoczyła gdzieś przez mur i zjadła jabłko?

poniedziałek, 9 maja 2011

Planety

Do posłuchania dla moich uczniów dominikańskich, którzy zastanawiają się nad moim wiekiem. Piękny kawałek, prawda?

Jak archanioł Michał bydlę ocalił

8. maja trąbi się w tym kraju o Stanisławie, biskupie i męczenniku. Ale kiedyś, w Kościele powszechnym, tego dnia wspominano chwalebne ukazanie się św. Michała Archanioła w Apulii, na górze Gargano. Według legendy, pewnemu pasterzowi zginął byk, czy może byczek Znaleziono go przy wejściu do pewnej spelunki... to znaczy, jaskini (po łacinie: spelunca). Chciano go zastrzelić z łuku, już cięciwa była napięta, już strzała poleciała, kiedy nagle zawróciła i przeszyła łucznika. Przerażeni ludzie udali się biskupa, który nakazał trzydniowy post i modlitwę. Ukazał mu się po owych trzech dniach archanioł Michał i oznajmił, że to miejsce, tę górę, gdzie znajduje się wspomniana jaskinia, ma w swej szczególnej opiece, i że chce, aby tam oddawano cześć Bogu, wspominając przy tym wszystkich świętych aniołów. Tak też zrobiono, i 8. maja obchodzono pamiątkę św. Michała. Kiedyś tłumaczyłem dawny hymn na to święto, pewnie gdzieś w blogu można go znaleźć.

Dum sacrum mysterium cerneret Ioannes, archangelus Michael tuba cecinit: Dignus es, Domine, Deus noster, accipere librum et solvere signacula eius, alleluia.

niedziela, 8 maja 2011

O znakach i jękach

Byłem dziś na chrzcie. Przejmująco zabrzmiały słowa o znaku Chrystusa Zbawiciela, wypowiadane przed naznaczeniem dziecka znakiem krzyża. Aż się żałuje, że przy własnym chrzcie nie zwracało się na to uwagi (chyba że ktoś był chrzczony już jako dorosły).

Qui vires hostis veteris
per crucem mortis conteris,
qua nos vexillum fidei,
fronte signati, ferimus.


I jeszcze fragment z Dziejów Apostolskich: słyszymy, że Bóg wskrzesił Chrystusa, zerwawszy więzy śmierci (Dz 2:24). W oryginale Bóg uwalnia Chrystusa z jęków, cierpień śmierci. Użyte tu słowo τὰς ὠδῖνας oznacza wręcz jęki, jakie towarzyszą bólom porodowym, wyrażają owe jęki jakieś straszliwe, nie dające się wręcz opisać cierpienie. W każdym razie, niepojęte dla mężczyzny: matka moja mawiała, kiedy skarżyłem się na ból głowy: Co to za ból, dziecko jakbyś rodził, to dopiero byłby ból! Widać, według autora Dziejów Apostolskich (nota bene, lekarza), takie są bóle i cierpienia umarłych. Życie obok śmierci...

sobota, 7 maja 2011

Ja tu tylko używam...

Większość komputerowych specjalistów – na szczęście nie wszyscy! – zakłada, że każdy, z kim rozmawiają, doskonale zna się na komputerach. Pół biedy, jeśli to ktoś znajomy, gorzej, jeśli to pracownik serwisu, który dziwi się, że czegoś nie wiesz. Wydawało mi się, że po to dzwonię do serwisu, aby znaleźć pomoc specjalisty. Gdybym sam widział, jak sobie poradzić z problemem, nie zawracałbym głowy komuś innemu. Użytkownikiem komputera jestem tylko, a nie specjalistą od niego, czemu więc specjaliści dziwią się, że czegoś nie wiem, nie umiem znaleźć w komputerze, określić, etc.? Od użytkownika trudno wymagać dogłębnej wiedzy: to trochę tak, jakby się ktoś uczył niemieckiego po to, aby się porozumieć z ludźmi w Berlinie, a oni żądaliby od niego wiedzy na temat obu przesuwek spółgłoskowych, które zaszły w tym języku. Użytkownik języka nie musi tego wiedzieć, żeby móc się posługiwać językiem; tak samo, jak uważam, użytkownik komputera nie musi wiedzieć, co jest w jego, jak to mawia jeden z moich znajomych tolkienistów, bebechach, aby móc z komputera korzystać. Panowie w serwisach wsparcia technicznego powinni o tym wiedzieć – niektórzy wiedzą, ale tylko niektórzy, którym chwała za to!

Sauron, Saruman, technika...

Chciałem napisać o św. Oswinie, męczenniku-niemęczenniku, ale cóż... przegrywam z techniką w postaci laptopu. Dopiero co kupiony, a już wariuje. Jednak moja mentalność zdecydowanie nie przywykła do takiej techniki, za naszych czasów nawet czas się mierzyło kijkiem... Ale już wiedzieliśmy, że Ziemia jest okrągła, Beda o tym pisał!

piątek, 6 maja 2011

Serius ocius...

Właśnie przeczytałem tzw. CFP (call for papers), na konferencję organizowaną przez Southern African Society for Medieval and Renaissance Studies. Temat jest bardzo ciekawy: ‘Mortality and Imagination: The Life of the Dead in the Middle Ages and the Renaissance’.

I przypomniałem sobie, że na ostatnich zajęciach, kiedy rozmawialiśmy o wiośnie i śmierci (vide Horacy), i pojawiła się wzmianka o Manach, bracia nowicjusze zdziwili się, iż można bać się zmarłych i ich świata.

czwartek, 5 maja 2011

O sekwencjach wielkanocnych

Tak na szybko: W rycie Sarum, czyli rycie z Salisbury, najpopularniejszym z rytów w późnośredniowiecznej Anglii (a wpłynął on także na kompozytorów tudoriańskich), każdy dzień oktawy wielkanocnej – od niedzieli do niedzieli – miał swoją własną sekwencję. Ta, której obecnie używa Mszał rzymski – Victimae paschali – była przeznaczona na piątek w oktawie Wielkanocy. Nie mam w tej chwili jak sprawdzić, co znaleźć można było w innych średniowiecznych mszałach, spoza Anglii, ale przypuszczam, że mnogość sekwencji mogła się w nich pojawiać. Dobrze znana jest chociażby sekwencja Zyma vetus, pióra Adama od św. Wiktora, a inne też da się znaleźć.

Co on wyprawia, ten Benedykt XVI?

Ktoś podesłał mi do przeczytania. Rozbawiły mnie niektóre uwagi, muszę przyznać...

Ot, chociażby ubolewanie nad brakiem sedia gestatoria, bo to beatyfikacja papieża, który wprowadził papamobile. Jak rozumiem, w innych sytuacjach Benedykt XVI używa jednak sedia gestatoria? Coś zatem musiałem przeoczyć. W Niedzielę Palmową, jeśli dobrze pamiętam, też samochodem jechał, z palmą w ręku. Okropne, prawda? Taki brak godności...

Koronki ważna rzecz, dobrze, że były i ładne, i obfite. Sekretarz papieski też miał komże z koronkami. Iluż to księży i kleryków marzy o takich koronkach, nocami im się śnią... Podobno na eBay można kupić takie komże i alby, niektóre nawet z 19. wieku. Tylko trzeba być przygotowanym na zaciętą licytację.

Postulatora procesu beatyfikacyjnego, ks. Odera, Benedykt XVI podniósł, gdy ten przed nim uklęknął, i sam chyba także wstał? Co za brak poczucia papieskiej godności! Sama formuła beatyfikacji wygłaszana na siedząco, żadna nowość, Jan Paweł II też tak robił.

Sekwencja śpiewana z powodu oktawy wielkanocnej – zgodnie z nazwą, oktawa obejmuje dzień ósmy; ale przecież kiedyś sekwencję śpiewano tylko do soboty, a tutaj... Ktoś musiał zmusić papieża i jego ceremoniarza, żeby jednak zaśpiewano w niedzielę. Takie zgorszenie, ta sekwencja!

A strony świata są trzy czy cztery? To jednak ważna różnica, chociażby geograficzna orientacja od tego zależy. Jeśli dobrze pamiętam, Benedykt XVI zawsze w ten sposób dokonuje Podniesienia, a Jan Paweł II, dopóki sprawność ruchowa mu na to pozwalała, też tak robił. Nic nowego.

I jeszcze Mysterium fidei: normalna aklamacja po Przeistoczeniu w obecnym mszale, papież zawsze jej używa, zawsze ją śpiewa. Nie jest to jakaś nostalgia za dawnym mszałem, ale po prostu przestrzeganie rubryk obecnego. To w polskim przekładzie z Mysterium fidei zrobiono cztery różne wersje, prawdopodobnie po to, żeby dało się do nich przydzielić różne odpowiedzi (w wersji łacińskiej jest jedno tylko wezwanie, tzn. właśnie Mysterium fidei, i do wyboru, dla ludu, trzy odpowiedzi).

A zupełnie na marginesie: Oglądałem niedawno zdjęcie z mszy papieskiej w katedrze warszawskiej w 1983 roku. Jeszcze poprzedni ołtarz, nie ten z białego marmuru, stojący niego głębiej w prezbiterium. Krzyż na tym zdjęciu stoi w rogu przed ołtarzem, z figurą Chrystusa zwróconą w stronę celebransa: nie stoi z boku, jak to jest obecnie w katedrze.

wtorek, 3 maja 2011

Jak łacinnicy sfałszowali grecką modlitwę

Pod Twoją obronę nazywa się najstarszą zachowaną modlitwą do świętej Maryi, Matki Bożej. Tak jest istotnie, modlitwa ta, zapisana po grecku, pochodzi z Egiptu, i różnie bywa datowana; osobiście przychylam się do 3. wieku. Ale podkreślić trzeba, że modlitwa znana w Kościele łacińskim – Sub tuum praesidium, czego dokładnym przekładem jest polskie Pod Twoją obronę – różni się znacznie od oryginału greckiego, który przeczytać można poniżej. (Nie miałem siły na bawienie się w kopiowanie greckiej czcionki litera po literze, dla całego tekstu, wolałem napisać ręcznie.)


W modlitwie greckiej nie uciekamy się pod obronę błogosławionej Maryi, ale pod Jej miłosierdzie, czy nawet dokładniej: pod Jej czułe, serdeczne miłosierdzie, współczucie. Słowo εὐσπλαγχνία jest pokrewne ze σπλάγχνα, wnętrzności, trzewia, które to z kolei słowo używane jest w Nowym Testamencie na określenie Bożego miłosierdzia (kalka z hebrajskiego rachamim). Dalej, prosimy Matkę Boga o nieodrzucanie, czy nawet: o nieprzeoczenie naszych próśb w trudnej sytuacji, w kryzysie, w trudnych okolicznościach. Wreszcie, prosimy, aby nas wybawiła z niebezpieczeństwa, z tego, co niesie ryzyko – i pojawia się tu ten sam czasownik, w tej samej formie: ῥῦσαι, co w zakończeniu Ojcze nasz. Na koniec, Najświętsza Maryja nazwana jest jedyną czystą, jedyną błogosławioną. Czysta – ἁγνή – może też oznaczać dziewiczą, ale nawet wtedy końcowe słowa modlitwy nie odpowiadają łacińskiemu Virgo gloriosa et benedicta.

poniedziałek, 2 maja 2011

Ból

Nie potrafię zrozumieć, czemu ludzie dręczą zwierzęta. Dlaczego wyrzucają je z domu, porzucają w lesie, przywiązując do drzewa, albo wypychają z pędzącego samochodu. Dlaczego biorą ze schroniska i znowu tam oddają. Czy nawet przez myśl im nie przejdzie, ile cierpienia powodują, jakże straszliwego cierpienia? Jeśli ktoś jest zdolny do empatii, wyczuwa to cierpienie, a jest on nieraz wręcz nie do zniesienia.

Czytając o udręczonych, porzuconych zwierzętach, tak bardzo spragnionych ludzkiej miłości i bliskości, modlę się zawsze do świętej Maryi, Matki Stworzyciela, i do świętego Franciszka, i do świętych Oswalda i Oswina, którzy na swych dworach psów mieli wiele. Niech przez ich wstawiennictwo zwierzęta znajdą domy, znajdą miłość, znajdą dobroć, niech doświadczą człowieczeństwa...

Król-neofita


Tak sobie wyobrażał chrzest św. Oswalda, późniejszego króla Northumbrii, malarz Ford Madox Brown. Wiemy, że Oswald przyjął chrzest w czasie wygnania, na wyspie Iona, po roku 616, w którym to władzę objął Edwin, przed którym rodzina Oswalda musiała uciekać. Dokładnej daty jednak podać nie możemy – ani roku, ani dnia. Może była to Wielkanoc? Może Pięćdziesiątnica? Może jakiś inny dzień?

Oswald jest ciekawym przykładem popularności świętych, czy może raczej: mody na świętych. W swoim czasie był znany i czczony w całej Europie, dziś mało kto o nim pamięta. Taki już los świętych...

Właściwie jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy święci bywają bardziej popularni, przynajmniej od czasu do czasu. Ale jak można oceniać świętych według skuteczności ich wstawiennictwa? Jeden święty jest lepszy w modlitwie od drugiego? Ma lepsze dojścia? Jednego Bóg chętniej słucha niż drugiego?

niedziela, 1 maja 2011

We wszystkim ma pierwszeństwo?

W związku z beatyfikacją papieża Wojtyły wszędzie nieomal można przeczytać i usłyszeć peany na jego cześć. Jednym z powtarzających się motywów jest podkreślanie jego pierwszeństwa niemal we wszystkim: to pierwszy papież, który był... pierwszy, który powiedział... pierwszy, który zauważył... pierwszy, który podkreślił... pierwszy, który zrobił, etc., etc.

Niewątpliwie, w wielu dziedzinach Jan Paweł II był pierwszy. Ale czy można powiedzieć, że to pierwszy papież, który wszedł do synagogi? Czy można powiedzieć, że to pierwsza Głowa Kościoła, która odwiedziła synagogę? A św. Piotr? A Jezus Mesjasz? Przecież wiele razy modlili się w synagodze, jak poświadcza Nowy Testament. Czy przed Janem Pawłem II Kościoła nie było, papieży nie było? Nie wątpię, że dla wielu dziennikarzy, ze względu na ich wiek, to jedyny papież przed Benedyktem XVI, jakiego znają. Ale Kościół nie od niego się zaczyna. Kościół to coś więcej niż jeden, choćby najświętszy i najpopularniejszy, papież i jego pokolenie.

Błogosławiony Janie Pawle, módl się za nami, abyśmy nie zrobili z ciebie złotego cielca, abyśmy pamiętali, że Kościół nie jest twój, tylko Jezusowy, że Kościół nie zaczął się AD 1978, ale trwa od wieków. Módl się, aby ludzie nie zatrzymywali się na tobie, ale szli dalej, do Tego, którego jesteś tylko sługą, aby wszelkie kolano zginało się na JEGO imię, bo tylko On jest wczoraj i dziś Ten sam, i na wieki także.

I jeszcze: Co to znaczy – nasz papież? Czy papieże dzielą się dla katolików na naszych i nie-naszych? Każdy papież jest nasz, niezależnie od pokolenia, języka, ludu czy narodu, z którego pochodzi.

Jeden podzielić na trzy

W kolekcie Oktawy wielkanocnej pojawia się chrzest, Duch i Krew, wyraźne nawiązanie do Pierwszego Listu św. Jana (5:8, przy całej niejasności rękopiśmiennej tradycji tego fragmentu). W polskiej liturgii słyszymy, że ów chrzest jest wielki, Duch potężny, a Krew – cenna. W łacińskim oryginale brak tych przymiotników: quo lavacro abluti, quo Spiritu regenerati, quo sanguine  sunt redempti – jakim chrztem zostali obmyci, przez jakiego Ducha zostali odrodzeni, jaką Krwią zostali odkupieni. Jakim – w sensie: jak niezwykłym, jak zadziwiającym, jak wielkim. Po łacinie brzmi to całkiem zgrabnie, po polsku sprawia wrażenie pewnego niedopowiedzenia. Pewnie dlatego polscy tłumacze uznali, że trzeba dodać określenia chrztu, Ducha i Krwi. Kiedy jednak patrzy się wstecz, od polskiego tekstu do łacińskiego, można się zdziwić, że jest o tyle krótszy, a przecież niczego w nim nie brakuje.