niedziela, 19 maja 2013

Greka liturgiczna na Zesłanie Ducha Świętego

Gdyby w liturgii Kościoła rzymskiego wciąż używano, jako prawdziwie sakralnego, języka greckiego, msza w dzień Pięćdziesiątnicy zaczynałaby się tak: πνεῦμα κυρίου πεπλήρωκεν τὴν οἰκουμένην, καὶ τὸ συνέχον τὰ πάντα γνῶσιν ἔχει φωνῆς. Ἁλληλουϊά (Mdr 1:7; Księga Mądrości napisana została po grecku).

Duch Pański, o którym mówi ten tekst, po grecku jest rodzaju nijakiego. Po łacinie – męskiego. Po hebrajsku zaś – rodzaju żeńskiego. Wielki Nieuchwytny, nawet gramatycznie. Słychać Jego głos, ale skąd przychodzi i dokąd zmierza, nie nam dane wiedzieć. Wspomaga nas i broni, ale nie zależy od nas.

sobota, 18 maja 2013

Trochę chemii i botaniki

Tego typu ćwiczenia robimy w nowicjacie: Wstaw odpowiednią formę i przetłumacz zdanie: Heri vicinam meam (necabo, necavi, necatus sum), cras vicinum in acido hydrochlorico (mersi, mergite, mergam). W tym akurat zdaniu rozwiązania są dwa.

A na opakowaniu leku, w opisie składników, czytamy: Primulae flos cum calycibus. Porządnie na polski trzeba by to przełożyć: Kwiat pierwiosnka z kelychami.

piątek, 17 maja 2013

Łagodne dni

Dni między Wniebowstąpieniem a Zesłaniem Ducha Świętego to jedne z najpiękniejszych dni liturgicznych. Zwłaszcza w brewiarzu. W modlitwie czytań i jutrzni dwa wspaniałe hymny o Wniebowstąpieniu, czysta poezja.W nieszporach czytania i antyfony o Duchu Świętym i responsorium Spiritus Paraclitus, alleluia, alleluia. Nawet koszmar upałów (czy to normalne, że lipy szykują się do kwitnienia?) nie jest w stanie zniszczyć łagodnego, pogodnego, spokojnego piękna tych dni. Jezus wstąpił do nieba, obiecał Ducha, wiemy, że obietnicy dotrzyma, nie trzeba się martwić. Duch nas poprowadzi, jeśliśmy tylko synami Bożymi (Rz 8:14). Pokój Pański niech zawsze będzie z nami.

Ducha obiecałeś, Obrońcę w potrzebie,
aby u nas mieszkał, gdy Ty jesteś w niebie.
Alleluja.

PS Św. Błażej to patron od gardła. Może ktoś wie, czy od oskrzeli także?

czwartek, 16 maja 2013

Jeszcze rumieńcem nie pała

Ale przypomina o Gondolinie, którego już nie ma...


I o Szmaragdowym Grodzie.


I o dawnych czasach i dniach.


wtorek, 14 maja 2013

Co było pierwsze, bez czy koronka?

Kwitną bzy. Niektóre mają kwiaty delikatne, lekko blade, wyglądają jak koronka albo delikatna pianka na deser. Inne mają kolory mocne, kiście ciężkie, aromatyczne; wyglądają jak aksamit albo podwieczorkowy krem owocowy.

Porównuję bzy do ludzkich wytworów, do koronki, tkaniny, do deseru... A przecież najpierw były bzy. Chociaż działa to też w drugą stronę: można powiedzieć, że koronka lub krem na deser wyglądają tak delikatnie jak kwiecie bzu. Różnie układają się skojarzenia.

A co do deseru, to bardzo polecam dawny przepis na krem owocowy. Trzeba tylko trochę poczekać, aż będą maliny i poziomki.

Bierzemy zatem dwa kubki malin lub poziomek i miksujemy. (W klasycznym przepisie każą przetrzeć przez sito, ale ułatwimy sobie trochę życie.) Dodajemy trochę soku z cytryny i cukier puder, tyle, ile komu potrzeba do dobrego smaku, radzę więc dodawać stopniowo, próbując co chwila. Teraz bierzemy ok. łyżki żelatyny, namaczamy w odrobinie wody, aby spęczniała, i dodajemy do niej pół szklanki gorącego mleka. Mieszamy teraz z przecierem z owoców, uważając, żeby żadne grudki nie powstały. Lekko studzimy. Osobno ubijamy śmietanę kremówkę z cukrem. Tu trzeba trochę na wyczucie działać, ok. szklanki śmietanki powinno wystarczyć. Do ubijanej śmietany dodajemy po trochu masę z owoców, cały czas ubijamy, aż krem zacznie gęstnieć. Teraz przekładamy do salaterki lub do kilku salatereczek, uprzednio opłukanych (wewnątrz) wodą i lekko posypanych cukrem. Wstawiamy do lodówki na przynajmniej dwie godziny.

poniedziałek, 13 maja 2013

Wolną wolę masz, komu ją dasz?

W jednej z łacińskich modlitw za papieża jest taki zwrot: ut, te donante, tibi placita cupiat, et tota virtute perficiat. Prosimy Boga, aby, za Jego łaską, papież pragnął tego, co Bogu jest miłe, czego Bóg pragnie, i aby ze wszystkich sił to wypełniał. Skoro się o to Kościół modli, to znaczy, że taka może zaistnieć potrzeba. Innymi słowy, papież, wybrany z natchnienia Ducha Świętego, ma wolną wolę i niekoniecznie musi iść za natchnieniem tego Ducha. Bóg wybrał i się nie pomylił, ale teraz człowiek z tym wybraniem coś musi zrobić. Może pragnąć tego, czego Bóg pragnie, może pragnąć tego, czego sam pragnie. Służyć Bogu albo służyć sobie. Jak pisał św. Augustyn: miłość Boga aż do wzgardzenia sobą lub miłość siebie aż do wzgardzenia Bogiem. Wybór jest twój, synu człowieczy.

Kiedy wszyscy zachwycają się pokorą Franciszka, jeden z moich angielskich przyjaciół zauważa, że pokora może być pychą: Mam teraz władzę, mogę decydować, moja wola jest prawem. Myślę o tym, wspominając inaugurację pontyfikatu: nałożenie paliusza znowu włączone w liturgię mszy, Ewangelia tylko po grecku, bo po co jeszcze po łacinie... Teraz ja decyduję i koniec. Przypomina mi się historia o Janie Pawle II, któremu papieski łacinnik zwrócił uwagę, że w łacinie nie ma 'J', w związku z czym podpisywać się powinien Ioannes Paulus, nie Joannes Paulus, na co papież odpowiedział: Od teraz 'J' jest w łacinie. Teraz ja decyduję i koniec... (Nie wnikam tu w zawiłości łacińskiej ortografii na przestrzeni wieków, kiedy to dla ułatwienia wymowy rzeczywiście zaczęto używać 'j', którego w alfabecie łacińskim, klasycznym, nie ma. Chodzi mi o reakcję papieża.)

Psalmista się modlił, aby Bóg pomógł mu spełniać Bożą wolę. Jezus się modlił, aby wola Ojca, nie Jego, się spełniła.

Masz wolną wolę...

Jak mówi dzisiejsza kolekta, moc Ducha Świętego sprawia, że wiernie zachowujemy w duszy wolę Bożą i ukazujemy ją w naszym postępowaniu.

niedziela, 12 maja 2013

Po co nam Chrystus, czyli jak pasterze gorszą i wiodą trzodę na manowce

12. maja 2013. W telewizji transmitują mszę z Krakowa, w koncelebrze cały chyba Episkopat polski. Msza jest o św. Stanisławie, biskupie i męczenniku. Ale w kalendarzu liturgicznym tego kraju jest dziś uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. (Żeby nie było wątpliwości, chodzi o Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.) Co więcej, ci właśnie biskupi z Episkopatu nadwiślańskiego kilka lat temu prosili Stolicę Apostolską o przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku, czterdziestego dnia po Wielkanocy, na niedzielę, 7. niedzielę wielkanocną, i Stolica Apostolska na to pozwoliła. Krew zawrzeć może: widać męczeństwo św. Stanisława jest ważniejsze niż Wniebowstąpienie Pana naszego, Jezusa Chrystusa! Dla mnie to jest zgorszenie.

Główny celebrans nie jest Polakiem, więc modlitwy mszalne odmawia po łacinie, ale, ze względów duszpasterskich, jak sądzę, jest jeszcze drugi główny celebrans, tłuściutki kardynał krakowski, Stanisław Dziwisz (ponoć ma doktorat z liturgiki). Co jakiś czas ów drugi główny celebrans wtrąca się po polsku, np. zaczynając Wierzę w jednego Boga czy też Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę. I to też jest dla mnie zgorszenie.

Jedno pozostaje: modlić się o (liturgiczne) nawrócenie biskupów w tym kraju i wynagrodzić Panu zniewagę Jego Wniebowstąpienia przez usilną modlitwę uwielbienia tej wielkiej tajemnicy. Przecież Chrystus we Wniebowstąpieniu wchodzi do niebiańskiego Świętego świętych, jako nasz Arcykapłan, przedstawia Ojcu swe chwalebne rany i wstawia się za nami, jak mówi autor Listu do Hebrajczyków. Wniebowstąpienie to, można rzec, święto liturgii par excellence!

Cum rubente coeperis clarere nube iudicis, poenas repelle debitas, reddas coronas perditas... (z hymnu modlitwy czytań Wniebowstąpienia Pańskiego)