sobota, 6 lutego 2016

Tobie, Panie, hołdy nieść pośpiesza męczenników orszak biały

Dziś, w dzień świętych męczenników japońskich, Pawła Miki i jego towarzyszy (umęczeni w Nagasaki w 1597), możemy się już cieszyć zapowiedzianą beatyfikacją kolejnego Japończyka, samuraja, który przyjął świętą wiarę i oddał za nią życie. To czcigodny sługa Boży Takayama Ukon. Samuraj Chrystusowy. Samuraj służący prawdziwemu Królowi. Wyrzekł się walki, wybierając Chrystusowy pokój. Okazał się przez to bardziej chrześcijański niż arcykatoliccy Hiszpanie, którzy z Filipin chcieli napaść na Japonię, aby  mieczem wprowadzać tam chrześcijaństwo. Odszedł do Pana w roku 1615.
pomnik Takayamy

piątek, 5 lutego 2016

Z jej męczeństwa radują się aniołowie i wychwalają Syna Bożego

Dziś w liturgii modlimy się słowami starożytnej modlitwy, z Sakramentarza Gelazjańskiego: Indulgentiam nobis, quaesumus, Domine, beata Agatha virgo et martyr imploret, quæ tibi grata semper exstitit et virtute martyrii et merito castitatis. Błagamy, aby święta Agata, dziewica i męczennica, która Tobie, Panie, zawsze była miła i przez męczeństwo, i przez czystość, wyjednała nam przebaczenie. Błagamy pokornie o wstawiennictwo czcigodną męczennicę z Sycylii, miłą Panu, Jemu oddaną całym sercem. Wspomóż nas łaskawie i dzisiaj, błogosławiona Agato, przez pamięć o czci, jaką ci składamy od tylu lat! Zanieś przed oblicze Boga nasz ból, nasze cierpienie.

czwartek, 4 lutego 2016

„Gdyby Bóg chciał, żeby aktorzy myśleli, dałby im mózgi”

Będzie (nieco) zgryźliwie.

W poczekalni skusiłem się na przeglądanie kolorowych gazetek („czasopismo” brzmi zbyt poważnie jak na ten typ prasy). W niemal każdym relacje z życia pewnej polskiej aktorki, nazywanej jedną z najlepszych, najsłynniejszych i w ogóle naj... aktorek współczesnych. Kilka razy zdarzyło mi się ową babeczkę widzieć w różnych produkcjach. W każdej grała dokładnie w ten sam sposób (widać naśladuje Maję Komorowską), do tego ma ona bardzo charakterystyczny, wrzaskliwy głos. Więcej, nawet rysy jej twarzy są wrzaskliwe: znajdźcie w swoim otoczeniu kogoś wrzaskliwego i popatrzcie, jego oczy, usta, cała twarz są bardzo charakterystyczne. (Nauczyłem się rozpoznawać wrzaskliwe twarze już bardzo dawno, w szkole podstawowej, w której pracowała niejaka pani Rybak: wrzaskliwości okaz doskonały.) Jej pojawienie się na ekranie telewizyjnym sprawia, że mam ochotę przyciszyć telewizor albo zatkać uszy.

No cóż, może taki jest teraz ideał aktorki. Monotonnie wrzaskliwa.

A skoro już o aktorach: denerwuje mnie, kiedy aktorzy pretendują do roli wyroczni moralnych czy, nawet, kulturalnych. W końcu ich zawód opiera się ze swej natury na kłamstwie (aktor po grecku to hypokrites), przez stulecia postrzegany był z pogardą, a tu nagle aktorzy wyrastają na wzorce i na znawców każdej dziedziny życia. Ot, taka np. powinowata mojej ciotki, aktoreczka w wieku emerytalnym, pojawia się wszędzie, gdzie tylko może, jako specjalistka od wszystkiego. I na sądownictwie się zna, i na psychologii, i na polityce, a jestem pewien, że także na geografii, chirurgii, finansach, hodowli kur i całej masie innych rzeczy. Gdyby o gramatyce porównawczej mówiono w telewizji lub pisano w kolorowych tygodnikach, z pewnością też zabrałaby głos.

Denerwuje mnie także, kiedy aktorzy wykorzystują swoją pozycję dla zbierania pieniędzy na leczenie chorych kolegów. W czym lepszy jakiś aktor, który przeszedł udar albo walczy z rakiem, od zwykłego człowieka, którego takie choroby spotkały? Znajomi aktora zaraz zorganizują akcję zbiórki pieniędzy, pokażą się w telewizji, dadzą się usłyszeć w radio, ludzie będą płacić. Czy godzi się tak wykorzystywać własną popularność?

wtorek, 2 lutego 2016

Światłość ze Światłości

Symeon wziął Go na ręce (Łk 2:28)
 
Dwojako rozumieć należy dzisiejszą procesję z płonącymi świecami. Z jednej strony naśladujemy Marję i Józefa, którzy przynieśli Dziecko do świątyni, z drugiej zaś strony jesteśmy niejako Symeonem, przyjmującym owo Dziecko na ręce. Dziecko, które jest światłością świata, blaskiem Boskiego majestatu, prawdziwym światłem, zrodzonym ze światła wiekuistego Ojca, a nam objawionym jako Syn jedyny nieskalanej Dziewicy.


W świątyni Pańskiej oświeca nas dzisiaj blask świec, obyśmy mogli dojść do blasku wiecznego życia, jak się o to modlimy przy poświęceniu świec!

A to Ofiarowanie Pańskie z Psałterza Luttrella (14. wiek, Anglia). Jak widać, Dzieciątko i prorokini Anna trzymają w rękach świece! Rzymska liturgia wprowadzona do biblijnej sceny.

 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Oczytani analfabeci

Oczytani analfabeci, chlapiący językiem: tymi słowami z wiersza ks. Twardowskiego można opisać wielu polskich księży. Dosadniej nawet powiedziałbym, że niektórzy z nich przy ołtarzu zachowują się jak prostytutki, wdzięczące się do ludzi, starające zdobyć za wszelką cenę ich sympatię, jakby w kościele byli tylko oni i ludzie.

Czasami można naprawdę dziwne rzeczy usłyszeć od ołtarza. Ostatnio np. usłyszałem, że papież,*) święty Franciszek (sic!!!) prosi nas zawsze o modlitwę w swojej intencji.
______________
*) Tak, ten przecinek był tam wyraźnie słyszalny!

sobota, 30 stycznia 2016

Kali wiecznie żywy

Nasz Dziennik ubolewa: coraz więcej Ukraińców pracuje w Polsce, psują oni rynek pracy, Polacy boją się o swoje zatrudnienie. Polacy dobrzy, ci ze Wschodu źli.

Ale i Polacy pracują w krajach Europy zachodniej i pozbawiają pracy ich mieszkańców, i tam ktoś o nich może powiedzieć, iż psują rynek pracy. Wtedy jednak, jak sądzę, Nasz Dziennik uznałby to za straszną niegodziwość i obrazę.

Obrazek w Naszym Dzienniku: Matka Boska, obok biały orzeł, podpis: Pomódl się za Polskę. Ofiaruj modlitwę za wicepremiera Piotra Glińskiego. Dlaczego takich obrazków, takich wezwań, nie było dwa lata temu, pięć lat temu, osiem lat temu? Bo był rząd, który się redakcji nie podobał? A czy to znaczy, że nie należało się zań modlić?

Ja wam mówię: Kochajcie waszych wrogów i módlcie się za waszych prześladowców, abyście się stali synami Ojca waszego niebieskiego, ponieważ On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, i deszcz spuszcza na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem kochacie tych, którzy was kochają, jaką macie zapłatę? Czyż i poborcy podatkowi tego nie robią? I jeśli pozdrawiacie tylko waszych braci, cóż więcej robicie? Czyż i poganie tego nie robią? (Mt 5:44-47)

Wzywam więc przede wszystkim, aby odprawiać błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i wszystkich mających władzę, abyśmy prowadzili życie pełne pokoju i ciche, we wszelkiej pobożności i godnym postępowaniu. To bowiem jest dobre i przyjemne przed obliczem naszego Zbawiciela, Boga, który chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. (1 Tm 2:1-4)

Niestety, te słowa Pisma nikły oddźwięk znajdują wśród katolików tego kraju.

Dom na końcu świata, skorpiony i zdzira

Czytam na nowo epos o Gilgameszu. Uderzyło mnie, jak ważną rolę, jak pozytywną, poza jednym wyjątkiem, rolę odgrywają tam kobiety.

Jest, przede wszystkim, matka Gilgamesza, bogini Ninsun (czyli Mądra Dzika Krowa), opiekunka, wszystkowiedząca i dzieląca się swą wiedzą, dbająca o syna, adoptująca Enkidu, który nie miał rodziców.

Kiedy Gilgamesz wyrusza w drogę, aby odnaleźć Uta-napisztima, spotyka człowieka-skorpiona i jego żonę. Pilnują oni wejścia do tunelu, którym słoneczny bóg Szamasz podróżuje między zachodem a wschodem. Współczucie żony człowieka-skorpiona sprawia, że ten ostatni pozwala bohaterowi wejść do tunelu i doć tamtędy na koniec świata.

Kiedy Gilgamesz dociera na kraniec świata, na brzeg wielkiego morza, spotyka najbardziej chyba tajemniczą postać w całej historii, Sziduri. Kim ona jest? Szynkarką, oberżystką, ale dla kogo jest jej oberża, kto się zatrzymuje w jej gospodzie? I znowu, współczucie skłania ją do pomocy Gilgameszowi: mówi mu o Ur-szanabim, słudze Uta-napisztima, który może go zabrać na drugi kraniec morza.

Kiedy zaś Gilgamesz dowiaduje się od Uta-napisztima, że jego marzenia o nieśmiertelności nie mają szans na spełnienie, żona Uta-napisztima lituje się nad nim i prosi męża, aby chociaż zdradził bohaterowi tajemnicę rośliny, przywracającej młodość.

Cztery kobiety, w tym dwie bezimienne, które pomagają Gilgameszowi.

Niestety, obraz psuje nam piąta, a mianowicie ta zdzira, bogini Isztar, z powodu której Gilgamesza spotykają same nieszczęścia. Aż dziwne, że ludzie czcili taką rozkapryszoną, samolubną i mściwą boginię.

posąg Gilgamesza w Sydney