czwartek, 26 maja 2016

Nie wiecie, o co prosicie...

Rozpisałem się straszliwie w maju, niech mi wybaczy Najświętsza Dziewica, tyle różnych przeżyć i doświadczeń...

Marek opisuje prośbę synów Zebedeusza (Mk 10:32-45), Mateusz bardziej dyplomatycznie ją przedstawia, zrzucając winę na Zebedeuszową, która chciała synom zapewnić dobre miejsce w królestwie niebieskim. W każdym razie, Jezus odpowiada: Οὐκ οἴδατε τί αἰτεῖσθε (Mk 10:38), nie wiecie, o co prosicie. Bo prosicie, tak naprawdę, o picie mojego kielicha i o zanurzenie takie samo, jak moje, zanurzenie w cierpieniu i śmierci.

Tę Ewangelię wczoraj czytaliśmy, ale dzisiaj błysnęła mi w szczególny sposób. Patrzyłem na zdjęcia ze święceń kapłańskich, myślałem też o moich siostrach w Karmelu. Co się dzieje, kiedy biskup nakłada na diakona ręce, namaszcza go krzyżmem, wypowiada sakramentalne formuły? Co się dzieje, kiedy siostra leży krzyżem, śpiewają litanię do Wszystkich Świętych, składa śluby wieczyste? Co możemy o tym wiedzieć my, którzyśmy chrzest przyjmowali jako niemowlęta, pierwszą Komunię świętą w wieku lat siedmiu czy ośmiu, bierzmowanie w wieku czternastu lat? Byliśmy wtedy zbyt nieświadomi, za mało świadomi, za głupi, żeby tak naprawdę pojąć, co się dzieje, poczuć Palec Bożej prawicy, czyli Ducha Świętego (cf. hymn Veni, Creator), na naszych czołach. Chrzest, bierzmowanie, kapłaństwo, te sakramenty zostawiają po sobie znamię, które po grecku nazywa się kharakter. Nie da się go zetrzeć ani zatrzeć, jest jak znamię wypalone rozgrzanym żelazem na krowie, zostaje na zawsze. Teraz możemy o tym rozmyślać, rozważać te sakramenty, czyli chrzest, bierzmowanie, pierwszą Komunię świętą, te tajemnice, może nawet, zgodnie z modą polskiego Kościoła, pochylać się nad nimi (ja dziękuję, zostanę przy rozważaniu). Ale to wszystko jest post eventum. Nawet jeśli pamiętamy moment przyjmowania tych trzech pierwszych sakramentów (właściwie dwóch, bo chyba jednak niemowlęctwo niewiele zostawia świadomych wspomnień), to byliśmy zbyt niedojrzali, zbyt głupi, zbyt niedouczeni, aby je naprawdę głęboko przeżyć. Dlatego zazdroszczę moim uczniom kapłanom, moim siostrom karmelitankom (chociaż one nie przyjmowały sakramentu, tylko składały śluby, ale przez nie wchodziły w bezpośredni, dotykalny kontakt z Panem), zazdroszczę im świadomego spotkania z sakramentem. Oczywiście, za kilkanaście lat, w miarę postępowania ku Chrystusowej Pełni, pewnie i oni powiedzą: Jacy byliśmy niedojrzali, kiedy nas święcili, jak mało odczuliśmy działanie Pana! Pewnie tak. Ale, póki co, są przede mną o kilkanaście kroków do przodu w doświadczaniu działania Boga.
Kiedy JHWH zobaczył, że Mojżesz podchodzi, aby popatrzyć, Bóg zawołał do niego ze środka krzewu: „Mojżeszu, Mojżeszu!” Odpowiedział: „Oto jestem”. Bóg rzekł: „Nie podchodź bliżej! Zdejmij z nóg sandały, bo ziemia, na której stoisz, jest świętym miejscem. JA JESTEM Bogiem twoich przodków, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba”. Wtedy Mojżesz zakrył swoją twarz, bo bał się spojrzeć na Boga. (Wj 3:4-6)

Fragment kolekcji








Ten-obrzydliwy-co-się-podpiera, czyli horror mszalny

Kazanie mówił długie, może i ciekawe momentami, ale za długie. Liturgię eucharystyczną sprawował za to szybkością karabinu maszynowego. Oczywiście, znaczą część stoi podparty o ołtarz, w pozycji, jakby miał zamiar na ołtarzu robić pompki. Ręce podniesie gdzieś w połowie prefacji. Do tego jeszcze głupoty wygaduje. Najpierw, w modlitwie nad darami, zamiast modlitwy o dary jedności i pokoju, które mistycznie wyrażają złożone dary, modlił się o jedność i pokój, które nieustannie wyrażają złożone dary. W prefacji, która skierowana jest do Boga Ojca, śpiewał, że Chrystus na Ostatniej Wieczerzy polecił składać eucharystyczną ofiarę na Twoją pamiątkę, znaczy się, na pamiątkę Boga Ojca. Potem dowiedziałem się, że dziś jest pierwszy dzień tygodnia, w którym Chrystus zmartwychwstał i zesłał Ducha Świętego. No i cała reszta zwykłych poprawek i dodatków.

Takim księżom powinno się zabronić odprawiania mszy świętej. Rozumiem, że można się czasami przejęzyczyć, ale tyle razy w jednej mszy? Tyle bezmyślności, braku skupienia w każdej mszy? Tyle twórczości przez duże 'tfu' w każdej mszy?

Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament


Twoja cześć, chwała to pieśń, którą bardzo lubię, chociaż usłyszeć ją można chyba już tylko w Boże Ciało. A szkoda, bo jest piękna i językowo, i muzycznie, i teologicznie.

Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie,
Na wieczne czasy niech nie ustanie.
Tobie dziś dajem, z rzeszą tych ludzi,
Pokłon i pienie, my Twoi słudzy.
Dziękując wielce Twej wielmożności
Za ten dar zacny Twej wszechmocności;
Żeś się darował nam, nic niegodnym,
W tym Sakramencie nam tu przytomnym.
Raczyłeś zostać w takiej postaci,
Nie szczędząc siebie dla nas, swych braci.
Przyszedłszy na świat, Pan wiecznej chwały,
Zaznałeś wiele nędzy niemałej.
Dałeś się potem z wielkiej miłości
Na męki srogie bez wszej litości.
     Dałeś swe Ciało, by krzyżowano,
     I Krew Najświętszą, by ją przelano.
Wstępując zasię do chwały wiecznej,
Zostawiłeś nam ten to dar zacny.
Na co my patrząc w tym Sakramencie
Słowu Twojemu wierzymy święcie.
Tobie my, Boże, teraz śpiewamy,
Przed Twą światłością kornie padamy.
Użycz nam łaski, wszechmocny Boże,
Bez Twej pomocy człek nic nie może.

środa, 25 maja 2016

Zadrży i rozszerzy się twoje serce, czyli myśli po prymicjach

Prymicje mojego pierwszego nowicjatu, tzn. pierwszego, który uczyłem, pierwszego warszawskiego. Wszyscy poprzedni prymicjanci, od kilkunastu już lat, trafiali do mnie w połowie pierwszego roku studiów, niektórzy zostawali na drugi. A tych znałem od zakonnego dziecka, od samego początku ich drogi.

W czasie mszy nagle zadrżałem i pomyślałem, że to już nie są „moi” chłopcy z nowicjatu, których uczyłem, z którymi żartowałem, że oni są teraz Chrystusowi, Pańscy. Że dla mnie czas na kolejny stopień Zstąpienia do Otchłani, ogołocenia. Przez Niego, z Nim i w Nim Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, jest wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Błogosławieństwo indywidualne było przed kościołem. Czekałem, przepuszczałem w kolejce kolejne osoby, wreszcie podszedłem do Andrzeja. Po koszulce cię poznałem już w kościele, zaśmiał się (do tej pory rozpoznawanie mnie po koszul(k)ach było cechą moich angielskich znajomych). Są Chrystusowi, są Pańscy, ale są wciąż sobą. Są inni niż byli sześć lat temu, w jakiś sposób, chociażby ontyczny, inni, ale są sobą. I kiedy sobie to uświadomisz, zadrży i rozszerzy się, jak pisał prorok, twoje serce, wobec wielkości Chrystusa Pana, która i w taki sposób się objawia. Można powiedzieć, że On nie waha się dzielić z nami.

Radość z własnych uczniów przy ołtarzu. Ale też świadomość, że przy ołtarzu jest nie tylko radość, ale i ofiara, która nie zawsze nas cieszy, jest cierpienie i konanie, po obu stronach ołtarza. Niesienie siebie nawzajem, aby to, co każdy złożył Bogu w ofierze, służyło wszystkim do zbawienia.

Radość z uczniów, którzy mnie przerośli. Andrzej jest ojcem Andrzejem, Krzysiek ojcem Krzysztofem, Paweł ojcem Pawłem. Wiedzą więcej niż ja, mogą więcej niż ja. Wydorośleli w jakiś sposób, czy może lepiej, bardziej biblijnie, dojrzeli przed obliczem Pana.

Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska, a wierność Pana trwa na wieki. (Ps 117[116])

Popłakała się ze wzruszenia

Poszedłem na kontrolę zrastającej się kości. Dostałem skierowanie na rentgen, pojechałem windą na górę, zrobili mi prześwietlenie, zdjęcie przesłali doktorowi do komputera. Zjechałem na dół, żeby znowu wejść do gabinetu. A w poczekalni staruszka z balkonikiem płacze ze wzruszenia, bo pan doktor potraktował ją po ludzku, bo ją zaprosił do gabinetu. Tak, doktor, kiedy wychodzi się z gabinetu, głośno mówi: Zapraszam następną osobę! Nie trzeba stać, zastanawiać się, czy już wolno wejść, czy nie burknie albo nakrzyczy, że już wchodzimy. Właściwie wszyscy ortopedzi na Solcu są tacy – no właśnie, ludzcy, uprzejmi, życzliwi.

Dziś wstawiaj się za nami, Czcigodny Bedo, oświecaj nas światłem swojej nauki.

Aha, kość się zrasta. Po prawejs stronie płytki lepiej, po lewej gorzej, ale kościna jest wyraźna.

wtorek, 24 maja 2016

O, jak niezwykły jest Karmel!

Siostry czytają Etykę nikomachejską Arystotelesa i pytają o dokładne znaczenie, dokładne tłumaczenie jednego zdania, bo słownictwo użyte przez tłumaczkę daje różne możliwości rozumienia tekstu. Takie drobiazgi, z których się składa życie za kratą klauzury. Uważna lektura.

Z dużym opóźnieniem, bo znowu zapomniałem, obrazek ze św. Brendanem i jego towarzyszami podróży. (Ciekawy ten z celtyckimi wąsami.) Powinienem dać 16.05, ale głogi mnie zajęły, stąd opóźnienie. W tym miesiącu było też wspomnienie proroka Izajasza, proroka Jeremiasza, św. Jana z Beverly, powinienem ich wszystkich przypominać...