środa, 1 lipca 2015

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Mosty Śródziemia

Ciekawym, czy ktoś kiedyś badał znaczenie mostów u Tolkiena, w końcu kilka pojawia się w Śródziemiu, a w dawnych wersjach legendarium i poza nim. Najsłynniejszy pewnie jest most w Khazad-dum, gdzie Gandalf walczył z Balrogiem, ale dla mnie najbardziej poruszająca jest scena, opisana w Lay of Leithian, rozgrywająca się na moście do Wyspy Wilkołaków, Tol-in-Gaurhoth. Na wyspie uwięziony jest Beren. Jego ukochana, Lúthien, przybywa wraz z Huanem, psem Valarów, aby go uratować. Lúthien siada na moście i zaczyna śpiewać. Beren, zamknięty w lochach, słyszy jej głos i odpowiada pieśnią, sławiącą siedem gwiazd, która Varda przed wiekami zawiesiła na Północy jako znak upadku Melkora. Lúthien rozpoznaje głos Berena i podejmuje pieśń, potężną i pełną magii (pamiętajmy, że jej matka to Meliana z rodu Majarów), pieśń, która ma złamać zaklęcia Wyspy Wilkołaków. A są to potężne zaklęcia, bo panem wyspy jest nie kto inny, ale sam Sauron, zwany w Lay of Leithian Thû. Wyspa i warowna wieża na niej zbudowana drżą, magia Lúthien zderza się z magią Saurona. I co się dzieje dalej? Sauron postanawia schwytać córkę Meliany i posłać ją Morgothowi. Wysyła więc wilkołaka, aby ją przyprowadził. Ale przy wciąż śpiewającej Lúthien jest Huan, który bez problemu rozprawia się z wilkołakiem. Sauron wysyła więc następnego, i następnego, a Huan kolejno każdego uśmierca. Wreszcie Sauron wysyła „ojca wilkołaków”, Draugluina. Huan walczy z nim, wreszcie Draugluin ucieka do Saurona, i, zanim wyda ostatnie tchnienie, mówi mu, że przy Lúthien jest Huan, pies z Valinoru. Sauron wie, że Huanowi jest pisane zginąć w walce z najpotężniejszym z wilkołaków, i postanawia spełnić przepowiednię: sam przemienia się w wilkołaka i rusza na most. Bije od niego groza i, co tu dużo mówić, smród. Huan w pierwszej chwili cofa się, Lúthien omdlewa, Sauron ma zamiar ją porwać. Ale pamiętajmy, że Lúthien ma na sobie magiczny płaszcz, który sama zrobiła, płaszcz nasycony magią snu i zapomnienia. W ostatniej chwili Lúthien wyszeptała zaklęcie i wionęła swym płaszczem przed pyskiem Saurona, który nagle, uderzony czarem, zachwiał się. I wtedy skoczył na niego Huan, zaczęła się walka. W końcu Huan złapał Saurona-wilka za gardło i mocno trzymał. Ten przedzierzgnął się z wilka w gada, potem znów w swą własną postać, ale wszystko na nic: nie mógł się wyślizgnąć z uścisku szczęk Huana. Wtedy podchodzi Lúthien i mówi do Saurona, że, jeśli nie odda jej kluczy do swej twierdzy i nie zdradzi zaklęcia, spajającego całą wyspę i wieżę, pozbawi go cielesnej powłoki i tak odeśle do Morgotha, który z pewnością nie będzie z tego zadowolony – będzie za to dręczył i torturował Sauronowego ducha. I Sauron zgadza się. Lúthien wypowiada zaklęcie, wyspa zatrzęsła się, twierdza runęła, most rozpadł się nad rzeką. Wilki uciekają, jeńcy wychodzą z lochów.

Walka na moście, walka Lúthien, śpiewającej potężne zaklęcia, i Huana, rozprawiającego się z wilkołakami – dla mnie ta scena jest kwintesencją świata Tolkiena. Nie jest tak widowiskowa, jak walka Gandalfa w Morii, ale jest bardziej intensywna, nasycona wewnętrznie, na głębszym poziomie, bardziej poruszająca.

niedziela, 28 czerwca 2015

Bracia, królowie i papieże

W jednej z homilii na uroczystość świętych Piotra i Pawła, Apostołów, Benedykt XVI mówił o Rzymie, u którego początków stoją dwaj rodzeni bracia, Romulus i Remus, a który jaśnieje teraz chwałą dwóch braci w wierze i miłości, Piotra i Pawła. Romulus i Remus to historia bratobójstwa (chociaż mitycznie można w niej dostrzec ofiarę), Piotr i Paweł to wzajemna miłość i wiara (cf. hymn z I nieszporów).

Swoją drogą, patrząc na rzymskich królów nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest pewna analogia między nimi a papieżami. Jeśli bowiem ktoś poczyta, np. u Liwiusza, o trzech pierwszych królach rzymskich, Romulusie, Numie Pompiliuszu i Tullusie Hostiliuszu, zauważy w ich postaciach, w ich charakterach i działaniach pewne podobieństwo do trzech ostatnich papieży.

Much to learn you still have

Oglądanie filmów na DVD pozwala zauważyć szczegóły, na które, przy oglądaniu w kinie, często nie zwraca się uwagi. Ot, chociażby jak cienie Padmé i Anakina na ścianie domu Larsów, tuż przed wyprawą Anakina po matkę: cień jego głowy ma zarys hełmu Dartha Vadera. Ale tym razem w Ataku klonów najbardziej uderzył mnie drobiazg w walce Yody z Dooku. Ten ostatni podnosi rękę i strzela błękitnymi błyskawicami Mocy, które Yoda odbija swoją ręką w stronę Dooku. I co robi hrabia? Odbija dłonią błyskawice na ścianę i na sufit. Po chwili jeszcze raz atakuje Yodę błyskawicami, a ten zamyka je, czy może gasi, w swej dłoni. Yoda jest jedynym, który potrafi to zrobić. Inni Jedi bronią się przed błyskawicami mieczami świetlnymi. Dooku, Sith, nie potrafi zamknąć w dłoni, wchłonąć (jeśli to właściwe słowo), własnych przecież błyskawic, odbija je od siebie. Palpatine'a własne błyskawice, odbite mieczem mistrza Windu, zamieniają w monstrum o zniszczonej skórze, paznokciach i zębach. A Yoda po prostu zamyka błyskawice w dłoni.

Wiem, że w expanded universe różnie te błyskawice są opisywane, mają być do nich zdolni nie tylko Sithowie, ale i Jedi – tylko że w filmach jakoś trudno znaleźć dla tego potwierdzenie, a to, jak przedstawiają sprawę różni autorzy, w moim odczuciu słabo przystaje do realiów Gwiezdnych wojen, znanych z filmów. Tu sprawa jest jasna: błyskawice to domena Sithów, i tylko Yoda jest w stanie poradzić sobie z nimi, dosłownie rzecz ujmując, własnoręcznie, czy to w walce z Dooku, czy też w pojedynku z Palpatine'em.

sobota, 27 czerwca 2015

Kierunek adoracji, czyli nowa wersja pieśni

Śpiew usłyszany:

Zbliżam się w pokorze i niskości swej,
wielbię swój majestat skryty w Hostii tej.

Do czego przydaje się Jane Austen?

Ot, chociażby do zrozumienia wpisu w hotelowej księdze gości: Mrs Holding, Miss Holding and Miss Audrey Holding.

Czyli: pani Holding, jej najstarsza córka i jej młodsza córka, imieniem Audrey.