poniedziałek, 31 grudnia 2012

Wyście pierwsi oglądali

Z  pasterzy robi się pastuszków, grających na fujarkach, czasami zabawnych, o których śpiewa się w kolędach szybko, szybko.

A przecież myśl o nich powinna wywołać w nas święty szok: to byli pierwsi, po Maryi i Józefie, ludzie, którzy zobaczyli Mesjasza, tego wyczekiwanego, obiecanego, o którym mówili przez wieki prorocy. Wydarzenie bez precedensu, jedyne w skali światowej.

Nawiasem mówiąc, kolęda, z której zaczerpnąłem tytuł tego wpisu, mówi, jaki sprzęt wspinaczkowy dostało Dzieciątko Jezus: od patriarchów czekany.

Der Erlkönig

Czas jest jak Król Olch. Kiedy myślimy, że już mu umknęliśmy, wtedy nas dopada.

sobota, 29 grudnia 2012

Papieskie dziwactwa

Nie myślałem nigdy, że skrytykuję papieską liturgię. (Chociaż, może to kiedyś już robiłem, ale nie pamiętam?)

Chodzi o nieszpory 31. grudnia tego roku. I nieszpory uroczystości Maryi, Matki Bożej. Obecna liturgia godzin ma ten dzień własne hymny, w nieszporach jest to Corde natus Prudencjusza. W drugiej wersji rytu rzymskiego jest to ten sam hymn, co w nieszporach Narodzenia Pańskiego. Tymczasem w papieskiej liturgii, jak można zobaczyć na stronie watykańskiej, podany jest hymn Ave, maris stella: hymn z nieszporów tekstów wspólnych o Matce Boskiej.

Dalej, jako antyfonę do Magnificat podano Magnum hereditatis mysterium, której w liturgii godzin rytu zwykłego nie ma, a w rycie nadzwyczajnym jest w II nieszporach. Antyfona ta nigdy, na ile wiem, nie pojawiała się w I nieszporach, kiedyś śpiewano Qui de terra est, potem (i to zachowano w Liturgia horarum) Propter nimiam caritatem.

Skąd takie dziwactwa w liturgii papieskiej, która powinna być wzorem dla liturgii całego Kościoła rzymskiego?

Księża, majteczki i koroneczki

Moja znajoma dostała pod choinkę koronkowe majtki. Podobno ważny element tańczenia tanga. Myślałem, że majtki ważne są raczej przy kankanie.

Ale to tak tylko przy okazji, przed karnawałem. Ma być o istocie kapłaństwa.

Otóż opowiadano mi o pewnym anglo-katolickim księdzu (czyli takie coś pomiędzy anglikanizmem a katolicyzmem), dla którego najważniejszą rzeczą w kapłaństwie są stroje liturgiczne. Koronkowe, ozdobne, haftowane... Tak, to jest dla niego najważniejsze, można by nawet przyjąć, że to jest dla niego istota kapłaństwa. W życiu bowiem codziennym tenże ksiądz jest bezdusznym, pozbawionym całkowicie miłości bliźniego (wiem to od osób, które znają go osobiście i mają z nim kontakt na co dzień) i jakiegokolwiek ducha służby, duchowym sadystą. Oczekuje, że wszyscy wszystko dla niego zrobią, że go obsłużą, on palcem nawet nie kiwnie. Nie zmyje talerzy, nie sprzątnie pokoju... Nie porozmawia z kimś, kto tego potrzebuje, nie okaże żadnego współczucia czy chociażby zrozumienia. Ważne są tylko koronki.

Karykatura kapłaństwa. I nie wątpię, że w Kościele katolickim można znaleźć podobnych.

piątek, 28 grudnia 2012

βέλη καὶ ἰσχύς

βέλη γὰρ κυρίου ἐν τῷ σώματί μού ἐστιν, ὧν ὁ θυμὸς αὐτῶν ἐκπίνει μου τὸ αἷμα. μὴ ἰσχὺς λίθων ἡ ἰσχύς μου; ἢ αἱ σάρκες μού εἰσιν χάλκειαι; 
(Hi 6:4.12 LXX)

Eukatastrophe przy dźwiękach harfy

Tolkien, w swoim eseju O baśniach, wprowadza bardzo ważne pojęcie eukatastrophe. (Można przeczytać ten esej i dowiedzieć się, o co chodzi.) I pisze, że dla historii świata, dla historii ludzkości, taką eukatastrophe było Wcielenie, zaś eukatastrophe Wcielenia to Zmartwychwstanie. (Dla ciekawych: Tolkien nie sugeruje, że Wcielenie jest baśnią czy mitem, umiejscowionym poza czasem, jest ono dla niego jak najbardziej historycznym wydarzeniem.)

Przy Tolkienie trudno mi nie myśleć o Beowulfie i 14-wiecznej poezji angielskiej. Te myśli w pewien sposób łączą się przy tych zwrotkach angielskiej kolędy (tu można posłuchać):

Glad hymns in the Infant's laud
Sing we to Him while we may.
In heaven where He is throned as God
Our service He will pay.

Be we to the Infant true
While we are dwelling on mould,
And He will give us our wages due:
A crown of purest gold.

Dzieciątko, które jest Królem w niebie. Paradoks: Leżał w żłobie, i jaśniał w niebiosach; przyszedł do nas, i trwał przy Ojcu (antyfona z 2. stycznia). Our service He will pay... Kojarzy mi się to ze staroangielskim panem, któremu, w jego dworze (sele) śpiewa i gra na harfie poeta-minstrel (scop; trudno znaleźć dobre odpowiedniki dla staroangielskich słów, minstrel za bardzo tu nie pasuje; scop to właściwie 'twórca', czyli dokładnie tak, jak po łacinie poeta, a łaciński poeta od greckiego poietes, a to od czasownika poieo, robić, tworzyć). I pan go nagradza za jego pieśni, pozwala zasiąść przy stole i uczestniczyć w uczcie z radością.

Korona z czystego złota... W 14-wiecznym poemacie Perła, którym Tolkien się zajmował, i który tłumaczył na współczesny angielski, śniący widzi dziewice w orszaku Baranka, noszące wspaniałe złote korony. Ten obraz przypomina mi się przy słowach wyżej wspomnianej kolędy.

Takie skojarzenia literacko-muzyczno-świąteczno-teologiczne. Wszystko się łączy, trzeba tylko uważnie patrzeć.

czwartek, 27 grudnia 2012

(Współ)żyć ze Słowem

Słowo stało się ciałem i rozbiło namiot wśród nas, napisał św. Jan Ewangelista (J 1:14). Słowo Przedwieczne, pochodzące z ust Ojca, Słowo-Syn. Psalm 45 [44], śpiewany w noc wigilijną w modlitwie czytań, mówi mistycznie o połączeniu Boskiego Słowa z ludzką naturą, o zaślubinach natury Boskiej z naturą człowieczą, o owym staniu-się-ciałem Słowa. Poznaliśmy Boga w widzialnej postaci, głosi prefacja na Narodzenie Pańskie.

Ze Słowem Bożym mamy żyć na co dzień. Mamy je poznawać, w jak najbardziej biblijnym znaczeniu tego czasownika: poznać Je, obcować z Nim, wejść z Nim w jak najgłębszy, jak najintymniejszy kontakt, tak jak Ono zechciało wejść w jak najgłębszy kontakt z ludzką naturą, z każdym człowiekiem, który w tej naturze uczestniczy: zechciało z nami obcować (cf. Ba 3:38). 

Jan Chrzciciel, Poprzednik Wcielonego Słowa, nazwał się przyjacielem Oblubieńca, a Oblubieńcem tym jest właśnie Słowo-które-stało-się-ciałem. Na Jego przyjście Jan przygotowywał Izraela, a przez niego każdego człowieka, który uwierzy i przyjmie Słowo, i stanie się członkiem ludu Abrahama (cf. jedną z modlitw liturgii słowa Wigilii wielkanocnej).

Król pożąda twego piękna, On twoim Panem (Ps 45 [44]:12).

środa, 26 grudnia 2012

Huan bryluje na salonach

Na szczęście nie odwiedza nas już ciotka Ziuta, znana w rodzinie pod pseudonimem 'bo-ci-przyrżnę' (drugi pseudonim rymuje się częściowo z jej imieniem, a, że tak powiem, geograficznie, jest w okolicach pseudonimu pierwszego). Kobieta owa, powinowata ze strony matki, śmierdzi papierosami z odległości przynajmniej pół kilometra, i nawet nie przyjdzie jej do głowy zapytać gospodarzy, czy wolno zapalić. Iluż to biernych palaczy przez nią skończyło lub skończy na oddziałach onkologicznych... Poglądy owej ciotki, jak też znacznej części jej rodziny, (nie) zasługują na uwagę; dotyczą dzietności księży i wysokości opłat za chrzciny, pogrzeby i śluby. Rzecz, której nie rozumiem: jeśli jest się, w praktyce, niewierzącym, to po co urządzać kościelny ślub czy pogrzeb, posyłać dzieci na religię, etc.? Oskarżać kler o zakłamanie, a samemu żyć w zakłamaniu?

Ale nie będę pisał o tak ponurych, ciotko-ziutowych sprawach. (To znaczy, już napisałem, wyrażając świąteczną radość, ale nie będę tematu dalej ciągnął.) Przychodzą do nas inne ciotki i jeden wuj (inni wujowie są w stanie wiekuistego spoczynku). Bardzo mili, chociaż może nieco zbyt rozpolitykowani. Phoebe zdecydowanie gości nie lubi, i daje temu wyraz, z wdzięcznym uporem przeszkadzając w nakrywaniu do stołu: skoki z wersalki na stół, powodujące ściąganie obrusu, spacerowanie między talerzami i zaczepianie Huana, aby spróbował wspiąć się na stół i, ewentualnie, coś z niego ściągnął. Huan z kolei ma do gości stosunek ambiwalentny, zupełnie jak zięć do teściowej, która zginęła w wypadku, prowadząc jego nowy samochód. Jednych gości lubi, innych nie. Albo się łasi, albo pokazuje zęby. Wczoraj w końcu dał się jednak obłaskawić swoimi przysmakami, i po prostu zasiadł z gośćmi przy stole, na środku wersalki (do której stół był przysunięty, z racji kłopotów z krzesłami). Leżał, siedział, kładł się na plecach, prosił, jadł... Co jakiś czas tylko wstawał, aby napić się wody. Owszem, powarkiwał, ale tylko wtedy, kiedy ktoś chciał od stołu wstać: jak jemy, to jemy, nie zostawia się jedzenia. Rezultat jest taki, że po Wigilii i świątecznym jedzeniu potrzeba będzie tygodnia, aby go na nowo nauczyć, kto tu rządzi. Póki co, Huan za wszelką cenę stara się decydować o trasie spaceru: przecież wszyscy się mną tak zachwycali, muszę zatem być środkiem świata... Phoebe z kolei spędziła dzień w pokoju, na moim szaliku, raz tylko wyszła, dumnie przespacerowała się przed wszystkimi, zjadła swoje jedzenie, i poszła. Bogu dzięki, że jej nikt nie dokarmiał. Przy jej apetycie...

wtorek, 25 grudnia 2012

Wielka światłość w dzień ów będzie, alleluja

W Adwencie śpiewa się czasami pieśń, będącą właściwie cytatem z Księgi Zachariasza (14:5): Oto Pan Bóg przyjdzie, z rzeszą świętych k'nam przybędzie, wielka światłość w dzień ów będzie, alleluja, alleluja. (Tu mała uwaga: w liturgii 'alleluja' nie jest zastrzeżone tylko dla Wielkanocy, w innych dniach roku także wyraża radość z wielbienia Boga.)


W rzymskiej mszy bożonarodzeniowej, w dzień świąteczny, przed Ewangelią śpiewało się dawno, dawno temu po grecku i po łacinie (ortografia według manuskryptu z tropami z 10. wieku):

Alleluia. Ymera agiasmeni epifani imin, dies sanctificatus inluxit nobis; teutheta ethni ke proskenite ton kirrion, venite gentes et adorate Dominum; otis imeron katabi fos mega epi tis gis, quia hodie descendit lux magna super terram.

Czyli: Dzień uświęcony zajaśniał dla nas, przyjdźcie, narody, i oddajcie pokłon Panu, bo wielka światłość zstąpiła dzisiaj na ziemię. Te słowa są właściwie dopełnieniem antyfony na wejście z mszy o świcie: Lux fulgebit hodie super nos, światło zabłyśnie dziś nad nami. Ten z kolei tekst jest odpowiedzią na antyfonę do Magnificat z I nieszporów: Cum ortus fuerit sol de caelo, videbitis Regem regum, kiedy słońce wzejdzie, zobaczycie Króla nad królami.


O pełni tego światła mówi kolekta z mszy nocnej, w której aż cztery świetliste słowa się pojawiają: lumen, światło; illustratio, jasność; clarescere, jaśnieć; lux, światłość. Cała noc jest pełna światła, dla pasterzy przez moment widzialnego, kiedy pojawił się anioł, dla nas niewidzialnego, mistycznego, w duszy. Może niektórych to zdziwi lub nawet zgorszy: uważam, że liturgia nocy Narodzenia Pańskiego lepiej wyraża Boskie tajemnice niż liturgia Wielkiej Nocy, chociaż kolekty obu są starożytne i mówią o blasku Boskim.

PS Obrazki są dwa, bo różne gusta ludzie miewają, więc mam nadzieję, że każdemu chociaż jeden się spodoba.
PPS W Watykanie bardzo poprawiła się muzyka liturgiczna. 
PPPS A z jezuitami coraz gorzej: w telewizyjnej transmisji odczytywali, razem z papieżem i koncelebransami, cały Kanon, łącznie ze słowami konsekracji (sic!).

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Pierwsze śpiewały zwierzęta

Jako dziecko uwielbiałem książkę O czym szumią wierzby Kennetha Grahame'a. Jeden z rozdziałów opowiada o Bożym Narodzeniu, i chór myszy-kolędników śpiewa kolędę. W przekładzie Zofii Baumowej można ją śpiewać, jak odkryłem również jako dziecko, na melodię Wśród nocnej ciszy. Pamiętam, że przepisywałem ją z bibliotecznego egzemplarza...

Chociaż mróz dzierży dziś  nocy wartę,
zostawcie wrota wasze rozwarte.
Wicher hula, niesie słotę...
Na kominku ognie złote...
       Jutro wesele...

Nim upłynęła połowa nocy,
gwiazda otwarła ślepe nam oczy,
prawą drogę pokazała
i nadzieję w serce wlała:
       Jutro wesele...

Józef prowadził, bo było ślisko,
zobaczył gwiazdę nad stajnią nisko,
już nie może iść Panienka,
będzie tu podściółka miękka:
       Jutro wesele...

Co mówił anioł, słyszy Maryja,
kto pierwszy śpiewał Bogu 'Gloryja'?
Pierwsze wołały zwierzęta,
bo i dla nic noc ta święta:
       Jutro wesele...

Tak, jutro wesele.

niedziela, 23 grudnia 2012

Indicativus aoristi

(Aoryst to czas przeszły, który zachował się w grece i w kilku innych językach indoeuropejskich.)

Na mszy dzisiejszej w czasie Komunii słyszałem jedną z piękniejszych pieśni, parafrazę pieśni Maryi: Chrystus Pan karmi nas. Ten śpiew był swego rodzaju dopełnieniem Ewangelii, mówiącej o odwiedzinach Maryi i Jezusa u Elżbiety i Jana Chrzciciela.

Napisałem: parafraza. Istotnie, porównując tę pieśń z innymi, używanymi także w liturgii, przekładami Magnificat, zauważyć można podstawową różnicę: w przekładach jest czas przeszły, w pieśni zaś teraźniejszy. Weźmy chociażby jeden werset: w przekładzie Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich (Łk 1:51); w pieśni-parafrazie On, który swą moc objawia, / gdy wyniosłość serc uniża: / każdy zamiar może zburzyć, / który pychą Mu ubliża. W greckim oryginale jest aoryst, czas, o którym wspomniałem na początku, czas przeszły, do tego nieokreślony. Ale aoryst grecki ma jeszcze jedno znaczenie: tzw. aoryst gnomiczny, który wyraża ogólne myśli, czasami przysłowia. Jak się to ma do przeszłości? Gramatyki polskie podają przykład polskiego przysłowia, które jest w czasie przeszłym, ale wyraża myśl, prawdę ogólną: Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Innymi słowy, coś zdarzyło się kilka razy, możemy więc założyć, że taka jest natura rzeczy, że tego typu zdarzenie czy działanie, w takiej sytuacji, będzie się działo w taki właśnie sposób. Święta Dziewica mówi o działaniu Boga, o Jego miłosierdziu, wywyższaniu pokornych, karmieniu głodnych, poniżaniu wyniosłych, rozproszeniu bogatych. Takie jest działanie Boga, takie było Jego działanie, wiemy o tym ze Starego Testamentu, wiemy, że Bóg tak właśnie działa, że zawsze bliscy są Mu pokorni i poniżeni, że zamysły ludzkie może On w każdej chwili obrócić wniwecz (cf. Ps 33:10-11). Magnificat zatem wysławia nie jakieś jedno wydarzenie z przeszłości Izraela, ale całe działanie Boga.

Duchem całym wielbię Pana, Boga, Zbawcę jedynego,
bo w Nim samym odnajduję wszelką radość życia mego.
Wielbię, bo chciał wejrzeć z nieba na swą sługę uniżoną,
by mnie odtąd wszyscy ludzi mogli zwać błogosławioną.
Sprawił we mnie wielkie dzieła w swej dobroci niepojętej:
On wszechmocny, On najwyższy, On sam jeden zawsze święty.
On, który przez pokolenia pozostaje miłosierny,
wobec tego, kto Mu służy, i chce zostać Jemu wierny.
On, który swą moc objawia, gdy wyniosłość serc uniża:
każdy zamiar może zburzyć, który pychą Mu ubliża.
W mocy Jego odjąć władzę, a wydźwignąć pokornego,
wszystkich głodnych zaspokoić, głodem wstrząsnąć bogatego.
On się ujął za swym ludem, dziećmi wiary Abrahama,
pomny na swe miłosierdzie, obietnicy swej nie złamał.

Ćwiczenie w tłumaczeniu

Gratiam tuam, quaesumus, Domine, mentibus nostris infunde, ut, qui Angelo nuntiante, Christi, Filii tui, incarnationem cognovimus, per passionem eius et crucem ad resurrectionis gloriam perducamur.

Taka jest dzisiejsza kolekta, czyli modlitwa dnia, a jednocześnie jest to modlitwa z Anioł Pański. W czasach, których nikt już nie pamięta, było to także modlitwa po Komunii na dzień Zwiastowania, 25. marca. Prof. O'Carragain uważa, że autorem tej modlitwy jest Ioannes Praecentor, Jan, kantor od św. Piotra w Rzymie, ten sam, który pojechał do Northumbrii i uczył mnichów w klasztorze Bedy, jak śpiewać na modłę rzymską.

Jest kilka polskich przekładów tej modlitwy. Ta z mszału brzmi tak: Wszechmogący Boże, przez zwiastowanie anielskie poznaliśmy wcielenie Chrystusa, Twojego Syna, prosimy Cię, wlej w nasze serca swoją łaskę, abyśmy przez Jego mękę i krzyż zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania. Bardzo napuszony przekład.

Drugi, bardzo tradycyjny i jednocześnie bardzo denerwujący, bo próbuje niewolniczo podążać za łacińską składnią: Łaskę Twoją, prosimy Cię, Panie, racz wlać w serca nasze, abyśmy którzy za zwiastowaniem anielskim wcielenie Chrystusa, Syna Twego poznali, przez Jego mękę i krzyż do chwały zmartwychwstania doprowadzeni byli. (Piszę z pamięci, chyba dokładnie odtworzyłem.)

I trzeci: Prosimy Cię, Panie, wlej w nasze serca Twoją łaskę, abyśmy poznawszy za zwiastowaniem anielskim wcielenie Chrystusa, Syna Twego, przez Jego mękę i krzyż zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania. I to jest według mnie najlepszy przekład. (Też pisany z pamięci, mam nadzieję, że bez błędów.)

piątek, 21 grudnia 2012

Choinka się pali

W biurze, które mijam codziennie, całą noc palą się światła i czerwone lampki na choince. Teraz też, cały weekend będą się palić, ciekawe, jeśli w poniedziałek nikt nie będzie pracował, palić się to wszystko będzie do 27. grudnia.

A podobno jest kryzys i trzeba oszczędzać, i o środowisko też dbać trzeba. Wszystko na papierze.

A przy okazji lampek, taka wiadomość z USA: A Louisiana woman ran afoul of police when she gave her neighbors an unusual holiday greeting, hanging Christmas lights in the shape of a middle finger. Trzeba zatem uważać, jak i co się wiesza.

Dzień Eärendila

Dziś jest dzień Eärendila. Nie będę wyjaśniał, o co chodzi, bo ci, co mają wiedzieć, wiedzą, a ci, co nie wiedzą, niech się wstydzą.

czwartek, 20 grudnia 2012

Tradycyjny polski dom publiczny

Moi rodzice, z niezrozumiałych dla mnie powodów, uważają, że na święta (Boże Narodzenie i Wielkanoc) muszą jeść flaki. (Nie jest ich w stanie zrazić nawet świadomość, że żwacze, nazywane przez Huana śmierdzielami, jakie jedzą psy, to właściwie to samo, tyle że wysuszone.)

Próbowałem komuś wyjaśnić, po angielsku, co to są owe flaki, nie wiedząc, że to po prostu tripe soup. (Nie jadam mięsa, dlatego nie zagłębiałem się nigdy w okołomięsne słownictwo jakiegokolwiek języka.) Powiedziałem zatem, że to zwierzęce jelita gotowane w burdelu (brothel), dopiero po chwili się zorientowałem, że chodziło mi o rosół czy bulion (broth). Przez moment mój rozmówca był przekonany, że Polacy mają bardzo dziwne tradycje kulinarne.

środa, 19 grudnia 2012

Miły prezent pod choinkę


Wschód i ruch liturgiczny

Pozostając jeszcze przy temacie Kościoła wschodniego: znalazłem taką książkę, bardzom ciekawy, co w niej jest, może kiedyś zdobędę:

Liturgical Renewal in the Twentieth Century
By Fr. Vladimir Vukosinovich.
Written by a priest of the Serbian Orthodox Church, this book is an English translation of the original and covers the history and theological ideas of the Liturgical Movement in the Roman Catholic Church and its mutual relation to the liturgical life of the Orthodox Church. 200+ pages.

wtorek, 18 grudnia 2012

Przedmurze

Syjon jest naszą warownią, Zbawiciel będzie jego murem i przedmurzem, modli się dzisiaj Kościół.

Przedmurze... Jerzy Nowosielski słusznie zauważa, że bzdurą jest nazywanie przedmurzem chrześcijaństwa Polski, bo przecież jest jeszcze Ruś, później Rosja, prawosławna, ale przecież prawosławie to też chrześcijaństwo, to też jest chrześcijański krąg kulturowy! Mieszkańcom kraju nad Wisłą trudno jednak przełknąć tę gorzką pigułkę i uznać, że wcale nie są tak ważni i wyjątkowi, że na nich chrześcijańska Europa się nie kończy. Chociaż to papież Polak, bł. Jan Paweł II, mówił o dwóch płucach Kościoła, wschodnim i zachodnim.

Co więcej, to prawosławie sprawia, że kultura europejska jest pełna, bo to nie jest kultura łacińska, ale śródziemnomorska, grecko-rzymska. Gdyby nie było Bizancjum, nie mielibyśmy Homera i Ajschylosa, z Platona znany byłby tylko fragment, i to w przekładzie, etc., etc.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Szminki, abstynenci i stypendia, czyli o praktycznym podejściu biskupów do życia

Na Soborze Watykańskim II, w czasie dyskusji nad Komunią świętą pod dwiema postaciami, jej przeciwnicy wysuwali między innymi takie argumenty (obok doktrynalno-dyscyplinarnych, o których za chwilę): kard. Godfrey zastanawiał się nad higieną udzielania Komunii pod postacią wina. Poza tym, co zrobić z dziećmi, kobietami, które używają szminki, albo abstynentami? Kard. Ruffini powoływał się na Sobór Trydencki, który zakazywał takiego udzielania Komunii św. Wielu Ojców soborowych uważało, że na Komunię św. pod dwiema postaciami można pozwolić tylko w czasie święceń kapłańskich (sic!). Kard. Ottaviani wyraził zdumienie, że kwestia udzielania Komunii także pod postacią wina w ogóle pojawiła się w dyskusji Ojców, przecież Centralna Komisja soborowa niemal jednomyślnie odrzuciła taki pomysł. (Tu odezwały się jakieś protesty i kardynał poprawił się: nie jednomyślnie, ale w zdecydowanej większości.) Problemy doktrynalne: takie udzielanie Komunii jest periculosum, niebezpieczne, może doprowadzić do błędnych interpretacji, wywołać wrażenie, że Kościół sam sobie przeczy, po wiekach udzielania Komunii tylko pod postacią chleba. Kard. Bea przypomniał, że dwa lata po Soborze Trydenckim Pius IV pozwolił na Komunię pod postacią wina w niektórych diecezjach niemieckich.

W kwestii koncelebry pojawiały się głosy, że problemem będą stypendia mszalne (czyli swego rodzaju 'wynagrodzenia' dla kapłana za odprawienie mszy). Poza tym, przeświadczenie, że msza koncelebrowana oddaje większą chwałę Bogu, jest błędne. (Co ciekawe, biskupi dyskutujący nad koncelebrą uczestniczyli wcześniej w mszy [każdego dnia, przed sesją soborową, odprawiano mszę], koncelebrowanej przez biskupów melchickich, mieli więc piękny przykład tej praktyki.)

Jeśli chodzi o homilię, kard. Godfrey uważa, że nie powinna być obowiązkowa, jako że msza nie powinna trwać dłużej niż 45 minut (sic!).

Wreszcie, misterium paschalne. Wielu Ojców uważało, że termin Pascha odnosi się tylko do Zmartwychwstania. Kard. Ottaviani stwierdził, że Zmartwychwstanie jako takie jest niejako poza Odkupieniem (w angielskim przekładzie Dzienników Congara: external to the Redemption), które składa się z męki i śmierci Chrystusa. Dowód? Dobry łotr wszedł do chwały nieba przed Zmartwychwstaniem.

Cdn.

niedziela, 16 grudnia 2012

Ten-którego-posłano-przed

Wszyscy czterej Ewangeliści przytaczają słowa św. Jana Chrzciciela, w których daje on świadectwo bycia tylko (i aż!) Poprzednikiem Mesjasza (Mt 3:11; Mk 1:7; Łk 3:16; J 1:26-27). Jan mówi, że za nim idzie Ktoś większy od niego, tak wielki, że on nie jest godzien rozwiązać Mu rzemyka u sandałów, nie jest godzien wykonać tej najniższej, służebnej, niewolniczej wręcz czynności.

Ewangelista Jan, którego greka do najlepszych stylistycznie nie należy, do tego ubogie dosyć reprezentuje słownictwo, potrafił jednak wyrazić, mimo tych niedoskonałości językowych, ważne treści teologiczne. Otóż Jan Chrzciciel jest nazwany kilkakrotnie ἀπεσταλμένος, posłanym (J 1:6; 3:28). To participium (imiesłów) perfecti od czasownika ἀποστέλλω. Perfectum greckie to taki czas, który wyraża stałość, trwały stan. Innymi słowy, bycie posłanym jest samą istotą, samym rdzeniem istnienia św. Jana Chrzciciela: Posłany przed Mesjaszem, jedyny prorok, który szedł bezpośrednio przed Mesjaszem i wskazał Go, jak pisał Paweł Diakon, palcem. Całe bycie św. Jana Chrzciciela, od poczęcia i narodzenia, poprzez nauczanie i udzielanie chrztu, aż po śmierć w więzieniu, to bycie-tym-który-idzie-przed Mesjaszem, bycie Posłanym-przed-Mesjaszem. Dobrze to rozumie Kościół wschodni, ustawiając św. Jana tuż przy Jezusie-Mesjaszu, razem ze świętą Dziewicą, Matką Boga, obdarowaną łaską. Przez Nią Mesjasz stał się człowiekiem, przez Jana Chrzciciela był poprzedzany, zapowiedziany i wskazany.

Tutaj można usłyszeć Laudes regiae, śpiewane w Watykanie: Jan Chrzciciel jest wymieniony zaraz po Matce Boskiej, a przed Michałem Archaniołem, zupełnie jak na bizantyńskim ikonostasie.

sobota, 15 grudnia 2012

Myśli w czasie nowiu

W przywoływanym niedawno wierszu Williama Blake'a o tygrysie, jedna ze zwrotek zaczyna się tak: When the stars threw down their spears, / and watered heaven with their tears... Tylko wizjoner taki, jak Blake, mógł to zobaczyć.

Kiedyś, dawno, dawno temu pisałem o gwiazdach w Narnii. Jeden z bohaterów książek C.S. Lewisa mówi, że w naszym świecie gwiazda to kula rozżarzonego gazu. Ramandu, gwiazda na emeryturze, odpowiada mu, że nawet w tym świecie to nie jest gwiazda, tylko to, z czego jest ona zrobiona. W powieści Neila Gaimana Gwiezdny pył, gwiazda po jednej stronie muru, w Faerie, jest piękną dziewczyną. Gdyby przekroczyła mur i znalazła się w świecie śmiertelników, stałaby się tylko kawałkiem metalicznej skały.

Gwiazdy są czymś więcej niż się wydaje naukowcom i mędrkom, pretendującym do miana mędrców. Są piękne i groźne, a właściwie groźnie piękne.

Nawiedź mię w łasce swojej, abych między Twymi cieszył się, radował się spólnie wybranymi

Tak Jan Kochanowski tłumaczy dwa wersy psalmu 106, odmawianego dzisiaj w oficjum. Ten długi psalm ma szansę aż cztery razy w ciągu roku pojawić się w liturgii godzin. Wersy, które przytoczyłem w przekładzie Kochanowskiego, w łacińskiej wersji brzmią tak: Visita nos in salutari tuo, ut videamus bona electorum tuorum, ut laetemur in laetitia gentis tuae (Ps 106 [105]:4b.5ab). Cały piąty werset używany jest w południowej modlitwie w ciągu dnia w czasie Adwentu: Memento nostri, Domine, in beneplacito populi tui, visita nos in salutari tuo.

Pamiętaj o nas, Panie, bo upodobałeś sobie w swym ludzie, nawiedź nas w Twoim zbawieniu. Piękna, adwentowa modlitwa psalmiczna.

Visita nos, odwiedź nas, nawiedź nas, przyjdź do nas, chociaż na trochę. Za tydzień, w 4. niedzielę Adwentu, będzie czytana Ewangelia o Nawiedzeniu (de Visitatione), o odwiedzinach świętej Maryi w domu Zachariasza i Elżbiety. Ewangelista zaznacza jednak wyraźnie, że to są także odwiedziny Jezusa, którego święta Dziewica nosiła w swym żywocie (pozdrawia Go Elżbieta, wołając do Maryi: Błogosławiony owoc Twego żywota!) u świętego Jana Chrzciciela, którego w swym żywocie nosiła Elżbieta, a który podskoczył z radości, kiedy usłyszał pozdrowienie Maryi i odczuł, dzięki łasce Ducha Świętego, obecność Jezusa. Ale o tym dopiero za tydzień usłyszymy, będzie można wtedy pomyśleć więcej o tej 'wizytacji', odwiedzinach, Nawiedzeniu.

piątek, 14 grudnia 2012

Rewelacje św. Jana

Na zajęciach nowicjuszy co jakiś czas pojawiają się różne osobliwe pytania, rozmaite skojarzenia, wywołane przez słowa, skojarzenia obustronne: czasami z ich strony, czasami z mojej. Nie każdy wprawdzie rocznik jest skłonny do takich rozważań, może się krępują pytać... Obecny, w każdym razie, takowych (miłe to słowo, pamiętam z lekcji przysposobienia obronnego, gdyż np. takowe bandaże sprawdzało się łopuszkami [sic!] palców) obaw nie przejawia, i pyta.

Wskutek czego pojawiają się np. pytania o lewatywę, przy czasowniku levare. Z kolei revelare kieruje myśli ku ostatniej księdze Biblii, stąd tytułowe rewelacje św. Jana, dobry tytuł na rekolekcje, w czasie których rozważa się tę księgę. A np. fumus kojarzy się z greckim thumos i polskim dym, bo wszystkie z tego samego rdzenia pochodzą. Końcówki deklinacji zaimkowej, w połączeniu z jarzynami, prowadzą pokrętnie do rozróżnienia ch od h, i okazuje się, że jeden z braci potrafi wymawiać h prawidłowo, tzn. dźwięcznie, a ch bezdźwięcznie. Nawet ja już nie umiem... I wreszcie clou programu: łacińskie fundere jest pokrewne, według jednej z teorii, z angielskim God. Pewnie sam św. Jan takich rewelacji nie znał w czasie swego ziemskiego żywota. Ciekawe, co powiedziałby na przekład wersetu z Magnificat, który protestanci lepiej zrobili.

środa, 12 grudnia 2012

Precedens

W pracach komisji przygotowawczych przed II Soborem Watykańskim brał udział niejaki Joseph Fenton, z Waszyngtonu, przyjaciel kard. Ottavianiego. Jezuita, Sebastian Tromp, również biorący udział w pracach komisji, w swoim czasie bliski współpracownik Piusa XII, także związany z kard. Ottavianim, nie miał najlepszej opinii o Fentonie. Z tego, co można wywnioskować z opinii Trompa, przytoczonej przez Congara, Fenton był, delikatnie mówiąc, niezbyt zrównoważony psychicznie; Tromp mówi m.in. o jego skłonności do nagłych ataków nerwowych. Congar wspomina, że w czasie ceremonii papieskiej Fenton wybuchnął nagłym, nieopanowanym śmiechem, zupełnie jak dziecko. W czasie jednej z dyskusji (8. marca 1262), dotyczącej ekumenizmu, Fenton był tak pełen nienawiści i agresji, że Gérard Philips wstał i powiedział: Nie można pracować w takich warunkach, wychodzę. Fenton oskarża wszystkich o herezję (sic! nawet Trompa, który, według Congara, w końcu przestał brać udział w dyskusji). Nie da się pracować, jeśli nie ma się szacunku dla innych i ich poglądów.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że, w swoim czasie, wśród komentatorów na forum liturgia.pl znaleźć można było przynajmniej jednego, związanego z pismem Christianitas, naśladowcę Fentona.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Jeszcze jedno spojrzenie na Ziemiomorze

Tyger, Tyger, burning bright
In the forests of the night,
What immortal hand or eye
Could frame thy fearful symmetry?


To początek wiersza Williama Blake'a, który znaleźć można w każdej chyba antologii poezji angielskiej. Kiedyś umiałem ten wiersz na pamięć... Przypomniałem sobie o nim, czytając najnowsze posłowie Ursuli Le Guin do Najdalszego brzegu. Posłowie o smokach. Przytoczę fragment: The dragons are, perhaps above all, beautiful. As tigers are beautiful. Could anyone regret having seen a tiger? Unless, of course, they had a little while to regret it while the tiger ate them


Groźne piękno, o którym wiele razy pisałem. Tak piękna była Galadriela, tak piękna jest, w nieukończonym poemacie o ucieczce Noldorów, Varda. Tak piękne jest tsunami i tornado, i szczyty gór, i wybuchający wulkan. I smoki, lecące na skrzydłach wiatru.


Miłośników Tolkiena zainteresować może opinia Le Guin na temat tworzenia powieści: to nie jest robienie planu, i postępowanie według niego, ale odkrywanie. Wejście na ścieżkę, i podążanie nią, chociaż często nie wie się, dokąd ona prowadzi. To opowieść prowadzi pisarza. Napotykanie różnych rzeczy, odkrywanie opowieści.

niedziela, 9 grudnia 2012

Niedzielne rozmaitości

1. Reklama na drzwiach baru: Grzany miód wi-fi.

2. W radiowej mszy śpiewano Chwała na wysokości. W 2. niedzielę Adwentu!

3. Tyberiusz, Herod, Filip, Lizaniasz, Annasz, Kajfasz, Poncjusz Piłat... O pierwszym niektórzy wiedzą dzięki powieści lub popularnemu niegdyś filmowi Ja, Klaudiusz. Drugi kojarzy się z jasełkami, chociaż tam występuje inny Herod niż ten, o którym wspomina dzisiejsza Ewangelia. Trzeci i czwarty: mało kto coś o nich wie, chociaż Filip pojawia się w historii Jana Chrzciciela. Trzej ostatni najbardziej chyba znani, z opisu Męki Pańskiej, a Piłat także z wyznania wiary.

4. Bardzo ciekawe rzeczy mówił papież na Anioł Pański, wskazując m.in. na kapłańskie pochodzenie Jana Chrzciciela, który przygotowuje ludzi na przyjście Chrystusa i prawdziwy kult w Duchu i prawdzie.

5. Mamy ciasto z marchwi.

Humilitas

W 2. niedzielę Adwentu Ewangelia mówi o św. Janie Chrzcicielu, Poprzedniku Pańskim. Liturgia godzin nazywa go, w jutrzni, aniołem, czyli zwiastunem, którego Bóg posyła przed swoim Pomazańcem.

Antyfona zaś w nieszporach mówi o świętej Dziewicy Maryi: Szczęśliwa jesteś, Maryjo, która uwierzyłaś Panu; spełnią się w Tobie słowa, powiedziane Ci od Pana, alleluja. To pozdrowienie Dziewicy wypowiedziała Elżbieta, matka św. Jana Chrzciciela (cf. Łk 1:45).

Ale powiązanie Dziewicy Maryi z Janem Poprzednikiem jest o wiele mocniejsze. Dobrze to rozumie Kościół wschodni, stawiając Ich po obu stronach Chrystusa-Króla, w ikonach deesis, jako orędowników. Jak zauważa prawosławny teolog, Sergiusz Bułgakow, Oboje odznaczają się wielką pokorą, będącą naśladowaniem pokory samego Jezusa, o której pisał św. Paweł do Filipian (2:6-8), pokory Jezusa, która jest wzorem dla każdego świętego. Błogosławiona Maryja, przy Zwiastowaniu, nazwała się służebnicą Pana, i całe swoje życie oddała i podporządkowała wypełnieniu Jego woli. Jan Chrzciciel całym swym życiem zapowiadał przyjście Chrystusa, i wyraźnie stwierdził: On ma wzrastać, a ja się umniejszać (J 3:30).

Dziewica, Matka Boga, i Jan, Jego Poprzednik i Chrzciciel, stają przed nami w 2. niedzielę Adwentu, i orędują za nami.

sobota, 8 grudnia 2012

Dwie Ewy

W czasie mszy czytamy dziś o pierwszych rodzicach, Adamie i Ewie, z Księgi Rodzaju, i o zwiastowaniu Maryi, z Ewangelii według św. Łukasza. Oba teksty ilustruje poniższy obraz Fra Angelico, akurat niezbyt mi się podoba, wolę ten z San Marco, ale cóż...


Anioł Gabriel rozmawia z Dziewicą, a po lewej stronie widzimy anioła, wypędzającego z raju Adama i Ewę. Św. Ireneusz przedstawił Maryję jako drugą Ewę. Pierwsza Ewa posłuchała upadłego anioła, szatana, i zgrzeszyła, a jej grzech przeszedł na jej potomstwo. Druga Ewa, Dziewica Maryja, posłuchała anioła Gabriela, poczęła Słowo w swoim łonie i zrodziła Zbawiciela świata, który wyzwolił nas od grzechu.

środa, 5 grudnia 2012

Porada duchowa (czy raczej jej kawałek, z kontekstu nieco wyrwany, lecz zrozumiały)

Eckhart? But he smiles, too. Perhaps read his ecological stuff... It's good.

A tak zupełnie przy okazji: niedawno, na zajęciach w nowicjacie, padło imię Ewagriusza z Pontu, który na 100% ortodoksyjny nie był, jeśli dobrze pamiętam, co też zauważyłem głośno. Na co jeden z braci: No cóż, my też mamy Eckharta...

wtorek, 4 grudnia 2012

Michał Anioł i Benedykt XVI

Niesamowitą mitrę miał papież w czasie nieszporów, zaczynających nowy rok liturgiczny, jak można tutaj zobaczyć: wyhaftowana scena z Sądu Ostatecznego z Kaplicy Sykstyńskiej.

Boska doktor Corday

Tak, jestem uzależniony. Tak, od Ostrego dyżuru. Uwielbiam ten serial. W odróżnieniu od polskich seriali medycznych, na które czasami zerkam, coś się w nim dzieje, jest pewna dynamika, której brakuje cukierkowym lekarzom w cukierkowych szpitalach w cukierkowych serialach polskich. Coś się dzieje, pacjenci nie leżą jak trusie w pojedynczych pokojach (gdzie tak jest w szpitalach w tym kraju, skąd polscy scenarzyści biorą takie słodkie obrazki?), czekając spokojnie na operację. W Ostrym dyżurze naprawdę ratuje się życie, trafiają tam ludzie z wypadków, trzeba reagować szybko. Trafiają też ludzie ze zwykłymi, codziennymi dolegliwościami, czasami długo czekają na lekarza, i to jest jakoś prawdziwe, nie ma żadnej idealizacji, jak w np. Na dobre i na złe. Różni pacjenci trafiają na izbę przyjęć: nie tylko 'porządni', ale i narkomani, pijani, seropozytywni, bezdomni... Scenarzyści nie boją się pokazać ciemniejszej, mnie radosnej strony życia. Wreszcie, tutaj pacjenci czasami umierają: mimo walki lekarzy i pielęgniarek, prób resuscytacji, asystolia. Koniec. Czas zgonu ogłoszony. Tak jak w życiu. Nie wszystko dobrze się kończy, jak w baśni.

Do tego wspaniali bohaterowie, przynajmniej do serii 11., dalsze nie są już tak ciekawe. Elizabeth Corday, chirurg, Angielka pracująca w Chicago (gdzie toczy się akcja serialu). Wydaje się w pewien sposób odpychająca, chłodna, zaciśnięte usta... Ale to tylko pozory, za którymi kryje się niesamowita troska o pacjenta. (Do tego ta uroda!) Tak samo jak Kerry Weaver, szefowa oddziału, surowa dla pracowników, niesamowicie oddana, czuła wręcz dla pacjentów. Mark Greene, mąż Corday, który umarł na raka mózgu: jego odchodzenie sprawiało, że płakałem przez kilka odcinków. Susan Lewis, najmniej z nich wszystkich wkurzająca, jak powiedział śp. dr Romano, w swoim czasie szef chirurgii, taki dr House w nieco bardziej wrednej wersji. Abby Lockheart, która musiała przerwać studia i pracowała kilka lat jako pielęgniarka, zanim mogła dokończyć naukę i zostać dr Lockheart. Michael Gallant, niesamowicie przeżywający śmierć swojej pacjentki, którą nie chciał zająć się kardiolog, a którego wysłano do Iraku, i wiem, że już stamtąd żywy nie wróci. Wszystko to pokazane tak, że cała załoga ER staje się wręcz moją rodziną, przeżywam ich pracę i ich życie poza pracą, ich wzajemne relacje, radości, straty i smutki. Coś jest w tym serialu, czego nie znajduję w innych.

Dr Corday
PS Podobają mi się jeszcze trzy rzeczy: że do oceny stanu pacjenta potrzeba dwóch lekarzy, co daje pewną obiektywność; że pielęgniarki są dobrze wyszkolone i mogą same robić wiele rzeczy, które w tym kraju zastrzeżone są tylko dla i tak bardzo zajętych lekarzy; że można (co pewnie wielu zgorszy) podpisać DNR, do not resuscitate, i lekarze muszą to uznać.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Adwent: Anioł, Maryja i Słowo

Ponadto Synod zalecił propagowanie wśród wszystkich wiernych odmawiania modlitwy Anioł Pański. Jest to prosta i głęboka modlitwa, która pozwala nam „wspominać codziennie Wcielone Słowo”. Byłoby dobrze, aby lud Boży, rodziny i wspólnoty osób konsekrowanych byli wierni tej modlitwie maryjnej, do której odmawiania o świcie, w południe i przy zachodzie słońca zachęca nas tradycja. W modlitwie Anioł Pański prosimy Boga, aby za wstawiennictwem Maryi również nam było dane wypełniać, tak jak Ona, wolę Boga, i przyjąć do swego wnętrza Jego Słowo. Praktyka ta może nam pomóc w umacnianiu prawdziwej miłości do tajemnicy Wcielenia. (Adhortacja Verbum Domini, 88)


niedziela, 2 grudnia 2012

Cum sanctis tuis

Przyjdzie mój Bóg, Pan, i wszyscy święci wraz z Nim, pisał prorok Zachariasz (Za 14:5). Te słowa powtarza Kościół w I nieszporach nowego roku, w I nieszporach 1. niedzieli Adwentu. Podobnie pisał św. Paweł do Tesaloniczan, we fragmencie czytanym dziś w czasie mszy: przyjście (w greckim tekście: parousia) naszego Pana, Jezusa, ze wszystkimi Jego świętymi (1 Tes 3:13).


To drugie przyjście Jezusa, ostateczne, kiedy nastąpi sąd, jak zapowiadał psalmista (cf. Ps 96[95]:13; 98[97]:8). Różnie sobie wyobrażano to przyjście, różnie przedstawiano. Obrazy mogą budzić przerażenie, rozbawienie, zgorszenie, bojaźń Bożą...


Co ciekawe, o powtórnym przyjściu Pana wspominają tylko dwie modlitwy eucharystyczne (pomijam tu aklamacje po Przeistoczeniu, w których mowa o oczekiwaniu na Jego przyjście), chociaż Eucharystia jest par excellence momentem oczekiwania na Powrót Pana, zwróceniu się ku Niemu. Św. Hieronim, jeśli dobrze pamiętam, podkreślał, że szczególnie Wigilia wielkanocna postrzegana była jako „dobry” moment na ostateczne przyjście Pana.


Wracając do modlitw eucharystycznych: w 3. mowa o wspomnieniu zbawczej męki, cudownego zmartwychwstania i wniebowstąpienia Bożego Syna, i o oczekiwaniu na Jego drugie przyjście: praestolantes alterum eius adventum. Połączone są te dwa człony poprzez spójniki sed et: nie tylko wspominamy zbawcze dzieła, dokonane przez Jezusa, ale także czekamy na Jego powrót. Patrzymy na to, co było, ale myślimy i o tym, co będzie.


W 4. modlitwie eucharystycznej kapłan mówi o sprawowaniu pamiątki Odkupienia: wspomnieniu śmierci Chrystusa i zstąpienia do świata umarłych, wyznaniu Jego zmartwychwstania i wstąpienia do nieba, na prawicę Boga, i oczekiwaniu (dosłownie: wyglądaniu) Jego przyjścia w chwale (ipsius adventum in gloria), a wszystko to robiąc, ofiarujemy Bogu Ciało i Krew Chrystusa. Patrzymy na to, co Jezus zrobił, i czekamy na to, co zrobi, kiedy wróci w chwale.


Oczekujemy, wyglądamy Jego przyjścia, stoimy w oknie i patrzymy, czy już idzie. Adwent jest takim oknem.


sobota, 1 grudnia 2012

Ostatnia sobota roku, pierwsza sobota miesiąca

Od wieków w ostatnią sobotę przed Adwentem, jak i w ostatnią sobotę przed Wielkim Postem, sprawuje się wspomnienie Maryi Panny. Ostatni dzień roku oddany Matce Boskiej. W tym roku jest to także pierwsza sobota miesiąca, oddajemy zatem cześć Niepokalanemu Sercu świętej Maryi.


Błogosławiona jesteś, Dziewico Maryjo, przez Pana, Boga najwyższego, bardziej niż wszystkie kobiety na ziemi.

A stokrotki wciąż kwitną, chociaż to już Ringarë, grudzień.

piątek, 30 listopada 2012

Andrzej, brat Szymona Piotra

Ekumeniczny święty, bo patronuje prawosławnemu Kościołowi.

Taki trochę biedny apostoł, bo chociaż był pierwszym powołanym, i bratem Piotra, nie należał do tej najbliższej Jezusowi grupy: Piotra, Jana i Jakuba.

W jednej z wersji rytu rzymskiego kapłan modli się o pokój, za przyczyną błogosławionej Dziewicy Maryi, świętych Apostołów Piotra i Pawła, a także Andrzeja. W niektórych dawnych sakramentarzach, w dniach oktawy Wielkanocy, pojawia się specjalna modlitwa ad sanctum Andream, odmawiana początkowo po nieszporach w kaplicy św. Andrzeja, przy bazylice św. Piotra.

Simone Martini, św. Andrzej Apostoł

czwartek, 29 listopada 2012

Pomóżcie Zuzi i Paluszkowi

Więcej można przeczytać tutaj. Wiem też, że na pomoc czekają Kuleczki, chore na nużycę szczeniaki, i potrącony przez samochód kot, Precelek. Stworzenia Boże, potrzebują miłosierdzia, jak każde Boże stworzenie, także człowiek.

Dwanaście

Plus dwanaście stopni Celsjusza, ludzie noszą wełniane czapki i szaliki. Cholibka, co będą nosić, kiedy będzie minus dwanaście?

wtorek, 27 listopada 2012

Lampa Augustyna

Dla nas, żyjących w nocy tego świata, pisał św. Augustyn, komentując Ewangelię św. Jana, całe Pismo święte jest jak lampy zapalone po to, byśmy nie pozostawali w ciemnościach.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rotacyzm nad kielichem

Śp. prof. Świderkówna chwaliła się kiedyś, że już w szkole, przed uniwersytetem, wiedziała, co to jest rotacyzm, dzięki swej wspaniałej nauczycielce łaciny. (W języku łacińskim 's' między samogłoskami zamienia się w 'r', to właśnie jest rotacyzm, i dlatego bezokoliczniki czterech koniugacji  kończą się na -re, a nie na -se.)

Przypomniało mi się to, kiedy patrzyłem na niedbale nakryty welonem kielich, w czasie mszy niedzielnej. Byłem właściwie jeszcze dzieckiem, kiedy wiedziałem już, że welon na kielichu trzeba ładnie ułożyć. Że schyla się głowę na imię Jezusa Chrystusa w czasie liturgii. Że pochyla się, wspominając Wcielenie w czasie Credo. I wszystko to wiedziałem, wszystkiego tego nauczyłem się przy Novus Ordo Missae. Nie musiałem się tego uczyć, jak większość krzykliwych tzw. tradycjonalistów, w późniejszym wieku i przy rycie nadzwyczajnym.

Może po prostu miałem szczęście i wspaniałego nauczyciela, mojego śp. proboszcza, który uczył bardziej przykładem niż wykładem.

niedziela, 25 listopada 2012

Episkopat

Czytany dziś w kościołach list polskich biskupów jest niezwykły. Pierwszy raz od wielu, wielu lat słuchałem listu, który nie był nudny, nie był pisany drętwym językiem, a to dzięki licznym odniesieniom biblijnym: Słowo Boże jest zawsze świeże, w odróżnieniu od słowa ludzkiego. Zwracają biskupi uwagę na to, co jest we wnętrzu człowieka, na królowanie Chrystusa w ludzkim sercu, na takie królowanie, o jakim sam Jezus mówił, nie z tego świata, i stanowczo się przeciwstawiają wszelkim próbom zewnętrznego narzucania królestwa Jezusa.

Bardzo trudną jest rzeczą, aby w ludzkim sercu nastało zbawienia, potęga i królowanie naszego Boga, i władza Jego Chrystusa (cf. Ap 12:10). Łatwo jest ogłaszać królestwo Boże, trudniej w nim żyć.

sobota, 24 listopada 2012

Miłościwie panujący

O Chrystusie Królu liturgia pamięta nie tylko w uroczystość Króla wszechświata. Wiadomo, że pierwotnie o królewskiej godności Jezusa mówił dzień Epifanii, 6. stycznia, i Niedziela Palmowa: w tych wydarzeniach, swego Objawienia i wjazdu do Jerozolimy, ukazywał Jezus swój królewski splendor i władzę.

W liturgii godzin wiele hymnów kończy się tak: Sit Christe, rex piissime, / tibi Patrique gloria / cum Spiritu Paraclito. Niech będzie chwała Tobie, Chryste, Królu najmiłościwszy, i Ojcu wraz z Duchem Parakletem. Przypominamy sobie wciąż, że Chrystus jest Królem.

czwartek, 22 listopada 2012

In the room the women come and go talking of Michelangelo

By napisać powieść 'Udręka i ekstaza', Irving Stone na kilka lat przeniósł się do Włoch, gdzie z sumiennością szperacza i fascynacją pasjonata Renesansu podążał śladami swojego bohatera i jego wielkich dzieł. 

Tak napisano na okładce książki, mającej być przystępnie, w formie powieści, podaną biografią Michała Anioła.

Nie wątpię, że autor zadał sobie wiele trudu, aby poznać życie wielkiego artysty. Niestety, nie zadał sobie trudu poznania czasów, w których tenże żył. Oto np. macocha Michała Anioła pyta go o potrawy, podawane w pałacu Medyceuszy: Jak smakuje ta ich słynna sola gotowana z ananasami? Być może tak podana ryba smakowałaby wspaniale, rzecz jednak w tym, że ananas, pochodzący z Ameryki Południowej, w czasach Michała Anioła nie był jeszcze w Europie znany. Dopiero pod koniec 17. wieku pojawił się na stole króla Anglii.

Kiedy Michał Anioł pracował w Rzymie nad Pietą (1498-1499), rodzina przysłała mu na naukę i do pomocy chłopaka, Piero Argiento. Irving w swej powieści podaje, że chłopca nauczyli czytać i pisać... jezuici! Dziwna, zaiste, pętla czasowa musiała się gdzieś zawiązać, bo zakon jezuitów zatwierdzono dopiero w 1540 roku. Ignacy Loyola urodził się w 1491, jako siedmioletni chłopiec zakonu raczej nie tworzył.

Takich historycznych pomyłek i pomyłeczek z pewnością specjaliści znajdą więcej. Mnie zachwyciła pewna cudowna nielogiczność: w Bolonii Michał Anioł zatrzymał się u Gianfrancesco Aldovrandiego. Irving pisze o nim: Wielbiciel poezji, był sam zdolnym rymotwórcą w języku łacińskim. Dwa akapity dalej Aldovrandi mówi: Jedynym zmartwieniem mego życia jest to, że nie umiem pisać po grecku i łacinie. Czytam w tych językach, oczywiście, ale w młodości zbyt wiele czasu spędziłem na liczeniu pieniędzy, miast liczyć heksametry. Nie wiem, jak w oryginale określony został Aldovrandi, jak w oryginale brzmi rymotwórca. Można, oczywiście, przyjąć, że Gianfrancesco umiał tworzyć rymowane, a więc nieklasyczne, wiersze łacińskie, nie potrafił tylko układać poezji metrycznie, według norm antycznych. Jeżeli jednak rymotwórca ma oznaczać po prostu poetę, jak zrozumieć wyznanie o nieumiejętności pisania po łacinie, nieznajomości heksametrów? Skromnością Aldovrandiego? Aenigma difficile.

A, jeszcze jedno: niejaki Beppo szczerzy zęby w uśmiechu na widok Michała Anioła, a kilka akapitów dalej porusza bezzębnymi wargami. Żadnej wzmianki o tym, że w międzyczasie zęby mu ktoś wybił.

Czy są jeszcze książki biograficzne, którym można ufać?

poniedziałek, 19 listopada 2012

Miej miłosierdzie, Boże, dla polskich tłumaczy

W jednym z wywiadów Jerzy Nowosielski zwraca uwagę na błędne tłumaczenie, na język polski, wołania Kyrie eleison. Istotnie, i w liturgii mszalnej, i w litanii do Wszystkich Świętych mamy Panie, zmiłuj się nad nami, podczas gdy w oryginale greckim (bo Kyrie eleison to po grecku, nie po łacinie) owego nad nami nie ma. Jest tylko Panie, zmiłuj się. Popatrzyłem na przekłady w innych językach: Lord, have mercy; Herr, erbarme dich; Signore, pietà; Gospodi, pomiłuj. Tylko po polsku dodano to nieszczęsne nad nami.

Nowosielski mówi: Tekst brzmi 'Panie, zmiłuj się', a więc nie tylko nad nami, ale nad całym światem, nad całym stworzeniem, nad całym kosmosem. Ten kosmiczny aspekt liturgii w ten sposób uległ zatarciu z wielką szkodą dla wiernych.

Nie tylko we mszy dokonano takiej zmiany. Np. w prośbach nieszporów piątku IV tygodnia, w łacińskiej liturgii, mamy Kyrie eleison, w polskim przekładzie – oczywiście, Panie, zmiłuj się nad nami. Wciąż nieszczęsne nad nami się plącze.

(Dla zainteresowanych: zmiłuj się nad nami po grecku – z wymową przyjętą w liturgii, nieklasyczną – to eleison imas, klasycznie – eleeson hemas. 'A' jest długie, z circumfleksem.)

niedziela, 18 listopada 2012

Dzień, godzina, czas

Jeszcze tylko dwa tygodnie do końca roku. Ewangelia z tej niedzieli (Mk 13:24-32) mówi już o końcu świata. Pojawiają się w niej czasowe spójniki kiedy i wtedy, mowa o owych dniach, o godzinie. Owe dni pojawią się też w czytaniach I niedzieli Adwentu roku C, a więc za dwa tygodnie, z nowym rokiem liturgicznym. Przypomnienie, że czas biegnie ku Przyjściu, o czym w ciągu roku tak często zapominamy, chociaż w czasie mszy mówimy: oczekujemy Twego przyjścia w chwale.

Jeśli spojrzymy na kolejny werset w Ewangelii św. Marka, 13:33, zobaczymy tam słowo καιρός (kairos), to samo, które jest też na początku tej Ewangelii (Mk 1:15). Tak zaczynał swoją misję Jezus: mówiąc o czasie, czy raczej o momencie, o chwili, o okazji (bo takie ma znaczenia καιρός), który się wypełnił. Teraz, w mowie o końcu świata, mówi też o momencie, o chwili: nie wiemy, kiedy ona nadchodzi. Chwila zbawienia, okazja, z której trzeba skorzystać.

Można myśleć o tej okazji, o której mówi Ewangelia, patrząc na coraz bardziej natarczywe reklamy świąt Bożego Narodzenia, które już się pojawiają w sklepach.

piątek, 16 listopada 2012

Święta Perła

Dziś wspomnienie św. Małgorzaty, królowej szkockiej. Po łacinie Małgorzata to Margarita, czyli perła, a to z greckiego margarites, też perła, ale, co ciekawe, po grecku to słowo jest rodzaju męskiego, chociaż odmienia się, poza jednym przypadkiem, tak jak rodzaj żeński.

wtorek, 13 listopada 2012

Benedyktyńska precyzja

Kolejna książka z Tyńca, w której najwyraźniej zabrakło korekty: literówki, brak interpunkcji, błędy gramatyczne... Może dlatego nazwiska korektora nie podano?

poniedziałek, 12 listopada 2012

Księżna yorka

Oni się separują, powiedziała właścicielka znajomej suczki o pani, która spaceruje z yorkiem. Bez smyczy, zawsze środkiem ścieżki, oczekując, że każdy jej i jej psu ustąpi. Nigdy nie rozmawia z nikim z innych psiarzy, widać nie jej poziom. Czasami radośnie rozmawia przez komórkę z kimś, jak sądzę, z wyższych, czyli jej właściwych, sfer. Słynna pani Barbara powiedziałaby bez ogródek: Madame (........) 21. wieku.

niedziela, 11 listopada 2012

θεῖος ἀνήρ


O Martine, o pie, quam pium est gaudere de te, o Martine, prophetis compar, apostolis conserte, praesulum gemma, fide et meritis egregie, pietate mirabilis, caritate ineffabilis, succurre nobis nuns et ante Deum. Qui de archichristianorum palude foetida nos eruisti, intercede semper pro nobis.

sobota, 10 listopada 2012

Zawód jeszcze większy

Zbigniew Herbert, Labirynt nad morzem. Czytamy: Był tam (...) dobrze zachowany wał ziemny, ciągnący się przez pagórkowaty teren w linii niemal prostej od ujścia rzeki Tyne na zachodzie aż do zatoki Solway na wschodzie. Najpierw pomyślałem, że może myli mi się wschód z zachodem, i dla pewności sprawdziłem na kilku mapach. Otóż rzeka Tyne uchodzi do Morza Północnego, czyli ma swe ujście po wschodniej stronie Wielkiej Brytanii, zatoka zaś Solway jest na zachodzie, w kierunku Irlandii.

I czytamy jeszcze o podboju Brytanii: (...) za panowania cesarza Klaudiusza, następcy Nerona, wyrusza na podbój Brytanii armia rzymska. Tyle że to Neron był następcą Klaudiusza...

piątek, 9 listopada 2012

Półki się wyginają

Od ciężaru książek. Do tego część tych książek zupełnie nie jest mi potrzebna. Dramaty Becketta i Maeterlincka. Czytałem w 1995 roku, tak samo jak Dom o siedmiu szczytach Hawthorne'a (to nawet pamiętam, czytałem w lipcu 1995, w szpitalu, za to treści nie pamiętam zupełnie). Msza za miasto Arras. (Tego nawet nie przeczytałem, ale wątpię, abym poświęcił na to czas teraz.) Bramy raju i dwie inne historie. Holistyczna agencja detektywistyczna, także nic nie pamiętam. Dżuma. Wilk stepowy. Przeczytane dawno temu, bo to 'klasyka', więcej nie potrzebuję. Do tego Zbrodnia i kara. Wszystko to nie moja epoka. Karen Blixen, chyba wszystko, co wyszło po polsku, kupiłem, bo zachęcała Małgorzata Musierowiczowa. Też nic nie pamiętam. Zapiski na pudełku od zapałek. Wiersze Brodskiego Heaneya. 

Wszystko do rozdania, żeby zrobić miejsce na nowe książki.