czwartek, 12 marca 2009

Crucem tuam adoramus, Domine

Kolejny piątek wielkopostny. Poniżej modlitwy, jakie odmawiał w czasie adoracji Krzyża w Wielki Piątek opat, według przepisów zawartych w Regularis concordia (10. wiek).

Panie Jezu Chryste, uwielbiam Cię wstępującego na krzyż; błagam Cię, aby tenże krzyż uwolnił mnie od ataków diabelskich. Panie Jezu Chryste, uwielbiam Cię zranionego na krzyżu; błagam Cię, aby te rany Twoje były lekarstwem dla mojej duszy. Panie Jezu Chryste, uwielbiam Cię złożonego do grobu; błagam Cię, aby ta śmierć Twoja była moim życiem. Panie Jezu Chryste, uwielbiam Cię zstępującego do piekieł i uwalniającego jeńców; błagam Cię, nie pozwól, bym tam poszedł. Panie Jezu Chryste, uwielbiam Cię powstającego z piekieł, wstępującego do nieba, błagam Cię, zmiłuj się nade mną. Panie Jezu Chryste, uwielbiam Cię przychodzącego na sąd; błagam Cię, abyś, gdy przyjdziesz, nie wzywał na sąd mnie, grzesznika, ale byś raczej przebaczył niż sądził. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

wtorek, 10 marca 2009

Warhammer i Biblia

Jakiś czas temu, kiedy rozmawiałem z moim lekarzem i wspomniałem o trudnościach ze znalezieniem pracy w moim zawodzie, on żartobliwie powiedział: „Może pan uczyć gockiego, jacyś fascynaci Warhammer z pewnością będą chętni.” Wstyd (?) się przyznać, ale musiałem w Wikipedii sprawdzić, co to jest Warhammer.

Być może wielbiciele tego „świata” rzeczywiście byliby zainteresowani takim językiem jak gocki. Pewnie bardziej niż rozmaici profesorowie UW. Konia z rzędem temu, kto umie mi wyjaśnić, dlaczego w Ośrodku Badań nad Tradycją Antyczną w Europie Środkowej i Wschodniej mogą się odbywać zajęcia z języka azteckiego, a z gockiego już nie. Co tam gocki, na hymnografię łacińską też nie ma miejsca. Ale na azteckie szerokie pośladki* ) jest. Ośrodek niedawno się przemianował na Instytut Badań Interdyscyplinarnych, więc już do azteckiego się przyczepić nie można. Ale do gockiego wciąż można: babeczka, która ma przede mną zajęcia w tej samej sali, zawsze patrzy na mnie jak na okaz w formalinie i mówi: „Ach, bo pan uczy tego  d z i w n e g o  języka!” W czym on dziwny, nie wiem, i nie wiedzą też trzy studentki, które się go uczą z wielkim zainteresowaniem. (Gwoli ścisłości: gockiego uczę tylko w pomieszczeniach należących do wyżej wspomnianego Instytutu, w ramach działalności koła studenckiego. O zatrudnieniu raczej nie mam co marzyć.)

Ale wracając do użycia gockiego: Kiedyś znalazłem w sieci entuzjastyczną recenzję jednego z podręczników do gockiego, która napisana była przez jakiegoś neopoganina, czy raczej wyznawcę wicca (jakkolwiek się to po polsku odmienia). Najwyraźniej oni głównie (poza filologicznymi dziwakami) uczą się tego języka, i to uczą – chyba – w celach rytualnych, bo w recenzji wzmianka była o dawnych bogach. Ciekawe. Zwłaszcza że cała nasza wiedza o języku gockim opiera się na przekładzie Biblii, który zrobił w 4. wieku gocki biskup Wulfila. Tak, poza kilkoma inskrypcjami jedyny zabytek języka gockiego, jedyna literatura w nim zachowana, to Biblia i komentarze do niej. Biblia ciekawa, bo tłumaczona przez Wulfilę z greki, czyli mamy bezpośredni, w przypadku Nowego Testamentu, przekład z języka oryginalnego. I nagle język gocki okazuje się wielce użyteczny dla wyznawców neopogaństwa. Jakaś próba odtworzenia pierwotnych, germańskich wierzeń Gotów? To już lepiej sięgnąć do staroislandzkiego i „Eddy”. Chociaż lepiej nie, bo na drzewach zaczęłyby kołysać się trupy, złożone w ofierze Odinowi...

Skoro już wspomniałem o wicca, to napiszę jeszcze o pentagramie. Szokiem było dla mnie, gdy się dowiedziałem, że to symbol tejże religii. Boże, pomyślałem, a ja w dzieciństwie tyle się tych pentagramów narysowałem! A wszystko wskutek rozczytywania się w opowieściach arturiańskich. Na tarczy Gawaina, kiedy wyrusza na spotkanie z Zielonym Rycerzem, widnieje właśnie pięciokątna gwiazda. W książce o Rycerzach Okrągłego Stołu była wzmianka, że to herb królestwa Artura, Logres, i w związku z tym namiętnie ten herb rysowałem, gdzie tylko się dało.

Problem w tym, że akurat pentagram ma symbolikę dosyć niejednoznaczną. Na tarczy Gawaina mógł się odnosić do pięciu ran Chrystusa lub do pięciu radości świętej Maryi, albo do pięciu zmysłów, nad którymi trzeba czuwać, bo przez nie grzech może wejść do duszy. Ale może też oznaczać pięć elementów, tarczę Salomona, głowę kozła, a tym samym diabła... Tak samo jest z triquetrą: dla jednych to symbol Trójcy Świętej, dla innych – potrójnej mocy, z jaką wraca do nas wszystko, co robimy...

Zostańmy więc przy gockim, najstarszym z języków germańskich, w którym zachowały się zabytki literackie, a dokładniej: przekład Biblii. Zachował się więc dla nas ten język jako chrześcijański.
__________________________________
*) Jeśli dobrze pamiętam, w mitach azteckich jest jakaś Bogini o Wielkich Pośladkach – coś w tym stylu. Więcej nie wiem i wiedzieć nie chcę, sama myśl o Aztekach wywołuje we mnie odruch wymiotny. A skoro już było o pośladkach... „Wypłyń na głębię” to po gocku Brigg ana diupiþa (czyt. bring ana djupida). Mam nadzieję, że nikogo nie zgorszyłem, jeśli tak, to przepraszam, i radzę nie czytać Arystofanesa.

niedziela, 8 marca 2009

Centesimum scriptum

(To setny wpis z mojego starego blogu. Zamieszczam go tutaj, choć może jest trochę wyrwany z kontekstu; mam nadzieję, że da się zrozumieć.)

Setny wpis na blogu powinien być odświętny, lekki i przyjemny. Bardziej cytrynowy sorbet niż ciężki tort z maślanym kremem i czekoladą.

Początkowo miałem zamiar napisać w nim o jednej z ważniejszych kobiet mojego życia, Robercie Frank. Obawiam się jednak, że uznano by ten wpis za zbyt banalny; w końcu kogo obchodzi jakaś tam Amerykanka, zajmująca się m.in. poezją skaldów?

Patrząc wstecz, muszę jednak stwierdzić, że większość poruszanych przeze mnie tematów to były sprawy mało ważne, banalne i zupełnie nieistotne, jak np. miejsce krzyża na ołtarzu, użycie łaciny w liturgii, czytanie Pisma w duchu, w jakim zostało napisane, szacunek wobec stworzenia... Aż strach wspomnieć, że w moich wpisach zajmowałem się też Śródziemiem, gargulcami, średniowieczną astronomią i astrologią, mitami o pucharach robionych z czaszek dziecięcych, seksualnymi skojarzeniami, i historyjkami o młodych dominikanach, których uczę. Wywoływaniem burz z piorunami także się zajmowałem, chociaż – naprawdę! – nie uprawiam czarnej magii.

Napiszę coś o papieżu, pomyślałem, ale zaraz sobie uświadomiłem, że podniosą się natychmiast głosy krytyki, bo moje opinie na temat papieży są niedojrzałe i kompromitujące.

Spróbuję wyrazić moje wrażenia z mszy niedzielnej, zaraz zaczną krzyczeć, że nie mam zrozumienia dla chwalących Boga szczerze i z całego serca, i dbam tylko faryzejsko o formę. (Tu zacytuję list mojej siostry z Karmelu: „Cieszę się, że piszesz, iż jesteś hipokrytą faryzejskim. Ja też. Lepiej o tym wiedzieć niż nie wiedzieć.”)

O świętym Soborze pisać nie będę, bo dla jednych będę niemal lefebrystą, dla innych krytykiem Trydentu, i w końcu stwierdzą jedni i drudzy, że sam nie wiem, czego chcę.

Pisać o poezji i filologii, zamieszczać własne przekłady? To tylko słowa, a słowa nic nie znaczą. Poza tym wyjdzie na to, że się chwalę. Żebym chociaż czytał jakieś wartościowe książki czy odbywał ciekawe podróże, mógłbym o tym coś napisać. Ale ja praktykuję stabilitas loci i czytam książki, o których lepiej nie wspominać...

Może mi ktoś doradzi, o czym mógłbym pisać?

Chyba pozostaje mi tylko jedno:
Nú mun Lómendil søkkvaz. (Cf. „Edda poetycka”. W wolnym przekładzie: Teraz Lómendil musi zejść pod ziemię.)
Tacens obmutui et silui. (Cf. Psalm 39[38]. W wolnym przekładzie: Zamilkłem całkowicie.)

sobota, 7 marca 2009

O ratowaniu lasów

Podobno nie wypada przyznawać się do segregowania śmieci, gdyż w ten sposób wyraża się swoje poparcie dla liberalnych ruchów ekologicznych, zielonych etc., którym blisko do lewicy, a w ogóle ekologia to relatywizm moralny etc., etc. Taki pogląd kiedyś słyszałem z ust pewnego gorliwego katolika.

Mimo to przyznam się do kilku rzeczy.

Śmieci segregowałem, dopóki nie odkryłem, że z pojemników wszystkie są ładowane razem na jeden samochód, więc cała segregacja na nic.

Wykorzystuję kartki, zadrukowane po jednej stronie, np. na sprawdzianach - po czystej stronie można przecież pisać. A kiedy każę uczniom czy studentom wyjąć własne kartki, mówię też, że można połówkę oddać sąsiadowi, bo nie będzie dużo pisania, i całe A4 nie jest potrzebne. Często jest to jednak wołanie na pustyni, i widzę zdziwienie w oczach słuchaczy: o co mu chodzi? A ja pamiętam dobrze czasy, kiedy w szkole się zbierało makulaturę, kiedy kupno papieru toaletowego graniczyło z cudem (zawsze mnie do łez rozbawia scena z „Nie lubię poniedziałku”, w której pewna pani bardzo chce kupić tenże papier, a nie może, bo musi pilnować dziecka milicjanta). I dziwię się, że teraz tyle jest papieru, chociażby na ulotki, które zapełniają kosze w okolicach stacji metra. Zużywam ‘miesięczne’ kartki z kalendarza, po drugiej, białej stronie wypisuję słówka albo zapisuję na nich własne tłumaczenia hymnów itp.

Gaszę światło, nie tylko w domu, ale i np. w szkole, kiedy w danej sali czy na korytarzu nikogo nie ma. Ostatnio zwróciłem nawet lekarzowi uwagę, że w przedpokoju zostawił zapalone światło. Wyłączam na noc sprzęty z funkcji czuwania. I dziwię się, że trąbi się o efekcie cieplarnianym i konieczności oszczędzania energii, a jednocześnie tyle wydaje na świąteczną iluminację miasta, czy na światła, które nawet nocą palą się w bankach koło mojego domu. I nie mogę zrozumieć, czemu w korku stoi sznur samochodów, a w każdym tylko jedna osoba.

Zakręcam wodę przy myciu zębów. (Szczerze mówiąc, nigdy nie rozumiałem, na czym polega jej niezakręcanie przy tej czynności. Wodę wlewam do kubka, zakręcam, myję zęby, popłukać mogę wodą z kubka, i już. I tak od dzieciństwa robiłem.)

I uważam, że w ten sposób także realizuje się to, co Pan nakazał pierwszym rodzicom:  „Czyńcie sobie ziemię poddaną”.

Bóg kocha również rzeczy. Słońce, gwiazdy, drzewa, wszystkie rzeczy doczesne. (...) Bóg kocha je i kocha je szczególnie. (...) Św. Paweł mówi, że z widzialnego bytu rzeczy można dojrzeć istnienie i rządzenie niewidzialnego Boga, i w głebokich obrazach głosi tajemnicę świata oczekującego odrodzenia i pragnącego go. To są wszystko znaki, znaki na to, że Bóg szanuje rzeczy, że je kocha, bardzo kocha. (R. Guardini, „O Bogu żywym”)

czwartek, 5 marca 2009

Na piątek

Jeśli nic się nie zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat, to jutro – jak i w każdy piątek Wielkiego Postu – można uzyskać odpust zupełny za odmówienie przed Krzyżem modlitwy Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu.

Poniżej zamieszczam dwa wiersze, które może pomogą ten piątek przeżyć godnie i pobożnie. Jeden z nich to anonimowy wiersz angielski, drugi – napisany po grecku przez Synezjusza. Ten drugi hymn pojawia się w angielskim brewiarzu.

Jezu Chryste, mój ukochany,
Któryś na Krzyżu umarł,
Ze wszystkich sił Cię proszę, błagam,
Przez dwie i trzy Twe rany,
By miłość Twoja mogła mocno
Tak przeszyć serce moje,
Jak w Twoje Serce wbita włócznia,
Gdy śmierć poniosłeś za mnie.
(anonim ang., 14. wiek)


Panie Jezu, wspomnij na mnie,
obmyj mnie ze wszystkich grzechów,
wyzwól z pragnień mych przyziemnych,
czystym uczyń moje serce.

Panie Jezu, wspomnij na mnie,
gdy mnie gnębią niepokoje;
daj, bym służył Tobie wiernie,
pokrzep mnie, jak obiecałeś.


Panie Jezu, wspomnij na mnie,
bom udręczon ciągłą walką;
w bólu wszelkim, w utrapieniu
uzdrowieniem bądź i życiem.

Panie Jezu, wspomnij na mnie,
nie daj, bym od Ciebie odszedł;
poprzez ciemność złudzeń pełną

prowadź do niebieskiej bramy. (Synezjusz)

wtorek, 3 marca 2009

Aniołowie nad grobem Cuthberta i Bedy

W niedzielnym rozważaniu na ‘Anioł Pański’ papież, w związku z Ewangelią o pobycie Pana na pustyni, wspomniał i o tajemnicy aniołów. Przypomniałem sobie dzisiaj, że w jednym z wielkopostnych hymnów z tzw. Durham hymnal, zbioru hymnów z katedry w Durham (gdzie pochowani są Cuthbert i Beda), pojawiają się aniołowie.

W modlitwie południowej do Chrystusa skierowana jest taka prośba:

Niech pomoc nam ześle łaskawie
przez swoich aniołów czcigodnych:
opieką nas niech otaczają
i strzegą wśród życia zamętów.


Opieka aniołów to jeden z tematów psalmu 91, z którego werset pojawia się codziennie w jutrzni jako responsorium krótkie. Do tego psalmu nawiązuje też liturgia I niedzieli Wielkiego Postu, pojawia się on w antyfonach mszalnych.

Przy okazji znalazłem jeszcze jeden wielkopostny hymn z tego zbioru, który kiedyś tłumaczyłem:

O Zbawicielu wszystkich ludzi,
Ty grzechy nasze nam odpuszczasz;
czterdziestodniowy post, o Chryste,
uświęcasz łaską miłosierną.

Niech czyste będą nasze serca,
od grzechu wolne nasze ciała,
by nie mógł skazić wróg podstępny
przez miłość Twoją odkupionych.


Kościoła dzieci, lud Twój, Panie,
przez Krew Twą świętą ocaleni,
błagamy, abyś nas wysłuchał,
od zguby byś wybawił nędznych.

Uleczyć zechciej nasze rany,
gdy ciało ujarzmiamy postem;
od kwasu złości oczyść serca
przez umartwienie i pokutę.


Nadzieją świata Tyś jedyną,
rozdzielasz łaski grzesznym ludziom;
błagania usłysz i modlitwy,
które do Ciebie wierni wznoszą.

My znamy, Panie, nasze grzechy,
którymi Ciebie obrażamy;
błagamy, myśli daj nam czyste,
i z wszelkiej zmazy obmyj serca.


Nasz post składamy Ci w ofierze,
a Ty go przyjmij, niebios Królu,
w paschalnych daj nam sakramentach
Twe wieczne życie, Zbawicielu.


A jutro, kiedy na chwilę fiolet ustąpi w liturgii miejsca bieli, są moje urodziny w „paschalnym sakramencie”, z wody i Ducha Świętego. I jednocześnie, 86. urodziny mojego ojca.

niedziela, 1 marca 2009

O solistkach-wokalistkach, błądzących kaznodziejach i innych klęskach żywiołowych

Co jakiś czas doświadczam klęski żywiołowej w postaci mszy dla Sekcji Rodzin Klubu Inteligencji Katolickiej. Mimo wieloletnich badań, nie udało mi się znaleźć reguły, według której wybierane są niedziele na owe msze. Zdarza się więc czasami, że na taką mszę trafiam. Widząc przed kościołem tłumek, próbuję się ewakuować do katedry warszawskiej, ale niestety, zdarza się, że Sekcja Rodzin podstępnie wkracza do kościoła dopiero 3 minuty przed rozpoczęciem mszy (kiedy jestem w kościele np. od 15 minut, jeśli wcześniej do niego dotrę), i na ucieczkę jest już za późno.

Tak też zdarzyło się i dzisiaj. Na czym owa klęska żywiołowa polega? Na tłumie młodych ludzi tudzież dzieci, z których znaczna część traktuje mszę jak towarzyskie spotkanie. Nie śpiewają, nie odpowiadają kapłanowi, półgłosem rozmawiają, chichoczą mniej lub bardziej donośnie, przychodzą w połowie mszy i na siłę wciskają się do zapełnionych już ławek, w których siedzą z plecaczkami koleżanki i koledzy, radośnie do nich machający...

Do tego dzisiejsze kazanie... Doskonały przykład tego, co Anglicy nazywają rambling. Rozwlekłe, rozlazłe, rozproszone, ot, takie włóczenie się tu i tam, bez celu i jakiejkolwiek myśli przewodniej. Pominę już fakt, że kaznodzieja, mówiąc o przymierzu opisanym w pierwszym czytaniu, nawet nie wspomniał, iż Pan zawarł je nie tylko z Noem, ale z wszelką istotą żywą, z całym stworzeniem, jak o tym wyraźnie mówi Księga Rodzaju. Próbował błysnąć znajomością greki, kiedy tłumaczył prośbę z Modlitwy Pańskiej - „nie wódź nas na pokuszenie”. Próbował. Opowiedział historię z Dziejów Apostolskich (16:16-26), o niewolnicy opętanej przez ducha pozwalającego jej przepowiadać przyszłość. Z tej opowieści wynikało, że Paweł trafił do więzienia, ponieważ uzdrowił tę kobietę - owszem, ale nie chodziło o samo uzdrowienie, tylko o to, że właściciele niewolnicy stracili źródło dochodu; do takiej wróżki ustawiały się pewnie kolejki... Tuż przed błogosławieństwem usłyszeliśmy jeszcze dowcipną historyjkę, o proboszczu egzorcyście i jego kościelnym. Bardzo na miejscu. Przypuszczam, że celebrans nie odmawiał dziś oficjum czytań, albo też nie wziął sobie do serca słów hymnu, który nawołuje do oszczędniejszego używania słów i dowcipów (utamur ergo parcius verbis et iocis).

I jeszcze solistka-psalmistka. Nie wiem, czemu coraz częściej w kościołach można usłyszeć psalmy, wykonywane z reguły przez dziewczę (rzadziej przez chłopię) o wyraźnym zacięciu popowo-jazzowym. Może traktują udział we mszy jako szansę na sukces?

Panie, Boże mój, Tobie ofiaruję tę mszę, mój w niej udział, w zjednoczeniu z Męką Pana Jezusa, na intencję Ojca Świętego i naszej fundacji, i na zadośćuczynienie za moje grzechy. Amen.