wtorek, 6 kwietnia 2010

Apolutikia anastasima ton okto ekhon, cd.

Dzień trzeci:

Niech cieszy się wszystko, co jest w niebiosach, niech raduje się wszystko, co jest na ziemi, bo Pan okazał moc swego ramienia: śmiercią podeptał śmierć, stał się Pierworodnym wśród umarłych, wyrwał nas z trzewi Otchłani, i światu okazał wielkie miłosierdzie.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Apolutikia anastasima ton okto ekhon, cd.

Dzień drugi:

Kiedyś zstąpił w głębiny śmierci, Ty, coś Życiem jest nieśmiertelnym, wtedy uśmierciłeś Otchłań (dosł. świat zmarłych) błyskawicą swego Bóstwa; wtedy zaś, gdy z podziemnych głębin podźwignąłeś umarłych, wszystkie Moce, co nad niebiosami mieszkają, wołały: O Życia-Dawco, Chryste, nasz Boże, chwała Tobie!

Na ikonach Anastasis widać ową „błyskawicę Bóstwa” – samego Chrystusa, w oślepiająco białych lub ogniście złotych szatach.

Przejście jak błyskawica

Nieprzetłumaczalny właściwie hymn o Chrystusie Jezusie, z drugiego rozdziału Listu św. Pawła do Filipian, ma szczególne miejsce w liturgii Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty.

Trzy pierwsze wersy tego hymnu (Flp 2:6-8) mówią o uniżeniu – dosłownie wręcz o opróżnieniu [z chwały] – Chrystusa, który „nie rwał się” do tego, aby na równi być z Bogiem, i stał się posłuszny aż do śmierci na krzyżu. Trzy kolejne (Flp 2:9-11) mówią o Jego wywyższeniu ponad wszelkie stworzenie. Przejście z jednej części hymnu do drugiej dokonuje się – i to jest bardzo rzucające się w oczy, wręcz porażające, w oryginale – jednym maleńkim słówkiem: dio. Po polsku rozwleka się to w dlatego też, i jakoś ginie to niesamowite, nagłe przejście z krzyża do chwały.

Apolutikia anastasima ton okto ekhon

Z liturgii bizantyńskiej, osiem apolytikiów na Zmartwychwstanie naszego Pana. Akurat na świętą Oktawę.

Dziś pierwszy z nich:

Kiedy Żydzi opieczętowali kamień, a żołnierze pilnowali Twego nieskalanego Ciała, powstałeś, o Zbawco, dnia trzeciego, i światu podarowałeś życie. Dlatego Moce niebios wołały do Ciebie, o Życia-Dawco: Chwała Zmartwychwstaniu Twemu, o Chryste; chwała Twemu królestwu; chwała Twemu planowi zbawienia [oikonomia], jedyny Miłośniku człowieka!

Spiritum nobis, Domine...

... tuae caritatis infunde, ut, quos sacramentis paschalibus satiasti, tua facias pietate concordes. Tą modlitwą kończy się msza Wigilii wielkanocnej, a doskonale oddaje ona moje odczucia z całego świętego Triduum. Concordes, mający jedno serce, jako jeden Kościół*). (Wpis będzie długi i dosyć wylewny, a dla postronnych może i nudny.)

Cieszę się, że Kościół święty ma tak wspaniałą i Boską liturgię. I że nasz Pan pozwala mi, grzesznemu, w niej uczestniczyć.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę przeżyłem w kościele św. Marcina. Wigilię – na Służewie. Dzisiejszą mszę poranną znowu u św. Marcina. I chcę teraz podziękować.

Naszemu Księdzu rektorowi, Andrzejowi, i księdzu Sławkowi, z którymi już od kilkunastu lat przeżywamy święte Triduum. Siostrze Dolores, dzięki której umiem śpiewać Ciemne Jutrznie, i wszystkim siostrom, z którymi od osiemnastu lat się modlę.

I wam, radości moja i chlubo (niech wolno mi będzie zacytować Apostoła; napisałbym najchętniej: wam, moim ukochanym dzieciom – ale się obrazicie ;-) – więc niech zostanie radość i chluba), nowicjusze służewieccy, którzyście mnie zaprosili. Nie wiem, co sobie ludzie pomyśleli, zobaczywszy na moim krześle kartkę z dużym napisem Sedes magistri... Zresztą, było ciemno, więc może nawet nikt nie zauważył. A dziś rano sobie uświadomiłem, że znowu nie widziałem legendarnej Adeli, więc ciągle pozostaje ona dla mnie dominikańskim mitem.

To była prawdziwa wigilia, prawie pięciogodzinna, rzeczywiste, zgodnie z etymologią, czuwanie, nie-spanie, bo mimo zmęczenia spać się nie chciało aż do rana. Widzieć przejętych braci, którzy pierwszy raz w habitach obchodzili Wielkanoc – wierzcie mi, to coś, dla czego warto żyć. (Tak samo, jak widzieć papieża w czasie wielkanocnej mszy, który mocno wsparty na swojej feruli słucha Ewangelii, i z radosną twarzą intonuje Credo.) I dziękuję nieznanej pani, która wraz z córką o trzeciej w nocy podwiozła mnie pod sam dom, po drodze rozmawiając z zainteresowaniem o przekładach Pisma. A w domu, przy drzwiach, obudzone i radosne Nessa i Phoebe. Myślę, że w jakiś tajemniczy sposób one też wiedzą, co to za Dzień.

A teraz, specjalnie dla „Michałka”, kilka uwag o liturgii wigilijnej. Przede wszystkim, ornaty, które są obrazą Boską. Doszedłem do wniosku, że trzeba ogłosić jakąś składkę, żeby w końcu na Służewie kupili porządne i piękne ornaty. Ktoś z czytających chętny, aby wesprzeć to zbożne dzieło? Komitet się zorganizuje, pieniądze zbierze, i ornaty kupi, a te koszmar-ornaty, które obecnie są w użyciu, będzie można ukryć w najciemniejszych szufladach zakrystii. Dalej, gadający i zachęcający do oklasków koncelebransi, siedzący akurat przede mną: ojcowie drodzy, to jest święta liturgia, a nie wiec... Brakowało mi też zwykłych pieśni wielkanocnych – Otrzyjcie już łzy, Zwycięzca śmierci... Takie zwykłe, proste pieśni, które każdy zna. Wolę je od szlagierowych „Baranków młodych”, chyba dwa razy śpiewanych w czasie nocnej liturgii. (Ale mam plan, jak te koszmarne „Baranki młode” wyplenić, korzystając z watykańskich pomocy.) I jeszcze – ‘alleluja’, które schola wtrącała do Exsultet – przecież wielkanocne ‘alleluja’ ma swoje specjalne miejsce w liturgii, kiedy jest uroczyście intonowane – i tu mi zabrakło gregoriańskiej melodii do tego, pierwszego po Wielkim Poście, ‘alleluja’. To jest niezwykła melodia, trzykrotne ‘alleluja’, coraz wyżej śpiewane. W Watykanie, diakon przed papieżem śpiewa: Beatissime Pater, annuntio vobis gaudium magnum, quod est Alleluia – to wyraźnie pokazuje, jak ważne miejsce w tej liturgii ma ten śpiew. ‘Alleluja’ przy Exsultet jakoś psuje zamysł liturgii. I jeszcze Kanon rzymski – ale to temat na osobny wpis.

Tak naprawdę, kiedy słucham Exsultet albo Kanonu rzymskiego, to odruchowo w głowie słyszę je po łacinie, a melodie „dominikańskie” mi w tym przeszkadzają. Co poradzić, tak jak mieszkańcy Northumbrii w czasach Bedy, jestem do szpiku kości rzymski.

Ech, zaraz mi powiedzą, że narzekam i się czepiam, ale to naprawdę na prośbę „Michałka” ;-)

Fragment z Exsultet, który dla mnie brzmi szczególnie poruszająco: Haec nox est, in qua, destructis vinculis mortis, Christus ab inferis victor ascendit. W Niedzielę wieczorem, jak głos z drugiego chóru, jak echo, zabrzmią do tego wersu słowa z nieszpornego hymnu:

Consurgit Christus tumulo,
victor redit de barathro,
tyrannum trudens vinculo
et paradisum reserans.


Per sua sancta vulnera, gloriosa, custodiat nos et conservet Christus Dominus. Amen.

PS Jeśli dobrze pamiętam, to dziś jest też rocznica chrztu św. Augustyna, który ochrzczony został właśnie w Wielką Noc, 4. IV.
_________________
*) Wigilia wielkanocna wzmaga to poczucie jedności także poprzez litanię do Wszystkich Świętych, kiedy nagle słychać szum ich szat pośród nas.

piątek, 2 kwietnia 2010

Dwie myśli

Z Wielkiego Czwartku i z Wielkiego Piątku.

Pierwsza myśl jest trochę egoistyczna: Chciałbym, żeby została po mnie jakaś eucharystyczna pieśń, trochę ich przetłumaczyłem ze starych tekstów. Żeby nawet po mojej śmierci zostało uwielbienie Najświętszego Sakramentu, chociaż tak nędznie wielbię Go za życia. Ale chyba się nie doczekam.

A druga: Śpiewamy psalmy, czytamy z Pisma i ze św. Jana Złotoustego o KRWI*), ale czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić i odczuć Jego Mękę? Pobite i przebite żywe ciało, ból głowy, pragnienie, patrzenie z krzyża na tych, którzy dzielą szaty i potrząsają głowami, wreszcie jakże przeraźliwą agonię?

W Wielką Sobotę milczenie: będziemy w Podziemiu.
___________________
*) Niezwykłą moc mają słowa z Listu do Hebrajczyków: Według Prawa, niemal wszystko jest oczyszczane krwią, a bez wylania krwi (bardzo ładny neologizm w oryginale) nie dokonuje się odpuszczenia grzechów (Hbr 9:22).

czwartek, 1 kwietnia 2010

Życzenia z mojego brewiarza

W jednej z homilii Ælfrica znalazłem fragment, który, rzec można, doskonale streszcza całe święte Triduum wielkanocne.

Prawdziwe i godne wiary jest to, że Chrystus narodził się z Dziewicy, że z własnej woli poniósł śmierć, został pogrzebany, i że tego dnia [homilia jest na dzień Wielkanocy] powstał z martwych. Mówi się o Nim w symbolach chleba i baranka, i lwa, i na wiele jeszcze  innych sposobów. Nazywany jest chlebem, bo życiem jest naszym i aniołów. Mówi się o Nim jako o baranku, ze względu na Jego niewinność. Nazywa się Go lwem, gdyż z wielką mocą pokonał potężnego diabła.

Aby zaś nie musieli drodzy czytelnicy tracić czasu przy komputerze w nadchodzące święte dni, to będą już życzenia. W moim brewiarzu mam obrazek z Anglii, bardzo skromny: jest na nim kilka róż i gwiazda, i słowa mojego ukochanego Bedy, z jego komentarza do Apokalipsy. Myślę, że będą dobrymi życzeniami, można o nich pomyśleć, słuchając śpiewu Exsultet.

Chrystus jest poranną gwiazdą. Kiedy noc tego świata przemija, On przynosi swoim świętym obietnicę światła życia, i otwiera dla nich dzień, który nie ma końca.