piątek, 4 kwietnia 2025
czwartek, 3 kwietnia 2025
Choroba dwubiegunowa
A dokładniej: choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD) to nie depresja, chociaż zawiera w sobie depresję. Zawiera także przeciwieństwo depresji, (hipo)manię, czyli nadmierne pobudzenie, euforię, z gonitwą myśli i tysiącem pomysłów, które nie mają szans na zrealizowanie. ChAD nie jest łatwo zdiagnozować, często się ją uważa za depresję, bo ta jest, w jednym z typów choroby, łatwiej dostrzegalna. Mnie 13 lat leczono na depresję, zanim odkryto, że mam chorobę dwubiegunową, która wymaga innego leczenia. Zmiany z depresji w manię są nagłe, jak nożem uciął, i nieprzewidywalne: można kłaść się spać w ciężkiej depresji, a rano obudzić się w manii. Farmakoterapia jest podstawą leczenia, psychoterapia ją wspomaga. ChAD jest nieuleczalna, cierpię na nią od 34 lat, leki tylko ją łagodzą; czasami następują krótkie okresy remisji. I tyle dla ciekawych.
Mogę jeszcze dodać, że ta choroba pozbawia nadziei; nie dlatego, że ktoś nie chce mieć nadziei, ale że sam mechanizm tej choroby sprawia, że nadzieja w środku w nas ginie. Im dłużej się choruje, tym mniej nadziei.
środa, 2 kwietnia 2025
Nie nasz papież
To tytuł książki, którą chcę przeczytać. Z internetowych zajawek można się dowiedzieć, że kiedy Jan Paweł II był w Holandii w 1985, witały go transparenty: Posuń się, Janie Pawle, zasłaniasz Jezusa. Pewnie teraz wszyscy na mnie napadną, ale uważam, że w tych słowach było sporo racji. Owszem, Jan Paweł II wiele dokonał dla świata i, być może, dla Kościoła, ale dla mnie był bardziej showmanem niż sługą sług Bożych. Jego sposób mówienia, jego gesty... jego pycha także. (Dwa przykłady: chamskie słowa do papieskiego łacinnika, który zwrócił papieżowi uwagę na błąd ortograficzny, i upieranie się na czytanie homilii właśnie w Holandii, mimo nieznajomości języka.) Do tego w Polsce zrobiono z niego złotego cielca i osobę nietykalną pod każdym względem. A ja zawsze alergicznie reaguję na kult jednostki.
Co do zasłaniania Jezusa: moja znajoma baptystka powiedziała mi kiedyś, że prawdopodobnie wielu, wielu ludzi śpiewających Abba Ojcze nie myśli tu o Ojcu naszym niebieskim, ale o papieżu, bo to przecież nasz Ojciec Święty. (Przypomnę tylko, że naszym papieżem jest zawsze ten obecnie urzędujący.) Tak samo dla mnie zgorszeniem było wstawienie twarzy Jana Pawła II na miejsce twarzy ojca w obrazie syna marnotrawnego Rembrandta. Wracamy i wracać mamy nie do papieża, chociażby był jak najbardziej cool, ale do Ojca naszego niebieskiego. Wreszcie, całe umieranie papieża na oczach świata to był show i nie przekonują mnie opinie, że chciał nam dać ostatnią lekcję, jak się umiera. Czy ten show to był jego własny pomysł, czy jego otoczenia, nie wiem. Dla mnie to było gorszące. I nie, nie płakałem po papieżu.
O innych cieniach jego pontyfikatu pisał nie będę, bo są dobrze znane, chociaż skrzętnie zacierane przez jego wyznawców.
Ojciec... Nigdy Jan Paweł II nie budził we mnie synowskich uczuć, nie uważałem go za ojca, nie sądzę, abym chciał się u niego wyspowiadać czy porozmawiać z nim o życiu. W tym względzie był dla mnie całkowicie obcą osobą, w przeciwieństwie do jego następcy. Tak samo jeśli chodzi o słynne poczucie humoru JP2: zupełnie mi obce, zupełnie nieśmieszne. No cóż, nie nasz papież, mówią na świecie, nie mój papież, powiem i ja.
I na koniec pragnę przeprosić wszystkich wyznawców JP2 za to, że ten wpis nie został opublikowany o 21:37. Czy to może było 27?
wtorek, 1 kwietnia 2025
Naprawdę
Nie lubię słońca, wolę księżyc. Nie lubię czasu letniego, wolę zimowy. Owszem, lubię wiosnę, bo przynosi kolory piękne, ale staram się lubić każdą porę roku, w każdej znaleźć coś dobrego, w ich cyklu się odnaleźć. Nie przeszkadza mi, że ciemno się robi o 15, może trochę szkoda mi bezlistnych drzew (the bare and leafless day, jak śpiewała Galadriela) i żal, że nie ma już śniegu w naszym klimacie. 15 stopni uważam już za gorąco, w minusowych temperaturach lepiej funkcjonuję psychosomatycznie. Tak po prostu mam. Takim mnie stworzono.
Ziemiomorze i podwójny sakrament
W psalmie 102, odmawianym dzisiaj, czytamy, że wrogowie przeklinają psalmistę jego własnym imieniem (Ps 102:9). Skojarzyło mi się to z Ziemiomorzem, w którym prawdziwe imię człowieka jest pilnie strzeżone, a jego znajomość może dać władzę nad tym, kto je nosi. Wrogowie używają imienia psalmisty do przeklinania, czyli je znają, i mogą w ten sposób bardziej go dotknąć, bardziej zranić. Trafiają go w samo serce. Może byli kiedyś jego przyjaciółmi i stąd znają jego imię? Są w psalmach skargi na fałszywych przyjaciół.
Dzisiejsza modlitwa po Komunii (wtorek 4. tygodnia Wielkiego Postu) jak rzadko która mówi nam, że Eucharystia służy i duszy, i ciału. Ogarnia całego człowieka. To bardzo piękny obraz, chyba mało się o nim mówi, o tej potędze Najświętszego Sakramentu. Zapoznana idea, chociaż pisał o niej w swoich eucharystycznych hymnach Tomasz z Akwinu. Przez Twe Ciało, Panie, i Krew Twoją, ulecz moją duszę i ciało: bo i dusza, i ciało dostąpią zmartwychwstania. A jak bardzo potrzebuję tego uleczenia, Ty sam wiesz.
Nie ukrywaj się w czas ucisku, ale mnie ukryj w ukryciu Twego oblicza.
Etykiety:
ciało,
dusza,
Eucharystia,
imiona,
mszał,
psalmy,
Tomasz z Akwinu,
Wielki Post,
wrogowie,
zbawienie,
zdrowie,
Ziemiomorze
Subskrybuj:
Posty (Atom)