Kończy się ten miesiąc, drugi z najobrzydliwszych miesięcy roku. Jedyne, co w nim dobre, to arturiańskie przebłyski, które co roku powracają właśnie w styczniu.
wtorek, 31 stycznia 2012
poniedziałek, 30 stycznia 2012
O białym człowieku
To, co określamy mianem kolonizacji, misji wśród pogan, krzewienia cywilizacji i tak dalej, ma też inne oblicze – twarz drapieżnego ptaka, w okrutnym skupieniu czyhającego na następną ofiarę, twarz godną łupieżców i piratów. Wszystkie orły i inne drapieżniki, zdobiące nasze tarcze herbowe, wydały mi się odpowiednim psychologicznym wyobrażeniem naszej prawdziwej natury. (C.G. Jung, „Wspomnienia. Sny. Myśli.”)
niedziela, 29 stycznia 2012
Żydzi, masoni, protestanci i prawdziwi katolicy
W jednym ze swoich hymnów, które są poetyckimi modlitwami, Roman Brandstaetter modlił się do Jezusa o ustanowienie święta Spożywania Pisma Świętego:
Niechaj to święto
Ożywi w człowieku
Umiłowanie słów Twoich,
I napełni go pragnieniem
I łaknieniem
Twojej nauki,
Która jest źródłem naszej ludzkiej godności.
(…) bez znajomości Twoich wersetów,
Nieśmiertelnych,
Zbawiennych
I wyzwalających,
Każde życie jest figowcem uschniętym,
A każda śmierć bezowocna.
No cóż... Brandstaetter był Żydem, ochrzczonym wprawdzie, ale jednak Żydem, co całkowicie go dyskredytuje w oczach prawdziwych katolików, i stawia w rzędzie masonów i protestantów, którzy od kilkudziesięciu lat niszczą Kościół. Przecież dla prawdziwego katolika czytanie Pisma Świętego to grzech ciężki! Kiedy blogowałem jeszcze na liturgia.pl, ktoś pobożnie napisał pod jednym z moich tekstów, że zwykły katolik nie potrzebuje Biblii, przecież wystarczy mu katechizm i msza. Oczywiście, najlepiej, aby to była msza w całości po łacinie, inaczej przecież mógłby zwykły katolik usłyszeć niebezpieczne fragmenty Pisma Świętego, czytane w czasie liturgii. Co zaś do katechizmu... Jest on przeznaczony przede wszystkim do „odpowiedzialnych za katechezę: na pierwszym miejscu dla biskupów jako nauczycieli wiary i pasterzy Kościoła” (pkt.12 Katechizmu Kościoła Katolickiego). Dopiero na końcu stwierdza się, że jego czytanie będzie pożyteczne dla wszystkich innych wiernych chrześcijan. Niestety, w tymże Katechizmie czytamy też straszliwe słowa: „Wierni Chrystusowi powinni mieć szeroki dostęp do Pisma świętego” (pkt.131), gdyż jest ono utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym i stałym życia duchowego (tamże). Cytowana jest też soborowa Konstytucja o Słowie Bożym: „Kościół usilnie i szczególnie upomina wszystkich wiernych... aby przez częste czytanie Pisma świętego nabywali «najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa» (Flp 3, 8). «Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa» (św. Hieronim)” (Konstytucja Dei Verbum, 25; Katechizm, pkt.133). Ale, wiadomo, Vaticanum II to dzieło protestantów i masonów...
Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła (Ps 95:7-9).
Kiedy szukamy Jezusa, szukamy Go często według własnych wyobrażeń, prywatnie, niby w Kościele, ale jednak poza nim, bo przecież lepiej wiemy, jaki Jezus powinien być, i co miał On na myśli, kiedy tworzył Kościół. Nie modlimy się już do Boga „Ojcze nasz”, ale „Ojcze mój”, wmawiając sobie, że w ten sposób doskonalej naśladujemy Jezusa (cf. Mt 26:39). A kiedy On wreszcie przychodzi – vocatus atque non vocatus – zupełnie inny, niż myśleliśmy, mówimy do Niego tak, jak zły duch z dzisiejszej Ewangelii: Spadaj, Jezusie z Nazaretu, przyszedłeś nas zniszczyć? (Mk 1:24). Przyszedłeś zniszczyć wszystko, co tak skrzętnie zbudowaliśmy dla Ciebie, a Tobie się to nie podoba? Chcesz inaczej, po Twojemu? Wypchaj się!
Jak mamy Cię poznać, takiego, jakim jesteś naprawdę, abyśmy Cię nie kusili i nie odrzucali?
Niechaj to święto
Ożywi w człowieku
Umiłowanie słów Twoich,
I napełni go pragnieniem
I łaknieniem
Twojej nauki,
Która jest źródłem naszej ludzkiej godności.
(…) bez znajomości Twoich wersetów,
Nieśmiertelnych,
Zbawiennych
I wyzwalających,
Każde życie jest figowcem uschniętym,
A każda śmierć bezowocna.
No cóż... Brandstaetter był Żydem, ochrzczonym wprawdzie, ale jednak Żydem, co całkowicie go dyskredytuje w oczach prawdziwych katolików, i stawia w rzędzie masonów i protestantów, którzy od kilkudziesięciu lat niszczą Kościół. Przecież dla prawdziwego katolika czytanie Pisma Świętego to grzech ciężki! Kiedy blogowałem jeszcze na liturgia.pl, ktoś pobożnie napisał pod jednym z moich tekstów, że zwykły katolik nie potrzebuje Biblii, przecież wystarczy mu katechizm i msza. Oczywiście, najlepiej, aby to była msza w całości po łacinie, inaczej przecież mógłby zwykły katolik usłyszeć niebezpieczne fragmenty Pisma Świętego, czytane w czasie liturgii. Co zaś do katechizmu... Jest on przeznaczony przede wszystkim do „odpowiedzialnych za katechezę: na pierwszym miejscu dla biskupów jako nauczycieli wiary i pasterzy Kościoła” (pkt.12 Katechizmu Kościoła Katolickiego). Dopiero na końcu stwierdza się, że jego czytanie będzie pożyteczne dla wszystkich innych wiernych chrześcijan. Niestety, w tymże Katechizmie czytamy też straszliwe słowa: „Wierni Chrystusowi powinni mieć szeroki dostęp do Pisma świętego” (pkt.131), gdyż jest ono utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym i stałym życia duchowego (tamże). Cytowana jest też soborowa Konstytucja o Słowie Bożym: „Kościół usilnie i szczególnie upomina wszystkich wiernych... aby przez częste czytanie Pisma świętego nabywali «najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa» (Flp 3, 8). «Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa» (św. Hieronim)” (Konstytucja Dei Verbum, 25; Katechizm, pkt.133). Ale, wiadomo, Vaticanum II to dzieło protestantów i masonów...
Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła (Ps 95:7-9).
Kiedy szukamy Jezusa, szukamy Go często według własnych wyobrażeń, prywatnie, niby w Kościele, ale jednak poza nim, bo przecież lepiej wiemy, jaki Jezus powinien być, i co miał On na myśli, kiedy tworzył Kościół. Nie modlimy się już do Boga „Ojcze nasz”, ale „Ojcze mój”, wmawiając sobie, że w ten sposób doskonalej naśladujemy Jezusa (cf. Mt 26:39). A kiedy On wreszcie przychodzi – vocatus atque non vocatus – zupełnie inny, niż myśleliśmy, mówimy do Niego tak, jak zły duch z dzisiejszej Ewangelii: Spadaj, Jezusie z Nazaretu, przyszedłeś nas zniszczyć? (Mk 1:24). Przyszedłeś zniszczyć wszystko, co tak skrzętnie zbudowaliśmy dla Ciebie, a Tobie się to nie podoba? Chcesz inaczej, po Twojemu? Wypchaj się!
Jak mamy Cię poznać, takiego, jakim jesteś naprawdę, abyśmy Cię nie kusili i nie odrzucali?
piątek, 27 stycznia 2012
Omnis festinatio ex parte diaboli est*)
(…) wtrąceni jesteśmy w kataraktę postępu, popychającego nas ku przyszłości z impetem, który staje się tym bardziej gwałtowny, im silniej odrywa nas od naszych korzeni. Kiedy zaś to, co stare, już raz zostanie przełamane, wtedy też najczęściej zostaje unicestwione i człowiek nie ma się już czego trzymać. Bo to właśnie utrata związku z przeszłością, wykorzenienie, wytwarza uczucie takiego „dyskomfortu w kulturze”, powoduje taki pośpiech, że żyjemy raczej przyszłością z jej chimeryczną obietnicą, mirażem złotego wieku, aniżeli teraźniejszością, do której jeszcze w ogóle nie dostosowało się całe podłoże naszej ewolucji historycznej. Bez pohamowania rzucamy się w to, co nowe, pchani przez rosnące uczucie niedosytu, niezadowolenia, z hektycznym rumieńcem. (…) Nie chcemy zrozumieć, że to, co lepsze, zawsze kompensowane jest przez to, co gorsze. Nadzieję większej wolności unicestwia zniewolenie przez coraz potężniejsze państwo; nie mówiąc już o straszliwych niebezpieczeństwach, na jakie wystawiają nas błyskotliwe odkrycia naukowe. (…)
Jest rzeczą oczywistą, że ulepszenia nastawione na przyszłość, to znaczy dokonywane nowymi metodami lub za pomocą „gadgetów”, mają siłę przekonywania, są akceptowane natychmiast, z czasem jednak budzą wątpliwości, a w każdym razie przychodzi drogo za nie płacić. W niczym nie powiększają one komfortu, zadowolenia ani szczęścia. Najczęściej są to przejściowe udogodnienia w egzystencji, choćby sposoby na zaoszczędzenie czasu, które nieszczęśliwie tylko przyśpieszają rytm życia, zostawiając nam w ten sposób mniej czasu niż kiedykolwiek dotąd. (C.G. Jung, „Wspomnienia. Sny. Myśli.”)
Jest rzeczą oczywistą, że ulepszenia nastawione na przyszłość, to znaczy dokonywane nowymi metodami lub za pomocą „gadgetów”, mają siłę przekonywania, są akceptowane natychmiast, z czasem jednak budzą wątpliwości, a w każdym razie przychodzi drogo za nie płacić. W niczym nie powiększają one komfortu, zadowolenia ani szczęścia. Najczęściej są to przejściowe udogodnienia w egzystencji, choćby sposoby na zaoszczędzenie czasu, które nieszczęśliwie tylko przyśpieszają rytm życia, zostawiając nam w ten sposób mniej czasu niż kiedykolwiek dotąd. (C.G. Jung, „Wspomnienia. Sny. Myśli.”)
____________________________
*) Oczywiście, poza festinatio Nawiedzenia.
Celność tłumaczeń
Skojarzenia przy słowach i przekładach są zawsze cennym i radosnym doświadczeniem. Weźmy np. czasownik suscipio. Sus- to przedrostek, od czego będzie -cipio? Bracia wiedzą już, że pierwsze -i- powstało z innej samogłoski: zmiana, którą wywołuje przedrostek. Zatem -cipio jest od capio. Doskonale. Co zatem znaczy suscipio? Łapać świnię. Bo przecież sus to świnia, wyjątek deklinacji III. [Tu należy wstawić odpowiedni emotikon. Osoby nieznające łaciny proszone są o niesugerowanie się powyższym tekstem, ale sięgnięcie po słowniki. Dziękujemy.]
Serae portarum Ierusalem. W polskim przekładzie psalmu – zawory bram. Ale, jak zauważył brat D., zawór kojarzy się nie z bramą, ale z kranem. Zawór gazu, zawór cieczy, zawór bezpieczeństwa. Rzeczywiście, nigdy o tym nie pomyślałem. Być może kiedyś to słowo oznaczało w ogóle zamknięcie – ale owo 'kiedyś' musiało być wcześniej niż tłumaczenie Biblii Tysiąclecia?
Serae portarum Ierusalem. W polskim przekładzie psalmu – zawory bram. Ale, jak zauważył brat D., zawór kojarzy się nie z bramą, ale z kranem. Zawór gazu, zawór cieczy, zawór bezpieczeństwa. Rzeczywiście, nigdy o tym nie pomyślałem. Być może kiedyś to słowo oznaczało w ogóle zamknięcie – ale owo 'kiedyś' musiało być wcześniej niż tłumaczenie Biblii Tysiąclecia?
środa, 25 stycznia 2012
Jedność
W jednym ze średniowiecznych mszałów podana jest modlitwa, którą kapłan odmawiał przed mszą, wzbudzając intencje. Jest w niej taka prośba: oremus pro unitate ecclesiarum. Módlmy się o jedność Kościołów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)