sobota, 28 lutego 2009

Traduttore traditore

Zboczenie filologiczne daje o sobie znać w różnych momentach. Niektórzy się na nie oburzają (vide niektóre blogi), inni zupełnie nie potrafią go pojąć (jak wyżej), a są i tacy, którzy się nim zachwycają (vide ten blog).

Weźmy chociażby I niedzielę Wielkiego Postu. W Ewangelii czytamy, że Duch wyprowadził Jezusa na pustynię (Mk 1:12). Przynajmniej tak jest w polskim przekładzie. W oryginale – i w wielu innych przekładach – Duch wypędza lub gna Jezusa na pustynię. W filologicznym komentarzu do Nowego Testamentu Zerwick wyjaśnia, że chodzi tu o działanie z siłą, z mocą. To nie jest wyprowadzenie dziecka z przedszkola, chyba że matka bardzo się śpieszy i dosyć gwałtownie dzieckiem steruje; to nie jest wyjście na spacerek niedzielny, kiedy można sobie pochodzić spokojnie po Starym Mieście. Moc Ducha, potężna moc, prowadzi Jezusa na pustynię.

Spójrzmy na prefację. Ta niedziela ma własną prefację, która mówi właśnie o kuszeniu Jezusa. W polskim przekładzie Jezus pościł na pustyni przez czterdzieści dni. W łacińskim oryginale – powstrzymywał się od ziemskiego pokarmu, terrenis abstinens alimentis, co odnieść można do pierwszej pokusy i odpowiedzi Jezusa na nią: nie samym chlebem – ziemskim pożywieniem – żyje człowiek.

W polskim mszale czytamy, że Jezus zniweczył wszystkie podstępy szatana. W łacińskim są to podstępy, a właściwie zasadzki, starodawnego węża, antiqui serpentis. To odniesienie do Ap 12:9, ale też do sceny kuszenia w raju, gdzie pierwsi rodzice ulegli podstępowi węża.

Wreszcie, w polskiej wersji Jezus „nauczył nas zwyciężać pokusy do grzechu”. Po łacinie nauczył nas fermentum malitiae superare, przezwyciężać kwas złośliwości. Przyznaję, trudno to dobrze oddać po polsku, ale jest to dosyć ważne skojarzenie z 1 Kor 5:8, tekstem czytanym w Niedzielę Wielkanocną. Święta paschalne to święta Przaśników, chleba niekwaszonego, wypiekanego bez zakwasu (kto dziś wie, co to był chleb na zakwasie...) Paweł nawołuje do usunięcia starego kwasu złości i przewrotności z naszych serc, abyśmy mogli obchodzić nasze święto – święto Paschy – na przaśnym chlebie szczerości i prawdy. I o tym też mówi prefacja: abyśmy mogli obchodzić święta wielkanocne z czystymi sercami, i dojść do wiecznego święta w niebie.

Szkoda, że polski przekład pozbawił tę prefację jej biblijnych korzeni.

czwartek, 26 lutego 2009

...where we are dressed for this short comedy...

To linijka z wiersza sir Waltera Raleigh, w którym zastanawia się, czym jest życie ludzkie. A jest, według niego, komedią; łono matki jest garderobą, w której ubieramy się do naszego krótkiego występu... I tylko umieramy na serio.

Myśl nie jest nowa, pojawia się już w starożytności; bardziej pewnie znana jest z Shakespeare’a.

W Ewangelii Środy Popielcowej Chrystus Pan ostrzega nas przed obłudą: nie bądźcie jak obłudnicy. W tekście greckim mamy słowo hypokrites. A jedno z jego podstawowych znaczeń to - ‘aktor’. Zatem: Nie bądźcie jak aktorzy.

W „Dialogach karmelitanek” Bernanosa umierająca matka przeorysza mówi:

Przezwyciężyć [swoją naturę], ale nie łamać, to rozróżnienie jest zobowiązujące. Chcąc zgwałcić naturę, dochodzi się tylko do braku naturalności, a Bóg nie żąda od swych dzieci, by codziennie odgrywały komedię przed Jego Majestatem, lecz aby Mu służyły.

wtorek, 24 lutego 2009

Wielki Post, czyli tam i z powrotem

W Wielką Sobotę, w modlitwie czytań Kościół rozważa fragment homilii, przypisywanej niegdyś św. Epifaniuszowi. Opowiada ta homilia o zejściu Pana do Otchłani, do krainy zmarłych, i spotkaniu z praojcem Adamem.

Chrystus Pan przypomina Adamowi pobyt w raju i wygnanie z niego, wskutek grzechu pierworodnego. W pięknych obrazach tłumaczy Adamowi, w jaki sposób Jego Męka powtórnie otwiera dla ludzi bramy raju: Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom, i ukrzyżowany w ogrodzie. Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. (...) Obejrzyj moje ręce, tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa.

Na początku Wielkiego Postu słyszymy słowa, które Pan wypowiedział do Adama w raju: Prochem jesteś i do prochu wrócisz, słowa, przypominające skutki grzechu: śmierć i wygnanie z rajskiego ogrodu. W późnym średniowieczu wyprowadzano w Popielec pokutników na zewnątrz kościoła, na zachód, i czytano fragment z Księgi Rodzaju, mówiący o pierwszych rodzicach, którzy musieli opuścić raj wskutek swojego grzechu. Wielki Post miał być dla nich drogą powrotu: ci, którzy wyszli z raju, do raju mają wrócić; już nie do ziemi, z której zostali wzięci (cf. Rdz 3:19), ale do raju.

Wielki Post jest drogą powrotu, drogą dla wygnańców. (Jeśli miałbym powiedzieć, co jest moją tożsamością, moim najgłębszym „ja”, powiedziałbym, że bycie wygnańcem.) Od Środy Popielcowej mamy dojść do Wielkiej Soboty, i razem z Panem powstać do nowego życia w Noc paschalną. Nad popiołem kapłan modli się: Boże, spraw, abyśmy (...) przez gorliwe pełnienie czterdziestodniowej pokuty otrzymali odpuszczenie grzechów i nowe życie na podobieństwo Twojego zmartwychwstałego Syna.

Rzekł Pan, Bóg: Oto człowiek stał się taki jak My (...) niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki. (...) Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia. (Rdz 3:22.24)

Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa, będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli, tak jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu. (Homilia na Wielką Sobotę)

niedziela, 22 lutego 2009

Ta ostatnia niedziela...

Ostatni raz kwiaty na ołtarzu. Ostatni raz „Chwała na wysokości”. Ostatni raz „alleluja”. Ostatni raz przed Wielkanocą.

Na zaprzestanie ‘alleluja’ (które kiedyś znikało z liturgii kilka tygodni wcześniej) jest piękny średniowieczny hymn – Alleluia, dulce carmen, vox perennis gaudii:

Alleluja, słodka pieśń, głos nieustannej radości,
alleluja, chórom niebieskim jak błogie jest pienie,
gdy śpiewają w domu Bożym mieszkający na wieki.

Alleluja, Jeruzalem matko śpiewasz wesoło,
alleluja, to dzieci twych głos cieszących się w tobie:
nam wygnańcom płakać trza nad Babilonu wodami.


‘Alleluja’ nie godniśmy teraz wznosić nieustannie,
‘alleluja’ winy nasze zamilknąć zmuszają;
czas nadszedł za grzechy nasze odprawiania żałoby.

Stąd też Cię pokornie błagamy, Trójco Przenajświętsza,
zezwól, byśmy Paschę Twoją oglądali w niebiosach
i tam już nieprzerwanie ‘alleluja’ śpiewali.
(tłum. ks. Janusz A. Ihnatowicz)

A jutro w kalendarzu kolejny zapomniany święty, którego bardzo kocham – Polikarp, biskup i męczennik ze Smyrny, według tradycji uczeń św. Jana Apostoła. Zachował się starożytny opis jego męczeństwa – Polikarp poniósł je, mając lat 86. Przed śmiercią modlił się:

Panie, Boże wszechmogący, Ojcze umiłowanego i błogosławionego Syna Twego, Jezusa Chrystusa, przez którego Ciebie poznaliśmy, Boże aniołów i mocy, i całego stworzenia, i wszystkich sprawiedliwych, którzy żyją przed obliczem Twoim: błogosławię Tobie, bo w tym dniu, w tej godzinie zechciałeś, abym pośród męczenników miał udział w kielichu Chrystusa Twojego, na zmartwychwstanie duszy i ciała do życia wiecznego, w nieskazitelności Ducha Świętego.

Do tej modlitwy nawiązuje też kolekta: abyśmy także mieli udział w kielichu Chrystusowym i zmartwychwstali do życia wiecznego. Dobre wprowadzenie do Wielkiego Postu.

sobota, 21 lutego 2009

Lady who dies not

Dominikanie dzielą się generalnie na dwie grupy: takich, którzy znają Tolkiena, i takich, którzy Tolkiena nie znają. Przekonałem się o tym, wykorzystując dwa fragmenty „Władcy Pierścieni”, mówiące o elfim fëa i hröa, przy tłumaczeniu znaczenia greckiego doksadzo w Ewangelii według Jana. Z reguły znajomość Tolkiena zmieniała się z rocznikami braci studentów: jeśli jeden znał „Władcę Pierścieni”, to kolejny nie znał, i tak na zmianę.

Uważny czytelnik „Władcy Pierścieni” pewnie się zastanawia, gdzie w książce pojawiają się jakieś fëa i hröa. Fakt, z imienia te określenia ducha i ciała nie są wymienione, aczkolwiek w dwóch przynajmniej scenach odgrywają dosyć ważną rolę, i są wyraźnie dostrzegalne (w znaczeniu jak najbardziej dosłownym). Powinienem właściwie napisać o znajomości „Władcy Pierścieni”, gdyż do tego na ogół ogranicza się znajomość Tolkiena. Niektórzy może czytali jeszcze „Silmarillion” czy „Hobbita”, co bardziej ambitni sięgnęli do „Listów”. W drugim roczniku, który uczyłem, było dwóch zapaleńców, którzy właśnie w „Silmarillionie” się rozczytywali, i zainteresowani byli tym, co tak ważne jest u Tolkiena – językami elfów. (Bo tak naprawdę nie można czytać Tolkiena bez odniesienia do tych języków, z których po części całe Śródziemie powstało.) Niestety, owi dwaj bracia po dwóch latach studiów opuścili zakon. (Teoria dwójkowa?)

A przecież Tolkien to nie tylko „Władca Pierścieni” i „Silmarillion”. Mamy jeszcze „Niedokończone Opowieści”, z której wiele się można dowiedzieć o historii chociażby Istarich, czy Galadrieli i Celeborna. Mamy całe dwanaście tomów „History of Middle-earth”, wydanych przez Christophera Tolkiena. I tak naprawdę, dopiero te tomy pozwalają nam głębiej zajrzeć w Ea, w ten świat tolkienowski, zrozumieć go lepiej, dostrzec ewolucję całej mitologii. To w 10. tomie „Historii Śródziemia” znajdziemy rozmowę Finroda – tego, który ocalił Berena w lochach Saurona, za cenę własnego życia – z Andreth, mądrą kobietą z rodu Bëora. Fragment tej rozmowy, dotyczącej życia i nieśmiertelności, jest szczególnie ciekawy. Poniżej podaję go w moim niezdarnym tłumaczeniu (prosząc jednocześnie wszystkich tolkienistów o wyrozumiałość; tekst tak naprawdę trzeba czytać po angielsku, żeby wszystkie jego niuanse wychwycić):

‘Czymże jest nadzieja?’, powiedziała [Andreth]. ‘Oczekiwaniem dobra, które, chociaż niepewne, opiera się na tym, co jest znane? W takim razie nie mamy żadnej nadziei.’
‘To jest jedna rzecz, którą Ludzie nazywają „nadzieją”’, powiedział Finrod. ‘My zwiemy ją amdir, „wyglądaniem” (dosł. patrzeniem w górę). Ale jest jeszcze inna, która ma głębsze podstawy. Zwiemy ją estel, to znaczy „ufność”. Nie może jej pokonać to, co się dzieje na świecie, gdyż nie pochodzi ona z doświadczenia, ale z samej naszej natury i najgłębszej istoty. Jeśli rzeczywiście jesteśmy Eruhin, Dziećmi Jedynego, to On nie da się pozbawić tego, co do Niego należy, ani przez Nieprzyjaciela, ani nawet przez nas samych. To jest ostateczna podstawa nadziei zwanej estel, ktorą zachowujemy nawet wtedy, kiedy myślimy o Końcu: wszystkie Jego zamiary muszą zmierzać ku radości Jego Dzieci.’


Kiedy pytano Tolkiena, o czym tak naprawdę jest „Władca Pierścieni”, odpowiadał, że o Śmierci i Nieśmiertelności, o pułapkach, jakie ze sobą niosą.

I na koniec jeden fragment, o owej tytułowej Pani (do której Tolkien miał, jak to określił Tom Shippey, wyraźną słabość):

Od wielu lat rozmyślam, czego bym dokazała, gdybym dostała w  swoje ręce Wielki Pierścień, i oto przyniosłeś go! Wystarczyłoby mi po niego sięgnąć! Zło, z dawna uknute, działa na rozmaite sposoby, niezależnie od tego, czy Sauron tryumfuje, czy upada. Przyznaj, że byłby to szlachetny czyn do policzenia między zasługi Pierścienia, gdybym go przemocą albo postrachem odebrała mojemu gościowi! Nareszcie się stało! Chcesz dobrowolnie oddać mi Pierścień! Na miejscu Czarnego Władcy postawić królową! A ja nie będę ponura, lecz piękna i straszna jak świt i jak noc. Czarodziejska jak morze, słońce i śnieg na szczytach. Groźna jak burza, jak grom. Potężniejsza niż fundamenty ziemi. Wszyscy kochaliby mnie z rozpaczą!

Podniosła ręce i od pierścienia, który miała na palcu, strzelił jasny blask, rozświetlając tylko jej postać, a wszystko inne pogrążając w ciemności. Wydała się teraz Frodowi wysoka ponad wszelką miarę i nieodparcie piękna, straszna i godna czci. Opuściła ramiona, światło przygasło, Galadriela zaśmiała się znowu i - o dziwo! - skurczyła się, zmalała; stała przed hobbitem znów smukła pani elfów, w prostej, białej sukni, a głos jej brzmiał łagodnie i smutno.

– Wytrzymałam próbę – rzekła. – Wyrzeknę się wielkości, odejdę na zachód, pozostanę Galadrielą.

(Tytuł tego wpisu jest cytatem z „Władcy Pierścieni”; są to słowa postaci, którą Tolkien szczególnie lubił, i z którą był w pewien sposób osobiście związany.)

czwartek, 19 lutego 2009

Dwugłos świętych, czyli o teraźniejszości w przeszłości

[Teologowie i kaznodzieje] z urzędu swego powinni żyć wśród ludzi i z ludźmi obcować, i nieraz w zewnętrznym zachowaniu stosować się do obyczajów świata. Czyż więc małej – córki moje – potrzeba im cnoty i mocy ducha, aby umieli przestawać ze światem i zajmować się sprawami świata, przy tym jednak być światu obcymi? (...) Świat ma bystre oko. Niczego im nie przepuści. Żadna ich niedoskonałość przed nim się nie ukryje. Na rzeczywiste zalety i cnoty świat nie zwróci uwagi, albo wprost za złe je poczyta. Nie ma jednak obawy, by nie dostrzegł uczynku złego lub niedoskonałego. Rzecz dziwna, skąd ludzie światowi biorą takie jasne i dokładne pojęcie o doskonałości chrześcijańskiej? Znają ją jednak nie po to, aby ją praktykować, ale by innych ganić. (św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości, rozdział 3)

+  +  +

Obecnie do wzywania Maryi nie zmuszają nas sprawy prywatne, ale bardzo ważne niebezpieczeństwa zagrażające wszystkim wiernym. Obecnie sam Kościół katolicki stał się przedmiotem ataków. Atakuje się jego prace, jego święte instytucje, jego głowę, jego naukę i karność. (...) Niech święta Dziewica pomaga nam wszystkim, abyśmy żyli przywiązani do nauki Kościoła, którego głową jest papież, zastępca Jezusa Chrystusa, i niech nam wyjedna łaskę wytrwania w świętej służbie Bożej na ziemi, byśmy mogli dojść do Niej w królestwie chwały w niebie. (św. Jan Bosko, Cuda Matki Bożej, wzywanej jako Wspomożycielka, rozdział 2)

środa, 18 lutego 2009

Völund, Tyestes i Psalmista, czyli do czego służy czaszka

Jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy, niech pominie ten wpis, pewne fragmenty są dosyć makabryczne. Pewnie jest to z mojej strony kolejne włożenie kija w mrowisko, a właściwie w Psałterz Liturgii Godzin, niemniej uważam, że temat warto poruszyć.

Jak wspomniałem w innym wpisie, w czasie reformy po Soborze Watykańskim II (nie mylić z reformą postulowaną przez Sobór), z brewiarza usunięto trzy psalmy złorzeczące, a z innych powycinano wersety, które – jak to ładnie określa wprowadzenie do Liturgii Godzin – mogą powodować „trudności psychologiczne”:

Pominięto w psałterzu psalmy 58, 83 i 109, tak zwane „złorzeczące”; opuszczono także kilka wierszy w niektórych psalmach, co zaznaczono w ich nagłówkach. Ma to zapobiec trudnościom natury psychologicznej: chociaż psalmy „złorzeczące” nie są obce pobożności Nowego Testamentu, czego przykład znajdujemy w Księdze Apokalipsy (6, 10), to przecież nie są one bynajmniej zachętą do złorzeczenia komukolwiek. (OWLG 131).

Może dlatego, że mam mentalność sprzed kilkunastu wieków, i że na co dzień zajmuję się tekstami z jeszcze odleglejszej przeszłości, nie jestem w stanie zrozumieć owych „trudności psychologicznych”. Nie odczuwali ich najwyraźniej ci, którzy przez stulecia modlili się psalmami w całym ich bogactwie, śpiewając je w czasie liturgii czy rozważając w milczeniu. Autorzy wprowadzenia sami zwracają uwagę, że i w Nowym Testamencie pojawiają się złorzeczenia – a mimo to usuwają z psalmów, dosyć arbitralnie, wszystko, co według nich jest niewłaściwe.

Popatrzmy np. na psalm 137 (będę podawał numerację według polskiej LG): Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy... Łatwo dostrzec, że brakuje w nim trzech ostatnich wersów: Przypomnij, Panie, synom Edomu dzień Jeruzalem, kiedy oni mówili: „Burzcie, burzcie aż do jej fundamentów!” Córo Babilonu, niszczycielko, szczęśliwy, kto ci odpłaci za zło, jakie nam wyrządziłaś! Szczęśliwy, kto schwyci i rozbije o skałę twoje dzieci. Jak się domyślam, ten ostatni obraz powoduje owe „psychologiczne trudności”. Fakt, wizja dziecka rozbijanego o mur jest dosyć drastyczna... Ale podobnych przykładów w literaturze dawnych wieków znajdziemy dużo. (I tu pewnie zostanę oskarżony o nieczułość, okrucieństwo i brak humanitaryzmu, skoro o takich rzeczach czytam i opowiadam.) Wspomniany w tytule tajemniczy kowal Völund zabił dwóch synów króla Niduda – króla, który go przedtem okradł, okaleczył i uwięził – i z ich czaszek zrobił puchary, które podarował nieświadomemu niczego ojcu. Tyestesowi rodzony brat, Atreus, z zemsty podał na uczcie potrawę z dwóch jego synków. Astyanaksa, syna Hektora, zwycięzcy Grecy zrzucili z murów Troi. Może nam się to wydawać brutalne czy prymitywne – tak dalece posunięta zemsta. (Swoją drogą, nie uważam, że dawniej ludzie byli bardziej okrutni czy prymitywni niż współcześnie, jak to nieraz głoszą chwalcy współczesności.)

A jednak ten obraz dziecka babilońskiego, zabijanego w okrutny sposób, stał się częścią psalmu, częścią modlitwy. Co więcej, do tego właśnie fragmentu, usuniętego z obecnego brewiarza, odwołuje się w Prologu swej Reguły św. Benedykt: Człowiek prawy, powiada Benedykt, rodzące się pokusy rozbija o Chrystusa (jak o skałę) – parvulos cogitatus eius tenuit et adlisit ad Christum. (W psalmie mamy dokładnie te same słowa: beatus qui tenebit et adlidet parvulos tuos ad petram.)

C. S. Lewis poświęcił temu wersetowi kilka zdań w swojej książce Reflections on the Psalms. Pisze on, że w naszym wewnętrznym życiu zdarzają się takie „maleństwa” (to dokładnie znaczy łacińskie ‘parvulos’), niewinne początki pobłażania sobie, malutkie żale, które nas uwodzą i wydają się takie drobne, nieznaczące... Na takie „maleństwa”, powiada Lewis, psalm oferuje nam świetny sposób: Knock the little bastards’ brains out. And ‘blessed’ he who can, for it’s easier said than done.

Skoro już jesteśmy przy czaszkach... W psalmie 110, odmawianym w każdą niedzielę w nieszporach, reformatorzy wycięli jeden werset: [Pan] będzie sądził narody, wzniesie stosy trupów, zetrze głowy jak ziemia szeroka. Także ten werset poprzez wieki pojawiał się w modlitwie Kościoła, a tu nagle zaczął powodować „psychologiczne trudności”... A przecież podobne obrazy pojawiają się np. w pierwszym rozdziale Księgi Sofoniasza – która jest czytana w brewiarzu – czy w Apokalipsie, gdzie np. wszystkie ptaki niebieskie są zaproszone na ucztę z trupów władców, walczących z Bogiem. Tutaj żadnych trudności nie ma?

Jednocześnie – co za przeoczenie! – zostawiono w brewiarzu wersety 22. i 24. psalmu 68, gdzie czytamy o skruszeniu kudłatej głowy grzesznika, brodzeniu we krwi i psach, mających kąsek z wrogów Izraela. (Tu z kolei, przy polskim przekładzie, ja mam trudności natury estetyczno-lingwistycznej, bo nie lubię słowa „kąsek”.) W czym ten obraz jest lepszy od poprzednio wspomnianych? Na jakiej podstawie podjęto decyzję o zatrzymaniu go, a wycięciu innych? Mysterium emendatorum.

Być może owe „trudności psychologiczne” są bliźniaczym bratem „względów duszpasterskich”, i jak dwa widma nawiedzają liturgię od lat siedemdziesiątych 20. wieku. Czy można zatem mówić o szerszym otwarciu skarbca biblijnego, jak sobie tego życzył święty Sobór, jednocześnie pewne części tego skarbca ukrywając?

A może to tylko ja, zepsuty przez lekturę dawnej poezji greckiej, germańskiej i celtyckiej, nie mam psychologicznych problemów z całym Psałterzem...