wtorek, 30 kwietnia 2013

Klikanie i akcentowanie

Zmiana akcentu w greckim wyrazie może zmienić jego znaczenie. Na szczęście w greckich tekstach, z których korzystamy (czyli we współczesnych wydaniach antycznych autorów), akcenty są zaznaczane. Oprócz tego uczymy się ich na pamięć, a przynajmniej staramy się, na zasadzie osłuchiwania się z nimi. W liceum mieliśmy ćwiczenia: dostawało się grecki tekst bez akcentów, i trzeba było akcenty wstawiać.

Z łaciną jest gorzej, tu akcentów się nie zaznacza, trzeba się z nimi osłuchać. Czasami, w przypadku wątpliwości, zaglądam do słownika, żeby sprawdzić, czy np. „o” jest w danej sylabie krótkie czy długie – a od tego zależy akcent. Pamięć zawodna jest.

Na filologii klasycznej UW w swoim czasie istniała nieformalna grupa, czy może raczej klika – a właściwie, jeśli się nie mylę, wciąż istnieje, tyle że już poza strukturami UW – której członkowie z lubością drwili ze wszystkich spoza grupy. Między innymi dotyczyło to akcentowania. I tak, na przykład, nieustannie można było słyszeć komentarze – rozpowszechniane poza grupą – na temat pani M. (w swoim czasie dyrektorki instytutu), której zdarzyło się kiedyś powiedzieć publicznie ocúlus zamiast óculus. Powtarzam: zdarzyło się kiedyś, nie: zdarzało się często czy ciągle. W oczach członków grupy to jedno przejęzyczenie podawało w wątpliwość całą wiedzę i karierę naukową pani M.

Tymczasem sam słyszałem, jak jeden z członków owego nieformalnego stowarzyszenia drwiących, również publicznie powiedział nólite zamiast nolíte, i nie wywołało to żadnej reakcji. Inna z kolei osoba z owej grupy powiedziała kiedyś do studenta perlucídus zamiast perlúcidus. Wprawdzie nie była to publiczna pomyłka, oprócz owej osoby i studenta jeszcze tylko ja byłem obecny, więc może się nie liczy.

Nowicjusze, których uczę, w niepojęty dla mnie sposób na ogół prawidłowo akcentują, niemal na wyczucie. Na, powiedzmy, 10 zdań zdarza się, że tylko 2 razy muszę coś poprawić, albo sięgnąć po słownik, żeby się upewnić, czy akcent był poprawny, bo sam nie byłem pewny.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zacieranie znaków

Czy suknia ślubna koloru innego niż biały o czymś świadczy? Albo brak ślubnego welonu?

Albo namaszczanie przy bierzmowaniu: robienie na czole krzyżyka, a potem rozmazywanie go.

Czy znaki mają jeszcze jakieś znaczenie?

niedziela, 28 kwietnia 2013

Chrzest, wielkanocny sakrament

Trzecia edycja Mszału rzymskiego podaje na 5. niedzielę wielkanocną kolektę, którą można by mniej więcej tak przełożyć: Wszechmogący, wieczny Boże, nieustannie doprowadzaj w nas do pełni działanie wielkanocnego sakramentu [dosł.: zawsze udoskonalaj w nas wielkanocny sakrament]; niech ci, których zechciałeś odnowić przez chrzest święty, dzięki Twej pomocy przynoszą owoc obfity; pozwól im dojść do radości życia wiecznego.

Wielkanocny sakrament, ten udzielany w Wielką Noc, czyli chrzest. Okres wielkanocny co jakiś czas o tym sakramencie przypomina, chociaż na ogół te przypomnienia mijają niedostrzeżone. Tak samo bywa i z samym Zmartwychwstaniem: im dalej od Wielkanocy, tym rzadziej można usłyszeć wielkanocne pieśni. Owszem, zaśpiewa się jedną, na wejście, a dalej repertuar jak z okresu zwykłego.

Wracając do chrztu: w liturgii godzin często się go wspomina, wystarczy chociażby wspomnieć obydwa hymny z nieszporów: jeden mówi o przejściu przez Morze Czerwone i przypomina w ten sposób wielkanocną wigilię, drugi zaś bezpośrednio mówi o chrzcie, przez który Chrystus udziela odpuszczenia grzechów. Antyfony psalmodii z jutrzni i nieszporów także ukazują obrazy chrztu: Nurty rzeki rozweselają miasto Boże, alleluja (nieszpory, piątek 1. tygodnia); Jak jeleń pożąda wody ze źródła, tak dusza moja pożąda Ciebie, Boże, alleluja (jutrznia, poniedziałek 2. tygodnia); Ujrzały Cię wody, Boże; przez morze przeprowadziłeś lud swój, alleluja (jutrznia, środa 2. tygodnia); Śpiewać będziemy jak ci, którzy tańczą: wszystkie moje źródła są w tobie, miasto Boże, alleluja (jutrznia, czwartek 3. tygodnia); Wyleję na was czystą wodę, alleluja (jutrznia, sobota 4. tygodnia). Woda jest obrazem chrztu, miasto Boże to Kościół, który udziela chrztu. Okres wielkanocny jest okresem 'chrzcielnym', o czym zbyt rzadko się pamięta.

piątek, 26 kwietnia 2013

W końcu pada to pytanie...

Zastanawiam się, czy napisać o dziejach pewnej wielkanocnej modlitwy, która jest obecnie kolektą czwartku 2. tygodnia wielkanocnego, w najnowszej edycji mszału (zatem wciąż nie ma jej w wersji polskiej). Modlitwa ta była kolektą, potem sekretą, teraz znów kolektą, gramatycznie sprawia trochę kłopotu; obecnie jest w wersji pierwotnej, która jednak z językowego punktu widzenia jest dosyć niezgrabna, może dlatego ktoś ją poprawiał w czasach, kiedy była sekretą. Ale żeby to wszystko wyjaśnić, trzeba się jednak odwoływać do znajomości języka, jak np. rodzajów zdań złożonych czy funkcji ablatiwu, co sprawia, że tekst byłby nieco hermetyczny i trudny w czytaniu. 

Co do trudności... Kiedy uczę łaciny, zawsze w końcu pojawia się pytanie, czy greka jest trudniejsza od łaciny, czy w ogóle jest trudna. Odpowiadam wtedy, że nie wiem, to zależy od osoby. Dla mnie greka jest łatwiejsza od łaciny, może dlatego, że miałem bardzo dobrych nauczycieli, najpierw w liceum, potem na uniwersytecie. Ale wiem, że wśród osób studiujących wraz ze mną większość odpowiedziałaby inaczej. Staroangielski może być łatwiejszy od współczesnego francuskiego dla niektórych, dla innych może być zupełnie nie do pojęcia. Na takie pytania, co do stopnia trudności języków, nie ma jednej odpowiedzi.

środa, 24 kwietnia 2013

Cinis ad cinerem

Sadziłem na grobie aksamitki. Z poruszonej ziemi zaczęły wypełzać ohydne, białe larwy. Obraz przemijania? To już wolę piszczele i czaszkę. Prochem jesteś i do prochu wrócisz. A wcześniej zjedzą cię takie robaki?

Ciekawe, czy istnieje powołanie grabarza. Jeśli jest powołanie do bycia lekarzem, może jest powołanie do bycia grabarzem? O jeden stopień dalej, w sprawach należących do ciała.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Dwie panie T.

Przez krótki czas moją, swego rodzaju, szefową była p. Brzuska z Instytutu Filologii Klasycznej. Dowiedziałem się kiedyś, że studenci polonistyki nazywają ją Tootsie: istotnie, podobna była do bohaterki granej przez Dustina Hoffmana. Podobne rysy twarzy, okulary, żaboty, spódnice, etc. Odkąd się dowiedziałem o tym przezwisku, ciężko mi było zachować powagę w czasie rozmowy z panią B. ps. Tootsie.

A teraz dowiedziałem się, że chłopcy z nowicjatu nazywają pewną panią Margaret Thatcher. Żelazna dama. Istotnie, pewne podobieństwo jest. Obawiam się, że już nigdy nie będę mógł z tą panią swobodnie rozmawiać, bez ciągłego skupiania się na zachowaniu powagi.