niedziela, 29 czerwca 2014

Słuchajcie uważnie, bo nie będą powtarzać

Telewizja Trwam. Transmisja z papieskiej mszy w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła. Komentatorzy tłumaczą wszystko, także modlitwę eucharystyczną, na polski. Tłumaczą bezmyślnie, bez zrozumienia łacińskich słów, bez znajomości liturgii. Przykład: Hanc igitur komentator odczytał po polsku z Wielkanocy: Boże, przyjmij łaskawie tę Ofiarę (...) Składamy ją przede wszystkim za tych, których odrodziłeś z wody i Ducha Świętego. Ale może nie trzeba się dziwić, w końcu jeden z koncelebransów odmówił sobie przypisany fragment Kanonu po angielsku, chociaż msza była po łacinie.

A papież ma chyba nowy paliusz, taki sam, jak metropolici, tzn. z czarnymi krzyżykami i 'stojący', nie leżący na ramionach. Powrót do dawnych czasów.

sobota, 28 czerwca 2014

List do Efezjan 1:10

Myśląc o przebitym Sercu Jezusa, z którego wypłynęła krew i woda, przypomniałem sobie hymn z Wielkiego Tygodnia: płynie woda i krew, ziemia, morze, gwiazdy, świat tym strumieniem są obmyte (hymn z jutrzni).

Śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa obejmują nie tylko człowieka, ale cały wszechświat, tak ściśle z człowiekiem i jego grzechem połączony (cf. Rz 8:19-21). Hymn z nieszporów uroczystości Najświętszego Serca Chrystusa przedstawia nam jedną miłość Boga, która dokonuje i stworzenia wszechświata, i odkupienia grzeszników. Adam i Ewa popsuli świat przez swój grzech, Chrystus Pan, przez swą śmierć i zmartwychwstanie, ten  świat naprawia. Taki jest zamysł Boży, wyłożony nam przez św. Pawła w pierwszych wersach Listu do Efezjan, z wyraźnym stwierdzeniem, że w Chrystusie Bóg zjednoczy, zbierze razem, doprowadzi na nowo do pierwotnej, idealnej jedności, to, co w niebie, i to, co na ziemi, czyli cały kosmos (Ef 1:10). Odpowiednia to myśl także na dziś, na dzień św. Ireneusza, które w swych pismach wiele miejsca poświęcił tej idei.

Takie spojrzenie pozwala nam głębiej zrozumieć kult Najświętszego Serca Jezusa, nie sprowadzać go tylko do prywatnej, uczuciowej pobożności, ograniczonej do pierwszopiątkowej spowiedzi i Komunii. Ta wynagradzająca Komunia, czyli zjednoczenie z Jezusem, obejmuje cały świat, włącza go w eucharystyczną ofiarę, która prowadzi do odnowienia całego stworzenia w Chrystusie, poprzez Jego miłość, wyrażoną na krzyżu. Parafrazując dawną modlitwę Wigilii wielkanocnej: per ipsum redeunt omnia in integrum, a quo sumpsere principium: Dominum nostrum, Iesum Christum, crucifixum et resurrectum.

piątek, 27 czerwca 2014

Serce Jezusa, źródło Kościoła, zmiłuj się nad nami

Ze swego boku Chrystus stworzył Kościół. Z boku swego dał nam Chrystus wodę i krew, aby z nich odradzał się Kościół. (św. Jan Chryzostom)

Prefacja o Najświętszym Sercu Jezusowym mówi, że z przebitego boku wylał Pan krew i wodę, i stąd wysączyły się, wypłynęły (manarent; cf. manavit unda et sanguine w hymnie Vexilla Regis) sakramenty Kościoła. Dzięki pouczeniom św. Jana Chryzostoma wiemy, że chodzi o chrzest i Eucharystię, sakramenty, przez które Kościół rodzi i odradza się, otrzymuje od Pana życie i karmi się Jego świętą Krwią. Kościół jest wyrazem miłości Pana do ludzi, a jednocześnie wielkim darem, bo daje nam udział w oblubieńczej miłości, najgłębszej możliwej miłości wobec Pana, który jest jedynym i prawdziwym Oblubieńcem każdego człowieka.

Współgra z prefacją antyfona na wejście (Ps 33 [32]:11.19), o zamysłach Serca Pańskiego, które chce wybawić dusze ludzkie od śmierci – i to jest chrzest, który wybawia nas ze śmierci grzechu, daje nowe, Boże życie – i żywić je w czasie głodu – i to jest Eucharystia, pokarm na życie wieczne. Myśl o sakramentach, które mają swe źródło w przebitym Sercu Jezusa, pozwala nam patrzeć na uroczystość tegoż Serca w blasku paschalnym.


Serce to nam otworzone, o Jezu nasz, o Jezu, 
włócznią na krzyżu zranione, o Zbawicielu drogi. 
Chwała niech będzie, zawsze i wszędzie, Twemu Sercu, o mój Jezu!

wtorek, 24 czerwca 2014

Modlitwa Jana Chrzciciela

Staroangielskie poematy nie mają same w sobie tytułów, zapisanych w manuskryptach, w których się zachowały. Dopiero 19-wieczni filologowie zaczęli nadawać im tytuły, w zależności od treści. I tak, w tzw. Księdze z Exeter możemy znaleźć poemat tradycyjnie nazywany Zstąpieniem do piekieł. Istotnie, nawiązuje on do zstąpienia Chrystusa, po śmierci krzyżowej, do Otchłani, świata umarłych, ale większa część tego tekstu to słowa św. Jana Chrzciciela, Poprzednika Pańskiego, oczekującego, wraz z innymi sprawiedliwymi Starego Testamentu, przyjścia Chrystusa do umarłych. Słusznie zatem Mary R. Rambaran-Olm z uniwersytetu w Glasgow sugeruje, żeby nazywać ten poemat raczej Modlitwą Jana Chrzciciela. Święty zwraca się do Chrystusa, Króla chwały, wkraczającego do Otchłani, wspomina Wcielenie, przywołując przy tym anioła Gabriela i świętą Maryję, wspomina i chrzest Pana w Jordanie. Co ciekawe, św. Jan mówi do Chrystusa: „Dałeś mi miecz i kolczugę, i hełm, i wojenne odzienie” (þu me gesealdest sweord ond byrnan, helm ond heorosceorp, wers 72sq). Komentatorzy odsyłają tu do legend o Janie Chrzcicielu, znanych chociażby z syryjskich homilii (tu widać, jakie organiczne było niegdyś krążenie między wschodnim i zachodnim Kościołem!), w których archanioł Gabriel przynosi Janowi broń. Odnoszą to do uwag św. Pawła o duchowej broni i uważają, że chodzi tu o dary Ducha Świętego, którymi Jan został obdarzony jeszcze w łonie matki. Być może, nie znam dokładnie tych legend. Mam tu jednak jeszcze jedno skojarzenie, z proroctwami, które Kościół święty odnosi w swej liturgii właśnie do św. Jana: Pan uczynił me usta ostrym mieczem, ukrył mnie w cieniu swej ręki. Zrobił ze mnie strzałę zaostrzoną i ukrył mnie w swoim kołczanie (Iz 49:2). Sam Chrzciciel jest bronią Boga, jako prorok ma być ostry i zwycięski (cf. Jr 1:19). Te teksty Kościół od wieków czyta w Narodzenie św. Jana, może więc i one jakoś wpłynęły na staroangielski poemat, w którym zresztą jest kilka liturgicznych nawiązań.


Beati Ioannis Baptistae nos, Domine, praeclara comitetur oratio...

niedziela, 22 czerwca 2014

Przypowieść o roztropnych wdowach

W kościele parafialnym przez całą oktawę Bożego Ciała odbywają się procesje, w czasie nabożeństwa czerwcowego. Dziwne trochę, bo bez kadzidła i bez dzwonków, mimo że dwóch ministrantów idzie przed baldachimem. A wokół idą kobiety ze świecami. Kiedy byłem młody, świece wkładało się w długie uchwyty, z drewna czy jakiegoś tworzywa w miodowym kolorze, z podstawką, żeby wosk (czy raczej stearyna) nie lał się na ręce. Teraz do tych uchwytów dołożono na górze zielonkawe klosze-lampiony, żeby świece nie gasły na wietrze.

Patrzę, jak przed mszą (procesja jest po mszy) kobiety, starsze już panie, idą do kaplicy Matki Boskiej po świece, mają je przy sobie przez całą mszę, żeby były gotowe na wystawienie Najświętszego Sakramentu. Z tych, które nosiły świece 20 lat temu, rozpoznaję już tylko jedną kobietę; wiem, że kilka umarło, inne może się wyprowadziły gdzieś do dzieci. Roztropne wdowy, jak panny z przypowieści, które z płonącymi lampionami towarzyszą Jezusowi-Oblubieńcowi Kościoła, obecnemu w sakramencie miłości. Nie muszą się martwić o oliwę w lampach, w tym względzie świece są poręczniejsze.

Czy będzie nam dane powitać Go z płonącą lampą, kiedy po nas przyjdzie w dniu naszej śmierci, w godzinę naszej śmierci? Niech poda nam wtedy płonącą lampę swej modlitwy Panna wierna i roztropna, Jego Matka. W godzinę naszej śmierci.

Ale numer, czyli o biskupim życiu liturgią

Według biskupa Józefa Zawitkowskiego (Nasz Dziennik, 21-22. czerwca 2014) dziś, czyli 22. czerwca, wspominamy św. Marię Magdalenę. Miesiąc za wcześnie, bo św. Maria Magdalena ma swe wspomnienie od wieków 22. lipca. Wydaje mi się, że to oczywiste dla każdego, kto odmawia brewiarz i codziennie odprawia mszę świętą, zwłaszcza że Maria Magdalena jest szczególną świętą, wyróżniającą się pośród innych jako równa Apostołom zwiastunka wielkanocnej tajemnicy. Żyć rokiem liturgicznym, postrzegać daty poprzez wspomnienia świętych. Kiedyś przecież mówiono, że coś będzie po św. Janie, czyli po 24. czerwca, albo że spotkanie miało miejsce w dzień św. Agaty, czyli 5. lutego.

Ciekawy jest też fragment rozważania biskupa Zawitkowskiego o tejże świętej, przytoczę go tutaj; chyba działał tam chochlik drukarski albo jest po prostu literówka:

„A w ogrodzie grób pusty,
strażników nie ma.
W mgłach chodzi jeszcze
ogrodnik. Jego więc zapytała:
Może to ty Go wziąłeś,
powiedz, gdzie Go położyłeś?
Ja Go wezmę. A On na to:
Mario! Rabbuni!
Nauczycielu Kochany!
Nie dotykaj mnie!”

Przepisałem dokładnie, kursywę zachowałem tam, gdzie jest. Z takiego zapisu można wywnioskować, że to Maria Magdalena mówi do Jezusa „Nie dotykaj mnie!”, a przecież było na odwrót. Poza tym, taki zapis zdaje się sugerować, że słowa „Mario! Rabbuni!” wypowiedziała ta sama osoba, a tak nie było, to słowa Jezusa do Marii Magdaleny i jej do Niego. Ale to już takie, jak sądzę, dla większości, drobiazgi i pewnie literówki lub chochliki. Przy tekście świętym trzeba jednak starać się o jak największą wierność i dokładność, bo to słowo Boże.

sobota, 21 czerwca 2014

ἐπιπλόμενον ἔτος

Tak niedawno była równonoc wiosenna, a za nią Wielkanoc, dzień stał się dłuższy od nocy, a już mamy letnie przesilenie, i dzień zacznie się zmniejszać, niedostrzegalnie najpierw, a potem coraz wyraźniej. Nieubłagany rytm Kosmosu, od którego coraz dalej ludzkość odchodzi, zamknięta w stechnicyzowanej cywilizacji. Rok się obraca jak wieniec z czterema świecami (dwa razy przesilenie, dwa razy równonoc), i przypomina o upływie czasu i Przyjściu Pana, które czas zatrzyma.

Rok liturgiczny łączy się dla mnie z porami roku: te same kartki brewiarza inaczej wyglądają w styczniu, inaczej w czerwcu. Drugi tom, zawierający w sobie Wielki Post i Okres wielkanocny, też inaczej odbija światło w zależności od tego, w jakim czasie się na nim modlę: te same psalmy po prostu inaczej wyglądają, mają inną barwę, wielkopostną, i inną, wielkanocną, w tym samym tomie Liturgii Godzin. Strony na Boże Ciało, na Narodzenie św. Jana, na świętych Apostołów Piotra i Pawła są gorące, z późnym zachodem słońca, to na nich widać, chociaż nie umiem wyjaśnić, w jaki sposób się to dzieje. W tym samym tomie Nawrócenie św. Pawła inną już ma barwę, inne światło, padające z lampy. W czwartym tomie Narodzenie świętej Maryi ma jeszcze inną barwę, łagodnego, jesiennego już słońca, a dzień Wszystkich Świętych daje zupełnie inny blask. Inne kwiaty (lub ich brak, w Wielkim Poście i Adwencie) przychodzą z różnymi dniami i okresami. Albo przynajmniej przychodziły, w tym roku peonie zamiast na św. Jana były już przy Nawiedzeniu. Matka Boża z Góry Karmel to zawsze były kolorowe, azjatyckie lilie, póki rosły na działce... I tak dalej, i tak dalej...