Tłumacze Biblii Tysiąclecia uwielbiali eufemizmy. I tak, w dzisiejszej Ewangelii słyszymy o człowieku nierozsądnym (Mt 7:26), podczas gdy w oryginale mowa – po prostu – o głupcu (μωρός). Może tłumacze kładli w ten sposób podwaliny jakieś biblijnej polityczno-teologicznej poprawności?
niedziela, 6 marca 2011
sobota, 5 marca 2011
Nożyce i nóż, wrzeciono i patyk
Urð hétu eina,
aðra Verðandi,
– skáru á skíði, –
Skuld ina þriðju.
Tak przedstawia trzy „dziewice z jeziora”, utożsamiane z bóstwami przeznaczenia, Nornami, wieszczka w Völuspá. Jedną zwano Urðr – to znaczy ‘to, co miało być’ – drugą Verðandi – czyli ‘to, co się staje’ – nacinały kawałki drewna – trzecia zaś to Skuld – czyli ‘to, co ma być’. Przedstawiają one Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość, i w ten sposób określają los człowieka. Pojawiają się w 20. strofie Völuspá. W strofie 17. i 18. czytamy o stworzeniu pierwszych ludzi, którzy, zanim bogowie obdarzyli ich oddechem (czyli życiem), byli örlöglausa, pozbawieni przeznaczenia.
aðra Verðandi,
– skáru á skíði, –
Skuld ina þriðju.
Tak przedstawia trzy „dziewice z jeziora”, utożsamiane z bóstwami przeznaczenia, Nornami, wieszczka w Völuspá. Jedną zwano Urðr – to znaczy ‘to, co miało być’ – drugą Verðandi – czyli ‘to, co się staje’ – nacinały kawałki drewna – trzecia zaś to Skuld – czyli ‘to, co ma być’. Przedstawiają one Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość, i w ten sposób określają los człowieka. Pojawiają się w 20. strofie Völuspá. W strofie 17. i 18. czytamy o stworzeniu pierwszych ludzi, którzy, zanim bogowie obdarzyli ich oddechem (czyli życiem), byli örlöglausa, pozbawieni przeznaczenia.
Urðr i Verðandi nawiązują do czasownika verða, stawać się (z rdzenia, który oznacza obracanie), zaś Skuld – do skulu, odpowiednika angielskiego shall.
W odróżnieniu od znanych z greckiej mitologii Mojr, północne boginie nie przędą nici przeznaczenia*), ale przygotowują losy – na kawałkach drewna nacinają czy też ryją znaki**). To nawiązanie do sposobu losowania, ale też i wróżenia, typowego dla ludów Północy. Na kawałkach drewna każdy nacinał swój znak, wszystkie drewienka mieszano, a następnie jeden z nich wyciągano. (Podobna scena jest w Trzynastym wojowniku.) Jak pisze Ursula Dronke, północne boginie nie przędą nici ani nie przynoszą urodzinowych podarków – one urządzają loterię. Właściwie nie wiadomo, co gorsze: przędza i nożyce, czy losowanie jak w totolotku...
Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – ich poznanie jest pragnieniem człowieka. O Kalchasie pisał Homer, że zna teraźniejszość, przyszłość i przeszłość: ἤιδη τά τ᾽ ἐόντα τά τ᾽ ἐσσόμενα πρό τ᾽ ἐόντα (Iliada, 1:70). Nad Zwierciadłem Galadrieli słyszymy: For it shows things that were, and things that are, and things that yet may be. But which it is that he sees, even the wisest cannot always tell. Do you wish to look?
Do you wish to look into the Pools of Fate?
______________________
*) Z tego, co wiem, tylko w Pieśni o Helgim, Zgubie Hundinga jest wzmianka o niciach losu.
**) Na kawałku drewna wycina też znak posłaniec boga Freya, kiedy grozi Gerdzie, niechętnej małżeństwu z Freyem. Runiczny znak, który wycina, ma sprowadzić na Gerdę nienaturalne pożądanie. Na pewnej konferencji w OBTA, kiedy mówiono o różnego rodzaju gestach w różnych kulturach, prof. Axer niesamowicie się podniecił wiadomością o tymże znaku.
piątek, 4 marca 2011
Liturgia Trymalchionów
W czytanym wczoraj na zajęciach fragmencie „Satyryków” Petroniusza bohater rozmawia w czasie uczty z niezwykle wygadanym gościem, który opowiada mu o żonie Trymalchiona, Fortunacie: otóż jest ona dla swego męża topanta. Rozmówca popisał się tutaj greką, tyle że zamiast ta panta, wszystko, powiedział to panta – zamiast rodzajnika w liczbie mnogiej użył liczby pojedynczej. (Mniej więcej tak, jakby ktoś zamiast ‘ci ludzie’ powiedział ‘ten ludzie’.) W dalszej części rozmowy mieszają się też przypadki łacińskie, zamiast akuzatiwu jest ablativus, etc. (Dzięki takim ‘rozmówcom’ powstaną kiedyś języki romańskie, ale to nas tutaj zupełnie nie interesuje.)
Podobni do owego rozmówcy są ci, którzy najgłośniej wołają za łaciną w liturgii. Zachwycają się nią, uważają za język sakralny i najwznioślejszy z wzniosłych – tyle że jej nie znają dobrze. Nauczą się na pamięć kilkunastu formułek, podeprą koślawymi tłumaczeniami, ale żeby tak naprawdę rozumieli łacińskie teksty, żeby mogli nimi oddychać i żywić się... W końcu nigdy nie czytali Wergiliusza czy Cezara, i nie chodzi tu bynajmniej o studiowanie klasycznych języków, ale o uczenie się ich w szkole. Owa ćwierćznajomość łaciny nie przeszkadza im jednak w opluwaniu tych, którzy liturgię sprawują w językach narodowych. Można by napisać o tych gorliwcach nowe „Satyryki”.
Podobni do owego rozmówcy są ci, którzy najgłośniej wołają za łaciną w liturgii. Zachwycają się nią, uważają za język sakralny i najwznioślejszy z wzniosłych – tyle że jej nie znają dobrze. Nauczą się na pamięć kilkunastu formułek, podeprą koślawymi tłumaczeniami, ale żeby tak naprawdę rozumieli łacińskie teksty, żeby mogli nimi oddychać i żywić się... W końcu nigdy nie czytali Wergiliusza czy Cezara, i nie chodzi tu bynajmniej o studiowanie klasycznych języków, ale o uczenie się ich w szkole. Owa ćwierćznajomość łaciny nie przeszkadza im jednak w opluwaniu tych, którzy liturgię sprawują w językach narodowych. Można by napisać o tych gorliwcach nowe „Satyryki”.
czwartek, 3 marca 2011
Środa i czwartek
Każdy Tłusty Czwartek przypomina mi historię sprzed wielu lat: Oto z kościoła, po wieczornej mszy 2 lutego, wychodzą trzy starsze kobitki, i po drodze rozmawiają. Szedłem tuż za nimi, i słyszałem, jak jedna mówi do pozostałych: No tak, w tym roku Popielec przypada w środę.
Co byłoby z Tłustym Czwartkiem, gdyby Popielec nie był w środę?
(Five doughnuts, can you imagine? Getting fat... I wonder how many pancakes you’ll have on Tuesday!)
Co byłoby z Tłustym Czwartkiem, gdyby Popielec nie był w środę?
(Five doughnuts, can you imagine? Getting fat... I wonder how many pancakes you’ll have on Tuesday!)
środa, 2 marca 2011
Jeszcze o odejściach
Rozmawiając dziś z jednym z ojców uświadomiłem sobie, że nie napisałem jeszcze jednej ważnej rzeczy o odejściach z nowicjatu: o decyzjach magistrów i przełożonych. Czasami bywa tak, że to oni muszą powiedzieć nowicjuszowi, że nie ma powołania, że nie tędy droga, jeśli on sam tego nie dostrzega. Przypomniała mi się prof. Świderkówna, która po śmierci swej matki wstąpiła do benedyktynek w Żarnowcu. Po roku opuściła klasztor, gdyż, jak powiedziały jej matka ksieni i mistrzyni nowicjatu, nie ma powołania do życia w klasztorze. Czasami i w ten sposób Bóg przemawia i prowadzi.
wtorek, 1 marca 2011
Nieboszczyk
I’m waiting at crematorium for a corpse to arrive, napisał wczoraj w nuntium breve Chris II, który jest księdzem. Angielskie corpse, trup, zwłoki, poprzez francuski pochodzi od łacińskiego corpus, ciało. Ale łacina ma też osobne słowo na oznaczenie martwego ciała: cadaver, od czasownika cadere, upadać. Coś, co upadło i już się nie podniesie. (Przypomina mi się dowcip o babci, która uczyła Jasia, że tego, co leży na ziemi, nie należy podnosić.) Mniej przyjemne znaczenie słowa cadaver to ścierwo, padlina. Po polsku mamy zwłoki, czyli to, co się zwlekło z człowieka, to, co po nim zostało. Greka używa na oznaczenie zwłok σῶμα, ciało, ale są też inne słowa oznaczające umarłego, νεκρός, νέκυς, od rdzenia *nek- (niestety, nie wiem, jak zaznaczyć nad k odpowiedni diakrytyk), umierać, ginąć (cf. łacińskie necare). Z tego też rdzenia pochodzi gockie naus. Jeszcze jedno słowo greckie, semantycznie bliskie łacińskiemu cadaver, to πτῶμα, od czasownika πίπτειν, upadać. Staroangielski, na tyle, na ile kojarzę, używa na oznaczenie trupa lic i lichama, ciało (cf. licburg, cmentarz, dosł. miasto/siedziba umarłych). Etymologia lic nie jest do końca jasna, być może miało oznaczać pierwotnie kształt, formę – właściwie poza językami germańskimi i bałtyckimi tego rdzenia nie znajdujemy.
Wdzięcznym tematem jest zawsze etymologia, nawet jeśli dotyczy trupów.
Dewi Sant
David coeli clarum sidus,
novae legis testis fidus,
micat in Britannia;
cuius vita clara satis
et doctrina veritatis
ornatur Menevia.
Hic est pugil Britannorum,
dux et doctor Wallicorum,
Dei favens civibus;
simplex corde, fastum terit;
urbem spernens, vallem quaerit
congruam humilibus.
Dziś dzień św. Dawida, patrona Walii, świętego wegetarianina.
novae legis testis fidus,
micat in Britannia;
cuius vita clara satis
et doctrina veritatis
ornatur Menevia.
Hic est pugil Britannorum,
dux et doctor Wallicorum,
Dei favens civibus;
simplex corde, fastum terit;
urbem spernens, vallem quaerit
congruam humilibus.
Dziś dzień św. Dawida, patrona Walii, świętego wegetarianina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
