poniedziałek, 28 lutego 2011

Tylko greka

Na zajęciach z łaciny, w ramach odprężenia po sprawdzianie z rzeczowników deklinacji III, zajęliśmy się w nowicjacie alfabetem greckim. Było to zresztą na wyraźną prośbę braci z jednej z grup (tej od Dydony, nie tej od zioła). Podałem litery, powiedziałem o dwugłoskach, przydechach i akcentach, napisałem zdanie z Platona, a wtedy jeden z braci zapytał: A pan woli łacinę czy grekę? Odpowiedź nie wymagała zastanawiania się, jest oczywista: wolę grekę. Dlaczego? Trudno wytłumaczyć, estetyka lingwistyczna, przyjemność lingwistyczna po prostu. Dźwięk, barwa słów, gramatyka... Coś, czego nie znajduję w żadnym ze znanych mi języków. Nawet w staroangielskim. Nawet w gockim. Greka ma „to coś”. Łacina przy niej wysiada, nawet w wymowie restytuowanej. To greka jest dla mnie świętym językiem. Nigdy właściwie nie wydawała mi się szczególnie trudna, ani w szkole, ani na studiach. Oczywiście, w nauce greki są i mniej ciekawe momenty, jak np. lektura Ksenofonta czy Tukidydesa, ale nawet u nich zostaje urok samego języka.

Ciekawym, jak greka pójdzie chłopakom z poprzedniego nowicjatu w Krakowie. Póki co, czekają, jest jakieś opóźnienie w rozpoczęciu zająć, a rektor Kolegium nastraszył ich, że greka jest bardzo trudna, że to najtrudniejszy język, jakiego się kiedykolwiek uczył. Niesłusznie. Wielka szkoda, że już greki nie uczą w szkołach...

niedziela, 27 lutego 2011

A mark, a yen, a buck or a pound is all that makes the world go around...

Chyba wszyscy moi znajomi mają jakieś oszczędności, z jakichś godzin zleconych, bankowych inwestycji etc. Mnie się nigdy nie udaje zaoszczędzić więcej niż na miesiąc, dwa tygodnie... a o moja finanse bardziej się troszczą karmelitanka i dominikanin niż ja sam – nie mam do tego głowy, a oni zawsze mają pomysł, skąd wziąć jakieś pieniądze. Może dlatego, że są w zakonach żebraczych? (Have you noticed the (etymological) ambiguity of ‘savings’?)

W przekładzie Ewangelii, używanym w liturgii, nasz Pan mówi: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie (Mt 6:25). Nie wiem, skąd tłumacz wziął owe ‘zbytnio’, bo tekst Ewangelii mówi: Nie martwcie się, nie denerwujcie się, nie niepokójcie się. Spojrzenie na lilie uzmysławia nam, jak bogaty jest Bóg. (Powinienem tu napisać o etymologii ‘Boga’, ale już kiedyś pisałem, nie będę się powtarzał.)

PS Pani Grauerowa, która uczyła mnie muzyki, powiedziała kiedyś, że woli sobie kupić książkę niż jakiś ciuch, i zaraz zaczęto w szkole mówić, że musi mieć naprawdę dużo książek w domu – podejrzewam, że o mnie gadają podobnie.

(I hope you don’t behave like a fat little pastor.)

sobota, 26 lutego 2011

O głupocie arcykatolików i odwadze braci dominikanów

Dwóch braci odeszło z nowicjatu. Z punktu widzenia niepokalanych-we-własnej-opinii arcykatolickich publicystów, o których wspominałem, kiedy blog był na innym forum, a którzy nie mają żadnego pojęcia o zakonnym życiu, konstytucjach i kanonicznym prawie, są zdrajcami Kościoła. Kto jednak zada sobie trud, żeby pomyśleć, rozumie, że niczego nie zdradzają, tylko szukają drogi swojego powołania – temu, między innymi, ma służyć nowicjat: rozpoznaniu. Próba rozpoczęcia zakonnego życia wymaga wielkiej odwagi – dlatego z podziwem i szacunkiem patrzę na wszystkich moich dominikańskich uczniów, na różnych etapach ich drogi. Ale opuszczenie nowicjatu też odwagi wymaga – przyznania przed sobą i przed innymi, że Pan ma inne plany, że wyznacza ścieżkę, która nie prowadzi (lub jeszcze nie prowadzi) do braci kaznodziejów.

Każde odejście jest smutne, ale też każde jest tajemnicą, znaną tylko Temu, który naszym jest Panem. Modlić się trzeba za tych, którzy chcą się postawić na Jego miejscu i wyrokować o wierności bądź niewierności innych: oświeć, Panie, ich oczy, aby nie zasnęli w śmierci.

piątek, 25 lutego 2011

Kręć się, Przeznaczenie, wić się tobie, wić...

Wyrd bið ful aræd, mówi anonimowy staroangielski poeta (Exeter Book, 76v). Wyrd, tłumaczone jako los, przeznaczenie, fatum. Pojęcie przeznaczenia zawsze jest ciekawe, w każdym języku i w każdej kulturze. Grecka mojra związana jest z dzieleniem, łacińskie fatum – z mówieniem, wyrd zaś – ze stawaniem się, weorþan, a etymologicznie – z obracaniem się (cf. łacińskie vertere czy sanskryckie vártate – nasze ulubione czasowniki). Ciekawy obraz, i, jeśli do przyszłego tygodnia nie zapomnę, jeszcze o nim napiszę. Tyle mam jeszcze rzeczy do napisania na niedzielę, a siły coraz mniej i mniej...

Spóźniony kielich

23 lutego wspominaliśmy św. Polikarpa, męczennika, biskupa Smyrny, ucznia św. Jana Apostoła, a nauczyciela św. Ireneusza. Przed śmiercią Polikarp modli się dziękczynną modlitwą, zwróconą do Tego, który jest Bogiem Wszechwładnym (Pantokratorem), Ojcem swego ukochanego Sługi (bardzo stare określenie judeochrześcijańskie), Jezusa. Polikarp nazywa Boga Bogiem aniołów, mocy i całego stworzenia, i dziękuje Mu za to, że pozwolił mu mieć udział w kielichu Chrystusa, dla (na, ku) zmartwychwstania duszy i ciała w niezniszczalności, która pochodzi od Ducha Świętego. Polikarp mówi, że przez Jezusa, Sługę Boga, otrzymaliśmy poznanie Boga, ἐπίγνωσιν εἰλήφαμεν. εἰλήφαμεν, otrzymaliśmy, to greckie perfectum,  oznacza zatem trwały stan – w poznaniu Boga się trwa, ma ono być czymś stałym.

W opisie męczeństwa św. Polikarpa podana jest jego data: 23 lutego, ok. godziny drugiej po południu, kiedy panował jako król Jezus Chrystus. Kiedyś wspominano św. Polikarpa – nie mam pojęcia, dlaczego – 26 stycznia, tuż po święcie Nawrócenia św. Pawła, z którym Polikarp żadnych związków raczej nie miał. Oczywiście, zdarza się, iż wspomnienie jakiegoś świętego przypada w dniu innym niż jego dies natalis (chociażby św. Jadwigę królową – też nie wiem, dlaczego – wyrzucono z lipca na czerwiec), ale to raczej wyjątkowe sytuacje. Sądzę, że zawsze lepiej czcić świętego w dniu, w którym narodził się on do wiecznego życia, do owej niezniszczalności, która daje Duch Święty, Ten sam, przez którego Ojciec wskrzesił z martwych swego Sługę, Jezusa.

środa, 23 lutego 2011

K? C? E? Aj?

Tak się dziś złożyło, że wspomniałem na grece prof. Jerzego Manteuffla, który jest – jeśli można tak powiedzieć – moim naukowym dziadkiem. Wiele osób wie, że prof.  Manteuffel jako jeden z pierwszych w tym kraju zajmował się papirologią. Niewielu jednak wie, że – również jako jeden z pierwszych – propagował tzw. wymowę restytuowaną języka łacińskiego, co wywołało niemal zgorszenie woźnego uniwersyteckiego w czasie pewnej promocji doktorskiej.

Ponieważ mało kto z, powiedzmy, laików wie, na czym polega wymowa restytuowana, podam (z pewnymi uproszczeniami) zapis takiej wymowy na przykładzie tekstu dobrze znanego, jako że (przynajmniej kiedyś) każdy uczył się go w szkole na pamięć, a mianowicie pierwszych zdań „Wojny gallijskiej” Cezara.

Gallia est omnis diłisa in partes tres, kłarum unam inkolunt belgaj, aliam akłitani, tertiam kłi ipsorum lingła keltaj, nostra galli appellantur. hi omnes lingła, institutis, legibus inter se differunt. gallos ab akłitanis garunna flumen, a belgis matrona et sekłana diłidit. horum omnium fortissimi sunt belgaj, propterea kłod a kultu atkłe humanitate prołinkiaj longissime absunt minimekłe ad eos merkatores sajpe kommeant...

wtorek, 22 lutego 2011

Dał im Bóg ducha histerii?

Z moich ostatnich rozmów ze znajomymi angielskimi i polskimi wynika, że wiele osób dostrzega pewną cechę, typową dla tzw. tradycjonalistów: skłonność do histerii. Istotnie, w wielu ‘tradycjonalistycznych’ wypowiedziach – czy to w sieci, czy w prasie – pobrzmiewa histeria. Co ciekawe, większość – jeśli nie wszyscy – z owych wypowiadających się tzw. tradycjonalistów to mężczyźni (albo brak u nich kobiet, albo spełniają jeden z postulatów św. Pawła?), zatem macicy nie posiadają...