wtorek, 28 września 2010

Owoc nieba, ziemi i pracy rąk ludzkich

Benedykt XVI w swoich homiliach często nawiązuje do liturgicznych tekstów i znaków, zarówno tych z dawnej liturgii, jak np. w homilii Niedzieli Palmowej roku 2007, kiedy mówił o procesji do drzwi kościoła, jak i z nowej*), jak np. w homilii Bożego Ciała 2006 roku.

Mówi w niej papież o chlebie, zrobionym z odrobiny mąki i wody, i zauważa, że w liturgii Kościół modli się, przeznaczając ten chleb na ofiarę dla Pana, nazywając go owocem ziemi i pracy rąk ludzkich.

Mamy tendencję do podkreślania znaczenia owej ludzkiej pracy, jej trudu: trudu rolnika i trudu piekarza (czy może, w przypadku hostii, zakonnic-piekarek). Ale, podkreśla Benedykt, chleb nie jest tylko naszym dziełem – jest też darem. To nie my sprawiamy, że ziemia wydaje plon: to dzieło Stwórcy. Nie możemy sami wytworzyć ziarna, nie możemy sami wytworzyć słonecznych promieni, nie możemy sami wytworzyć wody, potrzebnej i dla wzrostu ziarna, i dla zrobienia chleba. Wydaje się to takie oczywiste, że aż nie zdajemy sobie z tego sprawy: że są rzeczy, których nie możemy wytworzyć, nie możemy stworzyć, a korzystamy z nich codziennie.

Hostia staje się w pewien sposób syntezą całego stworzenia, owocem „współpracy” nieba, ziemi i człowieka. Papież zauważa, że w ten sposób całe stworzenie dąży do przebóstwienia, do udziału w owej uczcie weselnej nowego nieba i nowej ziemi, którą zapowiada Pismo. Całe stworzenie oczekuje wyzwolenia, udziału w wolności dzieci Bożych, jak naucza św. Paweł.

Szkoda, że ludzie tak rzadko o tym myślą.
______________________________
*) Na co jakoś rzadko zwracają uwagę ci, którzy rozwodzą się nad ukochaniem dawnej liturgii przez papieża. Cóż, każdy dostrzega to, co chce, szkoda tylko, że – w przeciwieństwie do papieża – jednostronnie. A może ich to gorszy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz