piątek, 10 września 2010

Zagadka papieska

Wczoraj jeden z moich przyjaciół dał mi do przeczytania kazanie pewnego księdza, niewątpliwie pobożnego i bogobojnego, i niewątpliwie takież było i owo kazanie. Niestety, zapamiętałem z lektury tylko jedno zdanie.

Otóż kaznodzieja powiedział był: W encyklice rozpoczynającej jego pontyfikat św. Pius X jasno wyraził ideę, etc.

Niestety, w poprzedzającym to zdanie fragmencie nie znalazłem informacji, czyj pontyfikat rozpoczynał św. Pius X. Może ktoś wie? Jest wprawdzie wzmianka o św. Tomaszu z Akwinu, ale: (i) jest ona dosyć odległa od zdania o pontyfikacie, trudno byłoby ją z nim połączyć; (ii) z tego, co mi wiadomo, Akwinata papieżem nigdy nie został.

Z podobną zagadką spotkałem się kiedyś w jednym z przekładów Pisma świętego. Przeczytałem mianowicie w Ewangelii Janowej: Jezus podniósł jego oczy do nieba. Niestety, też nie podano, czyje to były oczy... Na szczęście, w przypadku Ewangelii, mogłem zajrzeć do oryginału i sprawa się wyjaśniła...

czwartek, 9 września 2010

Na marginesach (ii)

... czyli: się kręci!

Czytamy w dotyczącej liturgii konstytucji świętego Soboru o dziele zbawienia, dokonującym się poprzez Ofiarę eucharystyczną i inne sakramenty (Sacrificium et Sacramenta). Bardzo trafnie sformułowano, że wokół nich obraca się, kręci się, całe życie liturgiczne: circa quae [sc. Sacrificium et Sacramenta] tota vita liturgica vertit (SC 6).

PS Nie byłbym sobą, jeśli nie dodałbym czegoś filologicznego: łaciński czasownik verto, obracać (się), jest z tego samego rdzenia, co czasowniki mające znaczenie „stać się” w językach germańskich (niemieckie werden najprościej skojarzyć; gockie waírþan, staroangielskie weorþan, fryzyjskie wertha). Moje gockie studentki szczególnie lubią te czasowniki.

środa, 8 września 2010

Last week, czyli o smaku wyrazów

W poprzednim tygodniu towarzyszyły mi codziennie dwa wersy z Ewangelii według św. Jana, a dzięki nim – smak *gweih3-


Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśli umrze, będzie żył, a każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, z pewnością nie umrze na wieki. Wierzysz w to? (J 11:25-26)

Życie to po grecku dzoe. Ponieważ greckie wydanie Nowego Testamentu podaje odnośniki do pokrewnych fragmentów, przejrzałem sobie, przy okazji powtarzania tych dwóch wersetów, inne miejsca, w których św. Jan pisze o życiu, życiu wiecznym. Dzoe, dzoe aionios. Łacińskie vivo czy angielskie quick to krewniacy greckiego dzoe. Za przodka mają *gweih3-

Powtarzanie tych wersów, powtarzanie słowa dzoe, było niesamowicie... smaczne. Sprawia niesłychaną przyjemność, dźwiękiem i znaczeniem. Tolkien kiedyś pisał o takich doświadczeniach, opowiadał, jak na niego działa język, słowa: powodują doznania takie, jak kolor czy muzyka. Podawał jako przykład cellar door – więcej lingwistycznej przyjemności dawały mu te słowa niż np. wyraz beauty.

Nie da się tego wyjaśnić. Nawet nie umiem tego przekazać. Po prostu trzeba tego doświadczyć. Jednym jest to dane, innym – nie. Ci, którym to dano, wiedzą, o czym piszę.

Ze Wschodu (Egipt) na daleki Zachód (Irlandia)

W 2006 roku, w jednym z irlandzkich bagien, znaleziono manuskrypt z 8. wieku, zawierający tekst psałterza. W przyszłym roku księgę tę można będzie oglądać w Muzeum Narodowym Irlandii.

Takie znalezisko to rzecz niezwykła; dotąd najciekawszymi chyba znaleziskami na bagiennych terenach były ludzkie zwłoki, a dokładniej: zwłoki rytualnych ofiar, składanych mrocznym bogom Północy. A tu nagle – psałterz! Cud, że się zachował.

Kilka dni temu ów bagienny manuskrypt odkrył przed uczonymi niezwykłą tajemnicę: w jego skórzanej oprawie znaleziono kawałki papirusu. Papirus, jak wiadomo, wytwarzano tylko w Egipcie. Skąd się wziął nagle na rubieżach Europy?

Uczeni już od dawna wskazują na powiązania między celtyckim monastycyzmem a tym, który znamy z Egiptu. Wskazuje się tutaj szczególnie na Kościół koptyjski. Oprawa bagiennego psałterza prawdopodobnie z Egiptu właśnie – chociaż niekoniecznie bezpośrednio – dotarła do Irlandii.

Więcej można przeczytać tu i tam. Obrazki też można obejrzeć.

piątek, 3 września 2010

Tryby mszalne

Nie będę szczególnie oryginalny: ściągnę z Jungmanna. Zainspirował mnie fragment z jego Missarum sollemnia, o użyciu trybów (w sensie gramatycznym, nie mechanicznym) w jednym z najważniejszych momentów Mszy św.

Jungmann pisze, oczywiście, o trybach języka łacińskiego, indikatiwie i koniunktiwie, użytym w funkcji trybu życzącego. Indicativus to polski tryb oznajmujący (lub orzekający, spotkałem się z jedną i drugą nazwą), weźmy sobie jako przykład „jem”. Z koniunktiwem trochę gorzej, bo łączy w sobie różne funkcje, m.in. trybu przypuszczającego („zjadłbym”), ale w omawianym fragmencie ma mieć znaczenie optatiwu, trybu życzącego („obym zjadł, niech zjem”). Taki tryb życzący, optativus, pojawia się często w modlitwach (pokrewieństwo tych pojęć, życzenia i modlitwy, prośby zwróconej do bóstwa, widać w greckim czasowniku eukhomai, który znaczy i modlić się, i życzyć sobie).

A ów ważny moment Mszy to doksologia, kończąca Modlitwę Eucharystyczną. W polskim przekładzie czasownik w ogóle zniknął, tym samym doksologię możemy uznać i za wyrażającą stan faktyczny (indicativus), i za (modlitewne) życzenie (coniunctivus optativus).

O co dokładnie chodzi? Zacznijmy od innego przykładu, który, mam nadzieję, pozwoli zrozumieć ten gramatyczno-teologiczny problem.

Kapłan w czasie liturgii kilkakrotnie pozdrawia lud słowami Pan z wami. Nie jest to zdanie, nie ma czasownika – możemy się go domyślać, różnie interpretując tę formułę: Pan jest z wami albo Niech Pan będzie z wami. Jedno i drugie jak najbardziej poprawne. Tak samo jest w łacińskim oryginale: Dominus vobiscum – też nie ma orzeczenia, możemy się go domyślać: albo jako oznajmienia faktu, albo jako życzenia skierowanego do wiernych.

Przejdźmy zatem do doksologii. Łaciński oryginał brzmi: Per ipsum, et cum ipso, et in ipso, est tibi, Deo Patri omnipotenti, in unitate Spiritus Sancti, omnis honor et gloria per omnia saecula saeculorum. Przetłumaczę dosłownie: Przez Niego, i z Nim, i w Nim jest Tobie, Bogu Ojcu wszechmogącemu, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków. Podkreśliłem słowo est – jest, czasownik występujący właśnie w indikatiwie.

Przekład w polskim mszale nie całkiem oddaje łaciński oryginał. Pomijam fakt, że zamiast Przez Niego, etc., jest Przez Chrystusa; nie o to mi teraz chodzi. Chodzi o brak czasownika: Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Nie ma w tej formule żadnego czasownika. Możemy się go domyślać, i znajdujemy się w takiej samej sytuacji, jak przy wezwaniu Pan z wami. Możemy dodać albo „jest”, albo „niech będzie”. Albo stwierdzamy, że Ojcu niebieskiemu rzeczywiście oddana jest cześć i chwała przez ofiarę Chrystusa Pana, albo wyrażamy tylko tego pragnienie, życzenie: niech tak będzie, chcielibyśmy, aby tak było.

Drobiazg? Jungmann pisze: Nie przypadkiem [ta formuła] jest w indikatiwie („est”), a nie w koniunktiwie lub formie trybu życzącego. Tu, gdzie zebrany jest Kościół, bezpośrednio przed ołtarzem, na którym znajduje się Sakrament, Kościół zebrany po to, aby ze czcią ofiarować Ciało i Krew Chrystusa – tu naprawdę Bóg odbiera wszelką cześć i chwałę. W tym momencie wypełnia się słowo Malachiasza (1:11): Imię Pana jest wielkie między narodami.

Zastanawiam się nad przyjrzeniem się tekstom mszalnym właśnie z punktu widzenia gramatyki, chociaż to żmudna praca, i chyba nie na blog. Póki co, będzie krótka przerwa w pisaniu, bo nowe teksty (trochę się uzbierało) poddawane są właśnie (wewnętrznej) cenzurze.

W Kościele jak w szpitalu

Pierwszy piątek przypomina nam, że wszyscy jesteśmy chorzy na tę samą ciężką chorobę: Chroniczny brak miłości.

środa, 1 września 2010

Na marginesach (i)

Ostatnio, z pewnych względów, mam dużo czasu wolnego. Nawet za dużo chwilami. Zatem piekę i zjadam ciastka z rodzynkami*), słucham, jak Hugh Laurie czyta W Dolinie Muminków, robię zakupy dla domu, oglądam seriale komediowe... No i czytam. Po fazie walijskiej wracam do fazy liturgicznej. Między innymi, czytam znowu Sacrosanctum Concilium; mam wydanie w oryginale, z szerokimi marginesami, które aż zachęcają do ich wykorzystania, i zaznaczam na nich fragmenty, które szczególnie zwracają moją uwagę.

Mnóstwo ciekawych rzeczy zauważa się przy kolejnych lekturach.  Np. relacja między tym, co ludzkie, a tym, co Boskie, w liturgii: to, co ludzkie, ma być kierowane ku temu, co Boskie, i poddane mu (SC 2). Po łacinie oddaje to wspaniale gra słów: ordinetur ad divinum eique subordinetur.

Albo np. czytamy, że zbawienie nam daje humanitas [Christi], in unitate personae Verbi (SC 5). Dla znającego łacinę, humanitas brzmi niesamowitą głębią, jak otchłań wzywająca otchłań (cf. Ps 42:8). Z jednej strony, przypomina o słowie humus, ziemia, gdyż człowiek jest ziemianinem – i stał się nim także nasz Pan, z niebios zstępując. Dźwięczy w tym słowie człowieczeństwo, ludzka natura. Z drugiej zaś strony, humanitas po łacinie oznacza też życzliwość, uprzejmość, coś, co można nazwać byciem ludzkim w stosunku do innych. W ten sposób św. Hieronim przetłumaczył greckie philanthropia w Liście do Tytusa (3:4): humanitas salvatoris nostri Dei. Nasze zbawienie przez człowieczeństwo Chrystusa-Boga: Jego ludzką naturę, Jego bycie ludzkim dla nas. Bycie człowiekiem, takim, jakim człowiek miał być dla innych w zamyśle Stwórcy. Zbawia nas Chrystus, Człowiek doskonały.

Cdn.
___________________________
*) Dla zainteresowanych przepis: pół kostki masła utrzeć z niecałą szklanką cukru; dodać 2 duże lub 3 małe jajka, dobrze roztrzepane; łyżeczkę sody rozpuścić w 2 łyżkach gorącej wody, dodać do masy; dokładnie mieszając, dodać ok. 1.5 szklanki przesianej mąki, zmieszanej z łyżeczką cynamonu i pół łyżeczki soli; pół szklanki posiekanych rodzynek i pół szklanki posiekanych orzechów włoskich wymieszać z 1.5 szklanki mąki, wszystko dokładnie wymieszać; na natłuszczoną blachę kłaść porcje wielkości łyżki, piec w średnio nagrzanym piekarniku (180st. C) ok. 12-14 minut.