Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapłaństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapłaństwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2024

Ofiara kapłana

Kiedy w liturgii okresu Narodzenia Pańskiego powtarzamy słowa ze 110 psalmu: Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka – kojarzą mi się one zawsze z nowonarodzonym Dzieciątkiem. Bo przecież Chrystus stał się kapłanem właśnie poprzez to, że przyjął ludzkie ciało, które mógł potem ofiarować, jak pouczał nas święty Atanazy 1 stycznia, Ojcu niebieskiemu za nas. Narodzenie Pańskie: początek kapłaństwa Chrystusowego.

niedziela, 12 lutego 2023

8 sekund

Osiem sekund zabiera mi odmówienie modlitwy błogosławieństwa nad chlebem w czasie ofiarowania (Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata) czy modlitwy Azariasza (Przyjmij nas, Panie). Tymczasem, obserwując większość kapłanów stwierdzam, że im odmówienie tych modlitw zajmuje średnio dwie lub trzy sekundy. Jak to możliwe?

poniedziałek, 4 lutego 2019

Za każde...

W parafii rozpływają się nad jubileuszem 50-lecia kapłaństwa G.-lekceważącego-liturgię. Piszą na swojej stronie, że dziękujemy za każde udzielone przez niego rozgrzeszenie i odprawioną mszę. Tylko że G.-lekceważący-liturgię używa niepoprawnej formuły rozgrzeszenia, a do formuł mszalnych dokłada własne dodatki radosnej TFUrczości.

czwartek, 1 czerwca 2017

Oświadczenie, usprawiedliwienie

Miałem iść wczoraj na prymicje, ale sił mi zabrakło, zatem bardzo przepraszam. Pocieszam się, że, być może, nieobecność moja nie została nawet zauważona, ale na wszelki wypadek piszę to oświadczenie.

Sent from my tablet. We are Borg. You will be assimilated.

sobota, 4 marca 2017

piątek, 10 lutego 2017

Lud kapłański, świątynia Boga

Panie, okaż Syjonowi łaskę w Twej dobroci, odbuduj mury Jeruzalem. Wtedy przyjmiesz prawe ofiary (Ps 51[50]:20-21).
Kiedy jesteśmy w grzechach, jesteśmy ruiną, lecz Pan w swej dobroci może nas odbudować przez sakrament pokuty. A wtedy możemy przystąpić do ołtarza i złożyć Mu prawą ofiarę, eucharystyczną ofiarę. Jesteśmy bowiem świątynią Bożą i Bożymi kapłanami (cf. 1 Kor 6:19; 1 P 2:5).

poniedziałek, 25 lipca 2016

Błogosławieństwo Boga najwyższego

Zauważyłem, że jeden z moich uczniów, w tym roku wyświęcony, kończy swoje mejle krzyżykiem: +. Znak błogosławieństwa. Młodszy błogosławi starszego, bo młodszy stał się starszym, πρεσβύτερος (presbuteros).

środa, 13 lipca 2016

Eὗρον τὸν δοῦλόν μου, ἐν ἐλαίῳ ἁγίῳ μου ἔχρισα αὐτόν

Od niemal piętnastu lat uczę dominikanów, pewnie już ponad setka z moich uczniów zaszczycona została łaską święceń kapłańskich i staje codziennie ad altare Dei, ad Deum, qui laetificat iuventutem eorum. Nie wszystkich pamiętam, nie ze wszystkimi mam kontakt, nie wszyscy pewnie i mnie pamiętają (lub chcą pamiętać). Ale muszę przyznać, że nigdy nie widziałem ich, jak to mówią, w akcji inaczej niż przy koncelebrze – poza Dominikiem, kiedy byliśmy na wakacjach w Norwegii. Może kiedyś mi się uda, bardzo jestem tego ciekaw: podświadomie pewnie jak Crotalus viridis, tropiący wszystkie błędy ołtarzowe.

Myślę szczególnie o tych trzech ostatnich: Andrzeju, Krzyśku i Pawle, i błagam Pana, aby zachował w nich świeżość kapłaństwa. Świeżość stawania przy ołtarzu, świeżość sprawowania sakramentów. Niech ich uchroni od rutyny, od bylejakości, od odbębnienia i odwalenia kapłańskich powinności. To pewnie niełatwe, a bez łaski z nieba niemożliwe. μὴ γένοιτο, aby się kiedyś zmienili w tego-który-się-podpiera albo błyskającego zębami potomka Egnacjusza!

Różne myśli modlitwom za nich wszystkich towarzyszą. Takie, jak np. wyznanie George'a Herberta, wspaniałego angielskiego poety: I cannot skill of these thy wayes. W jaki sposób Pan ich powołał, każdy jest inny, różny, osobny... Ludzie patrzą i się dziwią, na swój (etymologicznie) idiotyczny sposób, że ten czy tamten został księdzem. Co Bóg w nich widzi, nie nam jest wiedzieć, to sprawa między nimi a Nim. Tym większa cudowność Jego wyboru: Znalazłem Dawida, mojego sługę, namaściłem go moim świętym olejem (Ps 89[88]:21). To On go szukał, On go znalazł: sam przecież powiedział: Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem (J 15:16). Uwielbienie cudowności Boskiej w kapłanach, w Boskim wyborze.

Przypomina mi się także, gdy o nich myślę, jeden z wierszy ks. Twardowskiego, skierowany wprawdzie do zakonnicy, ale wyrażający to, o co się modlę. Fragmenty: (...) wszystko będzie święte w twoim życiu, / łoże twardo słane, niepokoje i oschłość (...) Droga długa, kłująca, ciernista, niełatwa, / i od lampki wieczystej krwawa zadra światła, / co spadnie po nieszporach na twą ciemną głowę (...) Będzie ci, dziecko, dobrze. Krzyż pójdzie za tobą – / i Jezus, co pod krami pochmurnego nieba – / miłość w ranach ukrywa i w kruszynach chleba / (...) Lecz nagle list przerywam. Ktoś puka. Otwieram / To tylko anioł przyszedł. Przesyłam go w liście (ks. J. T., List)

I może da Pan, że kiedyś będziecie mogli powiedzieć: Introibo ad altare Dei, ad Deum, qui laetificat senectutem meam. I oby dał nam wszystkim Pan kiedyś powiedzieć: Introibo in portas paradisi, introibo in ianuas caeli, alleluia.

Ad omnia quae supra sunt: Tak, wiem, wyszło trochę słodkawo, może wina zapachów w powietrzu... Wszyscy mają ciemne włosy.

środa, 29 czerwca 2016

Dziękczynienie

Hodie te Deum laudamus, te Dominum confitemur, tibi, sacrosancta Trinitas, gratias agimus pro LXV annis sacerdotii Iosephi Ratzinger. Gloria tibi, Domine, pro eius servitio ad altare tuum, gloria tibi pro eius praedicatione, gloria tibi pro eius sapientia, prudentia et humilitate. 

Salvator mundi, tu illum adiuva. 
Sancte Petre, tu illum adiuva. 
Sancte Paule, tu illum adiuva.

niedziela, 29 maja 2016

czwartek, 26 maja 2016

Nie wiecie, o co prosicie...

Rozpisałem się straszliwie w maju, niech mi wybaczy Najświętsza Dziewica, tyle różnych przeżyć i doświadczeń...

Marek opisuje prośbę synów Zebedeusza (Mk 10:32-45), Mateusz bardziej dyplomatycznie ją przedstawia, zrzucając winę na Zebedeuszową, która chciała synom zapewnić dobre miejsce w królestwie niebieskim. W każdym razie, Jezus odpowiada: Οὐκ οἴδατε τί αἰτεῖσθε (Mk 10:38), nie wiecie, o co prosicie. Bo prosicie, tak naprawdę, o picie mojego kielicha i o zanurzenie takie samo, jak moje, zanurzenie w cierpieniu i śmierci.

Tę Ewangelię wczoraj czytaliśmy, ale dzisiaj błysnęła mi w szczególny sposób. Patrzyłem na zdjęcia ze święceń kapłańskich, myślałem też o moich siostrach w Karmelu. Co się dzieje, kiedy biskup nakłada na diakona ręce, namaszcza go krzyżmem, wypowiada sakramentalne formuły? Co się dzieje, kiedy siostra leży krzyżem, śpiewają litanię do Wszystkich Świętych, a ona składa śluby wieczyste? Co możemy o tym wiedzieć my, którzyśmy chrzest przyjmowali jako niemowlęta, pierwszą Komunię świętą w wieku lat siedmiu czy ośmiu, bierzmowanie w wieku czternastu lat? Byliśmy wtedy zbyt nieświadomi, za mało świadomi, za głupi, żeby tak naprawdę pojąć, co się dzieje, poczuć Palec Bożej prawicy, czyli Ducha Świętego (cf. hymn Veni, Creator), na naszych czołach. Chrzest, bierzmowanie, kapłaństwo, te sakramenty zostawiają po sobie znamię, które po grecku nazywa się kharakter. Nie da się go zetrzeć ani zatrzeć, jest jak znamię wypalone rozgrzanym żelazem na krowie, zostaje na zawsze. Teraz możemy o tym rozmyślać, rozważać te sakramenty, czyli chrzest, bierzmowanie, pierwszą Komunię świętą, te tajemnice, może nawet, zgodnie z modą polskiego Kościoła, pochylać się nad nimi (ja dziękuję, zostanę przy rozważaniu). Ale to wszystko jest post eventum. Nawet jeśli pamiętamy moment przyjmowania tych trzech pierwszych sakramentów (właściwie dwóch, bo chyba jednak niemowlęctwo niewiele zostawia świadomych wspomnień), to byliśmy zbyt niedojrzali, zbyt głupi, zbyt niedouczeni, aby je naprawdę głęboko przeżyć. Dlatego zazdroszczę moim uczniom kapłanom, moim siostrom karmelitankom (chociaż one nie przyjmowały sakramentu, tylko składały śluby, ale przez nie wchodziły w bezpośredni, dotykalny kontakt z Panem), zazdroszczę im świadomego spotkania z sakramentem. Oczywiście, za kilkanaście lat, w miarę postępowania ku Chrystusowej Pełni, pewnie i oni powiedzą: Jacy byliśmy niedojrzali, kiedy nas święcili, jak mało odczuliśmy działanie Pana! Pewnie tak. Ale, póki co, są przede mną o kilkanaście kroków do przodu w doświadczaniu działania Boga.
Kiedy JHWH zobaczył, że Mojżesz podchodzi, aby popatrzyć, Bóg zawołał do niego ze środka krzewu: „Mojżeszu, Mojżeszu!” Odpowiedział: „Oto jestem”. Bóg rzekł: „Nie podchodź bliżej! Zdejmij z nóg sandały, bo ziemia, na której stoisz, jest świętym miejscem. JA JESTEM Bogiem twoich przodków, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba”. Wtedy Mojżesz zakrył swoją twarz, bo bał się spojrzeć na Boga. (Wj 3:4-6)

Fragment kolekcji








środa, 25 maja 2016

Zadrży i rozszerzy się twoje serce, czyli myśli po prymicjach

Prymicje mojego pierwszego nowicjatu, tzn. pierwszego, który uczyłem, pierwszego warszawskiego. Wszyscy poprzedni prymicjanci, od kilkunastu już lat, trafiali do mnie w połowie pierwszego roku studiów, niektórzy zostawali na drugi. A tych znałem od zakonnego dziecka, od samego początku ich drogi.

W czasie mszy nagle zadrżałem i pomyślałem, że to już nie są „moi” chłopcy z nowicjatu, których uczyłem, z którymi żartowałem, że oni są teraz Chrystusowi, Pańscy. Że dla mnie czas na kolejny stopień Zstąpienia do Otchłani, ogołocenia. Przez Niego, z Nim i w Nim Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, jest wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Błogosławieństwo indywidualne było przed kościołem. Czekałem, przepuszczałem w kolejce kolejne osoby, wreszcie podszedłem do Andrzeja. Po koszulce cię poznałem już w kościele, zaśmiał się (do tej pory rozpoznawanie mnie po koszul(k)ach było cechą moich angielskich znajomych). Są Chrystusowi, są Pańscy, ale są wciąż sobą. Są inni niż byli sześć lat temu, w jakiś sposób, chociażby ontyczny, inni, ale są sobą. I kiedy sobie to uświadomisz, zadrży i rozszerzy się, jak pisał prorok, twoje serce, wobec wielkości Chrystusa Pana, która i w taki sposób się objawia. Można powiedzieć, że On nie waha się dzielić z nami.

Radość z własnych uczniów przy ołtarzu. Ale też świadomość, że przy ołtarzu jest nie tylko radość, ale i ofiara, która nie zawsze nas cieszy, jest cierpienie i konanie, po obu stronach ołtarza. Niesienie siebie nawzajem, aby to, co każdy złożył Bogu w ofierze, służyło wszystkim do zbawienia.

Radość z uczniów, którzy mnie przerośli. Andrzej jest ojcem Andrzejem, Krzysiek ojcem Krzysztofem, Paweł ojcem Pawłem. Wiedzą więcej niż ja, mogą więcej niż ja. Wydorośleli w jakiś sposób, czy może lepiej, bardziej biblijnie, dojrzeli przed obliczem Pana.

Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska, a wierność Pana trwa na wieki. (Ps 117[116])

sobota, 21 maja 2016

U stóp krzyża

Przypomniał mi się drogi mojemu sercu wiersz ks. Twardowskiego, przejmujący bardzo, wiersz-modlitwa, żarliwa, z głębi serca... Całkiem odpowiedni wiersz dla neoprezbiterów.
Do Jezusa z warszawskiej katedry

Jezu z warszawskiej katedry,
Jezu czarny i srebrny –
cierpiący – rzuć na ręce
niemego smutku więcej

Jeszcze jedno cierpienie,
jeszcze jedno rozstanie –
lampkę jasną na stole,
jak najmniejsze mieszkanie

Bardziej gorzką niewdzięczność –
pożegnania, powroty –
okno takie, by księżyc
dowiązywał się złoty

Jeśli las – to szumiący,
jeśli rzeki – urwiste,

a serce na złość ludziom
i naiwne i czyste


Krzysiek, Paweł i Andrzej

Na razie tylko ci trzej z mojego pierwszego nowicjatu otrzymują dziś święcenia kapłańskie, albo, jak się teraz modniej mówi, święcenia prezbiteriatu (czyli starszeństwa, etymologicznie).

Podchodząc do Niego, kamienia żyjącego, odrzuconego przez ludzi, ale u Boga wybranego i cennego, i wy, jak żyjące kamienie, budujcie dom duchowy, na święte kapłaństwo, żeby ofiarować Bogu duchowe ofiary, przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa (1 P 2:4-5).

Kapłan po łacinie sacerdos, etymologicznie ten, który rozdziela ofiary, tzn. daje ludziom ucztę ofiarną z tego, co zostało złożone w ofierze.

czwartek, 7 stycznia 2016

Wadliwa teologia

Opinia osoby siedzącej obok przy świątecznym stole: Oni przecież tylko przy ołtarzu są księżmi, a tak to są zwykłymi ludźmi, niczym się od innych nie różnią. Ale przecież i księdzem, i człowiekiem, jest się zawsze, i przy ołtarzu, i z dala od niego. Święcenia są niezatartym znakiem, odciśniętym na człowieku jak pieczęć w miękkiej glinie. Tak samo jak chrzest: chrześcijaninem jest się nie tylko w kościele, nie tylko w święta.

Taka teologia zdaje się odpowiadać papieżowi Franciszkowi. Księdzem, kapłanem, chce być tylko przy ołtarzu, w czasie liturgicznych celebracji. Widać to chociażby w jego stosunku do szat liturgicznych, do najzwyklejszej stuły. Poprzedni papieże nosili starożytny tytuł pontifex maximus, najwyższego kapłana. Obecny papież zdaje się ten tytuł odrzucać. Nie chce być kapłanem poza ołtarzem, chce być tylko zwykłym człowiekiem. Może to i pociągające dla świata, ale czy właściwe? Każdy arcykapłan jest ustanowiony po to, aby składał dary i ofiary za grzechy (Hbr 5:1). Życie ofiarą Chrystusową jest rdzeniem kapłaństwa.

Pamiętam rozmowę, sprzed wielu lat, z pewnym baptystą. Dowiedziałem się wtedy, że u nich pastorem nie jest się na całe życie, zbór decyduje, kto ma być pastorem, jak długo. Zbór może uznać, że ktoś już nie nadaje się na pastora, albo że gdzie indziej, do czego innego jest powołany. Ale w Kościele katolickim święcenia kapłańskie są na całe życie, na każdą jego chwilę, aż do śmierci.

sobota, 29 grudnia 2012

Księża, majteczki i koroneczki

Moja znajoma dostała pod choinkę koronkowe majtki. Podobno ważny element tańczenia tanga. Myślałem, że majtki ważne są raczej przy kankanie.

Ale to tak tylko przy okazji, przed karnawałem. Ma być o istocie kapłaństwa.

Otóż opowiadano mi o pewnym anglo-katolickim księdzu (czyli takie coś pomiędzy anglikanizmem a katolicyzmem), dla którego najważniejszą rzeczą w kapłaństwie są stroje liturgiczne. Koronkowe, ozdobne, haftowane... Tak, to jest dla niego najważniejsze, można by nawet przyjąć, że to jest dla niego istota kapłaństwa. W życiu bowiem codziennym tenże ksiądz jest bezdusznym, pozbawionym całkowicie miłości bliźniego (wiem to od osób, które znają go osobiście i mają z nim kontakt na co dzień) i jakiegokolwiek ducha służby, duchowym sadystą. Oczekuje, że wszyscy wszystko dla niego zrobią, że go obsłużą, on palcem nawet nie kiwnie. Nie zmyje talerzy, nie sprzątnie pokoju... Nie porozmawia z kimś, kto tego potrzebuje, nie okaże żadnego współczucia czy chociażby zrozumienia. Ważne są tylko koronki.

Karykatura kapłaństwa. I nie wątpię, że w Kościele katolickim można znaleźć podobnych.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Po raz kolejny

Po raz kolejny, acz zupełnie przypadkowo, oglądałem zdjęcia z tegorocznych święceń kapłańskich moich uczniów. I po raz kolejny się zdziwiłem nad zmianą, jaka w nich zaszła, a dokonała się przecież poprzez proste znaki: wezwanie wszystkich Świętych, włożenie rąk, namaszczenie, dotknięcie pateny i kielicha. I przypomniała mi się pieśń, przypisywana Rabanowi Maurowi, o poświęceniu Krzyżma, śpiewana w Wielki Czwartek.

Stans ad aram imo supplex infulatus pontifex – biskup w infule pokornie się modli, stojąc przy ołtarzu...
Consecrare tu dignare, Rex perennis patriae [...] ut novetur sexus omnis unctione Chrismatis, ut sanetur sauciata dignitatis gloria – Królu ojczyzny wiecznej, racz poświęcić [...] aby każdy człowiek się odnowił przez namaszczenie Krzyżmem, aby uzdrowienia doznała chwalebna godność, [przez grzech] zraniona...
Lota mente sacro fonte aufugantur crimina, uncta fronte sacrosancta influunt charismata –  po obmyciu duszy  w świętym źródle do ucieczki zmuszone są grzechy, po namaszczeniu czoła najświętsze dary łaski są wlewane [w duszę]
Corde natus ex Parentis, alvum implens Virginis, praesta lumen, claude mortem Chrismatis consortibus – Ty, coś zrodzony z Ojcowskiego łona, łono dziewicze wypełniłeś, udziel światła, od śmierci wybaw tych, którzy uczestniczą w darze Krzyżma...

piątek, 22 maja 2009

Dotyk z pierwszej połowy pierwszego wieku po Chrystusie

Jutro Dominik i jeszcze kilku braci, których wieki temu uczyłem, otrzyma święcenia kapłańskie. Kardynał Macharski nałoży na jego głowę ręce. Stanie się inny ontycznie, jak mi to kiedyś tłumaczył Chris, mój angielski przyjaciel-ksiądz.

Przez to włożenie rąk Dominik wejdzie w długi łańcuch, sięgający Apostołów, i ich nakładania rąk. To niesamowite, nawet nie próbuję sobie wyobrazić takiego doświadczenia. Nieprzerwany łańcuch życia Kościoła. I w jednej chwili będzie mógł odpuszczać grzechy i sprawować Mszę świętą. W jednej chwili będzie inny.

Niech Twoi kapłani odzieją się w sprawiedliwość, a Twoi wyznawcy niech śpiewają z radości.
(Ps 132:9)