Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tzw. tradycjonaliści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tzw. tradycjonaliści. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2024

Tylko dwa hymny

Jak uboga jest liturgia trydencka świadczyć może oficjum Narodzenia Pańskiego: na tak wielką uroczystość są tam tylko dwa hymny, jeden wspólny dla nieszporów i nocnej modlitwy, niezbyt rozsądnie nazywanej matutinum (w średniowieczu, które Trydent tak pogardliwie potraktował, nazywano tę godzinę nokturnem), i jeden dla laudesów, czyli jutrzni. Straszne ubóstwo i pogarda dla drugiej co do ważności w roku liturgicznym uroczystości.

sobota, 30 września 2023

Persona non grata

Święty Hieronim, dzisiejszy patron, nie jest chyba zbyt popularny w kręgach tak zwanych tradycjonalistów, bo za dużo pisał o czytaniu Biblii. Święty Hieronimie, módl się za nimi.

wtorek, 28 września 2021

sobota, 18 września 2021

Polsko-katolicki

Znalezione w sieci: Jestem polskim katolikiem. To powiedz coś po polsko-katolicku. Szczęść Boże, będziesz wisiał.  
 
Dodać jeszcze trzeba: katolicki i tzw. tradycjonalistyczny.

piątek, 2 lipca 2021

Tydzień po

Tzw. tradycjonaliści obchodzą dziś Nawiedzenie NMP – tydzień po Narodzeniu św. Jana Chrzciciela! Zupełny idiotyzm, po opisie narodzenia Poprzednika Pańskiego czytać Ewangelię, w której znowu jest on w łonie matki.

piątek, 16 września 2016

Co można zrobić

W swoich Ostatnich rozmowach Benedykt XVI tak mówi o reformie liturgii:
Instytucjonalnie i jurystycznie niewiele można zdziałać. Ważne jest powstanie wewnętrznego oglądu, tak aby ludzie „od środka” poznali, czym jest liturgia i co rzeczywiście ona oznacza (moje podkreślenie). Dlatego pisałem książki. Ale niestety, wciąż zmagamy się ze sztywnymi stanowiskami pewnych środowisk domniemanych fachowców absolutyzujących swoje teorie i niedostrzegających tego, co istotne. Tu nie chodzi o zgodę na wydumane błahostki, tylko o to, żeby liturgia napełniała Kościół i była celebrowana niejako od wewnątrz. Ale tego nie da się rozkazać ani narzucić.
Nie da się rozkazać, nie da się narzucić. Można tylko uczyć, mówić i pisać o tym, zwracać uwagę. Bez wewnętrznego wejścia w liturgię pozostanie ona pustką, pustą formą. Do liturgii możemy odnieść słowa psalmisty: Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha. Czyste serce, odnowione mocą Ducha Świętego, żyjące liturgią.

Warto przytoczyć jeszcze inne zdanie papieża emeryta:
Cieszy mnie reforma soborowa, gdy przyjmuje się ją zgodnie z właściwym jej duchem.
Bardzo jestem ciekaw, czy i tym razem usłyszymy głosy, że Benedykt XVI wcale tak nie uważa, a powiedział tak, bo musiał, bo wypadało, etc.

wtorek, 6 września 2016

Można tak, można i tak


Pusty gest, niemający żadnego uzasadnienia praktycznego i teologicznego, niewolniczo podtrzymywany (pun not intended) przez tzw. tradycjonalistów. Dla mnie wygląda to trochę jak sprawdzanie, co on ma pod ornatem, ewentualnie wąchanie, czy przypadkiem się nie zesmrodził, bo ministranci w ogóle nie patrzą na hostię, na ołtarz. Gdzie tu pobożność, gdzie adoracja, gdzie piękno i dostojeństwo, o których tak trąbią tzw. tradycjonaliści? (I czy mi się wydaje, czy świece się nie palą?)

A można i tak, bez idiotycznego i bezsensownego gestu, liturgia staje się rzeczywiście przedsmakiem nieba. Piękno, dostojeństwo, odblask chwały Boga.

wtorek, 22 stycznia 2013

Ach, te kobitki

Jak można się dowiedzieć ze środków masowego przekazu, na Sybir wywożono ludzi w kobitkach.

Niebawem zaś możemy się dowiedzieć od ludzi zrzeszonych wokół pewnego katolickiego pisma, że biskupów na Sobór zawoziły kobitki, i stąd się wzięło wszelkie zło w Kościele.

Taka bowiem jest potęga przekazywania informacji.

piątek, 12 października 2012

11. października

Kilka lat temu, kiedy pisywałem jeszcze na liturgia.pl, czytałem czasami mniej lub bardziej triumfalne wypowiedzi tzw. tradycjonalistów, że Benedykt XVI wcale – prawie wcale – chyba wcale – bardzo rzadko (niepotrzebne skreślić) nie cytuje tekstów II Soboru Watykańskiego. (Tu podkreślam, że chodzi o teksty, gdyż właśnie do ich czytania nawołuje papież.) Już wtedy uważna lektura papieskich wypowiedzi mogła pokazać, że się mylili. Tzw. tradycjonalista bowiem chce stworzyć papieża, i na obraz własny go tworzy. Chce, aby ze skarbca wyjmował on tylko stare rzeczy, a nie stare i nowe. Jeśli już jednak tzw. tradycjonalista musi przyznać, że papież i stare, i nowe rzeczy wydobywa ze skarbca, stara się nie zwracać uwagi na te nowe, a widzieć tylko stare – tak jak Achilles pośród towarów wyłożonych przez Odyseusza zauważył tylko miecz. (Aczkolwiek porównanie tzw. tradycjonalisty z Achillesem jest dla tego ostatniego wielce krzywdzące.) Może warto, aby tzw. tradycjonaliści w Roku Wiary czytali częściej homilie i dokumenty Benedykta XVI, aby potem nie bawili się w papieskich stwórców. (Wychodzi potem z tego twórczość przez duże 'tfu'.)

Również kilka lat temu, i również pośród wypowiedzi na liturgia.pl, czytywałem i takie, a były to m. in. wypowiedzi osób z wykształceniem teologicznym, z których wynikało, że wielu na bakier jest z teologią Trójcy Świętej. I tu sięgnąć można do skarbca po rzecz starą, odmawianą niegdyś w brewiarzu w niedziele, a mianowicie po tzw. Symbol św. Atanazego, nazywany, od pierwszych słów łacińskiego tekstu, Quicumque. (I znowu chodzi o tekst, co znowu podkreślam.) Jest to wyznanie katolickiej wiary, szczególnie skoncentrowane właśnie na tajemnicy Trójcy Świętej: Taka bowiem jest wiara katolicka, czytamy, że cześć oddajemy Jednemu Bogu w Trójcy, i Trójcy w jedności. Św. Teresa od Jezusa wielkiej łaski poznania Trójcy Najświętszej doznała, odmawiając niegdyś to wyznanie wiary. Może w Roku Wiary warto czasami ten tekst przeczytać, żeby potem bzdur nie głosić.

Odniesienie się do dokumentów chroni przed skrajnościami anachronicznych nostalgii i gonienia do przodu, i pozwala na uchwycenie nowości w ciągłości, powiedział wczoraj Benedykt XVI w homilii. Równowaga, to jest coś, o czym powinni pamiętać wszyscy, którzy kochają Kościół. Skrajności nigdy i nigdzie nie są dobre.

piątek, 25 maja 2012

Z jutrzni

Daj, abyśmy z wiarą i szacunkiem odnosili się do ludzi słabej wiary, a niecierpliwość przezwyciężali miłością.

Ta prośba z pewnością przyda się wielu arcykatolikom, wielu z nich pamiętam z poprzedniego blogowania, wraz z ich wzgardą i agresją wobec tych, którzy są słabej wiary, i tych, którzy poszukują. W końcu ważni jesteśmy tylko my, godni zająć miejsca Apostołów na dwunastu tronach przy odrodzeniu świata, i sądzić dwanaście pokoleń Izraela, a może i samych Apostołów i ich następców, a jeśli i ich, to i samego Chrystusa Pana też możemy osądzić, bo za miłosierny jest i za cierpliwy. Drżyjcie, niebiosa, wraz z waszymi mieszkańcami.

niedziela, 11 marca 2012

I am back

On Saturday evening, Pope Benedict celebrated vespers at San Gregorio al Celio. Soon we'll learn that the Pope was compelled to do it, on the occasion of visit of Rowan Williams, Archbishop of Canterbury. Some people simply know that the Pope wouldn't do such a thing of his own will: he wouldn't meet with a schizmatic. He must've been compelled, there can't be another explanation. I often admire those who know – so well! – what the Pope thinks, what he would and what he wouldn't do. They seem to know him better than he knows himself. And – what's worse – they see him as a weak man who can't do what he wants or what he thinks he should (or shouldn't) do. He's simply made by others to do things he neither likes nor wants. Poor Benedict.

However, there are also some people who realize that they can't know what the Pope thinks or what he wants to do, yet they think that celebrating verspers with Rowan Williams was a loathsome act. Soon we'll hear their scolding cries: How could he do that?! Why did he do that?!
--

W sobotni wieczór papież odprawił nieszpory w kościele San Gregorio al Celio. Niebawem usłyszymy, że został do tego zmuszony, a to z powodu wizyty arcybiskupa Canterbury, Rowana Williamsa. Niektórzy po prostu wiedzą, że papież nie zrobiły takiej rzeczy z własnej woli, nie chciałby spotkania ze schizmatykiem. Musieli go zmusić, nie da się inaczej wyjaśnić. Często podziwiam tych, którzy tak dobrze wiedzą, co papież myśli, co chciałby zrobić, a czego nie zrobiłby. Zdaje się, że znają go lepiej niż on sam. A co gorsza, widzą w nim słabego człowieka, który nie może robić tego, co chce, albo tego, co, jak sądzi, powinien (lub nie) zrobić. Inni zmuszają go do robienia tego, czego on sam nie lubi i nie chce. Biedny Benedykt.

Ale są i tacy, którzy są świadomi faktu, iż nie wiedzą, co papież myśli albo co chce zrobić, niemniej jednak są przekonani, że nieszpory z Rowanem Williamsem to coś okropnego. Wkrótce usłyszymy ich pełne oburzenia lamenty: Jak on mógł to zrobić?! Dlaczego on to zrobił?!

czwartek, 23 lutego 2012

Duchowy Calgon

Za trolle trzeba się modlić. Dlaczego? Aby nie zamieniły się w kamień, kiedy zaświta.
--
We have to pray for trolls. If we don't, they'll turn into stone at daybreak.

niedziela, 29 stycznia 2012

Żydzi, masoni, protestanci i prawdziwi katolicy

W jednym ze swoich hymnów, które są poetyckimi modlitwami, Roman Brandstaetter modlił się do Jezusa o ustanowienie święta Spożywania Pisma Świętego:

Niechaj to święto
Ożywi w człowieku
Umiłowanie słów Twoich,
I napełni go pragnieniem
I łaknieniem
Twojej nauki,
Która jest źródłem naszej ludzkiej godności.


(…) bez znajomości Twoich wersetów,
Nieśmiertelnych,
Zbawiennych
I wyzwalających,
Każde życie jest figowcem uschniętym,
A każda śmierć bezowocna.


No cóż... Brandstaetter był Żydem, ochrzczonym wprawdzie, ale jednak Żydem, co całkowicie go dyskredytuje w oczach prawdziwych katolików, i stawia w rzędzie masonów i protestantów, którzy od kilkudziesięciu lat niszczą Kościół. Przecież dla prawdziwego katolika czytanie Pisma Świętego to grzech ciężki! Kiedy blogowałem jeszcze na liturgia.pl, ktoś pobożnie napisał pod jednym z moich tekstów, że zwykły katolik nie potrzebuje Biblii, przecież wystarczy mu katechizm i msza. Oczywiście, najlepiej, aby to była msza w całości po łacinie, inaczej przecież mógłby zwykły katolik usłyszeć niebezpieczne fragmenty Pisma Świętego, czytane w czasie liturgii. Co zaś do katechizmu... Jest on przeznaczony przede wszystkim do „odpowiedzialnych za katechezę: na pierwszym miejscu dla biskupów jako nauczycieli wiary i pasterzy Kościoła” (pkt.12 Katechizmu Kościoła Katolickiego). Dopiero na końcu stwierdza się, że jego czytanie będzie pożyteczne dla wszystkich innych wiernych chrześcijan. Niestety, w tymże Katechizmie czytamy też straszliwe słowa: „Wierni Chrystusowi powinni mieć szeroki dostęp do Pisma świętego” (pkt.131), gdyż jest ono utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym i stałym życia duchowego (tamże). Cytowana jest też soborowa Konstytucja o Słowie Bożym: „Kościół usilnie i szczególnie upomina wszystkich wiernych... aby przez częste czytanie Pisma świętego nabywali «najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa» (Flp 3, 8). «Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa» (św. Hieronim)” (Konstytucja Dei Verbum, 25; Katechizm, pkt.133). Ale, wiadomo, Vaticanum II to dzieło protestantów i masonów...

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła (Ps 95:7-9).

Kiedy szukamy Jezusa, szukamy Go często według własnych wyobrażeń, prywatnie, niby w Kościele, ale jednak poza nim, bo przecież lepiej wiemy, jaki Jezus powinien być, i co miał On na myśli, kiedy tworzył Kościół. Nie modlimy się już do Boga „Ojcze nasz”, ale „Ojcze mój”, wmawiając sobie, że w ten sposób doskonalej naśladujemy Jezusa (cf. Mt 26:39). A kiedy On wreszcie przychodzi – vocatus atque non vocatus – zupełnie inny, niż myśleliśmy, mówimy do Niego tak, jak zły duch z dzisiejszej Ewangelii: Spadaj, Jezusie z Nazaretu, przyszedłeś nas zniszczyć? (Mk 1:24). Przyszedłeś zniszczyć wszystko, co tak skrzętnie zbudowaliśmy dla Ciebie, a Tobie się to nie podoba? Chcesz inaczej, po Twojemu? Wypchaj się!

Jak mamy Cię poznać, takiego, jakim jesteś naprawdę, abyśmy Cię nie kusili i nie odrzucali?

piątek, 11 listopada 2011

Rocznica przeprowadzki

I zostawienia za sobą arcychrześcijańskich orków, Hunów i im podobnych.

Μεγαλύνει ἡ ψυχή μου τὸν κύριον,
καὶ ἠγαλλίασεν τὸ πνεῦμά μου ἐπὶ τῷ θεῷ τῷ σωτῆρί μου,
ὅτι ἐπέβλεψεν ἐπὶ τὴν ταπείνωσιν τῆς δούλης αὐτοῦ. 
ἰδοὺ γὰρ ἀπὸ τοῦ νῦν μακαριοῦσίν με πᾶσαι αἱ γενεαί·
ὅτι ἐποίησέν μοι μεγάλα ὁ δυνατός, καὶ ἅγιον τὸ ὄνομα αὐτοῦ,
καὶ τὸ ἔλεος αὐτοῦ εἰς γενεὰς καὶ γενεὰς τοῖς φοβουμένοις αὐτόν.
ἐποίησεν κράτος ἐν βραχίονι αὐτοῦ, 
διεσκόρπισεν ὑπερηφάνους διανοίᾳ καρδίας αὐτῶν·
καθεῖλεν δυνάστας ἀπὸ θρόνων καὶ ὕψωσεν ταπεινούς,
πεινῶντας ἐνέπλησεν ἀγαθῶν καὶ πλουτοῦντας ἐξαπέστειλεν κενούς.
ἀντελάβετο Ἰσραὴλ παιδὸς αὐτοῦ, μνησθῆναι ἐλέους,
καθὼς ἐλάλησεν πρὸς τοὺς πατέρας ἡμῶν, 
τῷ Ἀβραὰμ καὶ τῷ σπέρματι αὐτοῦ εἰς τὸν αἰῶνα. (Łk 1:47-55)

czwartek, 21 kwietnia 2011

Na czyją pamiątkę?

Spojrzał
na gotyk co stale stroi średniowieczne miny
na osiemnastowieczny ołtarz jak barokową trumnę
                                         na szczurzych łapkach
na włochate dywany które zmieniają nasze kroki
                                         w skradające się koty
na żyrandol jak dziedziczkę w krynolinie
na jaśnie oświecony sufit
na pyszne pokutne klęczniki
na anioła co stale o jeden numer za mały
na liście co w świetle lampki czerwonej wydają się czarne

stanął w kącie załamał odjęte z krzyża ręce
i pomyślał
chyba to wszystko nie dla mnie


Ten wiersz ks. Twardowskiego jest, w moim odczuciu, doskonałym komentarzem do liturgicznych dyskusji. Odkąd opuściłem blog na liturgia.pl, przestałem się interesować dyskusjami, dysputami i dywagacjami na temat liturgii, rozdzieraniem szat, rzucaniem klątw i wzywaniem do liturgicznych wypraw krzyżowych. Z perspektywy wydaje się to – nawet nie śmieszne, ale żałosne. Trudno rozmawiać z – żeby znowu przywołać jeden z wierszy ks. Twardowskiego – oczytanymi analfabetami, którzy bez przerwy chlapią językiem, uważają się za bardziej papieskich od papieża, więcej nawet, za bardziej Chrystusowych od Chrystusa, naszego Pana, którego miejsce tak gorliwie pragną zająć. Walczą z chwałą Bożą na ustach, ale o chwałę własną. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Boga? On stoi cicho pośród liturgicznych bojów, jak żebrak, i czeka. Może w końcu ktoś Mnie zauważy, myśli, może w końcu ktoś zwróci na Mnie uwagę.

Może, Panie... Może Cię w końcu dostrzeżemy. Gdybyś wyglądał tak, jak chcemy, abyś wyglądał, byłoby łatwiej. Przecież wiesz, jak to było, kiedy stałeś się człowiekiem. Miało być inaczej, przecież myśmy się spodziewali... Nie dziw się, że tak często nie zauważamy Ciebie.

A Jezus milczał (Mt 26:63)

Z moich obserwacji wynika, że ludzie rzadko czytali i czytają na moich blogach teksty o Biblii, o życiu duchowym, o szukaniu Boga, o treści liturgii. Rzucają się za to jak wataha wilków na teksty, w których pojawia się wzmianka o liturgicznych przepisach, polityce czy też jakichś sensacyjnych wydarzeniach. Wszystko to, co zewnętrzne, co łatwo dostrzegalne, co podniecające... To o czymś świadczy. Czemu, mówiąc wciąż o Bogu, nie szukają z troską Boga, który jest – podobno – ich Bogiem? Bo trudno Mu służyć, łatwiej służyć samemu sobie, ubranemu w boskie szaty. Ludzkie pragnienie, sięgające rajskiego ogrodu: być jak Bóg, zająć Jego miejsce, bo przecież lepiej wiemy, jak powinno być, lepiej wszystkim pokierujemy, lepiej rozwiążemy wszystkie problemy. Po co masz się męczyć, Panie, już dosyć się nacierpiałeś, teraz my weźmiemy sprawy w swoje ręce. Jeszcze raz przywołam ks. Twardowskiego, tym razem z „Niecodziennika”: dotąd była Ewangelia, teraz będę ja.

I jeszcze modlitwa: Wreszcie na szarym końcu / zbaw teologów, pisał ks. Twardowski. Chciałoby się powiedzieć: zbaw „liturgistów”...  

... żeby nie pozjadali wszystkich świec i nie siedzieli po ciemku (...)

To dobra modlitwa na dzisiaj, na dzień, w którym zaczęła się chrześcijańska liturgia.

piątek, 18 marca 2011

Wścieklizna

Jaka szkoda, że nikt nie wynalazł szczepionki na wściekliznę miłośników liturgii (rabies liturgica)...  Czy zostaje zatem tylko odstrzał zarażonych?

Albo chociaż sitko mógłby ktoś wynaleźć, które odpowiednio cedziłoby komary i wielbłądy...

Z miłości do liturgii wiele krucjat zorganizowano, w imię Boże, rzecz jasna, przy czym przez imię Boże organizatorzy rozumieją zwykle imię własne. Z pewnością mają w pamięci podwójny cytat, z Psalmów i z Ewangelii: Ja rzekłem: Bogami jesteście. Gorliwość ich pożera, ale o czyj dom?

PS Samo słowo wścieklizna jest bardzo ciekawe: i graficznie, i brzmieniowo, doskonale odpowiada swemu znaczeniu.

wtorek, 8 marca 2011

Wielkopostna droga

Tutaj można przeczytać przesłanie Ojca św. Benedykta XVI na Wielki Post.  Papież pisze: Aby wejść na poważnie na drogę wiodącą do Wielkiej Nocy i przygotować się do świętowania Zmartwychwstania Pańskiego – najradośniejszego i najuroczystszego święta całego roku liturgicznego – cóż może być bardziej stosowne, niż pozwolić się prowadzić Słowu Bożemu? Dlatego Kościół, w tekstach ewangelicznych kolejnych niedziel Wielkiego Postu, prowadzi nas do szczególnie intensywnego spotkania z Panem, zapraszając nas do przebiegnięcia na nowo etapów chrześcijańskiego wtajemniczenia: dla katechumenów w perspektywie otrzymania sakramentu odrodzenia, dla ochrzczonych w perspektywie nowych i decydujących kroków w naśladowaniu Chrystusa i w jeszcze głębszym darze dla Niego.

Benedykt XVI w swoim przesłaniu odwołuje się do wielkopostnych czytań mszalnych, nawiązuje do prefacji i obrzędów chrztu dorosłych, przypomina o Ojcach Soboru Watykańskiego II i ich pragnieniu używania „obficiej elementów chrzcielnych właściwych dla liturgii wielkopostnej” (Konstytucja Sacrosanctum Concilium, 109). Czytania, które omawia papież, to czytania z obecnej liturgii. Tzw. tradycjonaliści chętnie cytują słowa Benedykta o jego miłości do dawnej liturgii wielkopostnej i jej czytań, ale nie wspominają już, że w tej samej wypowiedzi, w której owe słowa padły, papież mówi też o stopniowym przekonywaniu się do obecnych czytań i ich ukochaniu. Można to dostrzec w przesłaniu wielkopostnym na ten rok, w którym papież pokazuje swoistą drogę, którą tworzą niedzielne Ewangelie, drogę prowadzącą nas do Wielkiej Nocy.

Ciekawym, czy tzw. tradycjonaliści będą tekst tego przesłania cytować, czy będą się na nie powoływać (a jeśli tak, to w jaki sposób), czy też udawać będą, że ten tekst w ogóle nie istnieje, lub też wmawiać wszystkim, że nie oddaje on osobistych przekonań papieża. (Jeśli tak, to jakim strasznym hipokrytą musiałby być Benedykt XVI! A w to uwierzyć nie mogę.)

piątek, 4 marca 2011

Liturgia Trymalchionów

W czytanym wczoraj na zajęciach fragmencie „Satyryków” Petroniusza bohater rozmawia w czasie uczty z niezwykle wygadanym gościem, który opowiada mu o żonie Trymalchiona, Fortunacie: otóż jest ona dla swego męża topanta. Rozmówca popisał się tutaj greką, tyle że zamiast ta panta, wszystko, powiedział to panta – zamiast rodzajnika w liczbie mnogiej użył liczby pojedynczej. (Mniej więcej tak, jakby ktoś zamiast ‘ci ludzie’ powiedział ‘ten ludzie’.) W dalszej części rozmowy mieszają się też przypadki łacińskie, zamiast akuzatiwu jest ablativus, etc. (Dzięki takim ‘rozmówcom’ powstaną kiedyś języki romańskie, ale to nas tutaj zupełnie nie interesuje.)

Podobni do owego rozmówcy są ci, którzy najgłośniej wołają za łaciną w liturgii. Zachwycają się nią, uważają za język sakralny i najwznioślejszy z wzniosłych – tyle że jej nie znają dobrze. Nauczą się na pamięć kilkunastu formułek, podeprą koślawymi tłumaczeniami, ale żeby tak naprawdę rozumieli łacińskie teksty, żeby mogli nimi oddychać i żywić się... W końcu nigdy nie czytali Wergiliusza czy Cezara, i nie chodzi tu bynajmniej o studiowanie klasycznych języków, ale o uczenie się ich w szkole. Owa ćwierćznajomość łaciny nie przeszkadza im jednak w opluwaniu tych, którzy liturgię sprawują w językach narodowych. Można by napisać o tych gorliwcach nowe „Satyryki”.

sobota, 26 lutego 2011

O głupocie arcykatolików i odwadze braci dominikanów

Dwóch braci odeszło z nowicjatu. Z punktu widzenia niepokalanych-we-własnej-opinii arcykatolickich publicystów, o których wspominałem, kiedy blog był na innym forum, a którzy nie mają żadnego pojęcia o zakonnym życiu, konstytucjach i kanonicznym prawie, są zdrajcami Kościoła. Kto jednak zada sobie trud, żeby pomyśleć, rozumie, że niczego nie zdradzają, tylko szukają drogi swojego powołania – temu, między innymi, ma służyć nowicjat: rozpoznaniu. Próba rozpoczęcia zakonnego życia wymaga wielkiej odwagi – dlatego z podziwem i szacunkiem patrzę na wszystkich moich dominikańskich uczniów, na różnych etapach ich drogi. Ale opuszczenie nowicjatu też odwagi wymaga – przyznania przed sobą i przed innymi, że Pan ma inne plany, że wyznacza ścieżkę, która nie prowadzi (lub jeszcze nie prowadzi) do braci kaznodziejów.

Każde odejście jest smutne, ale też każde jest tajemnicą, znaną tylko Temu, który naszym jest Panem. Modlić się trzeba za tych, którzy chcą się postawić na Jego miejscu i wyrokować o wierności bądź niewierności innych: oświeć, Panie, ich oczy, aby nie zasnęli w śmierci.

wtorek, 22 lutego 2011

Dał im Bóg ducha histerii?

Z moich ostatnich rozmów ze znajomymi angielskimi i polskimi wynika, że wiele osób dostrzega pewną cechę, typową dla tzw. tradycjonalistów: skłonność do histerii. Istotnie, w wielu ‘tradycjonalistycznych’ wypowiedziach – czy to w sieci, czy w prasie – pobrzmiewa histeria. Co ciekawe, większość – jeśli nie wszyscy – z owych wypowiadających się tzw. tradycjonalistów to mężczyźni (albo brak u nich kobiet, albo spełniają jeden z postulatów św. Pawła?), zatem macicy nie posiadają...