Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błędy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błędy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 września 2025

Krzyż i morze

Tak, w dzisiejszej liturgii jest mowa o morzu, ale tylko w oryginalnej, łacińskiej wersji; polski przekład ją opuszcza, z niewiadomych powodów. Antyfona z modlitwy przedpołudniowej w polskiej Liturgii Godzin brzmi: Mocą swojego krzyża wybaw nas, Chryste Zbawicielu, od naszych nieprzyjaciół. Ma to być rzekomo tłumaczenie tekstu: Salva nos, Christe Salvator, per virtutem crucis; qui salvasti Petrum in mari, miserere nobis. Co dokładnie znaczy: Wybaw nas, Chryste Zbawicielu, przez potęgę krzyża; Ty wybawiłeś Piotra na morzu, zmiłuj się nad nami. Jeśli dobrze pamiętam, to ta starożytna antyfona była umieszczona w baptysterium przy bazylice św. Piotra w Rzymie. A tu, po polsku, została tak okaleczona...

Przypomniało mi się jeszcze coś, co powinienem byłem napisać tydzień temu, ale się nie mogłem zebrać. Otóż, ponieważ nie chce mi się wyciągać zza książek łacińskiej Liturgii Godzin z 2000 roku, używam wydania z 1975, które leży na łóżku. A tam z kolei jest błąd w łacińskiej antyfonie do Magnificat na Narodzenie Maryi Panny; wynika z tej antyfony, że Bóg, spoglądając na pokorę Maryi, począł, przez słowa anioła, Zbawiciela świata. 

A dziś jeszcze warto spojrzeć na teksty liturgii; mimo że święcimy Triumf Krzyża, to teksty są i z Wielkiego Czwartku, i z Wielkiego Piątku. Krzyż jest jednocześnie znakiem hańby i chwały.

niedziela, 10 maja 2015

Wierni wierni

Módlcie się, aby naszą ofiarę Bóg zechciał przyjąć, powiedział celebrans. A kościół milczał. Celebrans więc odpowiedział sobie sam: Niech Pan przyjmie ofiarę na cześć i chwałę swojego Kościoła (sic!), a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego.

piątek, 4 lipca 2014

Eheu i eho

Zadziwiające, jak często miłośnicy, i to zagorzali, dawnej liturgii lekce sobie ważą znajomość łaciny, tak przecież przy tejże rzymskiej liturgii istotną. Ot, dał mi ktoś do przejrzenia świeżo przez takowych miłośników wydaną książeczkę, Liturgia a osobowość Dietricha von Hildebranda. Przejrzałem, literówek łacińskich sporo. Przykłady:
– strona 19.: jest etexaudiri zamiast et exaudiri;
– strona 27. i 28., cytat ze św. Augustyna, dwa razy błędnie podany: jest vocabimus zamiast vacabimus (cytat z De civitate Dei XXII, 30), zupełna zmiana znaczenia przy tej pomyłce; w przypisie tłumaczenie „będziemy świętować”, co nijak się ma do błędnego vocabimus; poprawną formę, vacabimus, przełożyłbym raczej jako „będziemy odpoczywać”; videbimus w tym samym cytacie to raczej „będziemy oglądać” [Boga], a nie „będziemy poznawać”; widzenie jest ważne dla Augustyna: Videntem videre, to jego pragnienie, widzieć Widzącego, Tego, który nas widzi, czyli Boga;
– strona 55., cytat z sekrety, modlitwy nad darami na Boże Ciało:  jest bezsensowne unitatis in pacis zamiast unitatis et pacis, które trzeba połączyć z dona; strach pomyśleć o mszy odprawianej przy takiej znajomości łaciny;
– strona 158., tłumaczenie beata ubera, quae lactaverunt Christum Dominum to nie tyle „błogosławione piersi, które ssał Chrystus Pan”, co „błogosławione piersi, które karmiły mlekiem Chrystusa Pana” (werset równoważny do viscera, quae portaverunt; ubera, quae suxit Christus Dominus, to by znaczyło „piersi, które ssał Chrystus Pan”, cf. Łk 11:27), ale to akurat małe piwo;
– w kilku miejscach Dominus (w odniesieniu do Chrystusa) i Pater (w odniesieniu do Boga Ojca) pisane małą literą.

Pewnie więcej takich drobiazgów można znaleźć, jeśli ktoś ma więcej czasu i ochoty. Może wyjdzie niebawem jakieś poprawione wydanie?

wtorek, 12 listopada 2013

Benedyktyńska dokładność

Przejrzałem Wizje czyli poznaj drogi Pana (tak na okładce i na stronie tytułowej) św. Hildegardy. Wydane przez benedyktynów z Tyńca. Strona 11., przypis 7. Objaśnienie greckiego czasownika apokaluptein. Czasownik zapisany po grecku z błędami: brak przydechu, zły akcent. Dalej podane znaczenie według angielskiego słownika Liddella (zapisano: Liddel) i Scotta: to uncower. Nie chce mi się wyciągać Oxford English Dictionary, żeby sprawdzić, czy taki czasownik w ogóle istnieje (jest czasownik to cower, kulić się, kurczyć się, np. ze strachu). Czasownik apokaluptein znaczy to uncover, odkryć, odsłonić. Zaiste, benedyktyńska precyzja.

Pewnie można wszystko zwalić na chochlika drukarskiego, jak to zrobiono w pewnym wydawnictwie, kiedy w druku pojawiło się zdanie niebo było usiane gwiazdami, ale z 'r' w miejsce 'i' w słowie usiane.

czwartek, 22 listopada 2012

In the room the women come and go talking of Michelangelo

By napisać powieść 'Udręka i ekstaza', Irving Stone na kilka lat przeniósł się do Włoch, gdzie z sumiennością szperacza i fascynacją pasjonata Renesansu podążał śladami swojego bohatera i jego wielkich dzieł. 

Tak napisano na okładce książki, mającej być przystępnie, w formie powieści, podaną biografią Michała Anioła.

Nie wątpię, że autor zadał sobie wiele trudu, aby poznać życie wielkiego artysty. Niestety, nie zadał sobie trudu poznania czasów, w których tenże żył. Oto np. macocha Michała Anioła pyta go o potrawy, podawane w pałacu Medyceuszy: Jak smakuje ta ich słynna sola gotowana z ananasami? Być może tak podana ryba smakowałaby wspaniale, rzecz jednak w tym, że ananas, pochodzący z Ameryki Południowej, w czasach Michała Anioła nie był jeszcze w Europie znany. Dopiero pod koniec 17. wieku pojawił się na stole króla Anglii.

Kiedy Michał Anioł pracował w Rzymie nad Pietą (1498-1499), rodzina przysłała mu na naukę i do pomocy chłopaka, Piero Argiento. Irving w swej powieści podaje, że chłopca nauczyli czytać i pisać... jezuici! Dziwna, zaiste, pętla czasowa musiała się gdzieś zawiązać, bo zakon jezuitów zatwierdzono dopiero w 1540 roku. Ignacy Loyola urodził się w 1491, jako siedmioletni chłopiec zakonu raczej nie tworzył.

Takich historycznych pomyłek i pomyłeczek z pewnością specjaliści znajdą więcej. Mnie zachwyciła pewna cudowna nielogiczność: w Bolonii Michał Anioł zatrzymał się u Gianfrancesco Aldovrandiego. Irving pisze o nim: Wielbiciel poezji, był sam zdolnym rymotwórcą w języku łacińskim. Dwa akapity dalej Aldovrandi mówi: Jedynym zmartwieniem mego życia jest to, że nie umiem pisać po grecku i łacinie. Czytam w tych językach, oczywiście, ale w młodości zbyt wiele czasu spędziłem na liczeniu pieniędzy, miast liczyć heksametry. Nie wiem, jak w oryginale określony został Aldovrandi, jak w oryginale brzmi rymotwórca. Można, oczywiście, przyjąć, że Gianfrancesco umiał tworzyć rymowane, a więc nieklasyczne, wiersze łacińskie, nie potrafił tylko układać poezji metrycznie, według norm antycznych. Jeżeli jednak rymotwórca ma oznaczać po prostu poetę, jak zrozumieć wyznanie o nieumiejętności pisania po łacinie, nieznajomości heksametrów? Skromnością Aldovrandiego? Aenigma difficile.

A, jeszcze jedno: niejaki Beppo szczerzy zęby w uśmiechu na widok Michała Anioła, a kilka akapitów dalej porusza bezzębnymi wargami. Żadnej wzmianki o tym, że w międzyczasie zęby mu ktoś wybił.

Czy są jeszcze książki biograficzne, którym można ufać?

wtorek, 13 listopada 2012

Benedyktyńska precyzja

Kolejna książka z Tyńca, w której najwyraźniej zabrakło korekty: literówki, brak interpunkcji, błędy gramatyczne... Może dlatego nazwiska korektora nie podano?

sobota, 10 listopada 2012

Zawód jeszcze większy

Zbigniew Herbert, Labirynt nad morzem. Czytamy: Był tam (...) dobrze zachowany wał ziemny, ciągnący się przez pagórkowaty teren w linii niemal prostej od ujścia rzeki Tyne na zachodzie aż do zatoki Solway na wschodzie. Najpierw pomyślałem, że może myli mi się wschód z zachodem, i dla pewności sprawdziłem na kilku mapach. Otóż rzeka Tyne uchodzi do Morza Północnego, czyli ma swe ujście po wschodniej stronie Wielkiej Brytanii, zatoka zaś Solway jest na zachodzie, w kierunku Irlandii.

I czytamy jeszcze o podboju Brytanii: (...) za panowania cesarza Klaudiusza, następcy Nerona, wyrusza na podbój Brytanii armia rzymska. Tyle że to Neron był następcą Klaudiusza...

sobota, 3 listopada 2012

I znowu zawód

Znajomi namówili mnie na przeczytanie Gawęd o sztuce Bożeny Fabiani. Oczywiście, mówili, to nie to samo, co słuchać jej w radio, kobieta mówi z takim zaangażowaniem, ale książka ciekawa.

Zacząłem zatem czytać. Owszem, dużo rzeczy można się dowiedzieć – o twórcach wczesnego renesansu włoskiego, o ich mecenasach, o ich dziełach. Wielu rzeczy nie wiedziałem. Ale książka ma też – niestety! – błędy. Ot, chociażby na jednej stronie (57) czytamy: Zagrożenie inwazją turecką spowodowało masową ucieczkę uczonych ze Wschodu do Włoch, a ludzie ci zabierali ze sobą pradawne manuskrypty, bezcenne zwoje greckie i łacińskie. Rzecz w tym, że zwojów już nie używano od wielu, wielu stuleci, owe manuskrypty przywożone z Bizancjum to były kodeksy, czyli miały formę naszej książki, tyle że na pergaminie i nie klejonej, jak to współcześnie się zdarza (i książka rozpada się po czytaniu...) Dalej czytamy: Stopniowo włoskie uniwersytety odchodziły od średniowiecznych metod nauczania, wprowadzały studia humanitatis – grekę, łacinę, pisma starożytnych, retorykę. Czyli, jak rozumiem, w średniowieczu łaciny nie uczono? Nie czytano Wergiliusza i Owidiusza, Lukana i Makrobiusza, Chalcydiusza przekładu Timajosa? A greki w czasach Bedy uczono jeszcze na rubieżach świata; fakt, nie były to włoskie uniwersytety, może niepotrzebnie się czepiam...

Kiedy autorka pisze o konkursie na drzwi do florenckiego baptysterium, z 1401 roku, podaje, że w jury znajdowali się wybitni przedstawiciele cechów i znakomici artyści, i wymienia pośród nich Leonarda da Vinci, który urodził się w roku... 1452!

Pisząc o Wiośnie Botticellego, nazywa trzy Gracje Kale, Aglaja i Eufrozyna. Nie wiem, czy te imiona znajdują się na obrazie, w każdym razie, nigdy nie słyszałem o Gracji zwanej Kale: obok Aglai i Eufrozyny pojawia się Talia (greckie: Thaleia).

A taka np. uwaga: Biedaczyna z Asyżu przywrócił każdemu człowiekowi godność zdeptaną w średniowieczu, godność dziecka bożego. Zadziwiający pomysł autorki. 

O Fra Angelico czytamy: Kiedy został uznany przez Kościół za błogosławionego, dodano jeszcze [do imienia] Beato Angelico. Od czasów Jana Pawła II już nie jest beato, jest Fra Santo Angelico i patronuje artystom. Istotnie, Jan Paweł II ogłosił Fra Angelico patronem artystów, ale go nie kanonizował: Fra Angelico jest wciąż beato, nie santo. Dla pewności prosiłem mojego przyjaciela z Zakonu Braci Kaznodziei, Dominika, sprawdził w kalendarzu liturgicznym swego zakonu: beatyfikowany, ale jeszcze nie kanonizowany.

Gdzie indziej czytamy o walce centaurów z lapisami. Nie wiem, czy to pomyłka autorki, czy literówka, walka była z Lapitami.

Gawędy o sztuce nie są książką naukową, są pozycją popularyzatorską. Ale to nie znaczy, że można w niej podawać takie błędne informacje.

Inna rzecz, to redakcja książki, wyraźnie niedopracowana: widać np. powtórzenia. Raz czytamy o Marii Pannie, innym razem o Maryi Pannie, można to było ujednolicić. Rozumiem, że książka oparta jest na radiowych pogadankach, ale po to jest redakcja, żeby z mówionych wystąpień zrobić dobrą do czytania książkę.

Jak napisałem, wielu ciekawych rzeczy o artystach można się dowiedzieć z Gawęd o sztuce, niemniej jednak, ostrożnie trzeba podchodzić do podawanych wiadomości. Autorka zauważa, że dzieło Vasariego, życiorysy artystów, trzeba czytać ostrożnie i krytycznie. To samo odnosi się i do jej książki.

czwartek, 1 listopada 2012

Kulawa łacina

Tutaj można obejrzeć nieszpory, które wczoraj papież sprawował w Kaplicy Sykstyńskiej. Wspaniale, że można się z nim łączyć w modlitwie, ale zupełnie nie rozumiem, po co ksiądz komentator odczytywał, pośpiesznie, polskie teksty brewiarzowe. Na początku zachęcił widzów, aby wzięli brewiarze i modlili się wspólnie. Wystarczyło dać napisy na dole ekranu zamiast zagłuszać śpiew zgromadzonych w Sykstynie. (Inna rzecz, że ten śpiew najwyższej jakości nie był, może to wina transmisji.)

Nieszpory były po łacinie. Antyfona do Magnificat była z brewiarza przedsoborowego: Angeli, Archangeli, Throni et Dominationes, etc.: kolejno wymienione grupy świętych, i na koniec wezwanie: intercedite pro nobis, wstawiajcie się za nami. Komentator jednak odczytał polski przekład innej antyfony, tej, która obecnie jest w Liturgii Godzin: Te gloriosus Apostolorum chorus, czyli: Ciebie uwielbia przesławny chór Apostołów, etc.

Ot, taka wpadka.

sobota, 6 października 2012

Chcielibyśmy, ale czy chcemy?

Hunc Annum digne ac fecunde celebrare cupimus (z listu apostolskiego papieża Benedykta XVI Porta fidei, ogłaszającego rok wiary; punkt 8).

Chcielibyśmy obchodzić ten Rok Wiary w sposób godny i owocny. Taki jest przekład oficjalny, przynajmniej w internecie. Mój zaś przekład jest taki: Chcemy obchodzić ten Rok w sposób godny i owocny.

Komentarz:
cupimus: 1 osoba liczby mnogiej, indicativus (czyli tryb oznajmujący) praesentis (czyli czasu teraźniejszego) activi (czyli strony czynnej) od czasownika cupio, chcieć.

Innymi słowy, forma cupimus nie wyraża przypuszczenia, zastanawiania się, czy też życzenia.

niedziela, 10 czerwca 2012

Rymowanka

Znaleziona w sieci: ad moriam dei gloriam. Ciekawym, czy chodziło o górę, na której Abraham miał zabić Izaaka, czy o kopalnię krasnoludów?

wtorek, 12 lipca 2011

Jak zmienić płeć bez pomocy chirurga

Wciąż poczytuję „Królestwa Merowingów” Iana Wooda. Dziś natrafiłem na fragment, który rozbawił mnie do łez niemal. Oto on in extenso: Na przykład Saethrytha – pasierbica, i Aethelburha – córka Anny, królowej Wschodniej Anglii, zostały kolejno opatkami Faremoutiers w diecezji Meaux (strona 198). Pomijam zapis imion staroangielskich księżniczek i zrobienie z ksieni opatek. Chodzi o władcę Wschodniej Anglii. Otóż Anna to nie królowa, ale król. Beda w swojej „Historii” pisze: [Cenwalh] (…) secessit ad regem Orientalium Anglorum, cui nomen erat Anna; apud quem triennio exulans fidem cognovit ac suscepit veritatis (III.7). 

Choć może się to wydawać dziwne, w staroangielskim rzeczowniki rodzaju męskiego, należące do tzw. słabej deklinacji spółgłoskowej, kończą się na 'a': cnapa, chłopiec; tima, czas; guma, człowiek (pokrewne łacińskiemu homo); oxa, wół, etc.

Rozumiem, że tłumacz mógł się pomylić, ale książka ma też redaktora naukowego, który czuwać winien, aby takie wpadki się nie zdarzały...