Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2025

Gdybyśmy żyli

Gdybyśmy wszyscy żyli w baśni, ktoś by pewnie poświęcił swoje życie za papieża, który w ten sposób cudownie ozdrowiałby i odmłodniał, aby przewodzić Kościołowi przez długie jeszcze lata.

Ciekawym, czy w komunikatach medycznych mówią całą prawdę i tylko prawdę.

wtorek, 5 listopada 2024

Bajka i baśń

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Postaci z bajek. No właśnie, z bajek czy z baśni? Kiedy ludzie nauczą się rozróżniać te dwie rzeczy? Bo inaczej nie wiem, czy moja kuzynka, macocha Królewny Śnieżki, też się kwalifikuje dzisiaj do świętowania.

wtorek, 7 września 2021

Kapturek, pantofelki i wrzeciono

Odkryłem serię interesujących książek, śledzących historię dobrze znanych baśni: Little Red Riding Hood – And Other Girls Who Got Lost in the Woods; Cinderella – And Other Girls Who Lost Their Slippers; Sleeping Beauty – And Other Tales of Slumbering Princesses, etc. Każda książka zawiera kilka wersji baśni, z całego świata zebranych, z różnych tradycji. Wspaniała lektura!

sobota, 12 września 2020

Dobra Czarownica z Północy

Zastanawialiśmy się z Chrisem, dlaczego nie powiedziała Dorocie, że może od razu wrócić do Kansas dzięki Srebrnym Trzewikom, tylko wysłała ją do Oza. Mało prawdopodobne, aby nie wiedziała o magii Trzewików, skoro doskonale ją znały Czarownice z Zachodu (zła) i Południa (dobra), jak wynika z dalszej części książki. She was a bitch, konkludował Chris. A ja nie jestem pewny, lubię tę Czarownicę.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Wbrew większości

Nie jest to z pewnością opinia popularna w tym kraju, ale cieszę się, że jest zimno. Lubię zimno, nie lubię gorąca. Dla mnie takie może być lato do końca.

Przeczytałem na nowo Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu. To zdecydowanie najlepsza (może dlatego, że pierwsza?) z opowieści o przygodach Doroty i jej przyjaciół. Taka mała wyprawa, archetypiczna, w czasie której bohaterowie się zmieniają. Przechodzą przez różne niebezpieczeństwa, odkrywają samych siebie.

poniedziałek, 12 lutego 2018

“Re-reading George MacDonald critically filled me with distaste”

Tak uważał Tolkien, i muszę się z nim zgodzić. Przeczytałem Lekką księżniczkę i inne baśnie i nic ciekawego w tych baśniach nie znalazłem. Złoty klucz czytałem dawno temu po angielsku, już wtedy nie podobały mi się rybki, proszące, aby je zjeść... Lekka księżniczka jest potwornie nudna, a Serce olbrzyma dosyć banalne.

sobota, 11 czerwca 2016

Ludzie miewają dziwne pomysły

Ludzie miewają dziwne pomysły. I niezdrowe dążenie do unifikacji oraz racjonalizacji. Co widać na załączonym obrazku.


Z drugiej strony, słodkie takie zgromadzenie Prawdziwych Krain, chociaż połowy z nich nie znam! Musiały niedawno powstać?

12.06
Podśmiewałem się wczoraj z tej mapy, patrząc na nią i traktując ją geograficznie. Dziś przyjaciółka zwróciła mi uwagę, że to raczej mapa umysłu: tak, i wtedy patrzy się na nią zupełnie inaczej.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

C. S. Lewis w autobusie

Na szybie w drzwiach autobusu ktoś wydrapał: Charn.

Jak wiadomo, stamtąd pochodziła Biała Czarownica, która kiedyś rządziła Narnią.

niedziela, 7 lutego 2016

Film, który wszystkim się podoba

Tak jakoś reklamują: film, który wszystkim się podoba, a może: film, którym wszyscy się zachwycają. Nie pamiętam. W każdym razie, mnie się nie podoba, mnie nie zachwyca. Przebudzenie Mocy.

Może i ładnie zrobiony film, ale on dzieje się w innej Galaktyce, nie w tej, w której dotąd rozgrywały się Gwiezdne wojny. Jest mniej mityczny, bardziej baśniowy, i, chociaż baśnie kocham, to jednak nie przystają one do mojego postrzegania Galaktyki. 

Walka na miecze świetlne w lesie jest dziwna, bardziej pasuje do filmu typu płaszcza i szpady. Może dlatego, że dotąd takie walki miały miejsce albo w bardzo stechnicyzowanych wnętrzach, albo na tle lawy lub pustynnego piasku... Albo jakaś dziwna karczmarka o twarzy żółwia z Niekończącej się opowieści: żyje już tysiąc lat, walczy z Ciemną Stroną, taka niby niezwykła, a dopiero teraz o niej słyszymy? A dziwne używanie Mocy w ruchu: zatrzymanie w locie laserowego pocisku, bez „przytrzymywania” go ręką? Utrzymywanie go cały czas, chociaż się idzie i rozmawia? Toż nawet Yoda i Palpatine tego nie robili! Jakiś dziwaczny Snoke, najwyższy przywódca, biegły w Ciemnej Stronie: znowu, czemu nigdy wcześniej o nim nie słyszeliśmy? Wygląda staro, musiał już żyć w czasach końca Republiki, czemu nie pojawił się nigdzie jako akolita Sithów*)? Dla mnie o wszystko nie jest zborne, niestety... 

No i błędy, jak np. miecz Luke'a, który ma być mieczem Anakina: z tego, co pamiętam, Luke stracił ten miecz przy pierwszym spotkaniu z ojcem, który przy kolejnym spotkaniu mówi: Widzę, że zbudowałeś sobie nowy miecz. A tu proszę, w skarbcu karczmy ten utracony miecz jednak się znajduje... Ciekawe.

Jedyną postacią, która mi się w tym filmie podoba, jest Chewbacca, zwłaszcza że poniósł tak ogromną stratę.
___________________
*) Gwoli ścisłości, nie wiem, może te postaci pojawiają się w książkach z EU, ja odnoszę się tylko do filmów jako do pewnego i zatwierdzonego kanonu.

sobota, 27 października 2012

Na litość boską, zapamiętajcie!

Rysunek w pewnym tygodniku: stół, przy stole wilk i Czerwony Kapturek, i napis: Nawet w naszej bajce babcia nie wyrobi tyrać do 67. roku życia. Na litość boską, w jakiej bajce??? Czerwony Kapturek to baśń, nie bajka!!!

Czemu jednak się dziwić, skoro nawet studenci nie wiedzą, jaka jest różnica między bajką i baśnią, i zapytani, czy Czerwony Kapturek albo Królewna Śnieżka to baśń, odpowiadają, że raczej bajka. (Jeszcze raz napiszę, tak na wszelki wypadek: to są baśnie, nie bajki. Czuję się jak pewien lekarz, któremu miano amputować lewą rękę, i przed zabiegiem napisał, na wszelki wypadek, na prawej: Nie ta ręka, kretynie.)

Kiedyś w szkole podstawowej uczono, jaka jest różnica między baśnią a bajką. Ja wiem, szkoła podstawowa to odległa przeszłość, w końcu nawet kobitka-lekarka, która mnie badała, nie wiedziała, dlaczego człowiek się poci, widać też zapomniała, bo uczono tego w podstawówce.

Kiedy już ustalimy, czym jest bajka, możemy się zacząć zastanawiać, czy w Biblii są jakieś bajki. Owszem, ale bajką nie jest opowieść o posyłaniu lisów z płonącymi pochodniami na pola Filistynów ani historia stada opętanych świń, które skoczyły do morza. Opowiadanie o synu marnotrawnym nie jest ani bajką, ani baśnią, tylko przypowieścią. (Dla ciekawych: bajka w Biblii jest w Księdze Sędziów, 9:7-15, z wyjaśnieniem dla mało pojętnych w 9:16-20.)

Ludzie mili i niemili, poczytajcie baśnie braci Grimm, bajki Ezopa, esej Tolkiena O baśniach... Naprawdę, nie jest trudno zapamiętać, czym baśń się różni od bajki. A jeśli nie jesteście w stanie zapamiętać, to unikajcie mówienia i pisania o baśniach czy bajkach, bo robicie z siebie idiotów, i w końcu ktoś napisze o was bajkę, w której wystąpicie jako osioł albo żuk gnojarz. A jeśli ktoś napisze o was baśń, to współczuję, bo nie będzie w niej dla was eukatastrophe.

niedziela, 21 października 2012

Królewną Śnieżką być

Młodsi pewnie już nie wiedzą, kim była Mae West, ale, mam nadzieję, wiedzą jeszcze, kim była Królewna Śnieżka. Czytając ostatnio baśnie braci Grimm z komentarzem i rozmaitymi cytatami, dotyczącymi baśni w ogóle, natrafiłem na taki uroczy cytat, autorstwa właśnie Mae West: I used to be Snow White, but I drifted.

A tutaj do obejrzenia Mae West krajowego wyrobu. Osoby wysoce bogobojne, z purytańskim nastawieniem do rzeczywistości, proszone są o nieoglądanie.

poniedziałek, 17 września 2012

To the fairies they draw near

Chyba jestem już jedynym dorosłym, który wierzy we wróżki. I gotów jest klasnąć na potwierdzenie.

Gdybym mógł, poszedłbym do kina na film o Dzwoneczku.

sobota, 16 czerwca 2012

Rewolucyjna Śnieżka

Poszedłem do kina obejrzeć Królewnę Śnieżkę i łowcę, w końcu trzeba sobie czasami przypomnieć o rodzinie. Przeczytałem recenzję, że film świetny i wspaniały, i spodobałby się nawet samym braciom Grimm. Fragmenty, jak sądzę, spodobałyby się, ale cały film – wątpię.

Kostiumy doskonałe, sceneria też, dekoracje cudowne. Magia Ravenny (nie chodzi o miasto, ale o złą królową, macochę Śnieżki) przedstawiona wspaniale. Nawet pomysł z magicznym lustrem, zmieniającym się w człowieka z roztopionego metalu, całkiem dobry. (Za to odżywianie się królowej – obrzydliwe. Jej brat – obleśny.)

Ale Śnieżka jako rewolucjonistka, prowadząca armię na zamek? Śnieżka, przed którą kłania się Biały Jeleń, będący, jak sądzę, uosobieniem natury? Jeleń otoczony przez elfy (typu fairies) i krasnoludy, z których jeden, niewidomy Muir, wieszcz, ogłasza, że Śnieżka jest Oczekiwaną, Przepowiedzianą, która jest samym życiem (krasnoludom w jej towarzystwie przestaje dokuczać np. podagra, wszystko rozkwita etc.). Śnieżka w osadzie kobiet nad jeziorem? Jakoś to mało Grimmowskie, według mnie.

Szkoda, że próbuje się na różne sposoby uwspółcześniać i zmieniać tę baśń. Czemu ma to służyć?

Jedna rzecz mnie zastanawia: dlaczego Ravenna mówi, że w Ciemnym Lesie (wspaniale przedstawionym) jej magia nie działa? Black to black, dark to dark...

czwartek, 5 stycznia 2012

Zrobiło mi się słabo

Z autorskiej próżności zajrzałem pod link, podany przez Reikhardusa tutaj. Przy okazji poczytałem inne wpisy na Elendilionie, dawno tam nie zaglądałem. I znalazłem odnośnik do innego tekstu (tu uwaga: nie znałem go przed napisaniem mojego wpisu, ale, być może, zadziałała tu jungowska synchroniczność... albo inne siły, jak mówił Frodowi Gandalf, opowiadając historię Pierścienia). Zajrzałem pod ów link i przeczytałem: Chociaż „Hobbit, czyli tam i z powrotem” nie umywa się do pozostałych dzieł Tolkiena, to jednak od tej książki wszystko się zaczęło. Bajka dla młodych czytelników o skarbie, krasnoludach, hobbitach, goblinach i smoku jest dopiero przedsmakiem twórczości Tolkiena, będącej opisem odwiecznego starcia Dobra ze Złem w pięknej baśniowej, a niekiedy wręcz mitologicznej konwencji.

Zrobiło mi się słabo. Dalej nie czytałem, uznałem, że szkoda mojego czasu i nerwów. Bajka o krasnoludach... „Hobbit”, od którego wszystko się zaczęło... Zupełny brak znajomości życia i twórczości Tolkiena (rozumiem, że Tolkien and the Great War Johna Gartha może być poza zasięgiem wielu piszących, czy raczej produkujących się, o Tolkienie, ale jest przecież biografia Tolkiena, pióra Carpentera, w tłumaczeniu Agnieszki Sylwanowicz: tam można się dowiedzieć, od czego, na długo przed „Hobbitem”, wszystko się zaczęło), mylenie bajki z baśnią. Gdybym był 19-wiecznym arystokratą, dostałbym pewnie migreny... A tak, no cóż, skomentuję to cytatem ze staroangielskiego poematu, który jest doskonałym komentarzem do różnego rodzaju nieszczęśliwych wydarzeń (do jakich zaliczam powyższy cytat o bajce o krasnoludach &Co.): Þæs ofereode, þisses swa mæg, tamto przeminęło, tak i to może przeminąć.

środa, 4 stycznia 2012

σπέρμα ζητεῖν

Św. Justyn wprowadził do nauki chrześcijańskiej pojęcie 'logos spermatikos', czyli Słowa (Bożego) rozsianego w literaturze i filozofii pogańskiej, swoistych przebłyskach Objawienia. Ojcowie Kościoła, za Euzebiuszem z Cezarei, mówili o praeparatio evangelica, przygotowaniu drogi dla Ewangelii wśród ludów pogańskich. Zainteresowani mogą dowiedzieć się więcej z książki Anny Świderkówny „Bogowie zeszli z Olimpu” (która to książka, gdyby wydana była nieco później, miała nosić tytuł właśnie „Praeparatio evangelica”).

Szukanie rozsianego Słowa czasami przyjmuje karykaturalną formę, kiedy staje się szukaniem na siłę, czasami szaleńczo fanatycznym, czasami przeraźliwie pobożnym. To zjawisko można zaobserwować obecnie: cała masa książek i artykułów, których autorzy tropią już nie z lupą, ale z mikroskopem w ręku (czy może raczej, przy oku?) wszystko, co da się podciągnąć pod chrześcijaństwo i Ewangelię w dziełach fantasy i science fiction – i nie tylko w nich: widziałem książkę o Ewangelii doktora House'a... Piękno samej opowieści, świat, w którym ona istnieje – tu trzeba odwołać się do eseju Tolkiena „O baśniach” – po prostu znika. Wieża, z której widać morze, rozbierana jest na kamienie, żeby przywołać inne porównanie Tolkiena. A już przy nim zostając: to prawda, że sam Tolkien twierdził, iż „Władca Pierścieni” jest dziełem religijnym, katolickim – ale jednocześnie czuł wstręt do wszelkiej alegorii, którą z takim upodobaniem i uporem maniaka uprawiają współcześni poszukiwacze rozsianego Słowa. Religia jest we „Władcy” nieobecna, niewidzialna, jest jak podziemna rzeka wśród gór. Nikt normalny nie będzie rozwalał gór po to, żeby tę rzekę zobaczyć. Ten, kto umie patrzeć, kto umie myśleć, kto umie czuć – pozna, że rzeka płynie głęboko pod górami, nie przestając zachwycać się ich pięknem, i nie próbując za wszelką cenę dostać się do rzeki. Pewne słowa bardziej przemawiają wtedy, kiedy pozostają milczeniem, kiedy je przeczuwamy, kiedy dotykają naszych serc. Elfom drogie jest światło gwiazd, ów półmrok, undómë, zmierzch, w nim dostrzegają więcej piękna niż w pełnym blasku słońca. Zmorą współczesności jest rozłożyć wszystko na kawałki, żeby zobaczyć, jak to działa. Kto psuje jakąś rzecz, żeby lepiej poznać jej istotę, ten zbacza ze ścieżek mądrości, powiedział do Sarumana Gandalf. Wielu dzisiaj piszących o fantasy i science fiction, i fiction w ogóle, zboczyło ze ścieżek mądrości, a przy okazji zabili wiele, wiele piękna w tym i tak brzydkim świecie.

Przy okazji: wspomniałem o eseju Tolkiena „O baśniach”. Zgroza mnie ogarnia, kiedy czytam wszędzie o bajkach. Na litość Boską, bajka to nie baśń! Kiedyś tego uczyli w szkole, wydawało mi się, że to wie każdy człowiek z podstawowym wykształceniem (mnie przynajmniej uczono tego rozróżnienia już w szkole podstawowej)... Zatem łopatologicznie: Królewna Śnieżka to baśń, a kruk, który wypuszcza z dzioba ser, zwiedziony podstępem lisa, to bajka. Poczytajcie, pomyślcie, drodzy śmiertelni ludzie, znajdźcie różnicę i już więcej nie mylcie. Chociaż... Czego ja oczekuję, przecież ten świat idzie ku gorszemu, a ludzka głupota wzrasta szybciej niż dług krajowy.

PS Co do tytułu, to takie swobodne nawiązanie do przypisywanego Ezopowi 'szukam człowieka'. 
PPS Aby jednak trochę piękna w świecie ocalić, to pielęgnuję: