Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminały. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 września 2025

Jakże miła jest niedziela, gdy proboszcza z nami nie ma

Czuć to wyraźnie. Inna atmosfera w kościele, można oddychać i nie martwić się brakiem uśmiechu, który to brak przynależy do kondycji ludzkiej. Nie ma tego Egnacjuszowego szczerzenia zębów. Co za ulga.

Nawet i to dało się znieść, że bombardowano nowymi świętymi. Nie lubię Piotra Jerzego Frassatiego, nie dogadałbym się z nim ani nie zaprzyjaźnił. Bo ja dogaduję się i zaprzyjaźniam np. ze św. Oswinem (7 wiek), św. Łucją (chyba wiek 3 lub 4) czy św. Teresą od Jezusa (16 wiek). Rozumiem ich sposób myślenia, ich język, ich drogę do Boga. I chciałbym, żeby mnie z tym zostawiono, a nie zmuszano do przyjaźni ze (świętym już) Frassatim. Przecież nie ma obowiązkowych świętych, każdy może przyjaźnić się z i czcić takich, którzy są mu bliscy.

Bardzo więc proszę: nie wpychajcie mi na siłę Frassatiego czy Acutisa. Są tacy, dla których oni będą bliscy, ja się do nich nie zaliczam. Zostawcie mnie w spokoju. I nie zachowujcie się, jakby to byli jedyni święci godni czci.

Chmielewska mi się znudziła. Czytam teraz Złotą muchę, ale nie wiem, czy przeczytam. A może hipomania się kończy?

środa, 20 sierpnia 2025

Urlop

Zrobiłem sobie urlop bez wyjazdu, polegający na czytaniu ciągiem kryminałów Joanny Chmielewskiej, które jakoś tak wakacyjnie mi się kojarzą. Wszystkich, które mam w domu, to znaczy pięciu. Został mi jeszcze jeden, a potem pewnie mania się skończy. Mój ulubiony to niezmiennie Wszystko czerwone. Nawet zacząłem się zastanawiać nad nauką duńskiego.

Dla autorów hymnów brewiarzowych urlopy nie istniały. W nieszporach często się mówi (śpiewa?) o pracy całego dni, która się kończy, i o pracy, która się zacznie dnia nowego. Zero wakacji. Ciekawe, kiedy pojęcie urlopu w ogóle weszło do świadomości ludzkiej i stało się wręcz obowiązkowe. Bo teraz nawet zakonnicy i zakonnice, poza chyba klauzurowymi, mają urlopy.

sobota, 2 sierpnia 2025

Euzebiusz z Vercelli

Jego wspomnienie jest dzisiaj, ale nigdy nie pamiętam, kim on był. Vercelli kojarzy mi się tylko z jednym z głównych manuskryptów poezji staroangielskiej. Ale dziś także wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Anielskiej, albo Królowej Aniołów, jak na dyptyku wiltońskim w Londynie, chociaż początki tego święta wiążą się z kaplicą Porcjunkuli i św. Franciszkiem z Asyżu. Jest do tego dnia przypisany odpust zupełny we wszystkich kościołach franciszkańskich i chyba w ogóle parafialnych.

Wakacyjnie czytam kryminały Joanny Chmielewskiej. Teraz Całe zdanie nieboszczyka.

piątek, 22 października 2021

Za dużo kryminałów

Śniło mi się, że Chris zabrał mnie do Peterhouse, swojego college'u w Cambridge, i że tam miało miejsce jakieś morderstwo, a my mieliśmy je rozwikłać. Dlaczego ja byłem do tego potrzebny, nie wiem.

Widać za dużo Agathy Christie w moim życiu.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Detektyw w sutannie

Pisałem kiedyś o tym serialu. Niedawno natrafiłem na niego w jednej ze stacji telewizyjnych, i czasami oglądam. Z perspektywy czasu, intrygi kryminalne wydają się nieco prymitywne, ale wciąż jest to najlepszy program katolicki w telewizji (włączając w to TVPiS i Telewizję Trwam). No, może nie w 100% najlepszy (siostra Steve za często otwiera drzwi spinką do welonu), ale bardzo dobry.

Sent from my tablet. We are Borg. You will be assimilated.

piątek, 21 lipca 2017

Filmy i książki

Mimo moich zachwytów, nikt ze znajomych nie zainteresował się kryminalnymi zagadkami panny Fisher. Może nie potrzebują wakacji w Australii, a może nie pociągają ich lata dwudzieste minionego wieku. Ja, zachwycony serialem, sięgnąłem i po książki. Jak to zwykle bywa, różnice między książką a filmem są ogromne, ale muszę przyznać, że filmy są o wiele lepsze. Po części to moje subiektywne wrażenie: bo najpierw poznałem serial, potem książki, no i wizualnie filmy mocno do mnie przemawiają. Ale też i sama intryga w filmach jest ciekawsza, lepiej dopracowana niż w książkach, a przynajmniej w pierwszym tomie, bo tyle na razie przeczytałem.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Gdy się nie ma, co się chce

Czyli gdy nie ma się, któryś rok z kolei, możliwości wyjazdu na wakacje. Postanowiłem zatem zrobić sobie wakacje w Australii lat 20. minionego wieku. Oglądam wszystkie odcinki z panną Fisher, pisałem już o niej tutaj i tutaj. Tutaj można trailer zobaczyć. Dyskretny urok lat 20., ludzie myśleli wtedy, że są po wojnie, która przyniosła kres wszelkim wojnom, jak po zburzeniu Thangorodrimu... Cudowna moda lat 20., męska i kobieca, mająca w sobie o wiele więcej smaku niż to, co teraz widać na ulicach. I muzyka, wspaniała muzyka, no, może poza jazzem, którego nie cierpię. Ale charleston był boski.


Tak właściwie to miałem wyjazd wakacyjny, niecałe trzy dni w szpitalu. Inne łóżko, inne jedzenie, inni ludzie, zupełnie jak to, czego oczekujemy od urlopu.

sobota, 21 listopada 2015

Powrót panny Fisher

Powinienem był napisać kilka tygodni temu, ale dopiero dziś udało mi się obejrzeć oba odcinki: to już trzeci sezon przygód panny Fisher (na kanale ale kino+). Kiedyś o niej pisałem, jak znajdę wpis, to zrobię link.

Dziś obrazkowy dzień, jak widać.





wtorek, 7 lipca 2015

Trzynaście zagadek

Przeczytałem na nowo Trzynaście zagadek A. Christie. To prawie jak wyjazd na wakacje, bo raz, rzecz dzieje się w Anglii, dwa, kilkadziesiąt lat temu, kiedy życie było piękniejsze. Zamiast siedzenia przed telewizorem lub komputerem, zamiast słuchania radio, siedziało się w bawialni przy kominku i słuchało rozmowy. Panna Marple robiła na drutach, zgromadzeni opowiadali różne historie kryminalne... Pamiętam coś takiego z wakacji w domku na skraju lasu, wprawdzie bez kominka i robienia na drutach, ponad dwadzieścia lat temu.

Bardzo mi się podoba określenie Jane Helier, pasujące jak ulał do większości współczesnych aktorek i dziennikarek: to, co miała na głowie, cenniejsze było od tego, co miała w jej wnętrzu.

Jest w tych opowiadaniach jakże piękny brak pośpiechu, a zagadki kryminalne rozwiązuje się głównie przy użyciu głowy, a nie laboratoryjnej aparatury. Wszystkie CSI stają się niestrawne przy pannie Marple, płytkie i nudne. A panna Marple jest o wiele ciekawsza niż Herkules Poirot, który bywa strasznie denerwujący, chociaż nie tak denerwujący jako Horatio Caine ze swoimi wystudiowanymi pozami i ciemnymi okularami.

środa, 16 kwietnia 2014

Czyściec i gorące mleko

Polecono mi kryminały Joe Alexa jako dobre oraz inteligentne. Skusiłem się, przeczytałem trzy (no, prawie trzy). Bardzo się rozczarowałem, głównie schematyzmem tych powieści, co czyni je dosyć nudnymi: za każdym razem bohater ma napisać książkę, ma z tym trudności, wyjeżdża, trafia na sprawę kryminalną, pisze powieść. Ale są i gorsze powody rozczarowania.

Najpierw językowe. Do szału doprowadza fakt, że autor nagminnie używa konstrukcji 'o ile' tam, gdzie należałoby napisać 'jeśli'. Oczywiście, jak zwykle bywa w takim niewłaściwym użyciu 'o ile', drugiej części konstrukcji, 'o tyle', nie ma.

Dalej, w kwestii realiów. Np. w Jesteś tylko diabłem autor sugeruje, że purytanie w 17. wieku wierzyli w czyściec. A w Gdzie przykazań brak dziesięciu do herbaty podają parujące mleko! Aż dziwne, że takie błędy robi tłumacz literatury angielskiej, do tego brytyjskiego pochodzenia. Można wprawdzie wyjaśnić niezgrabności jego polszczyzny tymże właśnie pochodzeniem, bo pewnie wcześniej zaczął mówić po angielsku niż po polsku, ale jak usprawiedliwić błędy dotyczące angielskiej historii i zwyczajów angielskich?

W każdym razie, postanowiłem się upewnić, i zapytałem mojego angielskiego przyjaciela, który zrobił doktorat z teologii w Cambridge. Potwierdził moje obawy. Matthew Hopkins i czyściec – niemożliwe. A na informację o gorącym mleku do herbaty krzyknął: Heresy! Never ever ever.

Dlaczego Joe Alex zrobił takie głupie błędy?

poniedziałek, 10 lutego 2014

Lómendil i chiński wzór

Czytam ostatnio kryminały Roberta van Gulika o sędzim Di, który, nota bene, był postacią autentyczną, żyjącą w 7. wieku w Chinach. Powieści są bardzo ciekawe i wciągające, mimo koszmarnego miejscami przekładu i równie koszmarnej redakcji książki. Czasami zastanawianie się nad tym, co tłumaczka chciała powiedzieć, pozwala rozwiązać zagadkę, o której sędzia Di nie miał pojęcia.

I tak w tomie Sędzia Di i chiński wzór znajdujemy ciekawą scenę, rozgrywającą się w bibliotece zamordowanego pana Mei. Sędzia Di siada przy jego biurku, na którym znajduje i dokładnie ogląda następujące rzeczy: płytkę do rozcierania tuszu, biały pędzelek do pisania, wykonaną z zielonego jadeitu małą wagę do papieru i biały porcelanowy pojemniczek na wodę. Próbowałem sobie na różne sposoby wyobrazić ową wagę do papieru, i nie potrafiłem. Po co właściwie na biurku waga do papieru, do tego mała? Do ważenia kartek? Małych kartek, zwiniętych kartek? Ale uświadomiłem sobie, że książka napisana była po angielsku. Prawdopodobnie w tym miejscu autor użył słowa paperweight, tylko że ono nie znaczy 'waga do papieru' (chociaż takie skojarzenia może wywoływać), ale 'przycisk do papieru', czyli, jak rozumiem (nigdy nie używałem), coś ciężkiego, co kładzie się na kartce czy kartkach, aby nie zwiał ich z biurka jakiś podmuch powietrza. Takie 'urządzenie' jak najbardziej mogłoby być nieduże i zrobione z jadeitu, i o wiele bardziej pasuje na biurko pana Mei niż trudna do wyobrażenia sobie waga do papieru. Nie mam angielskiego oryginału, zatem nie mogę sprawdzić, czy moja hipoteza jest prawdziwa, ale myślę, że I strike near the truth.

czwartek, 12 grudnia 2013

Kiedyś i z tym było lepiej

W dawnych kryminałach ludzie zawsze mieli pod ręką arszenik, który można było dodać do kakao, albo cyjanek. (Cykuta była już passé.) Teraz to nie takie łatwe, można najwyżej kupić skażony alkohol, ale przecież do kakao nie da się go dodać.

Świat idzie ku gorszemu.

środa, 30 stycznia 2013

Przydatna wiedza (tekst nie dla dzieci)

Those of a certain age will be familiar with Castor Oil, which is made from the plant Ricinus communis, but a single seed from the same plant will kill an adult in the most horrible way. Ricin causes nausea, severe vomiting, convulsions and subsequent disintegration of the kidneys, liver and spleen... (cytat pochodzi stąd)

PS Żeby posprzątać, wystarczy mieć stadko młodych świń.

sobota, 4 sierpnia 2012

Angst

W domu znajomej popełniono morderstwo: syn zabił matkę. Znajoma najpierw bała się mordercy, bo uciekł. Ale, zgodnie z regułą, wrócił na miejsce zbrodni, policja go ujęła. Teraz znajoma boi się zmarłej sąsiadki.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Problemy z ciałem

Z ciałem, jak wiadomo, zawsze są jakieś kłopoty.

Well, said Jim, 40-50 hungry 8-16 week old piglets in a relatively confined space would be a full proof way to dispose of a body.

Pigs will eat anything, added Kate. There was a famous case where some people were convicted of murder, although there was no body: they had kidnapped someone for ransom, who was never seen again. And they lived on a pig farm.

Peter asked nervously: You need to chop the body?

No, answered Jim, you don't even need to strip it apparently, although doing so might be best.


wtorek, 24 maja 2011

ΠAPAΔOΞA

Gdyby ludzie pozbawieni byli wad i nie popełniali żadnych błędów, nie mielibyśmy wielu dzieł literackich. Ot, chociażby uprzedzenia: gdyby ich nie było, nie powstałaby przynajmniej jedna z książek Jane Austen. A gniew? Gdyby nie było zaciętego gniewu, nie miałby o czym pisać Homer. Gdyby czasami ktoś kogoś przemyślnie nie mordował, Agatha Christie nie napisałaby żadnej książki, a i autor Beowulfa musiałby jakiś zastępczy temat wynaleźć. Etc., etc.

Jedną z najbardziej zastanawiających rzeczy jest to, że ludzie często domagają się od innych tego, czego sami nie robią. Do tolerancji wzywają ci, którzy sami tolerancyjni nie są, do pokoju ci, którzy szykują wojnę, do braku uprzedzeń ci, którzy są uprzedzeni do wielu, do mówienia prawdy ci, którzy nagminnie kłamią. Etc., etc. Ale, jak ponoć napisał jakiś wybitny filozof, nikt nigdy nie widział drogowskazu, idącego wskazywaną przez siebie drogą.

czwartek, 24 września 2009

Agatha, Jane, Adela

Wspominałem już kiedyś, że każdy porządny filolog uwielbia Agathę Christie. Wśród jej czytelników są tacy, którzy lubią małego Belga, i tacy, którzy wolą pannę Marple. Ja należę do tej drugiej grupy.

Jane Marple rozwiązywała zagadki kryminalne, wspominając np. jakąś służącą, czy kuzynkę sąsiadki, albo męża pani X., których zachowanie kojarzyło jej się z popełnioną zbrodnią. Innymi słowy, panna Marple dostrzegała pewne typy ludzkich zachowań, czy raczej – pewne typy ludzi, których zachowania były przewidywalne, i na tej podstawie można było dociec, co zrobiła osoba, należąca do tego samego typu, co służąca Y czy mąż pani X.

Po latach nauczania dochodzę do wniosku, że panna Marple miała dużo racji. Patrząc na jakiegoś ucznia, powiedzmy, tak dla przykładu tylko, w nowicjacie, można dużo powiedzieć o jego charakterze i możliwym zachowaniu, gdyż nasuwa on nieodparte skojarzenia z jakimś dawniejszym uczniem. Do tego można dodać jeszcze charakter pisma – to bardzo podnosi na duchu biednego nauczyciela, kiedy potrafi przyporządkować charakter pisma do nieznanego jeszcze z nazwiska ucznia. (Dziś rano mi się to udało, na zajęciach w nowicjacie, na których oddawałem sprawdziany z zeszłego tygodnia. Chyba zaczynam się uczyć imion nowicjuszy. A oni chyba się zaczynają przyzwyczajać, że co tydzień czeka ich sprawdzian.)

Oczywiście, nie roszczę sobie tutaj pretensji do miana grafologa czy psychologa – od grafologa wolę paleografa (którym po części, jak każdy filolog, jestem), a większość psychologów uważam za szarlatanów, którzy uważają, że potrafią zrozumieć człowieka i na dodatek cudownie odmienić jego życie (czy wręcz stworzyć je na nowo). Niemniej jednak, prywatne obserwacje własnych uczniów są z reguły bardzo owocne i, jak to mówią Anglicy, rewarding.

A skoro mowa o nowicjacie: jedno z zadań, jakie bracia mają do spełnienia w klasztorze, to adelarium*). Kto miał jakiś kontakt ze służewieckim klasztorem, ten wie, o co – a właściwie: o kogo – chodzi. Tak, sławetna Adela, której na oczy nigdy nie widziałem, a o której regularnie opowiadają mi kolejne roczniki młodych braci kaznodziejów. I kolejne roczniki nurtuje pytanie, czy imię Adela pochodzi z łaciny albo z greki. Nie. To imię o germańskim rodowodzie, a znaczy – szlachetna. Ewentualnie, jeśli przyjąć, że to skrót od Adelajda – osoba o szlachetnej twarzy lub osoba szlachetnego pochodzenia. Gdzieś nawet miałem limeryk o owej dominikańskiej Adeli przesławnej. Roczniki braci się zmieniają, Adela trwa. Wiecznie żywa.

Ech, wpis miał być o nowicjacie, i o uczeniu łaciny, i o pytaniach dotyczących słownictwa (np. takie ładne słówko lucus, nie podam znaczenia, które dla nowicjuszy okazało się bardzo użyteczne, z im wiadomych względów), wymowy (także polskiej) i powiązań między wołaczem a mianownikiem. Innym razem napiszę. Po pięciu godzinach nauczania trzeba odpocząć.

PS Od panny Marple można się też nauczyć, że, jeśli doznamy jakiegoś wstrząsu (chociażby wskutek jakiegoś wypadku), a nie mamy w domu koniaku, który doskonale działa w takich sytuacjach, można zamiast niego użyć mocnej i mocno osłodzonej herbaty. Wypróbowane. No i herbaty można na raz wypić więcej niż koniaku.
____________________
*) Chodzi o trzymanie brewiarza Adeli w czasie nieszporów.