Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teresa od Dzieciątka Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teresa od Dzieciątka Jezus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 października 2021

Wiersz, który mi się kojarzy z dzisiejszym świętem

Ks. Jan Twardowski

Ciemna pod powiekami święta Teresko
nie trzymaj stale róż
oklepanych arystokratek
sztywnych jak wiersze na imieniny
pokaż nam leśny śnieżny zawilec
najmniejszy i nieostatni
jaskółcze ziele co leczy kurzajki
żółty żarnowiec znad morza
czerwoną smółkę jak lep na owady
przylaszczkę która z różowej staje się niebieską
wrotycz z zapachem na kilka metrów
bławatek jak wianek
nieustanny i krótki
wiosenną firletkę
polodowcowy biały siódmaczek
mlecze dla nie ogolonych królików
gotyckie rdzawe szczawie
storczyk jak przystojnego pająka
i wszystkie inne jeszcze boże zielska
na liściach których słońce staje się pokarmem
tyle tego że nie można się połapać
przy nich nawet każdy uczony - niedouczony
zwłaszcza w lipcu kiedy wyłażą maślaki i rydze

wtorek, 1 października 2019

Teresa i kalendarz

Św. Teresę od Dzieciątka Jezus wspominano kiedyś 3 października, stąd ciotka obchodzi w tym dniu imieniny. Teraz wspomnienie Teresy jest 1 października. A w ogóle odeszła do Pana 30 września, ale ten dzień już jest w liturgii zajęty przez św. Hieronima.

poniedziałek, 1 października 2018

Droga ufności i pokory

Dziś wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, a dokładniej: od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza (patrz na zdjęcie poniżej). Święta mała i pokorna, a przez to tak wielka, nasza siostra z Karmelu. Napisałem kiedyś o niej pieśń, którą można śpiewać na melodię O niewysłowione szczęście zajaśniało. Taki mały znak wdzięczności wobec Teresy za jej modlitwę i wstawiennictwo.

O święta Tereso, ciebie dziś sławimy,
twe dla chwały niebios narodziny czcimy.

Ref. W ogrodach Karmelu piękny rozkwita kwiat,
i swą wdzięczną wonią cały napełnia świat.

Daj nam wolę Ojca wypełniać z radością
i ku bramom nieba podążać z ufnością.

wtorek, 1 października 2013

Nie tak jak w noc betlejemską

Dzisiaj wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Tak się składa, że w jutrzni jest pieśń z Księgi Izajasza, modlitwa umierającego króla Ezechiasza. Krzyczę do rana: On jak lew miażdży wszystkie kości moje. Kwilę jak pisklę jaskółcze, wzdycham jak gołębica. Zmęczone są me oczy od patrzenia w górę, Panie, stań przy mnie, bo jestem w ucisku (Iz 38:13-14).

Teresa od Dzieciątka Jezus wydaje się taka słodka i radosna, sypie płatki róż, uśmiecha się. Mówi o ufności i dziecięctwie Bożym. Ale umierała w mękach. Brandstaetter napisał, że miała nad sobą głuchonieme niebo.

Pretiosa in conspectu Domini mors sanctorum eius (Ps 115 [116B]:15).

sobota, 1 października 2011

Mały kwiatek

O święta Tereso, ciebie dziś sławimy,
twe dla chwały niebios narodzenie czcimy.

W ogrodach Karmelu piękny rozkwita kwiat,
i swą wdzięczną wonią cały napełnia świat.

Daj nam wolę Ojca wypełniać z radością
i ku bramom nieba podążać z ufnością.

niedziela, 3 października 2010

W którą stronę?

Od jakiegoś czasu chciałem napisać o czytaniu Pisma, ale odkładałem to ad Kalendas Graecas. Trzy drobiazgi w końcu mnie skłoniły do napisania. Primo, Dominik przesłał mi nuntium breve: Gryź Słowo Boże konsekwentnie. Secundo, przeczytałem na liturgia.pl: Słowo Boże proklamowane w liturgii to nie jest coś, co mamy przede wszystkim w dyskursywny sposób „zrozumieć”, ale coś czym mamy dać się przesycić (mówienie o „stole Słowa” nie jest pustą metaforą). Tertio, wczorajsza kolekta, na dzień św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Człowiek podchodzi często do Słowa Bożego jak odkrywca, które chce zdobywać i podbijać, jak władca, który chce panować i decydować. Chce przeniknąć Słowo. Taką próbę można porównać do spuszczenia kropli wody na lniany obrus, z nadzieją, że ta kropla cały obrus zdoła sobą nasączyć i przeniknąć.

Tymczasem nasza lektura Słowa Bożego ma iść w drugą stronę: to ono ma nas przeniknąć. Mamy je gryźć, mamy się nim karmić, tak, ale właśnie po to, aby ono nas mogło napełnić i przeniknąć od środka, abyśmy się nim nasączyli, abyśmy się w nie przemieniali. Stół Słowa stoi obok stołu Eucharystii. Jutro, w 27. niedzielę zwykłą, Kościół będzie modlił się po Komunii, abyśmy przemienili się w to, co przyjmujemy (in id quod sumimus transeamus). [O, czwarty drobiazg nagle się pojawił, nawet nie myślałem, że to będzie jutrzejsza modlitwa, nawiązująca do myśli św. Augustyna.]

Słowo Boże ma działać – Słowo Boże to sam Chrystus, który jest Bogiem, a który w nas ma żyć i w nas działać. Nie łudźmy się, że zdołamy przeniknąć Słowo, którego głębokości może przeniknąć tylko Duch Święty (cf. 1 Kor 2:10), Duch, który może nam objawić znaczenie Słowa – On i tylko On, a nie my sami.

Jak się ma do tego kolekta ze wspomnienia św. Teresy? Otóż polski przekład reprezentuje takie właśnie ludzkie, zdobywczo-odkrywcze podejście: prosimy, abyśmy za wstawiennictwem św. Teresy (Bogu dzięki, że chociaż to zachowano) osiągnęli wieczną chwałę. My, my jesteśmy na pierwszym miejscu, my osiągniemy, my zdobędziemy. W łacińskim tekście jest zupełnie inaczej: użyta jest strona bierna, której źródeł można, jak sądzę, szukać w biblijnym passivum divinum: prosimy, aby wieczna chwała Boża nam została objawiona, za wstawiennictwem św. Teresy. To wielka różnica! Już nie my jesteśmy na pierwszym miejscu, ale Bóg. On może nam objawić swoją chwałę, my sami, mimo największych starań, mimo stawania na głowie, zaciskania zębów i napinania się do granic wytrzymałości, nie zobaczymy Jego chwały, nie osiągniemy jej. Tak samo jest z Pismem: Bóg może nam je objawić, objawić jego znaczenie, odsłonić, dać zrozumieć. Jeśli tylko pozwolimy, aby nas przeniknął, w swoim Słowie i w swoim Duchu. Inaczej będziemy tylko sobie schlebiać jak idioci, o których mówi psalmista Pański w 49. psalmie.

Pervade me, Deus, penetra cor meum, permane in visceribus meis. Albo, jeśli ktoś woli modlić się po polsku: usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.

czwartek, 1 października 2009

Zaczął się październik

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, patronka dnia dzisiejszego, nie lubiła różańca.

A tu jeszcze mój ulubiony obrazek różańcowo-sutannowy:


piątek, 20 marca 2009

Pro domo sua, sive de rosis carpendis

Na pierwszej stronie małej książeczki, autorstwa jezuity, Maxa Zerwicka – Analysis philologica Novi Testamenti Graeci – zamieszczono słynne słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus (Doktora Kościoła!): „Gdybym była kapłanem, studiowałabym język hebrajski i grecki, aby móc czytać Słowo Boże w takiej formie, w jakiej zechciał On je wyrazić w ludzkiej mowie”. A angielski benedyktyn, John Chapman, który pracował w watykańskiej komisji, zajmującej się rewizją tekstu Wulgaty, napisał w jednym ze swoich listów, że aby dobrze pojąć św. Pawła, czytać należy jego listy tylko po grecku.

Teresa pewnie się cieszy, że jej siostry, karmelitanki, przynajmniej próbują czytać Nowy Testament w oryginale, chociażby używając interlinii. Że się cieszą, kiedy mogą greckie sylaby Ewangelii wymawiać, obcując w ten sposób, z pełną czci miłością, ze Słowem.

Ale Teresa jest pewnie zdumiona, że w obecnych czasach tak niewielu kapłanów stara się poznać biblijne języki, aby móc czytać Słowo Boże takim, jakim zechciał je Pan wyrazić w ludzkiej mowie. To prawda, w porównaniu z czasami świętej karmelitanki, mamy wiele przekładów Biblii na języki narodowe, przekładów z języków oryginalnych, dokonywanych przez specjalistów. Ale każdy, kto kiedykolwiek uczył się jakiegokolwiek języka obcego wie, że żaden przekład nie jest doskonały, że żaden nie oddaje w pełni oryginału. Trudno jest mówić o znajomości Shakespeare’a bez znajomości angielskiego (i to angielskiego z jego czasów); trudno dyskutować o Platonie, nie znając jego dialogów po grecku. Zawsze będzie to dyskusja niekompletna, powierzchowna.

Co więcej, mnogość przekładów, jakimi dzisiaj dysponujemy, może być dla pobożnego kapłana, który nie studiował hebrajskiego i greki, pułapką. Jeśli przyjdzie do niego wierny, skonfundowany różnicami w dwóch chociażby przekładach, np. katolickim i protestanckim, co mu taki ksiądz odpowie?

Greka jeszcze pojawia się w szczątkowej formie w seminariach, ale hebrajski chyba zupełnie z nich zniknął. Dlaczego tak jest? Nie wiem, mogę tylko snuć domysły. Prawdopodobnie pojawiło się tyle innych, ważniejszych przedmiotów, bardziej duszpasterskich czy filozoficznych (co się przydaje, jak mi ktoś powiedział, w dyskusjach ze współczesnym światem), że dla porządnego studium Słowa Bożego – a to może się dokonywać tylko w językach oryginału – nie ma już miejsca. A może po prostu współczesnemu człowiekowi brakuje cierpliwości czy zdolności do nauki starożytnych języków? Tym bardziej więc się cieszę, że udało mi się chociaż małą grupę dominikanów, i jeszcze mniejszą grupkę uczestników zajęć w kole naukowym na UW, wprowadzić w biblijną grekę i nią zainteresować na tyle, że zechcieli dalej kontynuować jej naukę. Że mogą czytać w oryginale Nowy Testament i greckich Ojców  Kościoła, jak chociażby Melitona czy Maksyma Wyznawcę. Że tak naprawdę – a to jest największa radość każdego nauczyciela, jak mi zawsze mówiła prof. Świderkówna – poszli w nauce jeszcze dalej niż ja.

Może ktoś powiedzieć, że przez długie wieki w Kościele zachodnim czytano i studiowano Pismo w przekładzie św. Hieronima. I owszem, ale przez długie wieki greka nie była znana na Zachodzie, książka była towarem luksusowym, a i wykształcenie trochę trudniej było uzyskać przeciętnemu zjadaczowi chleba niż jest to możliwe obecnie. Poza tym – nasi ojcowie w wierze więcej czasu spędzali nad Pismem niż my. Wystarczy spojrzeć na średniowieczne rozkłady dnia w klasztorach, zachowane w różnego rodzaju Consuetudines.

Sparge rosis, Theresia, sicut promisisti!
Rozrzuć z nieba róże łaski, jak obiecałaś, może jednak znajdą się tacy, którzy jak ty będą chcieli czytać Słowo Boga w takiej formie, w jakiej zechciał je On wyrazić w ludzkiej mowie...