Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa katolicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa katolicka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2016

Flesze i pogaduszki

W sobotnio-niedzielnym Naszym Dzienniku (ktoś zwrócił mi uwagę, że powinienem raczej pisać: Ich Dziennik) kolejna część wykładu kard. Sarah o reformie liturgii, w świetle tekstu Sacrosanctum Concilium. Kardynał zwraca uwagę na zgorszenie, jakim są księża, do tego koncelebransi, robiący zdjęcia w czasie liturgii. Smartfony, aparaty... Pamiętam, kiedyś widziałem na mszy papieskiej koncelebransa, który umieścił smartfon na jakimś kijku i wysunął go w górę, żeby zrobić zdjęcie. Inne zgorszenie, na jakie zwraca uwagę kard. Sarah, to koncelebransi rozmawiający ze sobą w czasie mszy: przypomina mi się Wigilia wielkanocna u dominikanów w Krakowie i trzech ojców, siedzących obok siebie i gadających cały czas. Jeśli rozmawiają ze sobą ministranci, zaraz się im zwraca uwagę (a przynajmniej tak robiono, kiedy byłem ministrantem). Ale kiedy rozmawiają ze sobą koncelebransi, kto ma im zwrócić uwagę? Czują się ponad prawem?

Msza, Eucharystia, jest najważniejszą rzeczą, jaka się dzieje w naszym podksiężycowym, śmiertelnym świecie.

A, jeszcze mi się przypomniało: tydzień temu w Naszym Dzienniku kard. Sarah pisał, że zna wiele wspólnot i wiele osób, które żyją gorliwie i pobożnie dzięki liturgii zreformowanej po Soborze Watykańskim II. To coś, czego nie chcą widzieć ani wiedzieć tzw. tradycjonaliści.

środa, 23 marca 2016

Kłamią, jak co roku

W katolickiej gazecie podają, że Wielki Piątek to jedyny dzień w roku, kiedy nie odprawia się mszy. W tej samej gazecie biskup katolicki pisze, że liturgia Wielkiej Soboty jest najbardziej stosownym czasem na chrzest, zwłaszcza dorosłych. Liturgię Wielkiej Soboty i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych stawia obok siebie.

Fi donc!

Mszy nie odprawia się także w Wielką Sobotę. Co więcej, w Wielki Piątek udziela się Komunii, w Wielką Sobotę nawet tego nie ma, poza Komunią dla konających. Wigilia wielkanocna, zgodnie ze swą nazwą, sprawowana jest w nocy, czyli już nie w Wielką Sobotę, ale w Wielką Noc.

Trudno byłoby udzielać chrztu w czasie liturgii Wielkiej Soboty, bo nie słyszałem nigdy o łączeniu chrztu z odmawianiem brewiarza. Liturgia Wielkiej Soboty bowiem to tylko i wyłącznie brewiarz, liturgia godzin: ciemna jutrznia, modlitwa w ciągu dnia i nieszpory. Nic więcej. Chrzest i odnawianie przyrzeczeń chrzcielnych należą nie do Wielkiej Soboty, ale do Wielkiej Nocy.

Czemu tak nikłe, nawet wśród biskupów, diecezjalnych liturgów, jest zrozumienie liturgii Triduum paschalnego? Czemu nie żyją oni liturgią, rokiem liturgicznym?

Znam na pamięć liturgię Triduum, chociaż nigdy nie będę jej przewodniczył. To szczyt, centrum, źródło roku liturgicznego. Trzeba je znać jak najlepiej, rozważać, wnikać w nie, krążyć wokół niego.

A zamiast tego katolicka prasa podaje nam liturgiczne kłamstwa. Znowu Kościół cierpi od wewnątrz.

PS A już zupełnie śmieszne lub/i gorszące jest to, jaki nacisk kładzie wyżej wspomniany biskup na święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Ma to być szczególny wyraz wiary... Litości, Boże nasz, litości! Tradycja ludzka góruje nad przykazaniem Bożym (vide Mt 15:3).

sobota, 30 stycznia 2016

Kali wiecznie żywy

Nasz Dziennik ubolewa: coraz więcej Ukraińców pracuje w Polsce, psują oni rynek pracy, Polacy boją się o swoje zatrudnienie. Polacy dobrzy, ci ze Wschodu źli.

Ale i Polacy pracują w krajach Europy zachodniej i pozbawiają pracy ich mieszkańców, i tam ktoś o nich może powiedzieć, iż psują rynek pracy. Wtedy jednak, jak sądzę, Nasz Dziennik uznałby to za straszną niegodziwość i obrazę.

Obrazek w Naszym Dzienniku: Matka Boska, obok biały orzeł, podpis: Pomódl się za Polskę. Ofiaruj modlitwę za wicepremiera Piotra Glińskiego. Dlaczego takich obrazków, takich wezwań, nie było dwa lata temu, pięć lat temu, osiem lat temu? Bo był rząd, który się redakcji nie podobał? A czy to znaczy, że nie należało się zań modlić?

Ja wam mówię: Kochajcie waszych wrogów i módlcie się za waszych prześladowców, abyście się stali synami Ojca waszego niebieskiego, ponieważ On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, i deszcz spuszcza na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem kochacie tych, którzy was kochają, jaką macie zapłatę? Czyż i poborcy podatkowi tego nie robią? I jeśli pozdrawiacie tylko waszych braci, cóż więcej robicie? Czyż i poganie tego nie robią? (Mt 5:44-47)

Wzywam więc przede wszystkim, aby odprawiać błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i wszystkich mających władzę, abyśmy prowadzili życie pełne pokoju i ciche, we wszelkiej pobożności i godnym postępowaniu. To bowiem jest dobre i przyjemne przed obliczem naszego Zbawiciela, Boga, który chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. (1 Tm 2:1-4)

Niestety, te słowa Pisma nikły oddźwięk znajdują wśród katolików tego kraju.

piątek, 9 października 2015

Ciekawe...

Ciekawe, czemu ludzie wolą czytać prasę (tzw.) katolicką zamiast Pisma świętego. Ciekawe, czemu wolą wierzyć tej prasie, a nie Pismu świętemu.

sobota, 29 sierpnia 2015

De mortuis nil nisi veritas

Wikipedia podaje: 27 czerwca 2014 roku Stolica Apostolska podjęła decyzję o karnym wydaleniu ks. abp. Józefa Wesołowskiego ze stanu duchownego. W związku z tym mam pytanie do specjalistów od prawa kościelnego: czy przysługuje mu tytuł arcybiskupa? Czy po 27.06.2014 mówimy o Józefie Wesołowskim, czy o księdzu arcybiskupie Wesołowskim? Wydaje mi się, że po wydaleniu ze stanu duchownego można mówić o byłym arcybiskupie Wesołowskim. Nie jest już duchownym, nie przysługuje mu tytuł księdza arcybiskupa. Ale nie jestem specjalistą, może się mylę.

Niemniej jednak dziwi mnie, że Nasz Dziennik podaje, iż zmarł ks. abp Józef Wesołowski.

Czy o umarłych trzeba mówić tylko dobrze, jak uważał Solon? Nie. O umarłych trzeba mówić prawdę. Czy ktoś mówi dobrze o Neronie albo Hitlerze?

sobota, 9 sierpnia 2014

Pesymizm, czyli (ir)realis

Byłoby lepiej, gdyby ludzie, zamiast prasy katolickiej lub nazywającej się katolicką, czytali Pismo święte.

Świadomie piszę „gdyby”; ktoś o bardziej optymistycznym podejściu mógłby napisać „jeśliby”, a może nawet „jeżeli... będą”, ale w tym przypadku pesymizm jest wyrazem realizmu.

środa, 2 lipca 2014

Manipulacje i ich obserwacje

Jacek Gądek: Decyzja Watykanu wobec ks. Wojciecha Lemańskiego znów jest nie po jego myśli.
Halina Bortnowska: Głęboko nad tym ubolewam i mam nadzieję, że nie okaże się ostateczna.

Tak rozpoczyna się rozmowa na temat ks. Lemańskiego, którą można tutaj przeczytać. Nie wiem, czy to tylko niezręczne sformułowanie, czy świadomie wyrażona opinia – że decyzja Watykanu nie jest po myśli ks. Lemańskiego. Co to znaczy, że opinia Stolicy Apostolskiej ma być po czyjejś myśli? Decyzja jest od nas niezależna, nie my pociągamy za sznurki, do nas należy ją przyjąć, tak bym rozumiał odwoływanie się do Watykanu. Poddajemy się osądowi najwyższej instancji, i trzeba to zrobić w szczerości i pokorze serca, a nie z dążeniem do spełnienia się naszych życzeń. Chyba że to taka polska tradycja, w końcu kard. Dziwisz też kiedyś powiedział, iż chce, aby Ojciec święty wiedział, że naszym życzeniem jest, aby kanonizacja Jana Pawła II odbyła się jak najszybciej. To może być nasze pragnienie, ale nie życzenie, papież i Watykan nie są od spełniania życzeń.

Nie jestem za ks. Lemańskim, nie jestem też za abp. Hoserem, uważam, że jeden i drugi popełnili wiele błędów i wykazali się brakiem dobrej woli i chociaż chęci zrozumienia drugiej strony. Ks. Lemańskiego pamiętam z telewizyjnego programu w czasie konklawe, kiedy mówił różne bzdury na temat przebiegu konklawe i ogłaszania nowego papieża (np. że to kardynał dziekan ogłasza Habemus papam), czytałem też artykuł (mam nadzieję, że rzetelny) o jego manipulowaniu ludźmi w parafii. Abp Hoser z kolei kryje się za rzecznikiem kurii, jak niedostępny władca, a jego decyzja o zamknięciu kościoła w Jasienicy na czas świętego Triduum – ale z zapewnieniem poświęcenia pokarmów w Wielką Sobotę! – wykazuje zupełny brak zrozumienia życia Kościoła, zwłaszcza w tak ważnym, najważniejszym w całym roku, tygodniu. Myślę, że trochę pokory ze strony ks. Lemańskiego i trochę ludzkiej życzliwości, otwartości ze strony abp. Hosera sprawiłoby, że cała sprawa potoczyłaby się inaczej.

O decyzji Watykanu w sprawie ks. Lemańskiego „Nasz Dziennik” pisze na pierwszej stronie (1. lipca 2014), rozwijając temat na stronie dziewiątej: trzy kolumny tekstu. O wydaleniu abp. Wesołowskiego ze stanu duchownego tenże „Nasz Dziennik” pisze na stronie dwudziestej czwartej w mikroskopijnej notce (28-29. czerwca 2014). Przypadek? A przecież ta sama gazeta wiele miejsca poświęciła bluźnierczemu i pornograficznemu spektaklowi Golgota Picnic, czemu więc tak pokątnie pisze o ukaraniu abp. Wesołowskiego za jego seksualne nadużycia, za to tyle miejsca poświęca wyrokowi w sprawie ks. Lemańskiego? Dziwny brak równowagi, jak dla mnie, zwłaszcza wobec tak zdecydowanych działań Kościoła wobec pedofilii.

niedziela, 30 września 2012

Zakusy na Rok Wiary, czyli o śmietance na kolanach

W katolickim tygodniku Niedziela przeczytałem, że specjalnie przed Rokiem Wiary wyciągnięto na światło dzienne sprawę dyrektora salezjańskiego gimnazjum w Lubinie – tego, któremu młodzież miała zlizywać z kolan śmietankę (bądź, według innej wersji, krem do golenia). Otóż, według redaktora naczelnego Niedzieli, jest to atak na katolickiego kapłana, oskarżanie go o pedofilię, grożenie paragrafami, chociaż – zacytuję – nie znamy szczegółów opisywanej sytuacji, ale jedno jest pewne, pedofilii tam nie było (Niedziela, nr 40/2012, artykuł Pasztety przed Rokiem Wiary”).

Czy to była pedofilia, czy też nie – niech decydują specjaliści. Cokolwiek się działo w Lubinie, nie było to normalne, i nie wydaje mi się, aby udział katolickiego kapłana w tego typu zabawach był czymś odpowiednim. Zastanawiam się jednak usilnie: gdyby to nie było gimnazjum salezjańskie, gdyby dyrektorem nie był ksiądz, ale świecki człowiek, do tego, powiedzmy, zwolennik Ruchu Palikota – jaki byłby wtedy komentarz do tego wydarzenia w katolickim tygodniku?

sobota, 14 lipca 2012

Stare, dobre czasy

W 29. numerze Niedzieli, ks. Ireneusz Skubiś w artykule "Tam zło jest najbardziej atrakcyjne" pisze aferze Vatileaks. Pisze o mediach, goniących za sensacją, próbujących pokazać papieża w jak najgorszym świetle, etc. Ale pisze też tak:

Bo wiadomo, jeśli ktoś pisze do papieża, to czyni to z wielkim zaufaniem i przekazuje informacje bardzo delikatne. Kiedy one, czy też opinie na ten temat przedstawicieli różnych dykasterii Stolicy Apostolskiej, wychodzą na światło dzienne, nosi to znamiona prawdziwej afery. Wiemy, że gdy na Stolicy św. Piotra był Jan Paweł II, miał przy sobie znakomitego, zaufanego sekretarza – obecnie kardynała – Stanisława Dziwisza, który był cieniem Ojca Świętego i służył mu z niezwykłym oddaniem. Wszyscy byliśmy pod urokiem Padre Stanislao – serdecznego, skromnego kapelana Ojca Świętego, którego głos poznaliśmy dopiero, kiedy został biskupem i musiał przemówić publicznie. Drugim wspaniałym sekretarzem Jana Pawła II był ks. Mieczysław Mokrzycki, obecnie metropolita lwowski – Ksiądz Miecio, jak go nazywano, cichy, pokorny i całą duszą oddany papieżowi. I tak winna działać taka instytucja, jak Stolica Apostolska – pięknie i rzetelnie. Ale to, że w świecie nastawionym na sensację i plotkę znajdą się ludzie, którzy dadzą się nakłonić do zła, jest rzeczą w jakimś sensie normalną, bo odwieczną.

Czytając te słowa nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ks. Skubiś krytykuje, aluzyjnie wprawdzie, współpracowników obecnego papieża. Kiedyś to było dobrze, można pomyśleć, to byli wspaniali sekretarze papiescy, nie to, co teraz. A przecież głosu ks. Gänsweina też nie znamy, też go nie słyszymy, też jest on w cieniu papieża i niewątpliwie jest mu bardzo oddany. Oczywiście, ktoś powie, krytyka ks. Skubisia może odnosić się do wielu innych osób z otoczenia papieża, chociażby do jego kamerdynera Paolo Gabriele, to jednak przywołanie jako wzorów – wzorców wręcz, czy może raczej, przeciwieństw idealnych – sekretarzy poprzedniego papieża, niewątpliwie wielce zasłużonych, w tym kontekście sprawia wrażenie krytyki Benedykta XVI i doboru przez niego współpracowników.

I chociaż ks. Skubiś pisze też o podchodzeniu z dystansem do tego, co media podają o Watykanie, i prosi o zaufanie Ojcu Świętemu i modlitwie w jego intencji, niesmak pozostaje.

piątek, 16 stycznia 2009

Papież i kangur

Oczywiście, chodzi o Benedykta. Który, w czasie wizyty w Australii, pogłaskał po głowie małego kangura.

A pisze o tym Jolanta Wyleżańska w artykule Stworzenia Boże w najnowszym numerze „Niedzieli”. Bardzo ciekawy tekst, o miłosiernym gestapowskim psie, rodzinie foksterierów, i generalnie stosunku do zwierząt – i do ludzi, zwłaszcza tych, którzy potrzebują opieki. (Ponieważ, jak to już kiedyś pisałem, osoby duchowne, z małymi wyjątkami, do których należy – na szczęście! – Benedykt XVI, przejawiają nikłe zainteresowanie światem pozaludzkim, który przecież też wyszedł z ręki, a właściwie z ust Stwórcy, poprzez Jego Słowo, będę co jakiś czas, z uporem maniaka, wracał do tematu. Jakie długie zdanie!)

W tymże numerze „Niedzieli” jest też tekst katechezy z audiencji generalnej (7 I), w której papież mówił – uwaga, uwaga! – o kulcie chrześcijańskim, w ujęciu św. Pawła, a dokładniej, fragmencie Listu do Rzymian. Oczywiście nawiązał i do Rz 12:1; a myślę, że do tego trzeba wciąż nawiązywać, rozmyślać o tym, i starać się zrozumieć. Dużo dobrego by to dało liturgii i tym, którzy w niej uczestniczą. Na samym końcu papież cytuje jeszcze jeden fragment z Listu do Rzymian, i odnosi go do kosmicznego wymiaru liturgii (o którym mówił też w homilii 6. stycznia), na który chyba za mało się zwraca uwagę.