Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2022

czwartek, 10 grudnia 2020

Kartki świąteczne

W tym roku kupiłem kartki świąteczne ekologiczne, z recyklingu, na brązowym papierze, i takie też koperty. Kolorów ogólnie nie dużo. Może nie wszystkim będzie się to podobać... Ale taka kolorystyka dobrze oddaje mój cienisty charakter.

niedziela, 25 maja 2014

Grzech wobec Boga

Jesteśmy głęboko przekonani, że przyszłość rodziny ludzkiej zależy również od tego, jak chronimy – z roztropnością i współczuciem, sprawiedliwością i uczciwością – dar stworzenia, który powierzył nam nasz Stwórca. Dlatego ze skruchą uznajemy niesprawiedliwe obchodzenie się z naszą planetą, co jest równoznaczne z grzechem w oczach Boga. Potwierdzamy raz jeszcze naszą odpowiedzialność i obowiązek krzewienia poczucia pokory i umiarkowania, tak aby wszyscy odczuwali potrzebę poszanowania stworzenia oraz jego troskliwej ochrony. Wspólnie zobowiązujemy się działać na rzecz podnoszenia świadomości odnośnie do zarządzania stworzeniem. Wzywamy wszystkich ludzi dobrej woli do  rozważenia sposobów życia mniej rozrzutnego i bardziej skromnego, okazując mniej chciwości i większą hojność na rzecz ochrony świata Bożego i pożytku Jego ludu. (ze „Wspólnej deklaracji” papieża Franciszka i patriarchy Bartłomieja I, 25.05.2014)

O stworzeniu i Jego pięknie pisał też św. Beda Czcigodny, którego dziś liturgia wspomina. Stworzenie, to wokół nas, wyszło z ręki Boga, my jesteśmy tylko jego zarządcami, nie właścicielami, i przed Bogiem kiedyś zdamy rachunek z tego, jak traktowaliśmy stworzenie.

Papież i patriarcha Konstantynopola klęczący przy 'kamieniu namaszczenia' w Bazylice Świętego Grobu, czy raczej – w Bazylice Zmartwychwstania, Anastasis, jak ją nazywano w starożytności chrześcijańskiej. Miejsce, gdzie złożono ciało Pana, zdjęte z krzyża, aby je przygotować do pogrzebu. Potem papież i patriarcha klęczący w samym Świętym Grobie, który dlatego jest święty, bo jest pusty; przy kamiennej ławie, na której leżało w całunie ciało Jezusa, na której zostało ożywione mocą Ducha Świętego i wskrzeszone do nowego, wiecznego życia w chwale. Miejsce jedyne na świecie, w którym się dokonała rzecz tak wielka, jedyna i wyjątkowa: Jezus powstał z martwych. Niezwykłe miejsca, myślę o nich z wielkim wzruszeniem, nie tylko ze względu na tajemnicę Zmartwychwstania, ale i Wielkiej Soboty, tego dnia, martwe ciało Pana spoczywało w grobie, w tajemnicy Zstąpienia do Otchłani.

sobota, 16 marca 2013

Kontakty ze stworzeniem

Jak można przeczytać na watykańskich stronach internetowych, papież Franciszek, wyjaśniając, dlaczego wybrał to właśnie imię, imię świętego z Asyżu, wspomniał też o stworzeniu: św. Franciszek jako człowiek, który kocha stworzenie i się nim opiekuje. I papież dodał: W obecnych dniach nie mamy zbyt dobrych relacji ze stworzeniem, prawda?

Pisałem już w dniu wyboru, że to imię może wskazywać na kontynuację pewnych myśli papieża-emeryta, Benedykta, właśnie tych dotyczących stworzenia. Być może tak będzie.

piątek, 21 grudnia 2012

Choinka się pali

W biurze, które mijam codziennie, całą noc palą się światła i czerwone lampki na choince. Teraz też, cały weekend będą się palić, ciekawe, jeśli w poniedziałek nikt nie będzie pracował, palić się to wszystko będzie do 27. grudnia.

A podobno jest kryzys i trzeba oszczędzać, i o środowisko też dbać trzeba. Wszystko na papierze.

A przy okazji lampek, taka wiadomość z USA: A Louisiana woman ran afoul of police when she gave her neighbors an unusual holiday greeting, hanging Christmas lights in the shape of a middle finger. Trzeba zatem uważać, jak i co się wiesza.

czwartek, 1 listopada 2012

Pani od przyrody

Czyli św. Kateri Tekakwitha, bo jej opiece oddano ekologię i troskę o środowisko naturalne. Bardzo, jak to mawiają moje znajome, sympatyczna święta. Czasami tak jest, że do pewnych świętych czuje się od razu szczególną sympatię, i stają się naszymi przyjaciółmi. Św. Kateri jest dla mnie nową przyjaciółką.



sobota, 2 czerwca 2012

Rozpustny człowiek

Luxurious man, to bring his vice in use,
   Did after him the world seduce,
And from the fields the flowers and plants allure,
   Where nature was most plain and pure.

Tak pisał w jednym ze swych wierszy Andrew Marvell, użalając się nad zmianami, jakie człowiek wprowadził w świat roślin, poprzez różnego rodzaju „ulepszanie” i krzyżowanie.

Przypomniał mi się ten wiersz, kiedy zobaczyłem, że usunięto ogromny kawał trawiastego terenu, a na jego miejsce wstawiono, ułożone z zasadzonych kwiatów i liter, usypanych z białego żwirku, symbole Euro 2012, z informacją, że Warszawa jest jego miastem-gospodarzem. Co więcej, przerwy między napisami i wzorkami, zasłonięto „sztuczną trawą” z plastiku. Taki koszmar śnić się może po nocach. Zastanawiam się też, na ile tego rodzaju dekoracje docenią przyjeżdżający na Euro (od którego skutków wybaw nas, Panie) kibice. Jeśli w ogóle je zauważą.

A kiedy trawa odrośnie? Jeśli w ogóle jej na to pozwolą, bo może literki-koszmarki zostaną na kilka miesięcy, zanim ktoś wyda decyzję o ich usunięciu.

czwartek, 30 czerwca 2011

Zgorszenie

Niezrozumienie biblijnego „czyńcie sobie ziemię poddaną” - czy raczej, rozumienie go jako zachęty do potraktowania stworzonego świata jak cytryny, z której można wycisnąć wszystko – owocuje zjawiskiem o tej porze roku częstym: wyrzucaniem psów. Chce się wyjechać na urlop, co zrobić z psem, przecież zabrać go nie można... Wywozi zatem homo (teoretycznie) sapiens psa do lasu, przywiązuje drutem do drzewa, żeby, broń Boże, nie przybiegł z powrotem do domu... Albo wyrzuca z jadącego samochodu... Albo przerzuca przez ogrodzenie schroniska... I już, można jechać na urlop, a psem głowy sobie zawracać nie trzeba. Inna historia, niedawno przeczytana: 10-letni pies stracił wzrok, właściciele wyrzucili go na ulicę. Kłopot tylko z takim kaleką, niech sam sobie radzi...

Zgorszenie. Tacy ludzie to zgorszenie dla całego rodzaju ludzkiego.

Całe stworzenie czeka na wyzwolenie, całe stworzenie jest cenne i ważne w oczach Boga, nie tylko człowiek, egocentryczne zwierzę, które pragnie, aby wszystko kręciło się wokół niego i dokładnie tak, jak on tego chce. Właścicielem świata jest Bóg, człowiek jest tylko namiestnikiem, a zachowuje się zbyt często jak samodzielny władca. Co jednak powie Panu, kiedy ten powróci i spyta, jak zarządzano Jego dobrami?


środa, 15 grudnia 2010

Ekologiczny Watykan

Na dachu Auli Pawła VI zamontowano dwa lata temu 5 tysięcy metrów kwadratowych paneli słonecznych. Jak się okazuje, są one w stanie pokryć 20% zapotrzebowania Watykanu na prąd. Przewiduje się też produkcję energii elektrycznej z biomasy w Castel Gandolfo.

Właściwie nie ma w tym nic dziwnego, w końcu obecny papież wiele razy wypowiadał się na temat ekologii, troski o Ziemię i jej zasoby, odpowiedzialności za stworzenie. Jak widać, nie są to tylko słowa, ale i konkretne działania. I doskonały przykład dla innych.

czwartek, 15 lipca 2010

Ludzka odpowiedzialność

Jedziesz na wakacje, pamiętaj, że Bóg jest stwórcą przyrody. Korzystaj z niej, ale w sposób rozsądny, tak by zachować jej bogactwo i różnorodność. W turystyce konieczne jest respektowanie środowiska naturalnego, a także ludzkiego rozwoju - przypomina Stolica Apostolska w specjalnym przesłaniu.

Różnorodność biologiczna – czyli wielkie bogactwo stworzonych przez Boga organizmów, które żyją na Ziemi – jest w niebezpieczeństwie. Według najnowszych studiów wymarcie grozi na całym globie więcej niż jednej piątej (22 proc.) gatunków ssaków, a prawie jednej ósmej (13,6 proc.) ptaków. Zanik zagraża też ponad jednej czwartej (27 proc.) raf koralowych – przypomina Papieska Rada ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących.

niedziela, 9 maja 2010

Z kim się będziesz bawił, o Panie?

Plama ropy wielkości Jamajki u wybrzeży Ameryki niesie śmierć dla tysięcy stworzeń.

A psalmista śpiewał o morzu wielkim i szerokim, pełnym stworzeń, których policzyć się nie da, wielkich i małych, i o morskim smoku, którego Pan stworzył, aby się z nim bawić (Ps 104:25-26).

Z namiestnika stworzenia człowiek stał się jedynowładcą, który myśli tylko o sobie i o swoich korzyściach.

A Bóg ze smutkiem patrzy na brudne oceany i skażone powietrze, niosące śmierć, której On przecież nie stworzył. Niedługo już drzewa nie będą mogły wołać z radości przed Jego obliczem, i nie rozradują się pola, bo ich nie będzie, a rzeki nie będą klaskać przy Jego przyjściu (cf. Ps 96:12-13; 98:8).

niedziela, 13 grudnia 2009

Jeszcze raz o radości

Z opóźnieniem, ale wciąż na czasie.

Papież zwrócił się z przesłaniem do uczestników kończącej właśnie obrady konferencji nt. zmian klimatycznych. Po raz kolejny Benedykt XVI pokazuje, jak wielką wagę przykłada Kościół do troski o stworzenie, o cały świat, który jest dziełem Boga, i jako taki wymaga szacunku.

Zaś w dzień Niepokalanego Poczęcia Dziewicy Maryi mówił do mieszkańców Rzymu:

Często skarżymy się na skażenie powietrza, którym wręcz nie da się oddychać w pewnych częściach Miasta. To prawda. Każdy musi się starać, aby Miasto stawało się czystsze. Ale jest też inny rodzaj skażenia, mniej dostrzegalnego dla naszych zmysłów, lecz równie groźnego. To skażenie ducha; ono sprawia, że się mniej uśmiechamy, że nasze twarze stają się bardziej ponure, że niechętnie pozdrawiamy się nawzajem lub patrzymy sobie w oczy... (...) Postrzegamy wszystko powierzchownie. Ludzie stają się ciałami, i te ciała tracą duszę, stają się rzeczami, przedmiotami bez twarzy, które mogą być wymieniane lub zużywane.

Warto pamiętać o słowach tego papieża, który jakże często podkreśla, że życie chrześcijanina nie jest ponurym ciężarem (jak często myślą ludzie patrzący na Kościół z zewnątrz, i jak zdają się myśleć czasami niektórzy z tych, co są w Kościele), ale radością ukochanego przez Boga dziecka. Wszak jarzmo Pana jest wygodne, a Jego brzemię lekkie.

sobota, 5 grudnia 2009

Ptokheia kai kenosis*)

Po drodze do kościoła spojrzałem na białe girlandy lampek, wiszące nad ulicą Piwną. W oknach sklepów choinkowe gałązki, bombki i bombeczki, i znowu lampki. Zdaje się, że całe miasto jest spowite kilometrami sznurów bożonarodzeniowych lampek, kolorowych i niekolorowych, migających i niemigających, grających i niegrających, etc., etc.

Ile na to prądu pójdzie, ile za ten prąd pieniędzy. Oczywiście, zaraz ktoś zacznie przekonywać, że wszystkie te światełka są potrzebne, bo jest zimno, szaro, szybko robi się ciemno, ludzie czują się przygnębieni, brak światła może wywoływać SAD (czyli sezonową depresję; nie wiem, jak to działa, bo pogoda akurat na mnie nie wpływa, a jeśli już, to gorzej czuję się latem, kiedy jest nadmiar słońca)... A poza tym, trzeba się świątecznie cieszyć, i dekoracje mają w tym pomóc. (Nie przeczę, ale do świętowania jeszcze sporo czasu zostało.)

A w kościele Duch mnie owionął swym tchnieniem, i pomyślałem, i poczułem w głębi mojego biednego, grzesznego serca: Ubóstwo i ogołocenie, ubóstwo i ogołocenie. Taki ma być twój Adwent.

Chociaż ogołocenie to nie jest dobre słowo: Pan więcej niż ogołocił samego siebie. Ogołocenie sugeruje coś zewnętrznego, a On dokonał tego także, i nade wszystko, w sobie, aż do głębi swej istoty.

O Rex gloriae, Domine Iesu, qui de caelis descendere dignatus es, ut carnem sumens teipsum humiliares, etiam magis, ut exinanires teipsum, cum Deus verus permaneres: da mihi imitari paupertatem et humilitatem, et exinanitatem tuam, ut tecum ad dexteram Patris consedere possim, cum in tuae veneris gloria maiestatis. Amen.
________________
*) Cf. 2 Kor 8:9 i Flp 2:7.

niedziela, 4 października 2009

Kiedy rano jadę autobusem...


... między wersetami psalmów wyglądam przez okno i ze smutkiem patrzę na długie szeregi samochodów, jadących obok. (Czasami nie jadą, ale stoją. Ludzie mówią wtedy, że jest korek.)
W prawie każdym samochodzie tylko jedna osoba, czyli kierowca. Kiedyś próbowałem policzyć, w ilu samochodach oprócz kierowcy siedzi ktoś jeszcze: w czasie prawie pół godziny jazdy przez centrum Warszawy naliczyłem takich samochodów tylko szesnaście. Pośród – stu? dwustu?

Podobno w niektórych krajach są specjalne pasy na autostradach, dla samochodów, w których jadą przynajmniej cztery osoby. Ludzie dowożą się wzajemnie do pracy: w tym tygodniu swoim samochodem wiezie nas Gregory*), w przyszłym Lisa, a w następnym ja. Może u nas tak kiedyś będzie? Gdyby tak było, samochodów na ulicach byłoby mniej. Nie byłoby wspomnianych wyżej korków. Powietrze byłoby czystsze, śnieg zimą dłużej byłby biały. Środowisko byłoby bezpieczniejsze. Ziemia mogłaby odetchnąć.

Wiem, wiem, zaraz usłyszę, że znowu piszę o mało ważnych sprawach, które nie mają nic wspólnego z liturgią, teologią, moralnością i w ogóle ludzkością, bo są za mało duchowe, a za bardzo przy-ziemne. Może i tak, ale na te sprawy zwraca też uwagę Benedykt XVI, chociaż w Kościele jest chyba głosem wołającym na pustyni. Niedługo owa pustynia będzie jak najbardziej dosłowna. A dziś dzień św. Franciszka z Asyżu (kard. Schönborn napisał, że duchowość franciszkańska jest bliska Ojcu św.), patrona ekologów. Franciszek dobrze rozumiał, że człowiek stoi przed Panem w imieniu całego stworzenia, zarówno po to, aby w jego imieniu oddawać Panu cześć i uwielbienie, jak i po to, aby za stworzenie odpowiadać.

Od czasów mojego dzieciństwa jesteś mi przyjacielem, Franciszku. Porusz tych, którzy nie potrafią patrzeć tak, jak ty patrzyłeś, myśleć tak, jak ty myślałeś, kochać, jak ty kochałeś, cieszyć się, jak ty się cieszyłeś.

Ks. J.Twardowski
Nie tylko my

Czytamy – Bóg umiłował świat...
a więc nie tylko ludzi

ale i pliszkę
odymioną pszczołę

jeża eleganta wprost spod igły
nawet muła ni to ni owo

bo ani to koń ani osioł

(żal że go człowiek stwarzał

żyje jak kawaler co się nie rozmnaża)
gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią

liście konwalii prawie bez ogonka

cielę co za matką się wlecze


a my tak czulimy się do Boga

jakby On miał nas tylko kochać na świecie

_______________
*) Tak naprawdę, Gregory jeździ na motorze... Ale możecie sobie wstawić jakiekolwiek imię, np. James. On ma samochód.

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Ekologia przy bankomacie

Jak napisał ks. Twardowski w jednym ze swoich wierszy, pieniądze mogą być jak świnie. Podejrzewam, że nie tylko pieniądze.

Szczęśliwie się składa, że koło domu mam kilka bankomatów mojego banku. Bardzo to wygodne. Jedna rzecz mnie wszakże denerwuje: bardzo często przy dwóch z nich leżą na ziemi, a czasami nawet wciąż tkwią w odpowiednim otworze bankomatu, kwity z potwierdzeniem wypłaty. Po co ludzie wybierają opcję ich wydruku, skoro potem je zostawiają, zaśmiecając nimi i tak już zaśmiecone miasto?

Nigdy nie żądam od bankomatu owych kwitów, nie są mi potrzebne. Pamiętam czasy, kiedy papier był w cenie, i nawet zwykły papier toaletowy niełatwo było zdobyć. Być może moja oszczędność papieru z tamtych czasów się wywodzi. Nie wiem, czy papier na kwity bankomatowe, albo na ulotki, pochodzi z surowców wtórnych, czy z lasów. Kiedy jednak widzę przy stacjach metra kosze na śmieci, pełne hojnie rozdawanych, właśnie przy metrze, ulotek, to zastanawiam się, czy mogą one być rzeczywiście surowcem wtórnym - bo przecież w koszach jest też mnóstwo innych śmieci: papierosów, gumy do żucia, kubków, słomek, resztek jedzenia, plastikowych butelek...

Oczywiście, zaraz ktoś zacytuje z Biblii: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, i przecież tak naprawdę tylko człowiek i jego potrzeby się liczą, skoro jest on koroną stworzenia, etc., etc. Ale jeśli stworzenie zniknie, to owa korona z głuchym brzdękiem spadnie - czy jeszcze na ziemię?

sobota, 7 marca 2009

O ratowaniu lasów

Podobno nie wypada przyznawać się do segregowania śmieci, gdyż w ten sposób wyraża się swoje poparcie dla liberalnych ruchów ekologicznych, zielonych etc., którym blisko do lewicy, a w ogóle ekologia to relatywizm moralny etc., etc. Taki pogląd kiedyś słyszałem z ust pewnego gorliwego katolika.

Mimo to przyznam się do kilku rzeczy.

Śmieci segregowałem, dopóki nie odkryłem, że z pojemników wszystkie są ładowane razem na jeden samochód, więc cała segregacja na nic.

Wykorzystuję kartki, zadrukowane po jednej stronie, np. na sprawdzianach - po czystej stronie można przecież pisać. A kiedy każę uczniom czy studentom wyjąć własne kartki, mówię też, że można połówkę oddać sąsiadowi, bo nie będzie dużo pisania, i całe A4 nie jest potrzebne. Często jest to jednak wołanie na pustyni, i widzę zdziwienie w oczach słuchaczy: o co mu chodzi? A ja pamiętam dobrze czasy, kiedy w szkole się zbierało makulaturę, kiedy kupno papieru toaletowego graniczyło z cudem (zawsze mnie do łez rozbawia scena z „Nie lubię poniedziałku”, w której pewna pani bardzo chce kupić tenże papier, a nie może, bo musi pilnować dziecka milicjanta). I dziwię się, że teraz tyle jest papieru, chociażby na ulotki, które zapełniają kosze w okolicach stacji metra. Zużywam ‘miesięczne’ kartki z kalendarza, po drugiej, białej stronie wypisuję słówka albo zapisuję na nich własne tłumaczenia hymnów itp.

Gaszę światło, nie tylko w domu, ale i np. w szkole, kiedy w danej sali czy na korytarzu nikogo nie ma. Ostatnio zwróciłem nawet lekarzowi uwagę, że w przedpokoju zostawił zapalone światło. Wyłączam na noc sprzęty z funkcji czuwania. I dziwię się, że trąbi się o efekcie cieplarnianym i konieczności oszczędzania energii, a jednocześnie tyle wydaje na świąteczną iluminację miasta, czy na światła, które nawet nocą palą się w bankach koło mojego domu. I nie mogę zrozumieć, czemu w korku stoi sznur samochodów, a w każdym tylko jedna osoba.

Zakręcam wodę przy myciu zębów. (Szczerze mówiąc, nigdy nie rozumiałem, na czym polega jej niezakręcanie przy tej czynności. Wodę wlewam do kubka, zakręcam, myję zęby, popłukać mogę wodą z kubka, i już. I tak od dzieciństwa robiłem.)

I uważam, że w ten sposób także realizuje się to, co Pan nakazał pierwszym rodzicom:  „Czyńcie sobie ziemię poddaną”.

Bóg kocha również rzeczy. Słońce, gwiazdy, drzewa, wszystkie rzeczy doczesne. (...) Bóg kocha je i kocha je szczególnie. (...) Św. Paweł mówi, że z widzialnego bytu rzeczy można dojrzeć istnienie i rządzenie niewidzialnego Boga, i w głebokich obrazach głosi tajemnicę świata oczekującego odrodzenia i pragnącego go. To są wszystko znaki, znaki na to, że Bóg szanuje rzeczy, że je kocha, bardzo kocha. (R. Guardini, „O Bogu żywym”)