Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2025

czwartek, 6 lutego 2025

Jezuici i franciszkanie

Dziś wspomnienie japońskich męczenników, Pawła Miki i towarzyszy. Paweł był jezuitą, jego towarzyszami byli dwaj jezuiccy katecheci. Tymczasem umęczono wraz z nimi kilku franciszkanów, z Piotrem Chrzcicielem, kapłanem, na czele. Dlaczego więc w Kościele rzymskim ich się nie wspomina, czy chociażby samego Piotra obok Pawła, wraz z resztą towarzyszy? Dlaczego ten dzień ma być zjezuitowany? Swoją drogą, czy ktoś kiedyś policzył, ilu świętych wydał zakon jezuitów?

poniedziałek, 1 lipca 2024

Syn Zachodu

Poezja japońska jest piękna, nie tylko haiku. Jest w jakiś sposób świeża... Jednocześnie jest w jakiś sposób obca, nieprzyjazna, dla syna Zachodu, jakim jestem. Można powiedzieć, że tak samo jest z psalmami, które są z Bliskiego, ale zawsze, Wschodu. Tylko że psalmy, jak o tym pisał chyba Merton, a na pewno C.S. Lewis, są napisane w takim stylu, który jest bliski każdemu, czy raczej, który każdy może przyjąć: chodzi o paralelizm, występujący chyba w literaturze wszystkich języków i wieków. Tak więc psalmy nie są obce, są moje.

Dokąd mnie to wszystko zaprowadzi, nie wiem. Metod ana wat, Bóg jeden wie.

wtorek, 11 lipca 2023

Tak więc zostaliśmy z niczem

Zachwycamy się kulturą dawnej Japonii, i nie myślimy o tym, jak tam torturowano i zabijano ludzi. Podoba nam się kultura celtycka i skandynawska, muzyka, sztuka, a przecież tam składano ludzi w ofierze bogom, okrutnie ich mordując. Chwalimy cywilizację grecką i rzymską, a przecież poza niewielkimi wyjątkami była ona zimna i pusta, i nie dawała żadnej nadziei.

I tyle. Podobno są też i tacy, którzy kochają kulturę Azteków. Świeć, Panie, nad ich duszami.

sobota, 8 stycznia 2022

Jaki kolor?

Czy ta czarka jest szara, czy niebieska? Według opisu na stronie sklepu ma być niebieska, według mnie i mojego zdjęcia jest szara, i to w najobrzydliwszym z szarych kolorów.

Nogi Trzech Króli

Na załączonym obrazku samuraj Jack, namalowany na murze klasztoru dominikanów, a nad nim nogi Trzech Króli.

środa, 17 maja 2017

Kto skończy haiku?

Morze stokrotek,
gorzki zapach benzyny...

I co dalej?

Jedzenie na upał jak dziś, orzeźwiające. Ugotować ok. filiżanki makaronu typu kokardki czy falbanki, ostudzić. Zmiksować sos z awokado, fety, rukoli lub roszponki, połowy długiego ogórka, soli i 2-3 łyżek oliwy/oleju. Zalać makaron. Na wierzch dać pomidorki koktajlowe w ćwiartkach. Połączenie chłodnego smaku ogórka ze słodyczą pomidorków, na tle sycącego awokado, jest wspaniałe. Można i szklankę makaronu ugotować, zależy od zdolności żołądka. Makaron, oczywiście, al dente.

Sent from my tablet. We are Borg. You will be assimilated.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Z „Księgi herbaty” Kakuzō Okakury

Dlaczego mężczyźni i kobiety tak bardzo lubią się reklamować? Czyż nie jest to jedynie instynkt pochodzący z czasów niewolnictwa?

Lekarze zawsze próbują przedłużać udrękę swoich ofiar. (A wszystko to, oczywiście, w imię najwyższej wartości, jaką ma być życie.)

sobota, 6 lutego 2016

Tobie, Panie, hołdy nieść pośpiesza męczenników orszak biały

Dziś, w dzień świętych męczenników japońskich, Pawła Miki i jego towarzyszy (umęczeni w Nagasaki w 1597), możemy się już cieszyć zapowiedzianą beatyfikacją kolejnego Japończyka, samuraja, który przyjął świętą wiarę i oddał za nią życie. To czcigodny sługa Boży Takayama Ukon. Samuraj Chrystusowy. Samuraj służący prawdziwemu Królowi. Wyrzekł się walki, wybierając Chrystusowy pokój. Okazał się przez to bardziej chrześcijański niż arcykatoliccy Hiszpanie, którzy z Filipin chcieli napaść na Japonię, aby  mieczem wprowadzać tam chrześcijaństwo. Odszedł do Pana w roku 1615.
pomnik Takayamy

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Toda

Po przypomnieniu sobie filmowego Szoguna postanowiłem sięgnąć po książkę Clavella, na podstawie której powstał scenariusz filmu. Wczoraj w nocy skończyłem czytać, uczucia mam mieszane. Książka pozwala lepiej zrozumieć film, wyjaśnia zachowania bohaterów, podaje ich kontekst o wiele obszerniej niż film. Ale podaje też różne głupoty, których nie spodziewałbym się po tak dobrym, jak go opisują na okładce, pisarzu. Bo przecież głupotą jest pisanie, że za czasów Elżbiety I Anglicy powszechnie jedli kartofle i znali buraki cukrowe! A jeszcze większą głupotą jest pisanie, że spowiedzi słuchali japońscy jezuici, którzy nie byli jeszcze wyświęceni na kapłanów! Jeszcze inne kwiatki można u Clavella znaleźć, ciekawym, czy są też takie w kwestiach odnoszących się do kultury japońskiej. Zauważyłem jeden: Tao, czyli droga Buddy. Zupełne pomieszanie, niegodne orientalisty (tak na okładce nazwano Clavella). Owszem, buddyzm zen zawiera w sobie elementy taoistyczne, ale Tao samo w sobie nie ma nic wspólnego z Buddą, nie od niego pochodzi, jest zupełnie oddzielnym nurtem w religii.

Lektura książki uzmysłowiła mi, że prawdziwym bohaterem powieści jest nie tyle Anjin-san, czyli John Blackthorne, ale Mariko. Toda Mariko (sprzed trzydziestu lat pamiętam Mariko Toda, nie wiem, dlaczego w takiej kolejności podawano wtedy jej imię i nazwisko). Cicha, posłuszna, delikatna, ukryta, niesamowicie mądra, inteligentna, gotowa do ofiary, poświęcająca się za innych i przynosząca im tym samym wolność. Ja, Toda Mariko, protestuję przeciw tej haniebnej napaści i swoją śmiercią... A później: Ja, Maeda Etsu, żona Maeda Arinosi, władcy Nagato, Iwami i Aki, zaświadczam, że Toda Mariko-sama wolała stracić życie niż dostać się w ręce tych bezwstydnych potworów i narazić się na hańbę niewoli... że gdyby nie odwaga samuraja barbarzyńcy, pani Toda zostałaby schwytana i poniżona, a my wraz z nią. Współczesnym Europejczykom takie rozumienie honoru – aż do zabicia samego siebie – może wydawać się szokujące, ale zasługuje na najwyższy szacunek i podziw dla prawdziwej odwagi.

wtorek, 1 lipca 2014

Kimono i krzyż

Jeśli się nie mylę, dzisiaj przypada wspomnienie błogosławionych męczenników japońskich, wśród których wymienia się Piotra Kasui Kibe (+ 4.07.1639) i Leona Zaisho Shichiemon (+ 17.11.1608, 4 miesiące po chrzcie). Kasui Kibe wstąpił do zakonu jezuitów, wyruszył z Japonii do Europy, studiował w Rzymie, wrócił do Japonii i tam zginął męczeńską śmiercią. Zaisho Shichiemon z kolei był samurajem, który zakochał się w Chrystusie. Kiedy przyjmował chrzest, kapłan ostrzegł go, że to może doprowadzić go do męczeństwa, ale samuraj nie zawahał się. Kilka miesięcy później zginął na rozkaz swego władcy, nie chcąc wyrzec się Chrystusa Pana. Beatyfikowani zostali ci Japończycy późno, dopiero w 2008 roku. 

Od wschodu aż do zachodu słońca imię Pana jest pochwalone, alleluja.


Pozdrowienia dla Nelle.

piątek, 20 czerwca 2014

Shōgun, czyli trzydzieści lat minęło

Tak się złożyło, że czas choroby przypadł na dwa tygodnie, kiedy mam przerwę w zajęciach, więcej czasu zatem poświęciłem oglądaniu telewizji. Trudno wprawdzie znaleźć coś wartego obejrzenia (chyba że ktoś gustuje w badziewiu typu Dom nad rozlewiskiem czy Na kłopoty... Bednarski, albo w kółko powtarzanych kabaretowych występach), ale czasami można trafić na coś ciekawego. Jedna ze stacji powtarza serial Szogun, po dwa odcinki dziennie. Pamiętam, jak oglądałem ten serial jakieś trzydzieści lat temu. Musiała być zima, bo pamiętam, że w kościele wystawiali jasełka. Czarno-biały telewizor, niektóre odcinki oglądane na mikroskopijnym telewizorze turystycznym (ekran jakieś 15 na 15 cm), który mój brat miał u siebie w pokoju – to wtedy, kiedy byli goście i w dużym pokoju, na dużym telewizorze, nie można było w spokoju oglądać. (Ten telewizorek bardzo się też przydawał, kiedy budowaliśmy statek kosmiczny.)


Dziwne wrażenie, oglądać ten film teraz, po tylu latach, na kolorowym, dużym ekranie – ale tak samo przyjemnie. Rozpoznaję te same japońskie słowa, których wtedy uczyliśmy się z tego filmu dla szpanu, była to jakaś namiastka znajomości egzotycznego języka. Ma ten film w sobie jakiś urok, chociaż pewnie, tak sobie teraz myślę, są w nim różne uproszczenia (aczkolwiek zgadzam się w zupełności z myślą, że jezuitom nie trzeba ufać). Może to chodzi o samurajskie zwyczaje, stroje japońskie, wnętrza i plenery... Taka np. scena, kiedy Blackthorne'owi każą oddać pistolet przed wizytą u pana Yabu, a on nie chce tego zrobić, nie ufając wysłannikom, i za radą Mariko daje go pełniącej rolę jego żony (nie pokazywano żadnych oficjalnych zaślubin) Fujiko, każąc jej strzec pistoletu za wszelką cenę. Wysłannicy natychmiast zwracają się do Fujiko, chcąc jej zabrać pistolet, a ona błyskawicznie celuje w ich przywódcę i mówi, że zabije każdego, kto spróbuje jej odebrać broń. Dramatyczna prostota.


Aha, przepraszam za nawiązanie w tytule do piosenki obleśnego Rosiewicza Andrzeja, ale tak jakoś się skojarzyło to przemijanie telewizyjne...

środa, 2 listopada 2011

Pamięć o umarłych

To, co widać na poniższych filmach, to, rzec można, japoński „dzień zaduszny”, Tōrō nagashi, czyli ostatni dzień święta Bon, w którym wspomina się zmarłych. Święto przypada latem, zatem zupełnie inaczej niż w europejskim kręgu kulturowym. Na wodę puszcza się papierowe lampiony ze świecami. Przyznać trzeba, że wygląda to niesamowicie. 

W tym zaś kraju znicze są coraz bardziej wymyślne i coraz brzydsze. Z dzieciństwa pamiętam takie najprostsze, w glinianych miseczkach, później także w szklanych, bez żadnych pokrywek, wzorków, olejowych wkładów i wymyślnych nazw (podobno są znicze o nazwie Siostra Faustyna albo Święty Michał). Coraz rzadziej można je znaleźć.


Czasami ludzie mówią o grobie 'pomnik'. Postawiła mu pomnik, mówią, z granitu. Pomnik od 'pomnieć', czyli 'pamiętać'. Po grecku grób to μνημεῖον, od czasownika μιμνήσκω, który znaczy 'pamiętać'. Miejsce pamięci o umarłym.

czwartek, 15 września 2011

Bolesna

Nie lubię dnia Matki Boskiej Bolesnej, rozbuchana i przeładowana pobożność wokół niego nagromadzona zupełnie mi nie odpowiada. Wolę myśleć po prostu według Ewangelii: Pod krzyżem stała matka... (J 19:25). Tak też Brandstaetter napisał w Jezusie z Nazaretu, i bardziej te cztery słowa przejmują niż Stabat Mater.

Dlatego zamieszczam dziś znalezione w sieci trzy obrazy Najświętszej Dziewicy, łagodne i pozbawione hałaśliwej pobożności Siedmiu Boleści itp., jak łagodna i cicha jest sama Maryja. Na jednym z nich, japońskiej wersji Matki Bożej Nieustającej Pomocy, aniołowie trzymają narzędzia Męki naszego Pana, więc niech ten obraz przypomina o bólu (wolę to słowo niż 'boleść') Maryi, który dziś wspominamy.



Ten ostatni bardzo mi się podoba, niestety, tak niewielki jest, że nie ma co myśleć o wydruku...

sobota, 10 września 2011

Jeszcze z Mertona

W „Mistykach i mistrzach zen” Merton cytuje także list Piusa XII, z 1955 roku, do biskupa Augsburga:

Kościół katolicki nie jest Kościołem kultury zachodniej. Nie utożsamia się z żadną określoną kulturą i jest gotów zawrzeć przymierze z każdą kulturą. Chętnie uznaje w każdej kulturze wszystko, co nie jest sprzeczne z dziełem Stwórcy.

Wydaje się nam zbyt często, że Kościół to tylko Europa. A przecież początki Kościoła są judeochrześcijańskie, przechowane częściowo w czcigodnych Kościołach Bliskiego Wschodu. We wczesnym średniowieczu Kościół podał rękę ludom germańskim, których kultura dla delikatnych łacińskich poetów pokroju Sydoniusza Apolinarego była barbarzyńska i wstrętna. Jeszcze Ameryka, Afryka, Azja... Kościół jest jak uparta roślina, która umie się przystosować do każdego klimatu, do każdej gleby.

Dwa obrazki, pokazujące, jak czasami szokujące może się nam wydawać przymierze Kościoła, o którym pisał Pius XII, zawarte z kulturą tak różną od naszej.

Zwiastowanie

Michał archanioł

wtorek, 6 września 2011

Moje najnowsze odkrycie

Czyli japońskie czajniczki do herbaty o nazwie Suki. Urocze! Kolorów jest więcej. Niestety, chyba niedostępne w tym kraju...