Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan XXIII. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan XXIII. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 października 2019

Lektura

Zacząłem czytać Diunę, ale strasznie nudna, więc nie wiem, czy skończę. Jakoś ostatnio trafiam na nieciekawe książki.

Ciekawym, czy gdzieś w Polsce obchodzono wczoraj wspomnienie św. Jana XXIII.

środa, 11 października 2017

Dobry papież

Czyli św. Jan XXIII: dziś, w rocznicę rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II, jest jego liturgiczne wspomnienie. Oby był patronem pojednania i jedności w Kościele.

środa, 3 maja 2017

Nikt już nie obchodzi

Od czasów Jana XXIII (a więc jeszcze przed Vaticanum II) nikt w Kościele zachodnim nie obchodzi już dzisiaj święta Znalezienia Krzyża Pańskiego. Przypomina mi się przy nim jedna z homilii Ælfrića, i w ogóle kult Krzyża, Halig Rod, jaki znam z anglo-saksońskiej Anglii. Żal mi antyfon, antyfon z 'alleluja', które to święto miało. Takie wielkanocne spojrzenie na krzyż.

Mam wrażenie, że w tym roku sezon na seledynowe, bladozielone liście trwa dłużej. Chociażby​ po lipach to widać.

Zastanawiałem się już kiedyś, odpowiedzi wciąż nie znam: czy wolno teraz robić wystawienie Najświętszego Sakramentu, np. na nabożeństwo majowe, bez okadzenia? Może wolno, w końcu byłem na Triduum paschalnym bez kadzidła. Ciekawe, czy to wyszło od polskich biskupów, czy z Watykanu.

Sent from my tablet. We are Borg. You will be assimilated.

wtorek, 11 października 2016

Nierówno i nieładnie

Trochę dziwne, że Jan XXIII ma tylko wspomnienie dowolne, a Jan Paweł II obowiązkowe.

Sent from my tablet. We are Borg. You will be assimilated.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Książki i ich używanie

To dzisiaj przyszło z pocztą, ale kiedy (albo: czy i kiedy) się zagłębię... Nie wiem. Zwłaszcza że trochę nieufnie podchodzę do wydawców.


A to z kolei Dziennik duszy św. Jana XXIII.


wtorek, 6 maja 2014

Diagnoza biskupia

Dwie wielkie bolączki zatruwają świat: laicyzm i nacjonalizm. Pierwsza dotyczy rządzących i osób świeckich. Do drugiej przyczyniają się również osoby duchowne. [...] Muszę być zatem bardzo czujny, jako biskup i jako przedstawiciel Stolicy Świętej. Jedną sprawą jest moja miłość do Italii, którą czuję gorąco w sercu, inną zaś publiczne obnoszenie się z nią. Kościół, którego jestem przedstawicielem, jest matką narodów, wszystkich narodów. (św. Jan XXIII, Dziennik duszy, podkreślenie moje)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Taktowny

Z polskiego przekładu homilii papieża Franciszka w czasie mszy kanonizacyjnej dwóch papieży: św. Jan XXIII okazał taktowne posłuszeństwo Duchowi Świętemu. Czy ktoś rozumie, co to jest taktowne posłuszeństwo? Był posłuszny, bo wypadało być posłusznym, gdyby nie był, ludzie by gadali?

Taktownie można milczeć, chrząknąć, odwrócić wzrok, ale jak być taktownie posłusznym? Chyba tylko wtedy, kiedy nie chcemy, aby ktoś wiedział, że jesteśmy mu posłuszni. Ale z Duchem Świętym to raczej nie przejdzie.

Po włosku papież powiedział: san Giovanni XXIII ha dimostrato una delicata docilità allo Spirito Santo. Nie znam włoskiego, mogę się tylko domyślać znaczenia, ale wydaje mi się, że lepsze byłoby tu uległe posłuszeństwo (chociaż to masło maślane) wobec Ducha Świętego. Obrazowo, za Bernanosem: być jak miękki zamsz w rękach Ducha Świętego. Albo być jak harfa, reagująca na najlżejszy Jego dotyk. Czułe posłuszeństwo... ale taktowne? Nie rozumiem.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Gaudet mater Ecclesia

Oglądając w telewizji mszę kanonizacyjną Jana XXIII i Jana Pawła II czuję radość i dumę z faktu, że jestem członkiem Kościoła, że jestem dzieckiem Kościoła. Tego Kościoła, do którego należą zastępy świętych w niebie, których przyzywano na początku uroczystości kanonizacyjnej: świadomość, że oni zstępują i stają obok nas, kiedy ich wzywamy, aby swoją potężną modlitwą wspierać naszą słabą modlitwę. Tego Kościoła, któremu z woli Pana nieustannie towarzyszy Duch Święty, chroniąc go przed błędem i zapewniając mu pełnię objawionej prawdy. Msza kanonizacyjna, z całym jej splendorem, daje nam przedsmak tej liturgii, o której czytać będziemy od jutra w Księdze Apokalipsy św. Jana. Święci jako doskonałe uwielbienie Boga, ci, którzy śpiewają przed tronem Boga i Baranka. My, którzy wciąż wzdychamy na tym łez padole, i dążymy, aby się z nimi połączyć w blasku Trójcy. Bóg objawia swą świętość w Kościele.

Papież Franciszek w homilii mówił o Jezusowych ranach, co bardzo mnie ucieszyło, bo mam do nich szczególne nabożeństwo. Rany Chrystusa na przebitych rękach, nogach i boku, rany z krzyża, ale zachowane po Zmartwychwstaniu, rany, które w swej liturgii Kościół nazywa fulgida i gloriosa, jaśniejącymi i chwalebnymi. Tomasz chciał ich dotknąć, ale Ewangelista nie zapisał, czy ośmielił się to zrobić, wyznał tylko, że Jezus jest Bogiem, tym samym, który objawił się Mojżeszowi w krzewie gorejącym.

Niestety, kilka gorzkich słów muszę powiedzieć (znowu!) pod adresem telewizyjnych komentatorów. Już nawet nie chodzi o nieznajomość liturgii – nieświadomość tego, że przed Ewangelią będzie sekwencja, albo stwierdzenie, że według rytu mszy po homilii nastąpi modlitwa wiernych, zupełne zapomnienie o wyznaniu wiary (komentatorami są księża, jak oni odprawiają mszę?). Ale ich ciągłe, natrętne gadanie, jakiś strach przed ciszą... Ewangelia śpiewana po grecku – komentator gada. Chwila ciszy po homilii – komentator gada. Modlitwa eucharystyczna – komentator ją recytuje, łącznie ze słowami konsekracji. Żadnego wyczucia sacrum, żadnego wyczucia modlitwy, ciszy, skupienia. Tylko ciągłe mielenie jęzorem, bo naprawdę trudno to inaczej nazwać. Pisałem już kilka razy, że lepszym rozwiązaniem byłoby podawanie na pasku, na dole ekranu, tekstów mszalnych, zamiast natrętnego, zagłuszającego wszystko komentarza ustnego. Może ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy...

niedziela, 13 kwietnia 2014

Teodulf, Jan, Caradoc

Na procesję w Niedzielę Palmową przeznaczony jest piękny hymn Gloria, laus et honor tibi sit, Rex Christe, redemptor. Polska wersja, z jaką się zetknąłem w kościołach, to Hołd Tobie, sława i cześć, o Chryste Królu i Zbawco. Autorem tego hymnu jest Teodulf z Orleanu (+821). Jego imię może się laikom kojarzyć z Bogiem – Teo- może budzić skojarzenia z greckim theos, Bóg, jak np. w imionach Teofil (ukochany [przez] Boga, Bogu-mił) czy Teodor (dar od lub dla Boga, Boży-dar). Ale imię Teodulfa nie zawiera w sobie owej greckiej cząstki. Teodulf, czy też, bliżej oryginału, Theodulf, to imię germańskie. Theod- pochodzi z germańskiego *þeudo- (þ = th), które znaczy 'lud, naród': gockie þiuda, staroangielskie þeod, staroislandzkie þjóð. Pokrewne są te słowa z walijskim tud, lud, region, i staroirlandzkim túath, lud, plemię. Jeśli się nie mylę, polskie cudzy też jest pokrewne z tym rdzeniem (cudzy, czyli obcy dla Słowian, mówiący obcym językiem, lud germański).
+  +  +

Jeśli ktoś szuka dobrej lektury na najbliższe dni, polecam U boku dobrego papieża. Są to wspomnienia osobistego sekretarza bł. Jana XXIII, kard. Lorisa Capovilli. Bardzo dobrze się czyta, aczkolwiek uprzedzam, że niektórzy mogą się zgorszyć, dowiedziawszy się, że nawet przed Vaticanum II wśród księży zdarzał się alkoholizm lub inne poważne wykroczenia, prowadzące do surowych kar kościelnych.

+  +  +

Wreszcie, 13. kwietnia wspominamy walijskiego świętego, Caradoka (+1124). Zanim został mnichem, był harfiarzem i opiekował się psami na dworze Rhysa ap Tewdwr. Ponieważ zaniedbał psy, stracił względy władcy, i wtedy porzucił dworskie życie, udał się do Llandaff i tam został mnichem. Można go, jak sądzę, uważać za patrona psów i psiarzy – na pewno już ich nie zaniedba.

środa, 25 grudnia 2013

Wprawdzie nie zapisał tego Ewangelista...

Ale przewidział prorok: In medio duorum animalium innotesceris, Domine (Ha 3:2 Vetus Latina).

takie kartki wysyłałem w tym roku z życzeniami

Domine, non sum dignus.

I wtedy rozdzwoniły się
Wszystkie dzwony,
Albowiem Marya
Porodziła Syna.

Wzięła Go ostrożnie na ręce
I złożyła
W Janowym szepcie
Jak w koralowym żłobku.  (R. Brandstaetter, Pieśń o śmierci Jana XXIII)

Zawsze bardzo mnie porusza ten opis ostatniej pasterki Jana XXIII, jaki Brandstaetter zawarł w swoim wierszu, a dokładniej opis Komunii. Domine, non sum dignus, numquam ero dignus...

wszyscy Ciebie adorują, Chryste Boże... pozwól i nam

I jeszcze wers z Ewangelii wg św. Łukasza (2:7) w dwóch najpiękniejszych znanych mi językach, greckim i gockim:

καὶ [Μαριὰμ] ἔτεκεν τὸν υἱὸν αὐτῆς τὸν πρωτότοκον· καὶ ἐσπαργάνωσεν αὐτὸν καὶ ἀνέκλινεν αὐτὸν ἐν φάτνῃ, διότι οὐκ ἦν αὐτοῖς τόπος ἐν τῷ καταλύματι.


Jah [Maria] gabar sunu seinana þana frumabaúr, jah biwand ina, jah galagida ina in uzetin, unte ni was im rumis in stada þamma.

czwartek, 24 października 2013

To jest już śmieszne

Dzisiaj Franciszek udzieli święceń biskupich. Jeden z nowych biskupów jest z Francji, drugi z Włoch. Obrzęd święceń, jak tutaj można zobaczyć, będzie po włosku.

Można zapytać, czy nie jest to akt dyskryminacji wobec francuskiego biskupa.

Jednoczący język, jakim dla Kościoła zachodniego jest łacina, byłby tu bardzo odpowiedni, szczególnie dlatego, że święceń udziela biskup Rzymu. To, że po łacinie są śpiewy mszalne, hymn do Ducha Świętego, litania do Wszystkich Świętych i Ojcze nasz, to trochę za mało.

Kolokwialnie mówiąc, bł. Jan XXIII przewraca się w grobie. Dlaczego? Dlatego.

niedziela, 31 stycznia 2010

Elegia waszego wieku

Moja przyjaciółka i dawna nauczycielka, Barbara, mówi, że po kłopotach, jakie dany uczeń ma z łaciną, można poznać, jakie też ma kłopoty z matematyką czy chemią. Coś w tym jest. Niestety, dla większości łacina jest tylko dodatkowym przedmiotem, niepotrzebnym obciążeniem, przegrywającym z informatyką, podstawami biznesu i – o ironio! – innymi językami europejskimi, jakich nauczają w szkołach.

Spełniają się zatem gorzkie słowa Jana XXIII, który w konstytucji apostolskiej Veterum sapientia pisał: Niestety, całkiem wielu jest takich, którzy, niewłaściwie pojmując rozwój nauk, mają zamiar odrzucić lub ograniczyć naukę łaciny oraz inne tego typu dziedziny... Ponieważ sama konieczność do tego nakłania, uważamy, że należy podążać w całkowicie przeciwnym kierunku.

Przeglądałem ostatnio papieski mszał z zeszłego roku. Ze smutkiem zauważyłem, że w Wielki Piątek, chociaż czytania i śpiewany między nimi psalm, jak też modlitwy, należące do celebransa, były po łacinie, intencje modlitwy powszechnej, dla których istnieje przecież piękna, starodawna melodia, odczytywane były w różnych językach współczesnych. Zdziwiłem się, że w czasie Wigilii wielkanocnej psalmy między czytaniami śpiewane były po łacinie, ale psalm 118, towarzyszący uroczystemu, najuroczystszemu w całym roku, Alleluja – po włosku. Cóż z tego, że przed nim diakon mówi do papieża po łacinie: Beatissime pater, annuntio vobis gaudium magnum, quod est Alleluia... – skoro potem nagle śpiewa się po włosku. Rozumiem, i jestem zdecydowanie za czytaniami w językach narodowych, aby Słowo Pana jak najbardziej było zrozumiałe dla słuchaczy. Ale skąd ta dziwna mieszanka językowa przy śpiewach?

Zastanawiać się można, czy zanik łaciny w liturgii to tylko skutki działań posoborowych, jak triumfalnie zwykli krzyczeć przeciwnicy Vaticanum II, czy też wynik zmian społecznych i kulturowych, które zaczęły się jeszcze przed Soborem, a w jego trakcie i po nim – aż dotąd – rozwijały i rozwijają. Łacina bowiem znika nie tylko z liturgii. Jak napisałem na początku, staje się przedmiotem dodatkowym, i chętnie pomijanym, nie tylko w szkołach, ale i na uniwersytetach, i nie ma to nic wspólnego z Kościołem i jego liturgią. Dlaczego? Nie wiem. Sam uważam moją znajomość łaciny za mizerną w porównaniu z tą, jaką poszczycić się mogli studenci filologii kilkadziesiąt lat temu, kiedy prace magisterskie i doktorskie pisano w całości po łacinie. Za moich czasów wystarczało już tylko łacińskie streszczenie... Powiedzieć coś studentom w czasie zajęć po łacinie, z nadzieją, że zrozumieją – nie ma co próbować. Nawet jeśli są to studenci teologii czy seminarzyści, którzy przecież kiedyś zdawali po łacinie egzaminy z teologii.

Jan XXIII pisał o odrzucaniu także innych dyscyplin humanistycznych, związanych w pewien sposób z łaciną. Londyński King’s College, cieszący się zasłużoną renomą w świecie naukowym, w ramach cięć finansowych, rezygnuje ze studiów nad paleografią. Wstydzić się tylko można, że szefem wydziału nauk humanistycznych jest tam Polak. To, co się będzie liczyło – to dochód, jaki przyniosą uniwersytetowi dane studia czy badania. A co komu po paleografii i książkach sprzed wieków? Co komu po starożytnych i średniowiecznych autorach? Co komu po języku, w którym nie można się dogadać na wakacjach?

Łacina to sprawa nie tylko liturgistów, to coś więcej. Czy można bez niej znać i rozumieć kulturę Europy, i tę świecką, i tę religijną? Ale – czy ktoś się dzisiaj wstydzi, że nie zna łaciny? Wątpię. Pretensje ma się raczej do tych, którzy łacinę znają, i dziwią się tym, którzy jej nie znają. Bo dziwimy się, i zrozumieć tej niewiedzy nie potrafimy. A czasami po prostu się z niej śmiejemy.

Ale nie martwcie się: niedługo wymrzemy, ostatni ludzie Zachodu, jak mawiał C.S. Lewis. A wtedy spełni się to, o czym pisał Jan XXIII: Miseri mortales similiter ac eae, quas fabricantur, machinae, algidi, duri et amoris expertes exsistent.

PS Właśnie się dowiedziałem, że w sobotę umarł w Oksfordzie jeden z naszych: prof. Bruce Mitchell (1920-2010). Z jego podręcznika uczyłem się staroangielskiego, jego wydanie ‘Beowulfa’ jest owocem prawdziwej filologii. Był także uczniem Tolkiena, wspomina go w jednym ze swoich tekstów. Requiescat in pace.