piątek, 30 kwietnia 2010

I: yyyy!

Pani Grauerowa, która uczyła nas muzyki, dając znak do rozpoczęcia śpiewu, mówiła: Trzy-cztery-yyy! Śmieszyło nas owo końcowe yyy, bo naturalne się nam wydawało w tym miejscu iii: Trzy-cztery-iii... zaczynamy!

Zauważyłem, że niektórzy księża od pewnego czasu mówią mysterium miast misterium. I bardzo mi się to podoba. Nie tylko dlatego, że takie brzmienie jest bliższe oryginału: słowo jest pochodzenia greckiego, musterion, gdzie ‘u’ brzmi mniej więcej jak niemieckie ‘ü’, bliżej naszego ‘y’ niż ‘i’. Taka wymowa pokazuje też, jak sądzę, że ci księża – a są to naprawdę mądrzy kapłani – świadomi są, iż słowo jest właściwie nieprzetłumaczalne. Spolszczone jako misterium brzmi już zwyczajnie, zdaje się wręcz wyświechtane. Można niby przełożyć je na tajemnica, ale czy to dokładnie to samo? Mówimy: tajemnica wiary, ale mówimy też: ten prezent to tajemnica, ta wiadomość to tajemnica. Słowo nie niesie w sobie tylko religijnej treści, i też brzmi zwyczajnie. A tu chodzi o coś więcej, o coś, czego jednym słowem wypowiedzieć się nie da. O podkreślenie, że mamy do czynienia z Tajemnicą inną niż wszystkie, większą od wszystkich.

To prawda, że greckie musterion mogło mieć takie same, niekoniecznie religijne, znaczenia, jak nasza tajemnica. Aby jednak zaznaczyć, że w pewnych przypadkach mówimy o tajemnicy innego rodzaju, niż np. potajemne małżeństwo czy zaproszenie na urodziny, dobrze jest użyć innego słowa, i myślę, że mysterium doskonale się tutaj sprawdza.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Co ma piernik do wiatraka?

Może ktoś mi pomóc zrozumieć ten tekst?

To fragment homilii o. dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, z mszy św. inaugurującej XIV Forum Polonijne w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, 24 IV 2010 roku. Przepisuję to bezpośrednio z wczorajszego „Naszego Dziennika”, więc o żadnych manipulacjach nie może być mowy...

Po przytoczeniu długiego cytatu z „Wesela” Wyspiańskiego, kaznodzieja mówił: Czy wszyscy będą zbawieni? Czy Polska będzie istnieć? Czy zachowa i wniesie swe własne Chrystusowe wartości w tworzący się świat, a nie bezkrytycznie i ślepo przystosuje się do zachodnich obyczajów, przejmując to, co w nich najgorsze? – tak pytał Jan Paweł II, który widząc to, co dzieje się w świecie i co grozi Polsce, mówił do Rodziny Radia Maryja tu, w Toruniu, i modlił się: „Niech Maryja Gwiazda Nowej Ewangelizacji poprowadzi wasze radio na spotkanie nowych ludzi i nowych czasów”.

Co ma wspólnego zbawienie wszystkich z istnieniem Polski? Czy raczej: co ma istnienie Polski do zbawienia wszystkich?

Być kobietą - i język się plącze

Bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem – czy: bardzo zgrzeszyłam? Panie, nie jestem godzien – czy: nie jestem godna? A przy psalmach? Będę Cię sławił, Panie, z całego serca – czy: będę sławiła? Będę sławić, może tak najlepiej?

Żyję w szczęśliwych czasach, w których nikomu nie przeszkadza(ło), że Beowulf czy Achilles to mężczyźni, Ezechiel to syn człowieczy, a samo słowo, oznaczające mężczyznę, może też oznaczać po prostu człowieka. I bynajmniej nie ucierpiały z tego powodu Arete, Morgana czy Debora. Niestety, czasy obecne tak szczęśliwe już nie są.

Przeglądam angielski przekład psalmów, tzw. ‘Grail Translation’. Przekład używany jest w liturgicznych księgach języka angielskiego. Bardzo go lubię, jest rytmiczny, a miejscami bardzo „odświeżający” Psałterz, znany w wersji łacińskiej czy polskiej. Teraz przeglądam wydanie pozaliturgiczne owego przekładu, tzw. inclusive language version. Przekład używany w liturgii powstał w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a w 1983 wprowadzono do niego niewielkie poprawki: chodziło o takie słowa, jak mężczyzna, syn człowieczy, bracia, ojcowie – które sprawiały, że kobiety, modlące się owym przekładem, czuły się w jakiś sposób wykluczone (excluded). Powstał więc przekład inclusive language, aby się kobiety wykluczone z psalmicznej wspólnoty nie czuły.

I tak np. w psalmie 80, w angielskim brewiarzu czytamy: May your hand be on the man you have chosen. W wersji ‘poprawionej’: May your hand be on the one you have chosen (Ps 80:18). Można przełknąć. W psalmie 95, w brewiarzu to ojcowie (fathers) kusili Boga na pustyni, w wersji inclusive – przodkowie (ancestors; Ps 95:9). Właściwie może być, sami ojcowie nas nie spłodzili. A taki np. psalm 24, ogłaszający wejście Pana do świątyni: unieść się mają odwieczne bramy, aby mógł wkroczyć Król chwały. Kto jest tym Królem chwały? He, the Lord of armies, he is the king of glory, czytamy w brewiarzu. Tłumacze jednak uznali, że trzeba to poprawić na: The Lord of heavenly armies. This is the king of glory (Ps 24:10). W końcu, cóż możemy powiedzieć o płci Boga... i lepiej Go nie kojarzyć z ziemskim wojskiem, nawet izraelskim, ruszającym do boju.

No tak. Jak wiadomo, Kopernik była kobietą. A Safona przebranym mężczyzną.

Ciekawe, czy i kiedy do nas dojdzie ów inclusive language w liturgii. Warto już teraz opracowywać odpowiednie strategie. Można by przed Komunią dać dwie formuły: Panie, nie jestem godzien i Panie, nie jestem godna. Tylko która byłaby wypowiadana pierwsza? Ta z żeńską końcówką? Bo kobiet jest zwykle w kościele więcej? Ja przepraszam, ale w tym momencie jako mężczyzna poczułbym się... excluded? Postponed?

Dominicanus palaeoborealis

Dzieciństwo moje związane było z franciszkanami, którzy posługiwali przy parafialnym kościele. Gdzieś w tle mignęli karmelici, jako że kilku kuzynów służy Najświętszej Maryi z Góry Karmel (jeden był w swoim czasie prowincjałem). Późno pojawili się dominikanie, jako uczniowie i – niektórzy przynajmniej – przyjaciele.

I chyba dlatego z białymi habitami mam najwięcej skojarzeń, najprzeróżniejszych i, czasami, zaskakujących.

Weźmy sobie np. taki list Ælfrica do Wulfsige’a, biskupa Sherborne (+1002). Czytamy w nim o konieczności pouczania wiernych w języku narodowym, w niedziele i dni świąteczne: należy im objaśniać odczytaną Ewangelię, wyjaśniać Pater noster i Credo.  Ælfric nawiązuje do fragmentu z proroka Izajasza (56:10), o niemych psach, które nie potrafią szczekać, i dodaje:  My winniśmy szczekać i głosić naukę nieuczonemu ludowi. Gdybym nie poznał dominikanów, pewnie nigdy nie zwróciłbym szczególnej uwagi na ten fragment, i nie uśmiechnął się nad nim.

Albo walijski poemat „Preideu Annwn”, jeden z najdziwniejszych tekstów, jakie w życiu czytałem – i najbardziej niezrozumiałych, nie tylko dla mnie.  W ostatnich z zachowanych strof jest mowa o mnichach, którzy zbijają się w gromadę jak stado psów – lub wilków. Gdybym nie uczył Domini canes, też nie zwróciłbym – z rozbawieniem –  szczególnej uwagi na te wersy.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Luz OP

W towarzyskiej rozmowie poruszony został temat służewieckich ornatów i braku alb pod niektórymi. To ma być taki dominikański luz, powiedział ktoś. No tak, pomyślałem, a ja, wieczny sztywniak...

Ale się zastanawiam intensywnie – a początek tego tekstu (tylko początek, reszty jeszcze nie przeczytałem) do tego mnie pobudza – co to jest ten luz. Do tego dominikański. Czym się wyraża, poza brakiem alby i przykrótkim habitem.

sobota, 24 kwietnia 2010

Zoologia pastoralis

Etymologicznie, nowotestamentalna owca idzie przed pasterzem: probaton, od probaino, iść przed, iść naprzód. W tekście jednak (J 10:4), idzie za nim – akoloutheo, towarzyszyć, iść z kimś, za kimś.

Może greckie owce zachowywały się inaczej niż bliskowschodnie? A może pasterze używali innych technik pasterskich?

Skorupy i strupy

Hiobowi byłoby trudno w tych czasach. Zabroniliby mu drapać się skorupą.

Kazaliby smarować się tlenkiem cynku z benzokainą i mentolem, i nie wychodzić z domu.

Pewnie nie mielibyśmy wtedy Księgi Hioba.