sobota, 12 czerwca 2010

Ile godzin jest w wieczności?

Czasami w kościołach śpiewa się ku czci Najświętszego Sakramentu: Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności, tylekroć bądź pochwalon, Jezu, ma miłości.

Czy wieczność ma godziny? Jeśli tak, to nie jest wiecznością, tylko czasem. Czym różniłaby się zatem od świata, w którym żyjemy? Można by ją sobie wyobrazić, straciłaby całą tajemniczość.

Plutarch w swoich Moraliach pisał o Bogu: Jedyny, który jest, sam wypełnia wieczność jednym teraz.

Plutarch był kapłanem Apollona, ale nie o Apollonie tu pisał. Nie pisał wprawdzie i o Bogu Jedynym, Bogu Objawienia; szedł raczej za naukami Platona i jego następców. Niemniej jednak napisał coś niesłychanie ważnego, przeczuł coś, czego nie zdołał przeniknąć autor nabożnej pieśni, cytowanej przeze mnie na początku.

Teraz – greckie nun, polskie ninie.

piątek, 11 czerwca 2010

Amor artifex, sive de divini officii congruentiis

Centesimo quadragesimo quinto psalmo, iuxta Vulgatam versionem, pulcherrime aptatur hymnus vespertinus hodiernae sollemnitatis Cordis Iesu Sacratissimi.

Divino enim Spiritu ductus Propheta canit: [Dominus] qui fecit caelum et terram, mare et omnia quae in eis sunt (145:6). Haec psalmistae verba, quae ad primas Vesperas nosque canimus, incerti auctoris hymno, quo incipitur officium, congruunt: divinus enim amor ita collaudatur: Ille amor, almus artifex / terrae marisque et siderum.

Lectio de beati Pauli epistula ad Ephesios precibus vespertinis aptari potest et in eis resonat: nam docet gentium Apostolus Ecclesiam Christi esse sponsam, a Domino dilectam et in lavacro baptismatis consecratam, ut sancta sit et immaculata (Eph 5:25b.27). Ideo rogamus Dominum, preces offerentes: Iesu, cuius cor lancea est perforatum, sanguinem et aquam effundens, ut sponsa tibi nasceretur Ecclesia, eam sanctam fac et immaculatam.

środa, 9 czerwca 2010

Taka sobie parafraza w żarze z nieba dokonana

Jak okrutnie i zuchwale
Naszych grzechów mnogość rani
Boże Serce miłosierne,
Które źródłem jest zbawienia.

Nasze zbrodnie naostrzyły
Ostrze włóczni, co przebiła
Święty Zbawcy bok na krzyżu,
Nasze ją powiodły winy.


Z przebitego Serca Kościół
Chrystusowy się narodził;
Do Przybytku tam jest wejście,
Dla zbawienia nam otwarte.

Z Niego wieczna płynie łaska,
Strumień siedmiorakich darów,
Tam skalane grzechem szaty
W Krwi Baranka wybielimy.


Jezu, niech Ci będzie chwała
Za Twe Serce, źródło łaski;
Ojca z Duchem niech wysławia
Cały odkupiony wszechświat.

*   *   *

Moi nowicjusze są już zmęczeni. Czekają ich egzaminy przed dopuszczeniem do ślubów, a tu jeszcze łacińskie ćwiczenia*). Ja też jestem zmęczony – upałem. Ciężko uczyć i się uczyć. Ale jakoś nam idzie. Ze wszystkich zajęć, jakie w tym roku prowadzę, te są najprzyjemniejsze. I nie z powodu ciastek i herbaty.
___________________________
*) Np. takie: Znajdź błędy w poniższych zdaniach:
Omnia generationes ancillam Domini laudabunt.
Multos libros a Petro lecti sunt.
Matrum cum pueris in luco ambulare vides.
In Spiritui Sancto baptizati sunt fratres nostri.
Civi de victoria regis gaudent.
A carnifice martyres occīdunt.

sobota, 5 czerwca 2010

Samozwańczy Jeremiasze

Skarży się prorok, że ilekroć zabiera głos, musi zawodzić i obwieszczać gwałt i ruinę (Jr 20:8). Coraz częściej odnoszę wrażenie, że wielu spośród tych, którzy zabierają głos w dyskusjach o liturgii – o liturgii obecnych czasów – uzurpuje sobie rolę Jeremiasza.

Gwałt i ruina, oto jak wygląda liturgia od kilkudziestu lat. Wszystko zniszczone, jest rozpaczliwie źle, nic dobrego dostrzec nie można. Widać Pan odwrócił się od swojego Kościoła, skoro na to pozwala, i brzydzi się swoim posoborowym ludem (cf. Jr 14:19). Nic innego nam nie pozostaje, jak tylko rozpaczać, zawodzić, użalać się, opowiadać bez końca o zniszczeniach – i wspominać stare dobre czasy, kiedy wszystko było idealne. (Tak, tak, wiem, zaraz mi ktoś napisze, że wcale tak idealnie nie było – ale czytając wypowiedzi liturgicznych tradycjonalistów można odnieść wrażenie, że jednak było. Wprost może tego nie napiszą, ale wyziera to przekonanie z każdej linijki ich tekstów.)

Jeremiasza powołał Pan Zastępów. Być może krytycy liturgiczni także rozmawiali z Panem pod „drzewem czuwającym” – nie wiem. Może swoje mistyczne przeżycia i Boże powołanie pokornie skrywają. Ale Jeremiasz nie był prorokiem tylko zagłady i zniszczenia: w jego Księdze pojawiają się radosne obietnice odkupienia, wiara w Bożą miłość, która dokonuje cudów, pewność nowego przymierza, którego nic i nikt nie złamie. Egzegeci nazywają nawet 30. i 31. rozdział jego Księgi „księgą pocieszenia”.

Nikt nie twierdzi, że reforma była doskonała. Z czasem widać, jak wiele popełniono przy niej błędów. Ale czy ktokolwiek z krytykantów ma prawo – i (wszech)wiedzę – aby stwierdzić, że przyniosła ona tylko zło? Nie tylko tradycjonaliści dostrzegają złe strony liturgicznej reformy. Niestety, tylko tradycjonaliści nie chcą – nie potrafią? – dostrzec jej dobrych stron. Dla nich wszystko, co zdarzyło się po Vaticanum II, jest złe.

Czy samo wytykanie zła wystarczy? Samo mówienie o nim, załamywanie rąk i rozdzieranie szat? Czy to coś zmieni? Czy tak robił Jeremiasz? Dlaczego tak trudno dostrzec ciągłe działanie Boże, dobro, które się dokonuje pod Jego tchnieniem? Dlaczego tak trudno zakasać rękawy i, zamiast siedzieć i się użalać (po części nad sobą...), żyć życiem Kościoła, wyjmować z jego skarbca rzeczy tak stare, jak i nowe?

Napisałem, że nieznane mi są duchowe przeżycia i doświadczenia tradycjonalistów. Nie chcę ich osądzać, bo nie jestem bez grzechu. Czasami mam jednak wrażenie, że ich osądzanie i krytykowanie staje się faryzejskim odcedzaniem komara, a połykaniem wielbłąda (cf. Mt 23:24). Da Bóg, abym się mylił.

Panie, Ty działasz zawsze i wszędzie, a dla Twojego Ducha nie ma żadnych granic. Spraw, aby nasi bracia i siostry potrafili dostrzec Twoją wszechmocną obecność w Kościele. Otwórz ich oczy na Twoje światło. Skrusz odrzwia ich zamkniętych serc, jak skruszyłeś bramy krainy śmierci. Tchnij w nich Twojego Ducha, aby żyli. Usuń z ich serc gorycz i kwas złości, aby mogli się cieszyć Tobą, który jesteś naszą Paschą. Amen.

Zielone kalendarze

Dwie humorystyczne historyjki – aczkolwiek poczucie humoru względna rzecz, a mnie w tej chwili na więcej (humoru) nie stać.

(i) Rozmowa zasłyszana przez znajomego jakieś dwa tygodnie temu: młody człowiek mówi do drugiego: A kto to w ogóle jest ten Zielony Świątek, że mi przez niego zamykają siłownię i sklepy?

(ii) Ktoś z rodziny mojego ojca tłumaczył swojej kuzynce: W tym roku Zielone Świątki były w niedzielę, więc Boże Ciało wypadło w czwartek. Dodam, że ów pan bardzo czynnie działa w swojej parafii, służy co niedziela do mszy, ogląda regularnie telewizję TRWAM i czyta katolicką prasę.

piątek, 4 czerwca 2010

Quia parata sunt omnia

Od niepamiętnych czasów Boże Ciało kojarzy mi się z wersetem Quia parata sunt omnia, śpiewanym przez chór archikatedralny przy jednym z procesyjnych ołtarzy. To wers z responsorium Homo quidam fecit cenam magnam: Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę, i wysyła sługę, aby powiedział zaproszonym: Wszystko już przygotowane. Parata sunt omnia.

Myślę dzisiaj o dwóch eucharystycznych pieśniach, które teraz, niestety, rzadko słyszę w kościołach: U drzwi Twoich i Twoja cześć, chwała. Zawsze były śpiewane na procesji Bożego Ciała. Pamiętam mojego śp. proboszcza, o. Czesława, jak zwracał się do ludu z monstrancją i intonował na początek procesji właśnie Twoja cześć, chwała. To naprawdę piękna pieśń, tak rzadko teraz śpiewana. Może po prostu stała się niemodna, za stara? Teraz są inne komunijne „szlagiery”, do znudzenia śpiewane, jak chociażby Panie dobry jak chleb czy Dzięki Ci, Panie.

Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie, na wieczne czasy niech nie ustanie!
Tobie dziś dajem z rzeszą tych ludzi pokłon i pienie, my, Twoi słudzy.
Dziękując wielce Twej wielmożności za ten dar zacny Twej wszechmocności,
Żeś się darował nam, nic niegodnym, w tym Sakramencie nam tu przytomnym.
Raczyłeś zostać w takiej postaci nie szczędząc siebie dla nas, Twych braci.

A ten fragment lubię szczególnie: Dałeś swe ciało, by krzyżowano, i krew najświętszą, by ją przelano.

I zakończenie: Tobie my, Boże, teraz śpiewamy, przed Twą światłością kornie padamy. Użycz nam łaski, wszechmocny Boże, bez Twej pomocy człek nic nie może.

[Bóg], szczęśliwy i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, On jeden posiada nieśmiertelność, mieszka w światłości niedostępnej, a żaden człowiek Go nie widział ani nie może zobaczyć. Jemu cześć i władza wiekuista. Amen. (1 Tm 6:15-16)

czwartek, 3 czerwca 2010

Wieczne wzgórza

Kiedy Jakub błogosławił swoich synów, szczególnego błogosławieństwa wzywał nad ukochanym – utraconym i cudownie odzyskanym – Józefem.

Ta prastara pieśń, zapisana w 49. rozdziale Księgi Rodzaju, musiała sprawiać wiele trudności dawnym tłumaczom. Grecki przekład Septuaginty i łaciński, Hieronimowy, bardzo różnią się od siebie. W Wulgacie Jakub wzmacnia swoje błogosławieństwo błogosławieństwem swoich przodków: benedictiones patris tui confortatae sunt benedictionibus patrum eius, błogosławieństwa ojca twego zostały wzmocnione błogosławieństwami jego ojców, i dodaje tajemniczo: donec veniret desiderium collium aeternorum, fiant in capite Ioseph, dopóki nie przyjdzie upragnienie odwiecznych wzgórz, niech będą [błogosławieństwa] dla Józefa (Rdz 49:26 Vlg).

Desiderium collium aeternorum – pragnienie, tęsknota, pożądanie odwiecznych wzgórz. Tak w litanii nazwane jest Serce Jezusowe. Pragnienie, które sięga w otchłanie czasu i przestrzeni tego świata.