poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Podarunek Stwórcy

Na pożegnanie – każdy musi przecież czasami odpocząć i mieć wakacje – zostawię coś do poczytania...

Nie będzie to jednak mój tekst, ale słowa Ojca św. Benedykta XVI – o podarunku Bożym, jakim jest całe stworzenie, i o trosce o nie; o nas jako o stróżach stworzenia; i o ochronie środowiska i ekologicznej trosce o klimat na Ziemi.

Tutaj można znaleźć tekst przemówienia papieskiego z audiencji generalnej 26 VIII.

piątek, 28 sierpnia 2009

Jan, Poprzednik Twój i Chrzciciel

Jutro, 29. sierpnia, wspominać będziemy świętego Jana Chrzciciela. Ze względu na wielką cześć, jaką mam dla tego świętego, chciałem o wspomnieniu jego męczeństwa napisać, ale nie dam rady... Na szczęście mogę zamieścić tu tekst, który kiedyś napisałem na 29 sierpnia. Być może, drogi czytelniku, znajdziesz ten tekst w innych miejscach internetowej sieci - niedawno odkryłem, że moje teksty, pisane np. dla Ośrodka Liturgicznego, pojawiają się i na innych stronach bez mojej wiedzy, ale taki chyba urok internetu.

Jan Chrzciciel, największy spośród narodzonych z niewiasty (por. Mt 11:11), w Kościele zachodnim przyćmiony został przez św. Józefa. W Kościele wschodnim wciąż odbiera szczególną cześć, której ślady dostrzec można, jeśli spojrzeć z uwagą na wciąż używane teksty, i w liturgii zachodniej. W Kanonie rzymskim, w modlitwie Communicantes („Zjednoczeni z całym Kościołem”) wymienia się najpierw chwalebną Bogurodzicę Dziewicę, a po niej świętych Apostołów;  następnie zaś, już po Przeistoczeniu, w modlitwie Nobis quoque („Również nam”) pojawia się Poprzednik Pański, Jan. W pewien sposób tekst ten jest odbiciem ikony Deesis, gdzie po prawej i lewej stronie Chrystusa Pantokratora stoją właśnie Maryja Dziewica i Jan Chrzciciel.


W Liturgii Godzin wspominamy Jana codziennie w pieśni Zachariasza; w hymnie z jutrzni uroczystości Wszystkich Świętych jego wstawiennictwo jest przyzywane zaraz po aniołach, a przed Apostołami. Postać Jana szczególnie często przywoływana jest w Adwencie. Wreszcie obchodzimy dwa osobne święta – dzień jego narodzenia i jego śmierci. Narodzenie świętego Jana jest jedną z sześciu uroczystości, które zachowały po Soborze Watykańskim II wigilię, dzień przygotowania do święta, co też podkreśla wielką cześć, jaką Kościół żywił dla Chrzciciela. Dzień jego męczeńskiej śmierci już nie jest tak uroczysty, chociaż niesie ze sobą głębokie treści.

W swojej homilii Beda Czcigodny podkreśla, że Jan cierpiał za prawdę, a więc za Chrystusa, który przecież o sobie powiedział, że jest Prawdą. Ta sama myśl powraca w modlitwie tego dnia: Jan jest nazwany męczennikiem prawdy i sprawiedliwości, za nie oddał życie. Hymn nieszporów, również autorstwa Bedy, ukazuje Jana jako Poprzednika Pana pod każdym względem: Uprzedził swym narodzeniem zrodzenie Pana doczesne, swym chrztem zapowiedział chrzest udzielany w imię Chrystusa, wreszcie przez swą śmierć męczeńską zapowiedział śmierć Pańską. Liturgia bizantyńska idzie jeszcze dalej: kontakion na ten dzień głosi: Chwalebne ścięcie Poprzednika było Bożym zamysłem, aby przebywającym w Otchłani zwiastował przyjście Zbawiciela. A troparion zwraca się do świętego Proroka: Cierpiałeś za prawdę z radością, i będąc w Otchłani zwiastowałeś wcielonego Boga, który gładzi grzech świata i okazuje nam wielkie miłosierdzie. W ten sposób podkreślone jest wyjątkowe posłannictwo Jana, jedynego, który szedł bezpośrednio przed Panem.

W mszale biskupa Leofrica, pochodzącym z 10. wieku, znaleźć możemy błogosławieństwo na dzień męczeństwa Jana Chrzciciela:

Bóg, który daje wam obchodzić uroczystość świętego Jana Chrzciciela, niech wam pozwoli świętować ją pobożnie, i udzieli darów swego błogosławieństwa. Amen.
Jan, który za głoszenie Prawa Bożego został zamknięty w ciemnościach więzienia, niech przez swoje wstawiennictwo uwolni was od skłonności do uczynków ciemności. Amen.
Jan nie wahał się oddać głowy za prawdę, którą jest Bóg; przez swe wstawiennictwo niech was doprowadzi do Chrystusa, który jest naszą Głową. Amen.

PS Beda napisał też hymn na Narodzenie św. Jana, chociaż nie ma go w brewiarzu; jest też autorem hymnu na Narodzenie Bożej Rodzicielki, na dzień świętych Apostołów Piotra i Pawła, i aż dwóch hymnów ku czci św. Andrzeja Apostoła. Myślę, że te hymny w jakiś sposób odzwierciedlają jego nabożeństwo do świętych.

środa, 26 sierpnia 2009

Zgorszenia pełni

W dniu, w którym cześć oddajemy jasnogórskiej ikonie świętej Dziewicy Maryi, czytamy Ewangelię, w której Chrystus Pan mówi do swojej Matki: Daj Mi spokój, kobieto! Czego Ty ode Mnie chcesz? (J 2:4). Można to też przetłumaczyć jeszcze dosadniej: Odczep się ode Mnie, kobieto!

Pobożni tłumacze uznali jednak, że takich gorszących słów nasz Pan powiedzieć nie mógł, i uznali, że trzeba je złagodzić – tak więc mamy: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Ciekawe jednak, że w innych miejscach Ewangelii, gdzie tak samo zwracają się do Jezusa złe duchy, nie mamy już tak kulturalnego zwrotu (vide Mk 1:24; Mt 8:29; Łk 8:28).

Sierpień w Kościele polskim jest miesiącem trzeźwości (z tego względu jedna z moich ciotek nawet na kupno butelki wina na prezent nigdy się w sierpniu nie odważyła). Prawdopodobnie dlatego czytamy w Ewangelii 26 VIII: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze (J 2:10). A tak naprawdę weselny wodzirej mówi do pana młodego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się upiją, wówczas gorsze. Można się zastanawiać, jakie tłumaczenie postawili przed nami tłumacze. Gorsze, żeby nie zgorszyć? Lepsze, żeby przedobrzyć?

wtorek, 25 sierpnia 2009

In illo tempore, czyli: drzewiej to bywało super i w ogóle the best

Jedynym lekiem na słabnącą wiarę jest komunia. Choć niezmiennie jest samym sobą, doskonałym, pełnym i nietkniętym, Przenajświętszy Sakrament nie działa całkowicie i raz na zawsze dla nikogo z nas. Podobnie jak akt Wiary, musi być ciągły i wzrastać przez praktykowanie.

Częstość przynosi najlepsze efekty. Siedem razy w tygodniu jest bardziej pokrzepiające niż siedem razy z przerwami. Mogę także polecić Ci jako ćwiczenie (do którego, niestety, bardzo łatwo jest znaleźć sposobność): przyjmuj komunię w okolicznościach obrażających twój smak. Wybierz sapiącego lub bełkoczącego księdza albo dumnego i pospolitego zakonnika. A także kościół pełen zwykłego mieszczańskiego tłumu, źle wychowanych dzieci – od tych, które wrzeszczą, po te wytwory katolickich szkół, które siadają i ziewają, gdy tylko zostanie otwarte tabernakulum – brudnych młodzieńców bez krawatów, kobiet w spodniach i często z włosami w nieładzie i niczym nie przykrytymi. Przystąp do komunii razem z nimi (i módl się za nich). Będzie tak samo (a nawet lepiej), jak na mszy pięknie odprawionej przez wyraźnie świętego człowieka i wysłuchanej przez kilka pobożnych i schludnych osób. (Nic nie może być gorszego od bałaganu, jaki został po nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi – po którym nasz Pan zapowiedział nakarmienie mające dopiero nadejść).*)

Tak w 1963 roku pisał do swojego syna głęboko wierzący i znający doskonale liturgię profesor Oksfordu. Chodzi, oczywiście, o J.R.R. Tolkiena. To czasy jeszcze „mszy trydenckiej”, którą Tolkien doskonale znał – często do niej służył, nie tylko jako dziecko. Jak widać, nawet wtedy można było ostro skrytykować liturgiczną celebrację: sam ryt nie wystarcza, aby liturgia była piękna, święta i godna. Ryt nie sprawi, że kapłan będzie godniej celebrował Eucharystię, a wierni – i, zwróćmy uwagę, mowa jest o „wytworach katolickich szkół”, a więc ludziach jakoś uświadomionych w kwestiach wiary i liturgii – godniej w niej uczestniczyli. Ryt nie sprawi, że jest piękniej i wznioślej, jeśli zawiodą celebrans i wierni. Nihil novi sub sole. Parafrazując Homera: hemon en gounasi keitai, to od nas (i mam tu na myśli nie tylko świeckich, ale i kapłanów) zależy – dosłownie: na naszych kolanach leży – piękno i godność liturgii świętej. W najczcigodniejszym rycie można ją sprawować byle jak i niedbale.


__________________________________________
*) J.R.R. Tolkien „Listy”, tłum. A. Sylwanowicz; Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2000, s. 505 - 506.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Harry Potter, Sasowie i liturgia

Wielu opuściło swe zwykłe orbity i gwiazdozbiory, i pognało co pociąg/autobus/samochód wskoczy do Jarosławia, aby się uduchowić kulturalnie i ukulturalnić duchowo. A ty, Lómendilu, trwaj na blogowym posterunku, bo: (i) stabilitas loci; (ii) gardło, nos i gorączka. No i jeszcze (iii) – książki – można sobie w spokoju i bez pośpiechu czytać Richarda Dance’a o słowach w średnioangielskim, albo o słowach i frazach we „Władcy Pierścieni”  (Parma Eldalamberon XVII), albo o kolektach do psalmów. Można się też zabrać za napisanie tekstu, który napisany miał być kilka miesięcy temu. O zaklęciach mszalnych.

A właściwie o jednym tylko. Co do formy – na 100% zaklęcie. Tacy np. Sasowie, siłą nawracani przez Karola Wielkiego, uznaliby za zaklęcie tę modlitwę mszalną, o której chcę napisać. Oczywiście, światli współcześni teologowie ze wzgardą, pogardą i politowaniem prychną nad jakimiś barbarzyńskimi Sasami, którzy – jak o tym świadczy poemat Heliand, opowiadający po saksońsku świętą Ewangelię – w działaniu wszechmogącego Boga dostrzegali magię. W Kanie Galilejskiej Jezus zamienia wodę w cydr znakiem krzyża, polecenia wydając sługom ściszonym głosem. Jakież potężne musiały być Jego słowa, myśleli ci, którzy poematu słuchali, skoro miały moc zamienić wodę w wino z jabłek! Na początku Helianda, jego autor przedstawia Ewangelię jako giruni, tajemne słowa, runy, które są nie tylko nauką, ale mają też moc przemiany rzeczywistości. Dla ludzi Północy – to była potężna magia, wszak najwyższy z bogów, których czcili, był ojcem magii, mistrzem pieśni i zaklęć, a dogłębną ich wiedzę zyskał wisząc dziewięć dni i dziewięć nocy na drzewie, sam sobie złożony w ofierze.

Prychających teologów zostawmy, niech się krztuszą, dla nas ważne jest zrozumienie mocy Słowa, Słowa Potęgi, które swą mocą utrzymuje wszystko, co istnieje (Hbr 1:3), zrozumienie, jakie mieli mieszkańcy północnej Europy w tamtych czasach. Potrafili w jakiś sposób uchwycić tajemnicę, nad którą teologowie się głowią. (Może dlatego ci ostatni tak niechętnie patrzą na biednych Sasów, bo im zazdroszczą tego zrozumienia?) Wróćmy zatem do mszalnego zaklęcia. Większość z czytelników pewnie nigdy go nie słyszała, gdyż wypowiada je kapłan tak, jak nasz Pan w Heliandzie – po cichu. I musi być wypowiedziane po łacinie, aby brzmiało jak zaklęcie: Per evangelica dicta deleantur nostra delicta. Tak mówi kapłan, całując Ewangeliarz po odczytaniu świętej Ewangelii. (W polskim mszale: Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy.) Po łacinie, jak można zauważyć, formuła się rymuje, i dla przyjmujących wiarę chrześcijańską mieszkańców Saksonii brzmieć musiała jak zaklęcie. Słowa Ewangelii – owe giruni, jak na początku poematu nazywa Ewangelię autor Helianda – gładzą grzechy; jak wielką mają moc, jaka w nich potęga! Może warto o tym pomyśleć, kiedy kapłan ze czcią całuje księgę Ewangelii, w obłokach kadzidła i blasku świec. (Ze czcią. Czasami mam wrażenie, że z obrzydzeniem, albo przynajmniej z całkowitym niezrozumieniem, byle szybciej, bo to takie dziwne, całować książkę...) Słowo Boże jest Wszechmogące (Mdr 18:15). Trzeba tylko uwierzyć...

PS A przy okazji mocy Ewangelii: w jednej z angielskich kronik (nigdy nie pamiętam, w której) jest wzmianka o mnichu, którego gnębiły demony. Ulgę mu przynosiło położenie na piersi Ewangelii według św. Jana. Kiedyś przez pomyłkę położono mu inną księgę... ale to już inne historia.
PPS Ech, Harry Potter tylko w tytule, przepraszam zawiedzionych; nie mogłem się oprzeć.

sobota, 22 sierpnia 2009

Nowe szaty chłopaków

Induit me Deus vestimentis salutis, mówi dziś w jutrzni, słowami proroka (Iz 61:10), Najświętsza Dziewica, Bóg odział mnie szatami zbawienia. Dziś także, po mszy południowej, nowicjusze na Służewie obloką się w habity, w nowe szaty.

Smutno mi, że nie mogę tam być, zbuntowane gardło i nos uniemożliwiają mi podróż do służewieckiego klasztoru. Ale wierzę, że Matka Króla, która jest i naszą Matką, zaniesie swemu Synowi także moje, odległe przestrzennie, ale bliskie duchowo, modlitwy za tych czternastu, za całą tę załogę, która w białych habitach wyrusza w drogę swego powołania. A na tej drodze spotka m. in. i mnie ;-)

Ech, ostatnie obłóczyny, jakie widziałem, były u franciszkanów, w 1985 chyba; wtedy naiwnie myślałem, że i ja kiedyś będę OFM, ale Ktoś inny pomyślał inaczej.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Po raz kolejny

Po raz kolejny, acz zupełnie przypadkowo, oglądałem zdjęcia z tegorocznych święceń kapłańskich moich uczniów. I po raz kolejny się zdziwiłem nad zmianą, jaka w nich zaszła, a dokonała się przecież poprzez proste znaki: wezwanie wszystkich Świętych, włożenie rąk, namaszczenie, dotknięcie pateny i kielicha. I przypomniała mi się pieśń, przypisywana Rabanowi Maurowi, o poświęceniu Krzyżma, śpiewana w Wielki Czwartek.

Stans ad aram imo supplex infulatus pontifex – biskup w infule pokornie się modli, stojąc przy ołtarzu...
Consecrare tu dignare, Rex perennis patriae [...] ut novetur sexus omnis unctione Chrismatis, ut sanetur sauciata dignitatis gloria – Królu ojczyzny wiecznej, racz poświęcić [...] aby każdy człowiek się odnowił przez namaszczenie Krzyżmem, aby uzdrowienia doznała chwalebna godność, [przez grzech] zraniona...
Lota mente sacro fonte aufugantur crimina, uncta fronte sacrosancta influunt charismata –  po obmyciu duszy  w świętym źródle do ucieczki zmuszone są grzechy, po namaszczeniu czoła najświętsze dary łaski są wlewane [w duszę]
Corde natus ex Parentis, alvum implens Virginis, praesta lumen, claude mortem Chrismatis consortibus – Ty, coś zrodzony z Ojcowskiego łona, łono dziewicze wypełniłeś, udziel światła, od śmierci wybaw tych, którzy uczestniczą w darze Krzyżma...