Pierwszy raz od dawna trafiłem na mszę, której nie odprawiał Śmierdziel. (Siedział w konfesjonale, nikt do niego nie przyszedł, a siedział nadprogramowo, bo w innym konfesjonale już ktoś spowiadał. Może ludzie wreszcie zrozumieli, że spowiedź u Śmierdziela może być nieważna.) Mszę odprawiał nowy gwardian, i niestety, od razu jedna rzecz mi się nie spodobała. Kiedy śpiewaliśmy
Chwała na wysokości, on wyjął lekcjonarz, otworzył go, popatrzył do środka, położył otwarty z boku ambony. Wyjął jakąś kartkę, być może z kazaniem, przejrzał, położył z drugiej strony. Kończąc kolektę chował kartkę z jej tekstem i kładł na pulpicie lekcjonarz, już wcześniej otwarty. Czy naprawdę trzeba tak robić? Nie można doprowadzić do końca jednej czynności i wtedy dopiero zacząć drugą? Po co się tak spieszyć?
Czyli kolejny ksiądz w parafii, za którego trzeba się modlić o godne odprawianie mszy.
Bogu Najwyższemu dzięki za mszę bez Śmierdziela, za to, że nie zesmrodził się w konfesjonale, i za doskonały dobór pieśni przez organistę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz