niedziela, 20 grudnia 2009

Lumen gentium i Ewangelia, czyli różne drżące skojarzenia

Czasami Duch Święty, który przeniknął swą mocą Najświętszą Maryję, przenika i nas w czasie liturgii, w szczególny, odczuwalny sposób. Niewątpliwie przenika nas On zawsze w czasie Mszy świętej, jak o to prosi Kościół w eucharystycznych modlitwach. Czasami jednak Jego światło jest bardziej odczuwalne, bardziej widoczne dla słabych grzeszników, takich, jak chociażby piszący te słowa, i pozwala dostrzec Boże skarby, ukryte w Piśmie i w liturgii.

W dzisiejszej lekcji z Listu do Hebrajczyków (językowo najtrudniejszy chyba tekst Nowego Testamentu) czytamy: hegiasmenoi esmen dia tes prosphoras tou somatos Iesou Khristou, uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa. Hegiasmenoi esmen, greckie perfectum, znaczy dokładnie, że zostaliśmy uświęceni i skutek tego uświęcenia wciąż trwa. Pomyślałem przy tych słowach o jednym z bliższych mi fragmentów soborowej Konstytucji o Kościele: wszelkie działania wiernych świeckich, ich praca i wypoczynek, także utrapienia życia, znoszone w Duchu, stają się duchowymi ofiarami (hostiae spirituales), które „in Eucharistiae celebratione, cum dominici Corporis oblatione, Patri piissime offeruntur” – w celebracji Eucharystii składane są z największą czcią Ojcu, wraz z ofiarą Ciała Pańskiego (Lumen gentium 34). Uświęca nas w Eucharystii ofiara Ciała Jezusa Chrystusa, sprawia, że i my stajemy się świętymi ofiarami dla Ojca. Uświęca nas ciało Wcielonego Boga.

Przed Ewangelią, w śpiewie Alleluja, brzmią zaś słowa, które zawsze przejmują mnie dreszczem: Oto służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa. Kiedy je wypowiadała Najświętsza Maryja, musiał cały świat zadrżeć, od szczytu niebios po głębie otchłani – prostota tych słów kryje przecież w sobie tajemnicę Wcielenia, wejścia Boga w świat w tak niezwykły sposób. Są takie proste, a przecież są jak błyskawica. Czuć w tych słowach całkowitą zgodę Maryi, zgodę całego Jej ciała i całej duszy, gotowych na przeniknięcie przez Ducha Stworzyciela. Czy ktoś z nas potrafi tak całkowicie, całą swoją istotą, poddać się Bogu? Przerażające świętym przerażeniem – Dziewica cała wypełniona Bogiem.

Zastanawiam się jeszcze, na ile zrozumiałe dla ludzi w kościele są słowa proroka Micheasza – wyda ich Pan aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić – i słowa Psalmisty – nawiedź tę winorośl. Może gdzieś w homilii jakiś kapłan je wyjaśniał? Są przecież niezwykle ważne, a chyba nie do końca dla wszystkich słuchaczy zrozumiałe.

sobota, 19 grudnia 2009

Od anioła do anioła

Ewangelia o nawiedzeniu, w której święta Maryja jawi się jako przyczyna naszej radości, przypomina mi zawsze o dwóch klasztorach: najpierw o siostrach wizytkach, gdzie przez wiele lat ks. Twardowski mieszkał – w głównym ołtarzu kościoła jest obraz ze sceną Nawiedzenia; następnie o Laskach i siostrach franciszkankach: tam z kolei, zaraz przy wejściu na teren Zakładu, na jednym z domów jest fresk z Matką Bożą i św. Elżbietą oraz słowa: Błogosławiona, któraś uwierzyła Wielbi dusza moja Pana.

To skojarzenie z dwoma klasztorami jest tu jak najbardziej na miejscu, bo obecność sióstr w naszym świecie jest takim właśnie nawiedzeniem, przyniesieniem daru Ducha Świętego i radości spotkania ze Zbawicielem.

Beda pisze w swoim komentarzu, że od kobiety wziął się grzech, ale i przez kobiety życie jest przywrócone, jak to zgodnie głoszą Maryja i Elżbieta.

A modlitwa mszalna tej niedzieli, tak dobrze nam znana z Anioł Pański być może ułożona przez Jana Archikantora, który uczył liturgii rzymskiej na Wyspach Brytyjskich pokazuje, że jest coś dalej niż Boże Narodzenie: męka i krzyż, które prowadzą do zmartwychwstania. W średniowieczu wierzono, że dzień zwiastowania anielskiego i Wielki Piątek były tego samego dnia, tworząc doskonałą harmonię początku i końca ziemskiego życia naszego Pana.

PS W tytule chodzi, oczywiście, o anioła przy Zwiastowaniu, i anioła przy pustym grobie.

Najczcigodniejszy arcypasterzu...

Słyszałem ostatnio piosenkę o jednym z biskupów polskich. Może niekoniecznie na poziomie Waltera z Châtillion, ale całkiem zgrabną.

Bohater piosenki zapadł mi w pamięć dawno temu, kiedy to powiedział w jakimś wywiadzie: Kazania powinny być krótkie, a kiełbasy długie!

Mogę tylko: (a) dziękować Bogu, że to nie mojej diecezji pasterz; (b) błagać Boga, aby dał nam pasterzy mądrych, według swego serca, a chronił nas od idiotów. Po chwili zastanowienia dodam i (c): modlić się za diecezjan takiego biskupa.

piątek, 18 grudnia 2009

Co świętujemy?

Jak mówi dzisiejsza prefacja w mszale Leofrica: Unigeniti tui celebramus adventum, [ut] continuum eius sentiamus auxilium.

Świętujemy przyjście Twego Jednorodzonego Syna, abyśmy doświadczali Jego nieustannego wsparcia.

Bardzo mi się podoba to określenie: celebramus adventum. Nie w sensie okresu liturgicznego, ale przyjścia Pana, który JEST, który był, i który przyjdzie.

środa, 16 grudnia 2009

Hellenistyczne rozkosze liturgiczne

Około roku 245 przed Chrystusem zmarł grecki poeta, Aratos, znany głównie z poematu Phainomena, opisującego niebieskie znaki i gwiazdozbiory. (Ten poemat parafrazował Jan Kochanowski.) Z tego to poetyckiego utworu quasi-cytat pojawia się w dzisiejszych nieszporach: Veni et revela nobis quod sumus genus tuum.

Aby go jednak dostrzec, trzeba nieszpory odmawiać po łacinie, gdyż polskie przekłady – ani z pierwszego wydania Liturgii Godzin, ani z drugiego, poprawionego – nie pozwalają go zauważyć. Jak Aratos trafił do liturgii? Via Dzieje Apostolskie, gdyż tam cytuje go, w swej nieudanej mowie na ateńskim Areopagu, św. Paweł. Powiada bowiem Apostoł do słuchających go Greków o Bogu w ten sposób: Jak jeden z waszych poetów powiedział: Z Jego rodu jesteśmy – tou gar kai genos esmen*), co Hieronim przełożył jako ipsius enim et genus sumus (Dz 17:28). Dokładniej można by to przełożyć: Jego bowiem jesteśmy rodem, rodziną.

Św. Makary Wielki powiadał, że między Bogiem a człowiekiem istnieje bardzo bliskie pokrewieństwo. Co więcej, bibliści przypominają, że Chrystus Odkupiciel działa wobec człowieka jak go’el, czyli najbliższy krewny, który występuje w obronie praw pokrzywdzonego – musi go wykupić z niewoli, odkupić majętność, sprzedaną z powodu ubóstwa etc. (np. Kpł 25:48sq).

To już drugi, obok Safony, grecki poeta, którego spotkać można na kartach brewiarza.

PS Tytułowe rozkosze są, oczywiście, czysto intelektualne.
__________________________
*) Taka wersja jest w Dziejach Apostolskich; w oryginale (wers 5), Aratos używa jońskiej formy eimen, typowej dla pisanego heksametrem poematu, naśladującego dzieła Hezjoda.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Pół Hostii dla siostry

Patron dnia dzisiejszego, św. Jan od Krzyża, niewielkiej był postury. Z tego względu święta matka Teresa nazywała go niekiedy żartobliwie „pół brata”.

Przypomniałem sobie o tym z powodu dyskusji na temat udzielania Komunii świętej: jak, skąd, gdzie... Jan od Krzyża, wiedząc, że Teresa nazywa go „pół brata”, dawał jej czasami tylko pół Hostii. Ot, taki humor świętych.

niedziela, 13 grudnia 2009

Jeszcze raz o radości

Z opóźnieniem, ale wciąż na czasie.

Papież zwrócił się z przesłaniem do uczestników kończącej właśnie obrady konferencji nt. zmian klimatycznych. Po raz kolejny Benedykt XVI pokazuje, jak wielką wagę przykłada Kościół do troski o stworzenie, o cały świat, który jest dziełem Boga, i jako taki wymaga szacunku.

Zaś w dzień Niepokalanego Poczęcia Dziewicy Maryi mówił do mieszkańców Rzymu:

Często skarżymy się na skażenie powietrza, którym wręcz nie da się oddychać w pewnych częściach Miasta. To prawda. Każdy musi się starać, aby Miasto stawało się czystsze. Ale jest też inny rodzaj skażenia, mniej dostrzegalnego dla naszych zmysłów, lecz równie groźnego. To skażenie ducha; ono sprawia, że się mniej uśmiechamy, że nasze twarze stają się bardziej ponure, że niechętnie pozdrawiamy się nawzajem lub patrzymy sobie w oczy... (...) Postrzegamy wszystko powierzchownie. Ludzie stają się ciałami, i te ciała tracą duszę, stają się rzeczami, przedmiotami bez twarzy, które mogą być wymieniane lub zużywane.

Warto pamiętać o słowach tego papieża, który jakże często podkreśla, że życie chrześcijanina nie jest ponurym ciężarem (jak często myślą ludzie patrzący na Kościół z zewnątrz, i jak zdają się myśleć czasami niektórzy z tych, co są w Kościele), ale radością ukochanego przez Boga dziecka. Wszak jarzmo Pana jest wygodne, a Jego brzemię lekkie.