Leżę z Huanem w łóżku. Musiałem wziąć 50mg leku przeciwpsychotycznego, żeby przetrwać ten dzień, następne 150mg na noc. Czas do 16 lipca, dnia Matki Boskiej z Góry Karmel.
Nie przypomniałem sobie czegoś. Ale coś zostało mi przypomniane. Przez Niego.
Zapach, jaki tym razem bez przerwy czuję, to zapach gotującego się rosołu, czy właściwie smród. Jeszcze trochę tego zapachu, a dojdzie do nieodwracalnych zmian w mózgu i w rezultacie do zgonu. Przynajmniej prawdziwy zapach tak by podziałał, omam chyba aż takiej siły nie ma. Ale i tak jest nieprzyjemny.