niedziela, 30 stycznia 2011

Okruch z miasta

W „Geografii” Ptolemeusza (ok. 150 po Chr.) pojawia się nazwa miasta z Wysp Brytyjskich: Βρανογενιον (zapisuję bez akcentów, gdyż trudno powiedzieć, na ile akcent, wstawiony przez wydawców dzieła Ptolemeusza, odpowiada prawdziwemu akcentowi w tej nazwie). Jak pisze prof. Kenneth Jackson, jest to najpewniej nazwa wywodząca się z brytyjskiego (w sensie: celtyckiego) *Branogenos – Zrodzony z (boga) Brana (czyli Kruka). Nic więcej nie wiemy. Jaka historia kryje się za tą nazwą, za założycielem tej miejscowości, związkami miejsca i jego mieszkańców z bogiem Branem?

To trochę jak ze staroangielskim Earendelem, chociaż tam chodzi o osobę, nie o miejscowość.

środa, 26 stycznia 2011

Katole

Katolicki uniwersytet, który zawsze z opóźnieniem wypłaca pensje pracownikom. Katolicka szkoła, która szuka kruczków prawnych, aby nie zapłacić pracownicy za zlecenia. Katolickie wydawnictwo, które przyjmuje zamówienie i zapłatę za nie, i bez żadnego wyjaśnienia opóźnia jego realizację. Etc., etc.

A światło ich jaśnieje przed ludźmi, tak mocno, że aż oślepia. Ilu „dzięki” nim  zraża się do Kościoła, ilu „dzięki” nim ma fałszywy jego obraz?

poniedziałek, 24 stycznia 2011

O językach

Dziwią mnie opinie, że greka jest trudniejsza od łaciny. Powiedziałbym, że – w pewnych przynajmniej aspektach – jest wręcz przeciwnie. To prawda, że np. grecki czasownik może utworzyć dziesięć (a czasami dwanaście) imiesłowów, każdy na trzy rodzaje, wszystkie odmienne przez przypadki, ale co w tym trudnego? Trzeba się tylko nauczyć. Nic w tym trudnego czy skomplikowanego. A syntaksa grecka jest o niebo prostsza od łacińskiej, nie trzeba się uczyć żadnego consecutio temporum...

A taki np. gocki czy staroangielski? Raptem dwa czasy, mniej przypadków niż w grece (która ma ich mniej niż łacina, która z kolei ma ich mniej niż sanskryt)... OK, w staroangielskim jest mutacja samogłosek, ale wystarczy trochę pomyśleć i obserwować własne narządy mowy, żeby zrozumieć jej zasady. W walijskim jest gorzej. Tolkien kiedyś pisał, że staroangielskiego łatwiej się można nauczyć niż współczesnego francuskiego (który, jak dwóch z moich dominikańskich uczniów zgodnie twierdzi, jest jednym z najmniej logicznych znanych im języków).

Dlaczego ludzie sądzą, że to jakieś arcytrudne języki, wymagające jakichś specjalnych zdolności? Nie mam zielonego pojęcia. Sam uczyłem się łaciny i greki jeszcze w szkole, w tym na grece słówka podawano po łacinie. Rozumiem, że gocki może wydawać się jakąś fanaberią, chociaż to naprawdę całkiem zwykły język, a nie jakiś dziwny, jak mawiała pewna babeczka (z tytułem profesora) w Instytucie Badań Interdyscyplinarnych (sic!), ale łacina i greka to po prostu standard. Goethe chyba wspomina o czytaniu Homera na spacerach, a dziewczęta, przygotowujące się do pracy prowincjonalnych nauczycielek na Wyspie Księcia Edwarda, czytały na studiach Wergiliusza, jak wiemy z dziejów rudowłosej Ani Shirley. Kiedyś znajomość greki i łaciny była czymś oczywistym dla wykształconego Europejczyka, a nawet, jak pokazuje ostatni przykład, i dla Kanadyjczyka, a teraz... Wymyśla się jakieś wymówki, jakieś problemy, języki uważa za trudne... Ech. Trąbi się potem o korzeniach cywilizacji, o upadku cywilizacji, etc., a przeczytać kawałek z Ajschylosa czy Wergiliusza, czy chociażby z Jana Chryzostoma... O Homerze nie wspomnę, bo to zupełna podstawa. Przeczyta ktoś kilka 19- i 20-wiecznych powieści, kilka współczesnych wierszy, i już można go uznać za wykształconego Europejczyka...

* * *

ἥττημαι, οἶδα ὅτι ἥττημαι· χαλεπώτατόν ἐστι λέγειν,
Hige sceal þe heardra,     heorte þe cenre,
mod sceal þe mare,     þe ure mægen lytlað.

~    ~    ~

Hvat er með ásum?
Hvat er með alfum?
Gnýr allr Jötunheimr,
æsir ro á þingi (...)

Geyr nú Garmr mjök

fyr Gnipahelli,
festr mun slitna
en freki renna;
fjölð veit ek fræða,
fram sé ek lengra
um ragna rök
römm sigtíva.

Dwie nogawki = dwa grzechy

Pewien ksiądz tłumaczył mojej znajomej, dlaczego kobiety nie powinny nosić spodni. Otóż kobieta w spodniach łamie aż dwa przykazania: szóste, bo pobudza mężczyzn do lubieżnych myśli, oraz piąte, gdyż szkodzi swojemu zdrowiu – albowiem noszenie spodni, kontynuował duchowny, prowadzi niechybnie do grzybicy pochwy.

Można się zastanawiać, do czego prowadzi noszenie sutanny.

piątek, 21 stycznia 2011

Spinacze

Wspominałem ostatnio o czytaniu Arystofanesa w nowicjacie. Na ostatnie zajęcia bracia przynieśli pudełko spinaczy i powiedzieli: Panie Marcinie, jesteśmy przygotowani!

czwartek, 20 stycznia 2011

Obserwacje

1. Pan wychodzi z psem popołudniami. Mieszka dwie ulice dalej. Po drodze wstępuje do osiedlowego sklepiku i kupuje piwo. Kiedy je wypije, po prostu wrzuca butelkę lub puszkę w krzak – nawet nie w krzaki, ale w jeden, samotny krzak – i idzie dalej. Fakt, kosz na śmieci był jakieś 10 metrów wcześniej...

2. Wszedłem do kościoła w zwykły dzień, w ciągu dnia. Było pusto, tylko jedna pani siedziała w ławce i rozmawiała głośno przez komórkę. Akustyka pustego kościoła – znakomita.

3. Kiedyś zastanawialiśmy się z Dominikiem, jaką popularnością cieszyłby się wpis blogowy o żołądkowych kłopotach blogera. Być może wielką. Póki co, ze statystyk wynika, że ludzie najchętniej czytają nie o literaturze, liturgii, historii czy Biblii, ale o sobie samych i/lub o własnych znajomych. W końcu trzeba mieć jakieś zainteresowania...

4. Starszy pan, pacjent, wyszedł ze szpitalnej toalety i zaczął wolniutko spacerować po korytarzu. Przechodząca obok pielęgniarka mruknęła: Wyszedł z kibla i brudy roznosi po całym korytarzu.