Co jakiś czas, zupełnie przypadkiem, dowiaduję się, że moje teksty – czy częściej, tłumaczenia – są w jakichś śpiewnikach, są śpiewane w czasie liturgii. A mnie nikt o tym nie poinformował. Trochę to przykre, i nie tylko z autorskiej próżności, ale też dlatego, że mógłbym te teksty razem z nutami wysłać karmelitankom na Islandię czy do Suchej Huty. Nie rozumiem, jak to działa, może właśnie w ten sposób powinno działać. Z drugiej strony, chyba mam jakieś prawa autorskie. Nawet jako tłumacz średniowiecznych hymnów.
Kiedyś zdumiałam się, czytając fragment mojego bloga w "Niedzieli". Do dziś nikt mnie o nic nie zapytał ani się do mnie nie odezwał. Może niektórzy są przekonani, że nabożny cel uświęca środki, choćby nieuczciwe czy zwyczajnie niegrzeczne wobec autora.
OdpowiedzUsuńTak, to musi być nabożny cel. A ja się czepiam.
Usuń